Znowu z nią byłaś Zuzanna spojrzała na męża ze łzami w oczach.
Dariusz zachrypnął i upuścił łyżkę.
Zegarek! skinęła na jego nadgarstek.
No tak, to prawda machnął ręką, próbując zakryć zegarek rękawem koszuli.
Widziałam tę paczkę w śmietniku powiedziała Zuzanna a w niej był nawet paragon!
Dariusz spuścił wzrok, przeglądając talerz.
Umówiliśmy się, że już nie będziesz do niej chodziła dodała ze złości w głosie. Dariusz, obiecałeś mi! Przysięgałeś!
No, Zuzia wciągnął, ona naprawdę nalegała! Rozumiem, że obiecałem, ale przecież wciąż jest moją szefową! Jak mogłem odmówić?
Grzecznie! zatrzymała emocje. Tak jakby to było coś jak przepraszam, jestem już żonaty i kocham swoją żonę!
Poza tym musiałem! A teraz, przy całym szacunku westchnęła Zuzanna. Dariusz, ona nie jest jedynym pracodawcą w mieście!
Zuzia, pomyślmy racjonalnie zebrał myśli Dariusz. Ona teraz oferuje mi najlepsze warunki za moje dotychczasowe zasługi. Zuzanna zaciśnięła zęby, ale milczała. Czy w innej firmie będzie podobnie? Najpewniej nie!
Siedzieć przy tobie na karku, sam to wiesz, nie chcesz tego równie mocno. A ona przychodzi w wyjątkowym wypadku, bo pamięta stare czasy! Poza tym zegarek to nie jedyny prezent!
Tu i dla ciebie, i dla Kasi! Złote łańcuszki z wisiorkami znaków zodiaku!
Jaka to ziemska hojność rzuciła Zuzanna z sarkazmem. Sprzedasz i oddasz pieniądze! Ani ja, ani Kasia nigdy ich nie założymy!
Po prostu zwrócę do sklepu wzruszył ramionami Dariusz paragon zostawiła Valentina Grygorewna.
I zegarek! skinęła na jego nadgarstek.
Okej, jasne! zmarszczył brwi Dariusz. A nie, nie ma paczki ani paragonu!
Zuzanna położyła kartki przed mężem na stole.
Dobrze odpowiedział suchą głosem Dariusz. Oddam! Zadowolona?
I więcej nie chodź do niej! Jak chcesz się wykręcać, ale nie pozwól, żeby to się powtórzyło!
Dariusz wypluł język, odwrócił głowę i westchnął:
Zuzia, ona zapewniła mnie, że to ostatni raz, ale musisz zrozumieć, że nasze bezpieczeństwo zależy od jej pensji! A jak ona powie
Musisz odmówić! odparła Zuzanna. Dobra, to była sytuacja wymuszona. Teraz nie ma takiej potrzeby!
***
Człowiek nigdy nie wie, jak daleko posunie się zdesperowany. W takich momentach mówi się, że ktoś zrobi wszystko, ale to często tylko bajka. Zawsze jest granica, której nawet w skrajnym pożywieniu nie przeskoczysz.
Los Dariusza i Zuzanny nie był prosty. Dzieciństwo też nie należało do najpiękniejszych wspomnień. Nie wychowali się w domu dziecka, ale marzyli o takim życiu. Pochodzili z wielodzietnych rodzin.
Może mieli trochę szczęścia, może nie znaleźli się pośrodku. Nie cała odpowiedzialność spoczywała na ich małych barkach, ale i pracy wystarczało.
Dobrobyt oznaczał po prostu: nie głodujemy, mamy ubrania, buty i ciepły kąt. Za najmniejszy występ mógłbyś stracić kolację albo spać w szopie.
Od najmłodszych lat trzeba było kombinować, walczyć, kłamać, chwytać i bronić się. O traumy psychiczne wtedy nie myślano, dziś już się o nich mówi.
Mieli ich przyczepiać jak koraliki na sznurek. Z tymi koralikami zarówno Zuzanna, jak i Dariusz opuścili dom rodzinny z nadzieją, że już nigdy nie wrócą.
Każde z nich mogło wybrać się do najbliższego większego miasta, by tam zacząć życie. Ale oboje woleli przejechać tysiąc kilometrów i nie osiedlać się w wielkiej metropolii.
Prowadził ich myśl, że chcą, by ich nie odnaleziono, a więc zerwać wszystkie więzi z rodziną raz na zawsze. Nie zostawili po sobie nic ciepłego pod dachem.
W końcowym punkcie każdej drogi spotkali się. Można to nazwać przypadkiem albo tym, że podobne przyciąga podobne.
Podczas rozmowy, wymieniając się historiami, zdumili się, jak bardzo ich losy się pokrywają.
Pewnie to w ludziach tkwi powiedział filozoficznie Dariusz. A może po prostu tak jest. Nasze rodzinne domy dzielą dwa tysiące kilometrów, mówimy różnymi dialektami, a jednak zranili nas tak samo!
Wspólny ból jednoczy bardziej niż wspólny cel. A wkrótce przyjęło się, że małżeństwo jest nieuniknione.
Jednemu zawsze ciężko, zwłaszcza na początku. We dwoje można góry przenosić. I tak Dariusz z Zuzanną ruszyli w swoją wspólną drogę do szczęścia.
Uczyli się, dorabiali, potem pracowali, choć nie w jednym miejscu. Chcieli wszystkiego, czego brakowało im w dzieciństwie: smacznego jedzenia, nowych ubrań, wygodnych butów, własnych drobiazgów i własnego mieszkania.
Z mieszkaniem pojawiły się problemy. Nie mogli odłożyć na pierwszy wkład. Ciągle pojawiały się rzeczy, które wydawały się niezbędne.
To zachowanie nie było zdrowe, ale stało się ich wspólną cechą. Nie wywoływało kłótni, bo oboje mieli podobne podejście.
Kiedy Zuzanna zaszła w ciążę, musieli stawić czoła własnym pragnieniom.
Kochanie, wkrótce będzie nas więcej, a wynajmowane mieszkanie z małym dzieckiem
Rozumiem odparła Zuzanna. Oszczędzamy na pierwszy wkład!
Było to trochę naiwne, ale udało im się coś zebrać i znaleźli mieszkanie na rynku wtórnym, w stanie, powiedzmy, nieco zniszczonym.
Zróbmy remont wzruszył ramionami Dariusz. Nie od razu wszystko zbudowano! Najważniejsze, że to nasze!
Tak zmęczona odpowiedziała Zuzanna, będąc w ostatnim trymestrze. A potem będziemy płacić dwadzieścia lat!
Spłacimy! zagwizdał Dariusz.
Matematyka jest precyzyjna, a pieniądze lubią porządek. Po narodzinach Kasi usiedli i przeliczali.
Okazało się, że przy umiarze wydatków i odrobinie oszczędności dadzą radę z kredytem hipotecznym i będą żyć przyzwoicie.
Mieli wiele niewiadomych, wliczając inflację. Stawiali na to, że damy radę.
Tam, gdzie ludzie mają pewność, los ma własne plany. I los, jakby nie chciał, jeszcze nie skończył ich prób. Jednak zarezerwował najgorszy cios na moment, gdy wszystko szło gładko.
Zuzanna pracowała kasjerką w supermarkecie, a Dariusz menedżerem w biurze. Ona planowała awansować na starszą kasjerkę, a on chciał przejąć dział.
Podwyżki podniosłyby ich standard. Ostrożnie, ale już liczyli, że szybciej spłacą kredyt i będą mogli pozwolić sobie na słodsze życie.
Kiedy Kasia zachorowała, podwyżka Zuzanny legła w gruzach. Lekarze długo nie mogli znaleźć przyczyny dwunastoletniej dziewczynki. Okazało się, że złapała rzadką chorobę w zoo kontaktowym, które przejeżdżało przez ich miasto.
Leczenie trwało lata, a leki były astronomicznie drogie.
Mamy kredytowe wakacje powiedział Dariusz ale tylko na rok. Dłużej nie liczymy.
Co zrobić? zapytała ze łzami Zuzanna.
Nie wiem przyznał, że kierownictwo się zmieniło, a nowa szefowa zamroziła wszystkie podwyżki. Pójdę do niej na kolana i poproszę o awans! Muszę uratować Kasię!
Idź zgodziła Zuzanna. Ona jest kobietą! Zrozumie! A jeśli trzeba, sama tam pójdę!
Trzy dni później Dariusz wrócił do domu po północy, zmęczony jak po maratonie. Na szczęście następny dzień był sobotą.
Rano Zuzanna zapytała, co takiego przyniosło go z domu.
Zuzia, nie wiem, co ci powiedzieć zgasił głowę. Nasza nowa szefowa, Walentyna Grzybowska, okazuje się samotną; potrzebuje specjalnych usług. Oferuje podwyżkę i dodatkowe pieniądze!
Czy ona zwariowała? zapytała. Przecież mówisz, że jesteś żonaty!
I nie raz! skwitował Dariusz. Ona twierdzi, że potrzebuje kogoś zdrowego, bez chorób, i że nie będzie nalegać na relacje. Tylko usługi za pieniądze. To czysty interes!
Zuzanna była w totalnym szoku. Na jednej wadze stało zdrowie Kasi, na drugiej biznesowy interes.
Co o tym myślisz? zapytała cicho.
Tak, jak powiesz, tak będzie odparł.
Zuzanna zrozumiała, że Dariusz zostawił jej decyzję w jej rękach, więc on był już mentalnie i fizycznie gotowy podjąć ryzyko. Całą noc rozważał tę moralną zagadkę przy szklance.
W końcu zdecydował się dla córki. Gdyby to było tylko dla niego, nigdy by nie powiedział Zuzannie.
Nie mogła po prostu oddać męża w ramiona innej kobiety. Przeszukał profil Walentyny w mediach:
Ma piętnaście lat więcej ode mnie, nie ma dzieci, nie ma męża. Bizneswoman, serce zamieniła na portfel. Kupuje, co chce.
Dariuszu, musisz jej powiedzieć odpowiedź była trudna. Powiedz, że to tylko dla Kasi, a kiedy wyzdrowieje, wszystko się skończy!
Od razu jej to powiedziałem poczerwonił się Dariusz. Będę no, wiesz, mężczyzną, ale najpierw muszę uratować Kasię.
Cztery lata minęły, zanim Kasia wróciła do zdrowia. W tym czasie Zuzanna znosiła cierpienie, słysząc od Dariusza, że walczył z Walentyną.
Mimo wszystko Dariusz dostał podwyżkę. Najpierw został szefem działu, potem zastępcą dyrektora oddziału. Kariera wciąż szła w górę, choć nie od razu.
Prezenty Walentyny były hojnie płatne nie tylko na leczenie, ale i dodatkowe gotówki, które mogły trafić do Zuzanny i Kasi.
Walentyna, rozumiejąc, że nie wszyscy przyjmą jej dary, dołączała do nich paragon i adres sklepu, żeby można je było zwrócić.
Gdy ostatnie wyniki badań Kasi pojawiły się, Zuzanna westchnęła z ulgą:
Wszystko, kochanie, nie musimy już znosić tej szefowej! Normalnie pracujmy!
Dzięki Bogu! odetchnął Dariusz. Jutro jej powiem!
Miesiąc później Zuzanna zauważyła nową koszulę w szafie Dariusza, nie ze sklepu, a z drogiego butiku. Potem krawat z złotą klamrą, portfel skórzany i trochę gotówki w środku.
Premia za świetną pracę w oddziale tłumaczył. I wreszcie te zegarki!
Zuzanna nie miała pojęcia, ile kosztowały, dopóki nie znalazła w koszu na śmieci pudełka i paragonu.
Co za prezenty!
Dariusz ciągle świadczył usługi dla swojej szefowej. Trzeba było to załatwić!
***
Rozumiesz! wykrzyknął Dariusz. Nie potrzebujemy potrzeb! Żyjemy w tej klatce! Oszczędzamy na wszystkim! W sklepach szukamy wyprzedaży! A ja chcę normalnie żyć!
Chcę samochód! Chcę wypoczynek! Chcę, żebyś miała wszystko sukienki, buty, biżuterię, futra! I chcę Kasię mieć dobrą przyszłość, edukację, nie kręcić się po wynajmowanych mieszkaniach, a od razu mieć własny kąt!
I jeśli to wymaga jakiejś usługi, to nie tylko dla mnie dla całej rodziny!
Zuzanna była zszokowana. Zamarła, patrząc na rozpaloną twarz męża, a potem rozum zaczynał się rozjaśniać jak lód pod słońcem.
Molodzieci! wykrzyknęła po kawałkach. Jak pięknie to ułożyłeś! I wymyśliłeś wymówkę: wszystko dla rodziny! Dla żony i córki!
Tak! I co? rzucił wyzwanie Dariusz.
I nie ranimy się samych! dodała, wskazując na zegarek. Nie, Dariuszu. Nie będzie dalej. Dziękuję, że pomogłeś Kasi, ale nie mogę tego już znieść! Odejdź!
Dariusz nigdy nie pojął, dlaczego Zuzanna go wypędziła.
Co tam? Dla Kasi można! A tutaj nie? To samo dla niej! Nie obrażasz się? A ja też mam prawo! Przecież sam na to zapracowałem!



