Wiesz co, ostatnio myślę, co ja w ogóle zrobiłam, że zostałam żoną Michała.
Niedawno mieliśmy ślub w Krakowie. Cały czas byłam przekonana, że Michał oszalał na moim punkcie. Nie miałam żadnych wątpliwości, aż pewna sprawa mnie totalnie zbiła z tropu. I to nie była zdrada, chociaż wiele osób od razu by o tym pomyślało. To było coś innego, jakieś takie dziwne, wręcz niepokojące.
Chyba przesadziłam z tym, jak bardzo mi na nim zależało. Idealizowałam go, byłam tak zakochana, że nawet największe głupoty mu wybaczałam. Michał się do tego przyzwyczaił, zaczął chodzić jak paw, coraz pewniej się czuł i wyobrażał sobie, że każda Jagoda czy Zuzanna będzie się za nim uganiać. Ale wśród znajomych to nigdy nie zwracał uwagi dziewczyn Ktoś inny pewnie już dawno by go przegonił za takie rzeczy, ale ja ufałam mu bezgranicznie.
Na chwilę przed ślubem oznajmił mi, że chce pobyć sam, odpocząć, wyjechać w Tatry, żeby się przygotować do życia małżeńskiego. Z początku zrobiło mi się przykro, ale nie chciałam robić scen, więc pozwoliłam mu jechać.
Jak mi opowiadał potem, odciął się totalnie od świata bez internetu, telefonu, tylko on i górskie szlaki. Pojechał sam, a ja zostałam w naszym mieszkaniu w Krakowie, tęskniąc za nim z każdą godziną coraz mocniej.
Minął tydzień, wrócił. To był dla mnie najbardziej wyczekany dzień w roku! Zrobiłam mu jego ulubione pierogi ruskie, ugotowałam żurek chciałam żeby poczuł się jak u siebie.
Ale następnego dnia Michał zaczął coś kombinować co chwilę zaglądał do przedpokoju, kręcił się po drugim pokoju, wychodził z domu pod byle jakim pretekstem niby do sklepu na rogu po mleko czy do kiosku po Gazetę Krakowską. Zaczęłam coś wyczuwać, ale nie chciałam od razu robić awantury.
W końcu, idąc po chleb do piekarni na Kazimierza, otworzyłam skrzynkę i znalazłam zwyczajny list zaadresowany do mnie od Michała, wysłany z Zakopanego. Otworzyłam, myślałam, że to jakieś miłe słowa Ale to, co tam przeczytałam, rozwaliło mnie na całej linii. Napisał coś takiego:
“Cześć, Justyno. Nie chcę Cię już okłamywać. Nie jesteś dla mnie. Nie chcę z Tobą spędzić reszty życia. Nie będzie ślubu. Przepraszam, nie szukaj mnie, nie dzwoń, nie wrócę.”
Tak lakonicznie, bez żadnych tłumaczeń. Bez serca, bez rozmowy.
Wtedy dopiero zrozumiałam, czemu tak biegał sprawdzać skrzynkę pocztową chyba się bał, że ukryje przede mną ten list. Wzięłam go, podarłam, nie mówiąc ani słowa, i udawałam, że nic się nie dzieje. Ale powiedz mi, jak mogłam dalej kochać faceta, który ewidentnie nie chciał ze mną być? Po co brał ślub, po co udawał, że wszystko gra? Teraz już serio nie rozumiem, dlaczego zostałam jego żoną…



