Dżem z mniszka lekarskiego Skończyła się śnieżna zima, w tym roku nie było dużych mrozów – była miękka, biała i piękna, ale już trochę się wszystkim znudziła. Chciałoby się już zielonych liści, kolorowych kwiatów i wreszcie zrzucić ciepłe kurtki. Do małego powiatowego miasta zawitała wiosna. Taisia zawsze kochała wiosnę, czekała na przebudzenie natury – w końcu się doczekała. Patrząc z okna trzeciego piętra myślała: – W cieplejsze wiosenne dni miasto jakby budzi się z długiego snu. Nawet inaczej warkoczą ciężarówki i na targu robi się gwarno. Ludzie w barwnych kurtkach i płaszczach przemierzają ulice, rano budzą nas ptaki, szybciej niż budziki. Ach, jak dobrze jest wiosną, a latem jeszcze lepiej… Taisia mieszka w tym pięciopiętrowcu od dawna, teraz żyje tylko z wnuczką, Warią, czwartoklasistką. Rok temu rodzice dziewczynki, lekarze, wyjechali do pracy na kontrakt do Afryki – córkę zostawili z babcią. – Mamusiu, oddajemy ci naszą Warię pod opiekę, dobrze wiemy, że zadbasz o ukochaną wnuczkę – mówiła córka Taizi. – A jakże, oczywiście przypilnuję, z nią będzie mi weselej, na emeryturze i tak nie mam co robić. Jedźcie, a my tu sobie z Warią – odpowiadała matka. – Hurra, babciu, będzie nam fajnie, do parku będziemy często chodzić, rodzice nie mają na to czasu, – cieszyła się wnuczka. Po śniadaniu Taisia wyprawiała Warię do szkoły, a sama zabierała się za domowe obowiązki – czas szybko mijał. – Skoczę do sklepu, a Waria już niedługo wróci ze szkoły – myślała, przygotowując się do wyjścia z mieszkania. Wyszła z klatki, na ławce przed blokiem już siedziały dwie sąsiadki, podłożyły sobie poduszki, bo ławka jeszcze zimna. Pani Semenowa – kobieta bez wieku, ani siedemdziesiąt, ani więcej, nigdy nie zdradza roku urodzenia, mieszka na parterze, w kawalerce. Pani Walentyna – 75 lat, czytająca, znająca mnóstwo historii, radosna, pełne przeciwieństwo wiecznie niezadowolonej Semenowej. Jak tylko schodzi pierwszy śnieg, ławka przed blokiem nigdy nie jest pusta. Semenowa z Walentyną to stałe bywalczynie, siedzą od rana do wieczora, tylko na obiad wracają do domu i znów na ławkę. Wszystko wiedzą o wszystkich, nawet mucha nie przeleci. Taisia też czasem do nich przysiada, razem debatują o nowościach z gazet, z telewizji, Semenowa chętnie opowiada o swoim ciśnieniu. – Dzień dobry, babeczki, – uśmiechnęła się Taisia. – Już na stanowisku? – Dzień dobry, Taśka, na stanowisku, bo jeszcze absencję nam wpiszą. A ty pewnie na zakupy się wybierasz? – ucięła Semenowa, widząc torbę. – Tak, do sklepu, Wari obiecałam coś słodkiego za dobre oceny – nie zatrzymała się, poszła dalej. Dzień minął zwyczajnie, odebrała wnuczkę ze szkoły, obiad, lekcje, wieczorem telewizja. – Babciu, idę na taniec! – zawołała Waria. Stała już z plecakiem i telefonem. Tańcem zajmuje się od sześciu lat, lubi występy, a babcia jest z wnuczki bardzo dumna. – Dobrze, Warińka, leć – ciepło odpowiedziała babcia, wyprawiając ją do drzwi. Taisia siedziała sama na ławce przy bloku, czekała aż wnuczka wróci z tańca. – Nudno tak samotnie? – dosiadł się sąsiad z drugiego piętra, pan Eryk. – Jak tu się nudzić w taki dzień? Wiosna, pogoda cudna – odpowiedziała Taisia. – No tak, słońce grzeje, ptaki śpiewają, wszystko zielenieje, a wokół pełno żółtych mniszków. Słoneczka na trawie – uśmiechnął się sąsiad, a Taisia przytaknęła. W tym momencie od tyłu podbiegła Waria, rzuciła się babci na szyję i zawołała: – Hau, hau… – Ty urwisie, można umrzeć ze strachu! – zaśmiała się Taisia. – Oj, nie czas na takie rozmowy – dodał Eryk, klepiąc ją po ramieniu. – Dawaj, urwisie, mam dla ciebie utartą marchewkę z cukrem, pewnie zmęczyłaś się na próbie, ulubione kotlety też usmażyłam – zawołała ciepło babcia. Eryk też wstał z ławki. – A wy czemu tak szybko do domu? – zdziwiła się Taisia. – Tak smakowicie powiedziałaś o kotletach, aż zgłodniałem. Idę coś przekąsić. Potem wyjdźcie na ławkę, a może się przejdziemy? – powiedział sąsiad. – Nie obiecuję, mam dużo spraw… zobaczymy. Wieczorem jednak Taisia wyszła na ławkę. Pożegnawszy sąsiada i uśmiechając się do siebie, Taisia z Warią weszły do klatki, a on za nimi. – Babciu, chyba pan Eryk się z tobą umawia – zaśmiała się Waria po wejściu do przedpokoju. – Oj tam, co ty – machnęła ręką Taisia. – A wiesz, on tak na ciebie patrzy… już nie pierwszy raz zauważyłam – śmiała się wnuczka i rozmarzona marzyła – jakby na mnie Marek z równoległej klasy tak patrzył, wszystkie dziewczyny byłyby zazdrosne. – Siadaj do stołu, młoda obserwatorko. Może Marek jeszcze popatrzy – uśmiechała się babcia. Wieczorem Taisia znów wyszła na ławkę, Eryk już czekał. Ku jej zaskoczeniu, stałe bywalczynie już poszły. – Pani Semenowa i Walentyna poszły na kolację – meldował sąsiad. Od tego wieczoru Taisia z Erykiem często się spotykali, nawet chodzili razem do parku naprzeciwko. Czytali gazety, dyskutowali o artykułach, przepisach, aktorach, dzielili się opowieściami. Pan Eryk nie miał w życiu łatwo. Miał kiedyś żonę, córkę i wnuka, ale szybko został wdowcem – córkę wychowywał samotnie, pracował na dwóch etatach, by jej nie brakowało. Nie miał dla niej czasu, dużo pracował. Córka urośła, wyszła za mąż do innego miasta, urodziła syna. Kilka razy przyjeżdżała, potem znajomość się urwała. Nawet gdy przyjeżdżała, nie było w jej oczach specjalnej rodzinnej radości. Rozwiodła się po 15 latach, syna wychowywała sama. – Taśka, moja córka ma przyjechać, za dwa dni będzie. Dzisiaj rano zadzwoniła. Skąd ten nagły zapał, przecież od lat nie rozmawiamy – zwierzył się Eryk. Z Taisią rozmawiali już o wszystkim. – Może zatęskniła, warto być bliżej bliskich na stare lata – próbowała przekonywać Taisia. – Nie wiem, nie jestem pewien… Córka, Ewa, przyjechała. Wciąż szorstka, nieuśmiechnięta, zamknięta w sobie. Eryk spodziewał się poważnej rozmowy, nie musiał długo czekać. – Tata, przyszłam w ważnej sprawie. Sprzedajmy twoje mieszkanie, zamieszkasz z nami, będzie ci weselej z wnukiem – mówiła stanowczo, jakby wszystko już było postanowione. Eryk nie chciał przeprowadzać się do obcego miasta, pod “opiekę” zimnej córki. Odmówił, tłumacząc się przyzwyczajeniem do samotnego życia. Ewa nie dawała za wygraną. Dowiedziała się o znajomości ojca z Taisią, poszła do niej w gości. Po grzecznym powitaniu usiadła w kuchni, Taśka poczęstowała ją herbatą, ciastkami, dżemem. – Słucham cię, Ewuniu – odezwała się łagodnie. – Zauważyłam, że jestcie z moim ojcem bardzo bliscy. Mogłabyś namówić go w ważnej sprawie? – W jakiej? – Pomóż przekonać go, żeby sprzedał mieszkanie. Po co mu tyle metrów, nie może pomyśleć o innych? – skończyła ostro. Taisia zdziwiła się takiemu wyrachowaniu Ewy – odpowiedziała grzeczną odmową. Ewa jakby się zmieniła. Zaczerwieniona od złości i oburzenia, zaczęła krzyczeć: – Aha! Wiadomo… może sama chcesz zagarnąć mieszkanie. Znalazłaś samotnego staruszka i przyszykowałaś dla wnuczki posag… Przechadzacie się wieczorami, rozmawiacie o mniszkach… Oboje – takie dwa mniszki! I co, już do urzędu stanu cywilnego papiery składacie? Ostrzegam, nic z tego – rzuciła już na “ty”, – nie uda ci się, stara wiedźmo, – i trzasnęła drzwiami. Taisi zrobiło się przykro, bała się by inni nie słyszeli tego krzyku. Ale niedługo potem Ewa wyjechała. Taisia zaczęła unikać Eryka, gdy go widziała, natychmiast wracała do domu. i piła herbatę z dżemem z mniszka Ale jakby nie uciekać, życie wszystko układa po swojemu. Pewnego dnia Taisia wracała ze sklepu, pod blokiem siedział Eryk – ewidentnie na nią czekał, w rękach miał żółte kwiaty mniszka, zaczął nawet wyplatać z nich wianek. – Taśka, nie uciekaj – poprosił, – usiądź na chwilę. Przepraszam cię za Ewę. Wiem, co mogła powiedzieć… Rozmawiałem z nią poważnie, wnukowi będę pomagał, ale ona… tak nie można… W końcu wyjechała i powiedziała, że nie ma już ojca… A ja… – zamilkł, potem podał jej niedokończony wianek z mniszka – weź. A ja ugotowałem dżem z mniszka, bardzo zdrowy i smaczny – musisz spróbować. Do sałatek też można dodać – uśmiechnął się. Od tej rozmowy o właściwościach mniszka razem nawet zrobili sałatkę. I Taisia piła herbatę z dżemem z mniszka – bardzo jej smakował. Wieczorem znów poszli do parku: – Mam świeży numer naszego ulubionego magazynu, poczytamy na ławce pod lipą – mówił Eryk, kiwając głową. Taisia przysiadła i roześmiała się, a rozmowa popłynęła – zapomnieli o wszystkim. Było im dobrze razem. Dziękuję, że czytacie, subskrybujecie i wspieracie mnie. Powodzenia w życiu!

Dżem z mlecza

Zima się już skończyła. W tym roku śniegu było sporo, choć mrozy niezbyt dokuczliwe. Cóż, zima już zbrzydła, człowiek marzy tylko o zielonych liściach, rozkwieconych klombach i możliwości zrzucenia ciężkiego, ciepłego płaszcza.

Do niewielkiego polskiego miasteczka również zawitała wiosna. Malwina bardzo czekała na ten czas, uwielbia przebudzenie natury, tęskniła już za soczystą zielenią. Przez okno swego mieszkania na trzecim piętrze uśmiechała się do siebie i rozmyślała:

Wraz z ciepłem miasto jakby obudziło się z długiej, zimowej drzemki. Nawet te duże dostawczaki inaczej pomrukują, bazar tętni życiem. Ludzie w jaskrawych kurtkach i płaszczach mkną w różne strony, a ptaki rano budzą wcześniej niż budzik. Ach, wiosna jest piękna! A latem jeszcze lepiej…

Malwina mieszka w tej pięciopiętrowej kamienicy od dawna, obecnie tylko z wnuczką Kamilą, czwartoklasistką. Rok temu jej córka z mężem wyjechali na kontrakt do Kenii są lekarzami i zostawili córkę pod opieką babci.

Mamusiu, powierzamy ci naszą Kamilkę, nie będziemy jej ciągnąć na drugi koniec świata. My wiemy, że zadbasz o ukochaną wnuczkę mówiła córka Malwiny.

Ależ oczywiście! Co ja mam robić na emeryturze? Z Kamilą będzie mi weselej. Jedźcie spokojnie, a my tu sobie poradzimy!

Hurra, babciu! Z tobą będzie super, do parku będziemy chodzić, bo rodzicom wiecznie brakuje czasu! cieszyła się Kamila.

Nakarmiwszy wnuczkę i wysłała ją do szkoły, Malwina wzięła się za domowe sprawunki, czas upłynął niepostrzeżenie.

Skoczę do sklepu, zanim Kamila wróci ze szkoły, pomyślała, szykując się do wyjścia.

Gdy wyszła z klatki, zobaczyła na ławce dwie sąsiadki pod pupami miały ciepłe poduszki, bo ławka jeszcze zimna. Pani Stefania samotna kobieta, wiek nie do końca znany, raczej około siedemdziesiątki, może więcej. Nigdy nie zdradziła, kiedy się urodziła. Mieszka na parterze w jedynce. Obok niej siedziała Weronika uczona, oczytana, wesoła, głośno się śmieje, prawdziwe przeciwieństwo Stefanii, która na wszystko narzeka.

Gdy tylko stopnieje śnieg i słońce zaczyna przygrzewać, ta ławka przed blokiem nie jest pusta. Stefania z Weroniką codziennie od rana do wieczora urzędują, tylko na obiad spacer do domu, potem znów zasiadają na ławeczce. O wszystkich wszystko wiedzą nawet mucha się nie prześlizgnie bez notatek.

Malwina czasem dołącza do nich, wspólnie omawiają nowinki z gazet, telewizyjne programy, Stefania zawsze o swoim ciśnieniu opowiada.

Dzień dobry, panie! uśmiechając się, zagadnęła Malwina. Już na dyżurze?

Witaj, Malwinko, bo inaczej by nam w szkole nie zaliczyli obecności. A ty do sklepu się wybierasz? wypaliła Stefania, dostrzegłszy torbę Malwiny.

Tak, obiecałam Kamilce coś słodkiego za piątki. Wpadnę, zanim wróci ze szkoły. Uśmiechnęła się i ruszyła swoją drogą.

Dzień minął jak zawsze Malwina odebrała wnuczkę, nakarmiła ją, Kamila siadła do lekcji, a Malwina zajęła się swoimi sprawami, potem chwilę obejrzała telewizję.

Babciu, lecę na taniec! zawołała Kamila.

Stała już z plecakiem i telefonem. Od sześciu lat tańczy, występuje na różnych pokazach, a Malwina jest z niej dumna, bo to nie tylko zdolna wnuczka, ale i śliczna dziewczyna.

Idź, Kamilo, biegnij powiedziała czule Malwina, odprowadzając ją do drzwi.

Na ławce przed blokiem Malwina siedziała sama, czekając na wnuczkę z zajęć.

Nudzisz się? zagadnął sąsiad z drugiego piętra, pan Jerzy.

Ależ nie, w taki dzień nie można się nudzić! Wiosna, pogoda cudowna odparła.

No właśnie, słoneczko grzeje, ptaki śpiewają, zieleń wszędzie, a mlecze tak żółciutkie, jak małe słońca powiedział z uśmiechem. Malwina przytaknęła.

W tym momencie Kamila wskoczyła zza pleców babci i rzuciła się jej na szyję z okrzykiem:

Hau, hau!

Ależ ty rozrabiaka! Aż człowiek serca może dostać! zaśmiała się Malwina.

Oj, nie czas jeszcze na takie rozmowy dodał Jerzy, klepiąc ją po ramieniu.

Chodź, rozbójniczko! Utarłam ci marchewkę z cukrem, pewnie się zmęczyłaś na tańcu. Kotleciki też twoje ulubione usmażyłam uśmiechnęła się do wnuczki.

Jerzy wstał razem z nimi.

Ale zachciało mi się teraz kotletów, tak apetycznie pani o tym opowiadała. Muszę też coś przekąsić. Wyjdziecie wieczorem na ławkę? Może na spacer? zagadnął.

Zobaczymy, robota się nazbierała… Może jeszcze wyjdę.

I faktycznie wieczorem Malwina wyszła przed blok, a Jerzy już czekał. Dziwiła się, bo nie było Stefanii ani Weroniki.

Panie poszły na kolację, właśnie przed chwilą odeszły objaśnił Jerzy.

Od tej pory Malwina i Jerzy zaczęli często spotykać się czasami szli do parku naprzeciwko. Wspólnie czytali gazety, wymieniali się przepisami i plotkami.

Jerzemu los nie oszczędzał. Miał kiedyś żonę, córkę i wnuka. Został wdowcem wcześnie, córkę Martę wychowywał samotnie. Ciężko harował na dwóch etatach, by nic jej nie zabrakło. Wychodził do pracy, gdy Marta jeszcze spała, wracał znowu spała.

Córka dorosła, wyszła za mąż, wyjechała do innego miasta, urodziła syna. Była kilka razy z wizytą i na tym kontakt się urwał. Zresztą była zawsze oschła żadnej rodzinnej czułości. Po piętnastu latach rozpadło się jej małżeństwo, syna wychowywała sama.

Malwinko, a moja córka zadzwoniła, przyjedzie za dwa dni. Coś się jej przypomniało? Przecież od lat kontaktu nie utrzymujemy mówił Jerzy, teraz byli już na ty, rozmawiali o wszystkim.

Może tęskni, z wiekiem człowiek chce być bliżej rodziny stwierdziła Malwina.

Nie wiem, nie wierzę…

Marta przyjechała. Wciąż oschła, powściągliwa. Jerzy czekał na poważną rozmowę i nie musiał długo czekać.

Tato, przyszłam załatwić sprawę. Sprzedajmy twoje mieszkanie i przeprowadzisz się do nas. Będziesz z wnukiem, nie będziesz się nudził córka mówiła stanowczo, miał wrażenie, że już wszystko sobie poukładała.

Jerzy poczuł się nieswojo, myśl o przeprowadzce z rodzinnego domu do obcego miasta, pod oko córki, była mu nie w smak. Odmówił, tłumacząc, że jest przyzwyczajony do samotności.

Marta nie odpuszczała. Gdy dowiedziała się o jego przyjaźni z Malwiną, poszła do niej z wizytą. Usiadła w kuchni, Malwina nalała herbaty, przyniosła cukierki i dżem z mlecza.

Słucham cię, Marto powiedziała uprzejmie Malwina.

Widzę, że bardzo się przyjaźniysz z moim ojcem. Proszę, pomóż mi go przekonać, żeby sprzedał mieszkanie. Przecież nie potrzebuje aż tyle przestrzeni. Zastanowi się pani nad innymi członkami rodziny? zakończyła mocno.

Malwina była zaskoczona chłodem i interesownością Marty i stanowczo odmówiła. Wtedy Marta jakby kogoś zamienił czerwona ze złości, zaczęła krzyczeć:

Aha, już wiem… Pewnie sama chce pani zagarnąć mieszkanie. Znaleźli staruszka i chcą dla wnuczki coś dostać… Siedzą sobie na ławce, na spacery chodzą, o mleczach rozmawiają. Dwa durnie! Składaliście już papiery w urzędzie stanu cywilnego? Ostrzegam, nic wam się nie uda, wrzasnęła i zatrzasnęła za sobą drzwi.

Malwina poczuła dziwny wstyd, bała się, że sąsiedzi słyszeli krzyki Marty. Na szczęście wkrótce córka Jerzego wyjechała. A Malwina zaczęła unikać Jerzego, gdy tylko go widziała, przyspieszała kroku do domu.

I herbata z dżemem z mlecza

Los jednak swoje układa. Wracając ze sklepu Malwina zobaczyła Jerzego siedzącego pod blokiem, trzymał w ręku bukiecik mlecza i zaplatał z niego wianek.

Malwina, przysiądź na chwilę, nie uciekaj. Przepraszam za moją córkę. Wiem, co mogła powiedzieć… Rozmawiałem z nią. Wnukowi pomagam i będę pomagał. Ale Marta… tak nie wolno, jak ona… Powiedziała, że nie ma już ojca. A ja… umilkł na chwilę, potem podał jej niedokończony wianek z mleczy. Proszę, weź. Ugotowałem nawet dżem z mlecza bardzo zdrowy i smaczny, koniecznie musisz spróbować. A do sałatek też się nadaje! mówił z uśmiechem.

Po tej rozmowie o właściwościach mlecza przygotowali razem sałatkę. Malwina piła potem herbatę z dżemem z mlecza, bardzo jej smakował. Wieczorem poszli znów do parku:

Mam świeży numer naszego ulubionego pisma, poczytamy sobie pod lipą powiedział Jerzy, kiedy doszli do swojego miejsca.

Malwina przysiadła obok i rozśmiała się, rozmowa potoczyła się lekko, zapomnieli o całym świecie. Było im dobrze razem.

Co mogę wyciągnąć z tej historii? Warto być sobą, nie bać się szczerości i drobnych radości, nawet gdy wokół pojawi się zamieszanie. Takie mlecze zwykłe, a potrafią rozświetlić dzień.

Rate article
Fajna Tajna
Dżem z mniszka lekarskiego Skończyła się śnieżna zima, w tym roku nie było dużych mrozów – była miękka, biała i piękna, ale już trochę się wszystkim znudziła. Chciałoby się już zielonych liści, kolorowych kwiatów i wreszcie zrzucić ciepłe kurtki. Do małego powiatowego miasta zawitała wiosna. Taisia zawsze kochała wiosnę, czekała na przebudzenie natury – w końcu się doczekała. Patrząc z okna trzeciego piętra myślała: – W cieplejsze wiosenne dni miasto jakby budzi się z długiego snu. Nawet inaczej warkoczą ciężarówki i na targu robi się gwarno. Ludzie w barwnych kurtkach i płaszczach przemierzają ulice, rano budzą nas ptaki, szybciej niż budziki. Ach, jak dobrze jest wiosną, a latem jeszcze lepiej… Taisia mieszka w tym pięciopiętrowcu od dawna, teraz żyje tylko z wnuczką, Warią, czwartoklasistką. Rok temu rodzice dziewczynki, lekarze, wyjechali do pracy na kontrakt do Afryki – córkę zostawili z babcią. – Mamusiu, oddajemy ci naszą Warię pod opiekę, dobrze wiemy, że zadbasz o ukochaną wnuczkę – mówiła córka Taizi. – A jakże, oczywiście przypilnuję, z nią będzie mi weselej, na emeryturze i tak nie mam co robić. Jedźcie, a my tu sobie z Warią – odpowiadała matka. – Hurra, babciu, będzie nam fajnie, do parku będziemy często chodzić, rodzice nie mają na to czasu, – cieszyła się wnuczka. Po śniadaniu Taisia wyprawiała Warię do szkoły, a sama zabierała się za domowe obowiązki – czas szybko mijał. – Skoczę do sklepu, a Waria już niedługo wróci ze szkoły – myślała, przygotowując się do wyjścia z mieszkania. Wyszła z klatki, na ławce przed blokiem już siedziały dwie sąsiadki, podłożyły sobie poduszki, bo ławka jeszcze zimna. Pani Semenowa – kobieta bez wieku, ani siedemdziesiąt, ani więcej, nigdy nie zdradza roku urodzenia, mieszka na parterze, w kawalerce. Pani Walentyna – 75 lat, czytająca, znająca mnóstwo historii, radosna, pełne przeciwieństwo wiecznie niezadowolonej Semenowej. Jak tylko schodzi pierwszy śnieg, ławka przed blokiem nigdy nie jest pusta. Semenowa z Walentyną to stałe bywalczynie, siedzą od rana do wieczora, tylko na obiad wracają do domu i znów na ławkę. Wszystko wiedzą o wszystkich, nawet mucha nie przeleci. Taisia też czasem do nich przysiada, razem debatują o nowościach z gazet, z telewizji, Semenowa chętnie opowiada o swoim ciśnieniu. – Dzień dobry, babeczki, – uśmiechnęła się Taisia. – Już na stanowisku? – Dzień dobry, Taśka, na stanowisku, bo jeszcze absencję nam wpiszą. A ty pewnie na zakupy się wybierasz? – ucięła Semenowa, widząc torbę. – Tak, do sklepu, Wari obiecałam coś słodkiego za dobre oceny – nie zatrzymała się, poszła dalej. Dzień minął zwyczajnie, odebrała wnuczkę ze szkoły, obiad, lekcje, wieczorem telewizja. – Babciu, idę na taniec! – zawołała Waria. Stała już z plecakiem i telefonem. Tańcem zajmuje się od sześciu lat, lubi występy, a babcia jest z wnuczki bardzo dumna. – Dobrze, Warińka, leć – ciepło odpowiedziała babcia, wyprawiając ją do drzwi. Taisia siedziała sama na ławce przy bloku, czekała aż wnuczka wróci z tańca. – Nudno tak samotnie? – dosiadł się sąsiad z drugiego piętra, pan Eryk. – Jak tu się nudzić w taki dzień? Wiosna, pogoda cudna – odpowiedziała Taisia. – No tak, słońce grzeje, ptaki śpiewają, wszystko zielenieje, a wokół pełno żółtych mniszków. Słoneczka na trawie – uśmiechnął się sąsiad, a Taisia przytaknęła. W tym momencie od tyłu podbiegła Waria, rzuciła się babci na szyję i zawołała: – Hau, hau… – Ty urwisie, można umrzeć ze strachu! – zaśmiała się Taisia. – Oj, nie czas na takie rozmowy – dodał Eryk, klepiąc ją po ramieniu. – Dawaj, urwisie, mam dla ciebie utartą marchewkę z cukrem, pewnie zmęczyłaś się na próbie, ulubione kotlety też usmażyłam – zawołała ciepło babcia. Eryk też wstał z ławki. – A wy czemu tak szybko do domu? – zdziwiła się Taisia. – Tak smakowicie powiedziałaś o kotletach, aż zgłodniałem. Idę coś przekąsić. Potem wyjdźcie na ławkę, a może się przejdziemy? – powiedział sąsiad. – Nie obiecuję, mam dużo spraw… zobaczymy. Wieczorem jednak Taisia wyszła na ławkę. Pożegnawszy sąsiada i uśmiechając się do siebie, Taisia z Warią weszły do klatki, a on za nimi. – Babciu, chyba pan Eryk się z tobą umawia – zaśmiała się Waria po wejściu do przedpokoju. – Oj tam, co ty – machnęła ręką Taisia. – A wiesz, on tak na ciebie patrzy… już nie pierwszy raz zauważyłam – śmiała się wnuczka i rozmarzona marzyła – jakby na mnie Marek z równoległej klasy tak patrzył, wszystkie dziewczyny byłyby zazdrosne. – Siadaj do stołu, młoda obserwatorko. Może Marek jeszcze popatrzy – uśmiechała się babcia. Wieczorem Taisia znów wyszła na ławkę, Eryk już czekał. Ku jej zaskoczeniu, stałe bywalczynie już poszły. – Pani Semenowa i Walentyna poszły na kolację – meldował sąsiad. Od tego wieczoru Taisia z Erykiem często się spotykali, nawet chodzili razem do parku naprzeciwko. Czytali gazety, dyskutowali o artykułach, przepisach, aktorach, dzielili się opowieściami. Pan Eryk nie miał w życiu łatwo. Miał kiedyś żonę, córkę i wnuka, ale szybko został wdowcem – córkę wychowywał samotnie, pracował na dwóch etatach, by jej nie brakowało. Nie miał dla niej czasu, dużo pracował. Córka urośła, wyszła za mąż do innego miasta, urodziła syna. Kilka razy przyjeżdżała, potem znajomość się urwała. Nawet gdy przyjeżdżała, nie było w jej oczach specjalnej rodzinnej radości. Rozwiodła się po 15 latach, syna wychowywała sama. – Taśka, moja córka ma przyjechać, za dwa dni będzie. Dzisiaj rano zadzwoniła. Skąd ten nagły zapał, przecież od lat nie rozmawiamy – zwierzył się Eryk. Z Taisią rozmawiali już o wszystkim. – Może zatęskniła, warto być bliżej bliskich na stare lata – próbowała przekonywać Taisia. – Nie wiem, nie jestem pewien… Córka, Ewa, przyjechała. Wciąż szorstka, nieuśmiechnięta, zamknięta w sobie. Eryk spodziewał się poważnej rozmowy, nie musiał długo czekać. – Tata, przyszłam w ważnej sprawie. Sprzedajmy twoje mieszkanie, zamieszkasz z nami, będzie ci weselej z wnukiem – mówiła stanowczo, jakby wszystko już było postanowione. Eryk nie chciał przeprowadzać się do obcego miasta, pod “opiekę” zimnej córki. Odmówił, tłumacząc się przyzwyczajeniem do samotnego życia. Ewa nie dawała za wygraną. Dowiedziała się o znajomości ojca z Taisią, poszła do niej w gości. Po grzecznym powitaniu usiadła w kuchni, Taśka poczęstowała ją herbatą, ciastkami, dżemem. – Słucham cię, Ewuniu – odezwała się łagodnie. – Zauważyłam, że jestcie z moim ojcem bardzo bliscy. Mogłabyś namówić go w ważnej sprawie? – W jakiej? – Pomóż przekonać go, żeby sprzedał mieszkanie. Po co mu tyle metrów, nie może pomyśleć o innych? – skończyła ostro. Taisia zdziwiła się takiemu wyrachowaniu Ewy – odpowiedziała grzeczną odmową. Ewa jakby się zmieniła. Zaczerwieniona od złości i oburzenia, zaczęła krzyczeć: – Aha! Wiadomo… może sama chcesz zagarnąć mieszkanie. Znalazłaś samotnego staruszka i przyszykowałaś dla wnuczki posag… Przechadzacie się wieczorami, rozmawiacie o mniszkach… Oboje – takie dwa mniszki! I co, już do urzędu stanu cywilnego papiery składacie? Ostrzegam, nic z tego – rzuciła już na “ty”, – nie uda ci się, stara wiedźmo, – i trzasnęła drzwiami. Taisi zrobiło się przykro, bała się by inni nie słyszeli tego krzyku. Ale niedługo potem Ewa wyjechała. Taisia zaczęła unikać Eryka, gdy go widziała, natychmiast wracała do domu. i piła herbatę z dżemem z mniszka Ale jakby nie uciekać, życie wszystko układa po swojemu. Pewnego dnia Taisia wracała ze sklepu, pod blokiem siedział Eryk – ewidentnie na nią czekał, w rękach miał żółte kwiaty mniszka, zaczął nawet wyplatać z nich wianek. – Taśka, nie uciekaj – poprosił, – usiądź na chwilę. Przepraszam cię za Ewę. Wiem, co mogła powiedzieć… Rozmawiałem z nią poważnie, wnukowi będę pomagał, ale ona… tak nie można… W końcu wyjechała i powiedziała, że nie ma już ojca… A ja… – zamilkł, potem podał jej niedokończony wianek z mniszka – weź. A ja ugotowałem dżem z mniszka, bardzo zdrowy i smaczny – musisz spróbować. Do sałatek też można dodać – uśmiechnął się. Od tej rozmowy o właściwościach mniszka razem nawet zrobili sałatkę. I Taisia piła herbatę z dżemem z mniszka – bardzo jej smakował. Wieczorem znów poszli do parku: – Mam świeży numer naszego ulubionego magazynu, poczytamy na ławce pod lipą – mówił Eryk, kiwając głową. Taisia przysiadła i roześmiała się, a rozmowa popłynęła – zapomnieli o wszystkim. Było im dobrze razem. Dziękuję, że czytacie, subskrybujecie i wspieracie mnie. Powodzenia w życiu!