Gdybyś znalazła porządnego faceta

Kiedy w końcu kupicie mieszkanie? głos Marianny brzmiał stanowczo i natarczywie.

Siedziała na kanapie w wynajętym mieszkaniu, gdzie Ania z Markiem żyli od trzech lat, i patrzyła na córkę tak, jakby ta popełniła zbrodnię.

Ile można się męczyć w wynajętym?

Ania westchnęła i odwróciła się do okna. Te rozmowy dawno przestały być tylko nieprzyjemne stały się torturą. Od momentu, gdy Ania wyszła za Marka, matka zaczęła naciskać. Że wybrała nie tego. Że Marek nie ma mieszkania, nie ma pieniędzy, nie ma nic. Po co jej taki mąż? I przez te trzy lata Marianna wypytywała, kiedy wreszcie kupią własne mieszkanie, dlaczego wciąż wynajmują, czy nie wstyd im tak żyć.

Złość kipiała gdzieś pod żebrami, gotowa wybuchnąć.

Szukamy odpowiedniego wariantu, mamo powiedziała w końcu Ania, starając się mówić spokojnie. Pod względem dzielnicy, ceny, stanu. Potrzebujemy używane z remontem, bo nie mamy dodatkowych pieniędzy na remont. Rozumiesz?

Marianna prychnęła i przewróciła oczami tak wymownie, że Ania mimowolnie zaciśniła pięści.

Oczywiście ciągnęła matka z sarkazmem. Gdybyś znalazła sobie porządnego faceta, toczyłabyś się jak pączek w maśle, a nie szukała mieszkania na promocji. Patrzyłabyś w nowych inwestycjach. A tak? Zadowalasz się resztkami.

Ania gwałtownie wstała, ledwo powstrzymując krzyk.

Muszę wyjść, mamo rzuciła sucho, kierując się do drzwi.

Marianna coś jeszcze mówiła, ale Ania już nie słuchała. Odprowadziła matkę do wyjścia, zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami. Westchnęła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że cały czas była spięta ramiona bolały, szczęka drętwiała od zaciśnięcia zębów. Ostatnio rozmowy z matką kończyły się tylko bólem głowy. Za każdym razem, gdy Marianna przychodziła, Ania czuła się, jakby szykowała się do bitwy. Broniła się, tłumaczyła, kłóciła. I wszystko na nic.

Przeszła do kuchni, nalała sobie wody z dzbanka. Usiadła przy stole, wypiła kilka łyków, próbując się uspokoić. Wtedy zadzwonił telefon.

Aniu! głos Marka brzmiał podekscytowany. Znalazłem! Idealne mieszkanie! Musisz szybko przyjechać pod adres, który ci podam. Musimy je kupić, rozumiesz? To nasza szansa!

Serce Ani zaczęło bić szybciej. Chwyciła długopis, zapisała adres na kartce, rzuciła się do pakowania. Narzuciła kurtkę, wybiegła na ulicę i złapała taksówkę. Przez całą drogę wierciła się na siedzeniu, co chwilę spoglądając przez okno, w myślach poganiając kierowcę.

Marek już na nią czekał pod klatką. Jego twarz promieniała, oczy błyszczały.

Chodź, zobaczysz wziął ją za rękę i zaprowadził do środka.

Mieszkanie było na trzecim piętrze. Dwa pokoje. Niewielkie, ale przytulne. Remont świeży, jasny. Tapety w przyjemnym beżowym odcieniu, panele pod drewno, plastikowe okna. Meble zostawiali kanapę, szafy, kuchenny zestaw. Wszystko czyste, zadbane.

Patrz Marek oprowadzał ją po pokojach, pokazując każdy kąt. Tu sypialnia, tu salon. Kuchnia jasna. I najważniejsze obok sklepy, przystanki, szkoła niedaleko. Cała potrzebna infrastruktura. Cena rozsądna. Właściciele sprzedają w pośpiechu, wyjeżdżają do innego miasta. Mamy szczęście.

Ania w milczeniu oglądała mieszkanie. Przechodziła z pokoju do pokoju, dotykała ścian, zaglądała do szaf. W środku rozlewało się coś ciepłego, ogrzewało pierś. To naprawdę było ich mieszkanie. Już widziała, jak się tu urządzą, gdzie postawią swoje rzeczy, jak będą pić rano herbatę w kuchni.

Bierzemy? cicho zapytał Marek, patrząc na nią z nadzieją.
Bierzemy uśmiechnęła się Ania, a on ją objął.

Umówili się z właścicielami na miejscu. Omówili szczegóły, ustalili datę podpisania dokumentów. Potem, radośni i podekscytowani, wrócili do domu. Marek przez całą drogę mówił o tym, jak się wprowadzą, co trzeba dokupić, co zmienić. Ania milczała, ale się uśmiechała. Wewnątrz niej kipiała radość, tak silna, że chciało się krzyczeć, skakać, tańczyć.

Następne tygodnie minęły w wirze spraw. Formalności, urzędy, pakowanie. Ania ledwo nadążała. Życie porwało ich w wir zdarzeń, a oni po prostu pędzili naprzód. Marek zajmował się większością spraw, za co Ania była mu wdzięczna. W końcu nadszedł dzień przeprowadzki. Przenieśli pudła, poustawiali meble, rozpakowali rzeczy. I oto pierwszy wieczór w ich własnym mieszkaniu.

Ania stała pośrodku salonu i po prostu się rozglądała. Marek podszedł od tyłu, objął ją za ramiona.

Nasze mieszkanie szepnął jej do ucha.
Nasz dom powiedziała Ania, a po policzkach popłynęły łzy.

Ale radość nie trwała długo. Już następnego dnia zadzwonił dzwonek. Ania otworzyła w progu stała matka. Na jej twarzy malowało się niezadowolenie.

Dzień dobry burknęła i weszła do środka bez zaproszenia.

Marianna powoli oglądała mieszkanie. Zaglądała w każdy kąt. Jej brwi były ściągnięte, usta zaciśnięte. W końcu zatrzymała się na środku pokoju i zapytała z nieskrywanym rozczarowaniem:

I to wszystko?

Ania zmieszała się.

Co masz na myśli?

Marianna skrzywiła nos, jakby nie stała w mieszkaniu, a na wysypisku. Obejrzała ściany, sufit, okna.

Mieszkanie małe i słabe oznajmiła stanowczo. Myślałam, że kupicie przynajmniej trzypokojowe. A to co? Pokoje przechodnie, malutkie. To nie dwupokojowe, tylko nędzne kawalerka! Nawet karton byłby większy. Czy to w ogóle mieszkanie dla ludzi?

Twarz Ani zapłonęła. Wewnątrz wszystko ścisnęło się z gniewu i urazy.
Marek pojawił się w pokoju. Najwyraźniej słyszał całą rozmowę. Spróbował załagodzić sytuację.

Marianno, to nasze pierwsze mieszkanie

Rate article
Fajna Tajna
Gdybyś znalazła porządnego faceta