Nie chciała, ale zrobiła to
Wiesz, Basia nigdy nie potrafiła palić tak naprawdę, ale była przekonana, że to pomaga jej wyciszyć nerwy. Stała przed domem swojej babci, patrzyła na polską wieś, a myśli miała ciężkie, przygnębiające i niespokojne. Ostatnio życie przygniatało ją odpowiedzialnością.
Mieszkała sama w domu po zmarłej babci, rodzice w innej wsi, siedem kilometrów stąd. Chciała mieszkać sama, być niezależna no bo dwadzieścia trzy lata to już nie nastolatka. Pracowała na poczcie.
Nie dokończyła tej nieszczęsnej papierosa, zgasiła i od razu wyrzuciła:
Nie lubię palić, nie rozumiem jak Weronika może ciągle się tym zaciągać, ona mi doradziła, mówiła, że nerwy się uspokajają ale to raczej ściema rozmyślała Basia.
Wtedy przed jej domem przejechał nowy dzielnicowy, Andrzej przenieśli go z sąsiedniego powiatu. Basia wiedziała o tym od koleżanek z poczty. Popatrzyła za jego samochodem, a potem weszła do środka, bo się już ściemniało, a wieczorem czekała ją bardzo ważna i ryzykowna sprawa
Dzień wcześniej na poczcie, choć tłumów nie było, to jednak co chwilę ktoś przychodził z wioski.
Jutro będzie tu Sajgon mruknęła pani Anna, stażystka doświadczona dzisiaj cisza przed wypłatą emerytur.
Pani Anna zna pocztę jak własną kieszeń, wszyscy ją znają i szanują. Ona sama powtarza:
Pracuję tu już trzydzieści lat, bez poczty nie wyobrażam sobie życia.
Oj tak, ciociu Aniu uśmiechała się młoda Weronika moja mama zawsze mówi, że bez ciebie by tu wszystko padło. Ty tu wszystko ogarniasz.
O, bez przesady, zawsze można mnie zastąpić, już niedługo emerytura
Dzień dobry weszła do środka pani Maria, solidna kobieta, czterdzieści dwa lata. Uff, jak dziś gorąco! Przyszłam, bo sąsiadka, babcia Genowefa prosiła, żebym jej załatwiła prenumeratę gazety, ona lubi czytać a my jutro od rana ruszamy na wakacje, aż do Chorwacji Poprosiła, bo kończy jej się prenumerata, boi się, że zostanie bez prasy Szkoda mi jej, nie chodzi już, tylko siedzi i dużo czyta. Mówi, że szybciej jej przez to czas leci.
Ależ, Maria, nie boisz się tak daleko, jeszcze samolotem? spytała pani Anna Chorwacja dobrze wam zrobi, nacieszcie się słońcem powiedziała takim tonem, jakby sama niedawno wróciła znad Adriatyku.
Nie, nie boję się. Jak tylko wylądujemy wrzucę zdjęcia na Facebooka, kupiłam nowy strój kąpielowy! obiecała Maria i po chwili zniknęła.
Ile to trzeba pieniędzy, żeby polecieć całą rodziną na taki urlop wywróciła oczami Weronika.
Oj, u nich to raczej jest z czego Michał, jej mąż, potężny rolnik zapewniła Anna.
Basia milczy, siedzi przy komputerze i słucha, co się dzieje. Rozważa.
Po jakimś czasie w drzwiach stanął dzielnicowy Andrzej i radośnie przywitał się:
Dzień dobry, miałem tu dostać awizo, może już jest? zagadnął Weronikę po czym, zobaczył Basię i zamilkł, zapatrzony.
Nie wiedziałem, że takie piękne dziewczyny tu pracują tylko taka smutna
Pani Anna spojrzała na niego.
Eee, to Basia. Niedawno straciła narzeczonego.
Rozumiem powiedział Andrzej, a Weronika sprawdziła na razie nic dla niego nie było.
Trzy tygodnie temu Basia straciła narzeczonego, Dawida. Znaleźli go martwego w Piotrkowie na opuszczonym podwórku. Mówiło się, że był hazardzistą, podobno grywał nielegalnie. Basia nie miała o tym pojęcia. Policja nie znalazła sprawcy, ale pewnego wieczoru przyjechali do niej dwaj młodzi z miasta. Kojarzyła ich, bo kiedyś widziała Dawida właśnie z nimi.
Twój narzeczony jest nam winien sporą kasę.
Ale Dawid nie żyje wyszeptała Basia przestraszona.
No, ale długi żyją dalej odpowiedział Łukasz, jeden z nich, podając jej konkretną sumę czterdzieści pięć tysięcy złotych.
Ale skąd mam mieć takie pieniądze?
To już twoja sprawa. Chyba masz we wsi majętnych ludzi, pomyśl.
Naprawdę nie wiem, kto jest bogaty
Nie ściemniaj, na poczcie pracujesz, wszystko wiesz uciął Łukasz a my te pieniądze chcemy odzyskać. Za dwa tygodnie po nie wrócimy. Tylko spróbuj zgłosić to na policję nie ręczę za twoje życie. Masz tu wytrychy, każdą kłódkę otworzysz dodał brutalnie.
Gdy wyszli, szybko zamknęła drzwi na klucz. Pulsowała jej krew w skroniach, wokół cisza, za oknem ciemno. Po dobie, stremowana, postanowiła w nocy włamać się do domu Marii. Cała ich rodzina pojechała na urlop. Wiedziała, że żadnego psa tam nie mają, tylko brama zamknięta, ale to nie problem przeszła przez płot.
Nie miała pojęcia, czy uda się dostać do domu, ale jak mówił Łukasz, wytrychy zadziałały. Serca jej waliło, bo robi coś nielegalnego, staje się taka jak oni ci bandyci, którzy ją do tego zmusili.
Długo szukała pieniędzy. W domu było jasno, na pokój padało światło latarni za płotem.
Boże, co ja robię? szepnęła w duchu oczywiście, że chcę żyć. Dawid, narobiłeś mi kłopotów. Leżysz tam, a ja muszę za ciebie się wykpić, jeszcze przez łamanie prawa.
Wiedziała, że powinna była zgłosić to na policję, ale bała się, że Łukasz będzie wszędzie ją śledził. Znalazła zaledwie piętnaście tysięcy złotych, w szufladzie komody złoty pierścionek Marii i bransoletkę. Na stole zauważyła laptop, więc wrzuciła go do torby.
Bezszelestnie wyszła z domu, mając torbę na ramieniu, rozglądała się, czy ktoś ją nie widzi żadne okno we wsi się nie świeciło, ze dwa psy tylko szczeknęły niemrawo. Nikogo wokół, czyli nikt jej nie zobaczył. Drżała ze strachu.
W domu schowała torbę do starej babcinej skrzyni w komórce, dobrze pod stertą starych rzeczy. Nie zmrużyła oka tej nocy, bolała ją głowa. Poszła do pracy zmęczona. Około południa wyszła z poczty i skierowała się do wiejskiego baru obok.
Dzień dobry nagle przede mną dzielnicowy Andrzej, aż podskoczyła, ale on się tylko uśmiechnął nie bój się, po prostu mamy tę samą trasę, też idę coś zjeść.
Dzień dobry wymamrotała, głowa jej pracowała na pełnych obrotach czy on już wie, co zrobiłam? Czekał tu na mnie?
Tak, na ciebie czekałem zażartował Andrzej.
Spojrzała mu w oczy i poczuła ulgę, widziała, że to żart. Od tego czasu zaczęli wspólnie jadać obiady, a czasem wieczorem Andrzej odbierał ją po pracy i zostawał u niej na noc.
Plotki szybko rozeszły się po wsi:
Złapała Baska dzielnicowego, miała szczęście narzekała sąsiadka Tamara moja córka, Anka, go lubiła, a ta się z nim związała
Oj tam, widać, że mu się spodobała, zakochał się kwitowała druga.
I faktycznie Basia i Andrzej zakochali się w sobie. Miłość rozkwitła, niektórzy jednak kręcili nosem:
Ledwo narzeczonego pochowała, a już z innym się puszcza.
No ale ile ma się zamartwiać, niech żyje normalnie bronili jej inni.
Basia nie mogła sobie znaleźć miejsca, zbliża się data, kiedy Łukasz i jego kolega mieli przyjechać po pieniądze. Bała się, że zastaną Andrzeja w domu. Chciała mu się przyznać do winy, czas gonił. Nie wytrzymała, dwa dni przed terminem zdobyła się na odwagę:
Andrzej, muszę ci coś powiedzieć zaczęła Basia, a on się zaśmiał.
Wiem, ja też cię kocham
Nie, nie o tym
Andrzej poważnie słuchał. Nie wierzył, że taka delikatna dziewczyna, jego Basia, mogła posunąć się do przestępstwa. Ale od razu tłumaczył sobie, że przecież ją zastraszali.
No pięknie, Basia. Będziesz musiała odpowiedzieć za to. A gdzie są te rzeczy? Oj, dziecko, trzeba było od razu ze mną pogadać
Wyjęła torbę i oddała mu wszystko. Przekonywał ją długo, obiecywał pomoc. Dwa dni później, późnym wieczorem, ktoś zapukał do drzwi Basia otworzyła, cała przerażona. Łukasz stał z kolegą żądali pieniędzy.
Nie dałam rady zdobyć całej kwoty, coś wymyślę, pozwólcie mi jeszcze chwilę prosiła zrozpaczona.
Łukasz złapał ją mocno za ramię.
Nie będziesz mieć czasu. Daj pieniądze, albo pociągnął ją za koszulkę i szarpnął. W tej chwili kolega Łukasza padł na podłogę, zaraz za nim Łukasz. Obaj już leżeli skuci, Andrzej i drugi policjant zakuwali ich w kajdanki.
Już po wszystkim powiedział cicho Andrzej dostaną za swoje. Rano przyjdź na komendę, będą przesłuchania.
Na policji Basia wyznała prawdę śledczemu. Maria wróciła z rodziną z urlopu, laptop, biżuterię i pieniądze im oddano. Andrzej poprosił śledczego, by nie rozgłaszać jej winy we wsi. Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Nikt nie podejrzewał, że cicha Basia mogła posunąć się do takiego czynu. Wszyscy uznali, że to Łukasz i jego kolega zresztą oni byli odpowiedzialni też za śmierć Dawida. Skończyło się na długim wyroku dla nich.
Andrzej oświadczył się Basi, była weselna impreza. Miłość Andrzeja zmyła wszystkie winy Basi, uleczyła stare rany. Dziś wspólnie wychowują córeczkę Oleńkę.



