Przesuńcie się, zamieszkamy tu z dziesięć lat
Teściowa zamilkła na chwilę, po czym oświadczyła:
Oj, Kasiu, Wioletta to taka kobieta z charakterem… Jak coś sobie ubzdura, to koniec świata.
Też ją zrozum: ona przecież chce, żeby Zuzanna mogła się uczyć, zdobyć wykształcenie…
I to wszystko na mój koszt? Kasia zatrzymała się przed lustrem.
Z odbicia patrzyła na nią blada kobieta z potarganymi włosami.
Pani Tereso, niech ich pani zatrzyma. Niech wysiądą na najbliższej stacji i wrócą z powrotem. Nie przyjdę po nich. Kluczy od mieszkania nie dam.
Jak miałabym ich zatrzymać? załkała teściowa. Już są w drodze. Wioletta wzięła kredyt na naukę, nie mają ani grosza na mieszkanie.
Mocno liczyła na twoją pomoc. Kasia, przecież możesz wygonić lokatorów, co ci szkodzi? Przecież to krewna…
Krewna? Widziałam tę twoją Zuzannę, siostrzenicę, może ze dwa razy w życiu! Mam wyrzucić ludzi na ulicę, pozbawić rodziców wsparcia, a córkę zajęć, tylko dlatego, że twoja siostra tak sobie wymarzyła?
W kieszeni zapiszczał Messenger. Kasia, jeszcze w kurtce, wyjęła telefon. Wiadomość była od Wioletty, siostry teściowej.
Cześć, Kasia! Już w pociągu. Bilety mamy na 19:40, jutro rano jesteśmy na Dworcu Centralnym. Odbierz nas z Zuzanną.
Podeślij adres swojej kawalerki, bo ostatnio nie zapisałam. Gdzie odbierzemy klucze?
Kasia zamarła. Czytała tekst trzy razy, licząc na to, że to pomyłka. Jaka kawalerka? Jaka Zuzanna?
Mamo, czemu stoisz? Kasia zobaczyła w drzwiach wychylającą się córkę, Majkę. Jestem głodna.
Zaraz, kochanie, Kasia automatycznie pogłaskała ją po głowie, patrząc w ekran.
Wybrała numer Wioletty. Odebrała natychmiast, w tle słychać było stukot kół i głośny śmiech.
Halo, Kasiu! ciotka aż dźwięczała od fałszywego entuzjazmu. No i co, dostałaś niespodziankę? Chciałyśmy zrobić ci prezent, nie martw się o zakupy, wszystko mamy!
Wioletta, poczekaj… przerwała Kasia. Ja nie rozumiem! Gdzie jedziecie?
Jak to gdzie? Do Warszawy! Zuzia dostała się na uczelnię, przecież mówiłam na wiosnę. Na darmowych miejscach się nie udało, trudno, zapłacę za studia.
Spakowałyśmy się i jedziemy zadomowić w twoim mieszkaniu.
Do mojej… czego? Kasia oparła się o ścianę. Do tej kawalerki, którą od sześciu lat wynajmuję? Wioletto, zwariowałaś?
Daj spokój! ton zmienił jej się w jednej chwili. Sześć lat temu, kiedy babcia zapisała ci tę kawalerkę, siedziałyśmy przy stole, pamiętasz?
Wtedy powiedziałam: Zuzia będzie miała gdzie mieszkać, jak pójdzie na studia. Milczałaś! Uznałyśmy, że się zgadzasz. Liczyłyśmy na to przez te wszystkie lata.
Milczałam, bo uznałam, że to był głupi żart! niemal krzycząco odpowiedziała Kasia. Nie zamierzam nikogo tam wpuszczać.
Tam mieszka rodzina z dzieckiem. Mamy umowę, regularnie płacą. Z tych pieniędzy żyją moi rodzice-emeryci i Maja chodzi na zajęcia.
O czym wy w ogóle myślałyście, kupując bilety?
Myślałyśmy, że jesteśmy rodziną! ryknęła Wioletta. Warszawka już wszystkich na ludzi nie uważa!?
Chcesz zostawić siostrzenicę na dworcu? A mężowi mówiłaś? Wie, że swoją rodzinę wywalasz na bruk?
Mąż jest w delegacji w Szczecinie, raz na dziesięć razy ma zasięg. To moje mieszkanie, Wioletta. MOJE. Rozumiesz?
Babcia kupiła, mi zapisała. Roman nie ma z tym nic wspólnego.
O, tak do nas teraz mówisz! Zuzia, słyszysz? Żona brata nie chce nas znać! Nic, przyjedziemy pogadamy osobiście.
Słaby zasięg, do zobaczenia jutro na peronie.
W słuchawce tylko krótkie piknięcia. Kasia była oszołomiona.
Majka, idź do kuchni, w lodówce jest zapiekanka, podgrzej sama, rzuciła do córki i trzęsącą się ręką zadzwoniła do teściowej.
Teresa odebrała z opóźnieniem.
Tak, Kasiu, słucham.
Pani Tereso, wiedziała pani, że pani siostra z córką jadą do Warszawy z zamiarem zamieszkania w moim mieszkaniu?
No… Coś tam Wioletta mówiła… Myślałam, że się dogadałyście, wymruczała teściowa.
Z kim się dogadałyśmy? Kasia zaczęła chodzić tam i z powrotem po korytarzu. Od sześciu lat wynajmuję mieszkanie.
Połowę pieniędzy wysyłam rodzicom na leki. Wie pani, jak trudno im przeżyć za samą emeryturę.
Druga połowa idzie na Majki taniec i basen.
Dlaczego im nie powiedziała pani, że to niemożliwe?
Nie krzycz na mnie, głos teściowej zadrżał. Ja tu nie mam nic do rzeczy. Radźcie sobie sami.
Tylko Romkowi nie dzwoń, nie denerwuj go, ma ważne rozmowy, już i tak jest podenerwowany.
Kasia rzuciła telefon na kanapę. Mąż zawsze trzymał się z boku rodzinnych konfliktów, ale jeśli w grę wchodziła jego mama albo ciotka, robił się nagle uległy.
No wiesz, oni są z prowincji, mają inne podejście, zwykle mawiał. Lepiej ustąpić…
Spróbowała dodzwonić się do męża. Abonent poza zasięgiem. Oczywiście. Kiedy jest potrzebny znika.
***
Awantura wybuchła wielka. Wioletta zaczęła dzwonić o piątej rano, żądając, by Kasia natychmiast po nich przyjechała.
Jesteśmy zmęczone, głodne! Zimno, zmarzłyśmy. Ty śpisz jeszcze? Wstawaj! Natychmiast, za piętnaście minut masz być!
Kasia, zaspana, nie od razu pojęła z kim rozmawia. Po chwili warknęła ostro:
Odczepcie się! Nigdzie nie jadę! I do mieszkania was nie wpuszczę. Mam dość. Do widzenia.
Po dziesiątym telefonie numer Wioletty trafił na czarną listę.
Wioletta próbowała z numeru córki ten też został zablokowany.
W ciągu dnia Kasię bombardowała Teresa: prosiła, błagała, żeby pójść na rękę rodzinie, groziła obrazą, powiedzeniem wszystkiego synowi…
Wieczorem zjawił się Roman wrócił z delegacji bez zapowiedzi.
Kasiu, co tu się narobiło? zapytał, wchodząc do mieszkania. Mama płacze, mówi, że Wiolettę na ulicę wyrzuciłaś.
Kasia, całując męża, wyjaśniła:
Przyjechały bez ostrzeżenia. Od razu zażądały, żebym wyrzuciła lokatorów i wprowadziła Zuzię za darmo na co najmniej pięć lat.
Roman, czy to normalne? Naprawdę nie mają za grosz wstydu?
A z tego, co wiem, już i tak rozgościły się u twojej mamy.
A po co wróciłeś?
Bo mama mnie wezwała, wyjaśnił Roman z westchnieniem. No i Wioletta wydzwaniała bez przerwy
Kasiu, może jednak się zgodzimy? Dopóki nie dostaną akademika
Kasia przecząco pokręciła głową:
Roman, nie będzie żadnego akademika. Nawet nie złożyły dokumentów, Wioletta była pewna, że mają już mieszkanie. Moje!
Widzisz ich tupet? Nawet nie szukały innego rozwiązania, po prostu jechały do swojej kawalerki.
Mama mówi, że obiecałaś sześć lat temu
To było po pogrzebie babci, Roman. Przemilczałam, bo nie miałam głowy do takich bredni.
Wioletta szaleje. Twierdzi, że już dla niej nie istniejemy. U mamy nie zostały za daleko do uczelni.
Wysłałem ciotce cztery tysiące złotych, coś tam wynajęły…
I dzięki Bogu! Kasia uderzyła ręką w stół. Najlepsza wiadomość dnia. Nawet o pieniądze nie będę się z tobą kłócić. Odpętały się i cudnie!
Roman westchnął jakby mu ubyło lat.
Kasiu, wynajęły jakiś pokój w komunalki. Wioletta krzyczy, że karaluchy i pijani sąsiedzi.
Niech się przyzwyczaja. Stolica to nie sielanka, trzeba się nakręcić, a nie czekać na mannę z nieba od rodziny, której nie widziała od lat. I nawet kartki urodzinowej twojej córce nie wysłała!
Kasia odwróciła się i poszła do sypialni, Roman podreptał za nią.
Kasiu, głupio trochę wyszło. Jakbyśmy naprawdę zostawili ich na pastwę losu.
A jak coś się stanie? Jakiś sąsiad napadnie? Naprawdę nie żal ci ciotki Wioletty?
Kasia gwałtownie się odwróciła:
Roman, mam córkę, mam rodziców, za których odpowiadam. Mam mieszkanie, które babcia zdobyła ciężką pracą.
Nie pozwolę komuś to zmarnować, bo ktoś, 600 kilometrów stąd, uznał, że mu się bardziej należy.
Czemu miałoby mi być ich żal? Powiedz!
Roman zamilkł, Kasia dodała:
Głodny? Chodź, podgrzeję kolację. I dość już tego tematu. Jak chcesz im pomagać rób to ze swojej wypłaty.
Mieszkanie jest wynajmowane, nikogo nie wyrzucam. Koniec kropka.
Masz rację. Pewnie też bym się nie ucieszył, gdyby twoi rodzice przyjechali do mojego domu i powiedzieli: Przesuńcie się, zamieszkamy tu z dziesięć lat.
Po kolacji, gdy Roman był pod prysznicem, Kasia znów sięgnęła po telefon. W nieprzeczytanych wisiała wiadomość od teściowej:
Kasia, no tak nie można. Wioletta się rozchorowała na nerwach. Przywieź im chociaż jakieś jedzenie.
Weź więcej, żeby chociaż na dwa-trzy tygodnie starczyło.
Koniecznie mięso, warzywa, owoce i czekoladowe cukierki. Kawa, herbata, środki higieniczne, olej rzepakowy.
Możesz też ryby. Konserw nie bierz Wioletta nie je. Adres: .
Kasia zablokowała także teściową. Przynajmniej kilka dni w czarnej liście odpoczną.
***
Noc minęła względnie spokojnie rodzina nie dzwoniła.
Wioletta zjawiła się bladym świtem, punkt 7:00.
Kasia obudziła się od głośnego dobijania do drzwi.
Roman spał, więc musiała otworzyć sama.
Siostra teściowej wpadła z pretensjami:
Śpisz sobie w cieple, pod kocykiem, na czystej pościeli?
A nie chcesz wiedzieć, jak my z Zuzią noc spędziłyśmy?
Koszmar, mówię ci! Nad głową karaluchy, w pokoju zimno, brud, podłoga jak lód!
Z prawej ktoś przez całą noc fałszował Góralu, czy ci nie żal?, z lewej awantura do rana.
Masz w ogóle sumienie? Chcesz, żeby rodzina mieszkała w takich warunkach?
Wiesz co, droga, nie chcę się z tobą kłócić. Nie chcesz wyganiać lokatorów? Nie musisz! Przeniesiemy się z Zuzią do ciebie!
Przecież masz trzy pokoje w mieszkaniu, jedną klitkę nam chyba użyczysz. Tylko większą, bo jesteśmy dwie!
W trójce się zmieścimy.
Nie martw się, nie zostanę długo. Może 3-4 miesiące, może pół roku.
Potem wrócę do siebie, jak córka się przyzwyczai.
Kasia oniemiała.
Zapomnij o tej drodze tutaj! I nie psujmy sobie relacji do końca.
Chcesz, żebym zadzwoniła na policję? Zadzwonię, nie mam problemu.
Tylko po co ci takie kłopoty?
Ciotka Wioletta aż poczerwieniała ze złości.
Ty… Obyś miała puste mieszkanie, rozpuszczona warszawianko!
Niech twoja córka nigdy szkoły nie skończy, niech zawsze sprząta po innych!
Zapamiętaj, jeszcze ci się przypomnę!
Świat jest kulisty, a wiadomo kto śliski!
Przyjdzie czas, że będziesz mnie błagać o pomoc. Nigdy ci tego nie wybaczę!
Kasia bez słowa zatrzasnęła drzwi. Wioletta jeszcze przez chwilę darła się na klatce, aż w końcu znikła.
***
Awantura z Wiolettą na stałe popsuła relacje z Teresą teściowa przestała się do niej odzywać.
Roman odwiedza mamę, pomaga jej, córkę czasem przywozi, ale do mieszkania syna Teresa już nie zagląda.
Kasia nawet się cieszy o jeden problem mniej.



