Mam tego po dziurki w nosie – szwagier z całą rodziną urządza sobie u nas co weekend zjazdy bez zapowiedzi i w ogóle nie liczy się z naszymi planami!

Zdaje się, że działo się to całe wieki temu, choć wspomnienia wciąż mam żywe jakby to było wczoraj.

Zdarzyło się wam kiedyś spotkać osobę, która jest przekonana, że wszystko powinno kręcić się wokół niej, zupełnie nie zwracając uwagi na to, czy inni mają swoje sprawy i plany? W moim życiu taki typ zjawił się pod postacią mojego szwagra, Stanisława, który wraz ze swoją żoną Jadwigą, ich dwójką dzieci dziewczynką o imieniu Bronisława i chłopcem o imieniu Mieczysław oraz młodszym bratem Jadwigi, Zdzisławem, przyjeżdżali do nas do Warszawy na każdy weekend, jakby to był ich drugi dom. I zawsze całą ferajną, z noclegiem, bez uprzedzenia i pytania, czy akurat mamy czas czy ochotę ich przyjmować.

Cała ta sytuacja trwała dobrych kilkanaście miesięcy, a ja czułam się coraz bardziej udręczona i wyczerpana. Goście są u nas bardzo mile widziani, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. W końcu chciałam mieć odrobinę spokoju po całym tygodniu harówki, chciałam poleżeć z książką czy pójść na spacer po Łazienkach, nie martwiąc się o to, kogo muszę dziś nakarmić i gdzie kogo położyć spać.

Zamiast tego co piątek wieczór znów sterczałam przy garach, starałam się być uprzejma i uśmiechnięta, ścieliłam łóżka, a po weekendzie prałam sterty pościeli i zbierałam porozrzucane rzeczy. Zastanawiałam się, czy Stanisław i spółka zdają sobie sprawę, że takie wparowywanie bez zapowiedzi i żadnego zaproszenia, to po prostu niegrzeczność, choćby i była to najbliższa rodzina. I zapewniam was, że mniej by mnie to bolało, gdyby były to wizyty sporadyczne niestety, zjawiali się minimum trzy razy w miesiącu, a bywało, że częściej.

My z mężem, Wacławem, nigdy w ten sposób nie obciążaliśmy innych rodzinnych domów może powinniśmy byli zrobić im podobną niespodziankę, żeby sami się przekonali, jak to jest? Prosiłam Wacława, żeby z nimi pogadał, jakoś wytłumaczył, że mamy już serdecznie dość, ale on tylko rozkładał ręce, bał się ich urazić lub zwyczajnie nie wiedział jak zagadnąć. Czy może było mu tak wygodnie? Odmówił rozmowy, więc musiałam wziąć sprawy we własne ręce.

Najpierw przestałam gotować w weekendy z lodówki zjadało się to, co zostało z całego tygodnia, a jak już nic nie było, to informowałam, że można sobie samemu coś ugotować, bo mnie apetyt od tych wizyt odchodził.

Pamiętam, jak pewnego dnia zasiedli wszyscy do stołu, oczekując obiadu, a ja tylko spokojnie oznajmiłam, że dziś nic nie będzie kuchnia wolna, każdy może się wykazać. Spojrzeli po sobie bez słowa, napili się herbaty i poszli spać o pustych brzuchach.

Odstawiłam także generalne sprzątanie przed każdym weekendem z rodziną. Kiedyś Jadwiga poskarżyła się, że białe skarpetki Bronisławy po gościnie u nas zrobiły się szare. Grzecznie odpowiedziałam, że nie miałam czasu myć podłogi, ale wiadro i mop stoją gotowe w łazience, może podziałać. Więcej już nie podważała mojej troski o czystość.

Co najważniejsze, przestałam siebie spychać na dalszy plan. Nie zmieniałam planów, bo a nuż rodzina znów wpadnie; jeśli miałam coś zaplanowane, robiłam to mimo obecności gości. Poświęcałam im godzinę na pogawędki, a potem grzecznie się żegnałam i szłam załatwiać swoje sprawy, a jeśli miałam wolne, wymyślałam sobie generalne porządki, by z nimi zbyt długo nie przesiadywać.

Gdy po którejś z rzędu takiej wymuszonej wizycie Stanisław rzucił do Wacława: Wygląda na to, że nasz czas dobiegł końca?, przez głowę przebiegła mi myśl: no, w końcu zrozumiał! Od tej pory rodzina mojego szwagra wpadała już tylko po rozmowie telefonicznej i bez nocowania, nie częściej niż raz na kilka miesięcy.

Zastanawiam się dzisiaj, czy inni też mają za sobą podobne doświadczenia? Jak sobie radziliście z takimi gośćmi, którzy mylą gościnność z wygodnictwem? W mojej pamięci tamten czas pozostał ważną lekcją nauczyłam się, że trzeba o siebie dbać, nawet jeśli czasami znaczy to powiedzieć nie najbliższym.

Rate article
Fajna Tajna
Mam tego po dziurki w nosie – szwagier z całą rodziną urządza sobie u nas co weekend zjazdy bez zapowiedzi i w ogóle nie liczy się z naszymi planami!