Ciocia mojego męża przekazała mu w spadku kawalerkę w centrum Krakowa. Mieszkanie jest niewielkie, ale bardzo dobrze położone. Razem z mężem wychowujemy trójkę dzieci. Najstarsza córka, Zuzanna, ma dziewiętnaście lat i studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nasz starszy syn, Wiktor, ma dwanaście lat, a najmłodszy Mikołaj właśnie skończył pięć. Żyjemy w wygodnym, trzypokojowym mieszkaniu, w którym każdy ma swoje miejsce, więc na brak przestrzeni nie narzekamy.
Ostatnio pokłóciliśmy się z mężem o tę kawalerkę. Wspomniałam, że byłoby świetnie, gdyby Zuzanna w niej zamieszkała to już dorosła dziewczyna, niedługo pewnie zacznie się jej dorosłe życie, może znajdzie chłopaka, może wyjdzie za mąż. Ale Radek, mój mąż, uważa, że byłoby to niesprawiedliwe wobec Wiktora i Mikołaja. Woli sprzedać mieszkanie, a pieniądze jakieś 350 tysięcy złotych sprawiedliwie podzielić pomiędzy nasze dzieci. Według niego to najuczciwsze rozwiązanie.
Nie zgadzam się z nim. Uważam ten pomysł za niefortunny dziś za te pieniądze dzieci mogłyby sobie kupić najwyżej używany samochód, a na własne cztery kąty na pewno nie wystarczy. Moim zdaniem lepiej pomóc przynajmniej jednej z nich, niż zostawić wszystko na później i liczyć, że na wszystko wystarczy.
Radek twierdzi, że jeśli damy mieszkanie Zuzi, popsuje to jej relacje z braćmi, że będą żalili się i nigdy już nie odnajdą między sobą zgody. Ja uważam, że nasze dzieci są jeszcze młode, nie rozumieją powagi sytuacji, a nam pozostaje czas, by zadbać i o ich przyszłość. Może z biegiem lat coś się zmieni, pojawią się nowe możliwości dla każdego z nich.
Oczywiście nie rozmawialiśmy z Zuzą o tej sprawie. Uznaliśmy, że najpierw musimy ją dobrze przemyśleć, bo mieszkanie wymaga sporego remontu, a na dziś nie mamy potrzebnych środków, żeby je wyremontować i przygotować do zamieszkania.
Czasem budzi się we mnie refleksja, czy to ja mam rację, czy może mój mąż? Czy w dobrą stronę próbuję przekonać rodzinę, czy powinnam spojrzeć na sprawę z jego perspektywy? A może gdzieś kryje się trzecie rozwiązanie, o którym nie myślimy?
Rozważając to wszystko, coraz bardziej dochodzę do wniosku, że w rodzinie najważniejsze jest szukanie kompromisu i otwartość na rozmowę. Nie warto kierować się wyłącznie własnym zdaniem, bo prawdziwa mądrość rodzi się tam, gdzie słuchamy się nawzajem i wspólnie szukamy najlepszego wyjścia dla wszystkich bo najcenniejsze, co możemy przekazać dzieciom, to zgodę i wzajemny szacunek.



