Dziecko dla przyjaciółki
Gdy Zuzanna dobiegała już do końca swojej ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, ojciec zaczął pić i od tego czasu moje życie zmieniło się w prawdziwy koszmar.
Każdego ranka wietrzyłam mieszkanie, sprzątałam puste butelki spod stołu i czekałam, aż ojciec się wyśpi.
Tato, przecież nie wolno ci pić. Ledwie doszedłeś do siebie po udarze.
Piję, bo chcę. Kto mi zabroni? Tak łatwiej mi znieść ból.
Jaki ból?
Ból świadomości, że nikomu nie jestem potrzebny. Nawet tobie. Jestem dla ciebie ciężarem. Jestem straconym człowiekiem, Zuzanno. Po co się w ogóle urodziłem, po co się żeniłem, robiłem dzieci, które odziedziczyły po mnie tylko słabość, brak charakteru i biedę. Wszystko na nic, córko. Prościej pić.
Wkurzałam się, choć już i tak byłam w złym nastroju.
Wcale nie na nic, tato. Niektórzy mają w życiu gorzej.
Gorzej, córko? Bez matki cię wychowywałem. A ty zamierzasz urodzić biedaka bez ojca, który będzie musiał żyć w biedzie.
Nie wszystko jest takie ponure, tato. Nic nie jest wieczne, wszystko się może zmienić w każdej chwili.
Z żalem wspominałam czasy, kiedy jeszcze niedawno byłam szczęśliwa, szykując się do ślubu z Pawłem Tak, świat się zawalił, ale trzeba żyć dalej.
Tego dnia tata znowu się upił. A ja, wybuchając:
Tato, przepiles oszczędności, które schowałam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przekopałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?!
Wszystko w tym domu należy do mnie oświadczył ojciec. Nawet emerytura, którą chowasz przede mną! Moja emerytura!
I wszystko przepiles? Nawet nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć?
A czemu mam myśleć? Jestem chory. Już dorosłaś, teraz ty się mną zajmij!
Szukałam po wszystkich szafkach.
Przecież pamiętam, wczoraj były jeszcze dwie paczki makaronu i masło. Teraz nie ma nic! Co zjemy na kolację?..
Byłam w szoku. Usiadłam na taborecie i zakryłam twarz dłońmi.
Nie miałam pojęcia, że ciocia Natalia w czasie mojej nieobecności podawała ojcu alkoholu i okradała dom.
Cicho, niczym żmija, Natalia wślizgnęła się do naszego mieszkania i robiła wszystko, by rozbić rodzinę.
Tamtej nocy płakałam. Leżałam przygnębiona i złamana. Byłam głodna.
Rano ktoś zapukał i weszła Natalia. W modnym płaszczu i butach na obcasie, nawet się nie rozebrała, tylko przeszła do środka.
Hej. Moja koleżanka z administracji powiedziała mi, że macie zaległości i zaraz odetną wam prąd. Co się dzieje, Zuzanno? Zaprosisz na herbatę?
Nie czekała na odpowiedź, ruszyła do kuchni i zaczęła grzebać po szafkach.
Zrobię herbatę sama, jesteś przecież w ciąży jak moja córka Ola Ale nie ma ani cukru, ani herbaty, nic u was nie ma. Idziemy do sklepu.
Unikałam kontaktu wzrokowego.
Ciociu Natalio, nie poczęstuję pani herbatą. Lepiej, żeby pani wyszła.
Natalia nie zamierzała rezygnować.
Masz problem? Widzę, że tak. Pamiętasz, że proponowałam ci przeprowadzkę do mnie? Tym razem nie pytam, tylko nalegam pakuj się i jedziemy. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, ty nawet nie masz co jeść! A przecież potrzebujesz owoców, witamin Pakuj torbę.
Usiadłam na krześle, bo zakręciło mi się w głowie. Pociekły mi łzy Natalia mnie przytuliła:
Posłuchaj, Zuzanko, wiem, jak się do mnie odnosisz. Nie zasługuję na przebaczenie moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie mogę patrzeć, jak się tu męczysz. Chcesz czy nie, ja ci pomogę.
Wszystko działo się jak przez mgłę Natalia pomogła mi się spakować i zamówiła taksówkę.
***
W dniu, w którym zaczęły się bóle porodowe, Natalia prawie nie odstępowała mnie na krok.
Słuchaj mnie uważnie, Zuzanno. Już uprzedziłam personel, że chcesz zrzec się dziecka. Dlatego po porodzie nie bierz jej na ręce, nie przystawiaj do piersi. Po prostu nie patrz.
Miotałam się w bólach porodowych.
Ach, ciociu Natalio, już mi wszystko jedno. Byle szybciej urodzić, ból jest straszny
Nie zapominaj, o czym mówiłam sama nie poradzisz sobie z wychowaniem dziecka. Już znalazłam porządną, małżeńską parę chcą je adoptować od razu.
Po paru godzinach urodziła się dziewczynka.
Trzy kilo trzysta, zdrowa, wszystko dobrze.
Położna owinęła płaczące dziecko i zabrała, nawet mi nie pokazując.
Jednak pediatra spojrzała na mnie surowo.
Co to ma znaczyć? Zdrowa, śliczna dziewczynka, a ty nawet nie chcesz na nią spojrzeć. Pani Ewo, proszę przynieść i przystawić ją do matki.
Smutna pokręciłam głową.
Nie chcę Ledwo mam z czego żyć, nie chciałam rodzić Są ludzie, którym ona jest bardziej potrzebna, napiszę zrzeczenie się, oddadzą ją do adopcji
Proszę nie szaleć, choć popatrz na nią.
Zacisnęłam powieki, ale poczułam coś delikatnego przy dłoni
Położna położyła moją córeczkę obok mnie, a ona jęknęła, dotykając nosem mojej skóry, rozchylając usta. Odważyłam się popatrzeć.
Mała, bezbronna istota przyglądała mi się zza przymrużonych oczek. Próbowała mnie przytulić, dreptała bezradnie rączkami po piersi.
No dobrze, mamusiu karmimy malucha uśmiechnęła się pediatra. Zobaczyła, jak drżę, dotknięta do głębi serca.
Ładna dziewczynka, potrzebuje pani, a nie obcych rodziców, rozumiesz?
Rozpłakałam się, obejmując córkę i kiwnęłam głową.
Przez następne dwie godziny odpoczywałam z córeczką i nie mogłam od niej oderwać wzroku.
Obudził się mój instynkt macierzyński.
Oto jest sens mojego życia moja córka.
I nieważne, że Paweł odszedł, że ojciec szaleje Jestem potrzebna mojej córce, więc przy niej zostanę.
***
Obudził mnie głos Natalii.
Natalia, narzucona w szlafrok, stanęła w drzwiach.
Zapomniałaś, o czym rozmawiałyśmy? szepnęła. Miałaś oddać dziecko. Już załatwiłam rodzinę, która wszystko załatwi natychmiast.
Ciociu Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu.
A gdzie pójdziesz? Nawet nie masz złotówki, jesteś bezdomna! Jak zamierzasz utrzymać dziecko? Co będziesz jeść?
Idę do domu. Dłużej nie będę nikomu przeszkadzać. Poradzę sobie.
Twarz Natalii się zmieniła, wykrzywiła w diabolicznym grymasie.
Zwariowałaś? Nie masz pieniędzy! Z czego zamierzasz żyć? Będziesz żebrać na chleb?
Od krzyku obudziła się moja córeczka w łóżeczku. Podniosłam się i sięgnęłam do niej.
Nie ruszaj! Ja ją utulę i nakarmię mlekiem modyfikowanym. Powiemy lekarzom, że nie masz pokarmu rzuciła Natalia.
Pokręciłam głową:
Nie pani tu decyduje. To moje dziecko. Powiedziałam, że nie mam zamiaru jej oddawać.
Nie możesz! Obiecałaś! Natalia rozdziawiła ze złością usta.
Proszę wyjść.
Natalia wyszła. Moja współlokatorka z sali, cicho dotąd leżąca, podniosła głowę:
Kto to był?
Ciocia.
Okropność. Nie słuchaj jej. Dobrze zrobiłaś, że ją wyrzuciłaś. Jestem Kasia. Jak trzeba, pomogę. Świat nie jest taki zły.
A ja Zuzanna.
Miło poznać. Powiem ci wyglądało, jakby chciała zabrać twoje dziecko. Bardzo dziwna kobieta.
***
Przed wypisem odwiedziła mnie ze swoim wielkim brzuchem była przyjaciółka Ola. Spotkałyśmy się na korytarzu.
Cześć.
Ostrożnie usiadłam na ławce. Ola również.
Słyszałam, że urodziłaś.
Tak, córkę.
Ola zerknęła niepewnie.
Zuzka, chodzi o to Wiesz, mama już znalazła ludzi, którzy chcą twoją córeczkę adoptować.
I co w związku z tym?
To bardzo dobrzy ludzie, są bogaci i zrobią wszystko, by mieć takie dziecko.
Ola chwyciła mnie za rękę:
Oferują za twoją córkę milion złotych. Milion, wyobrażasz sobie? Mogłabyś kupić pokój w akademiku, a może nawet zacząć spłacać mieszkanie.
Aha, milion? skinęłam głową. To może jak się przejmujesz, to sprzedaj swoje dziecko.
Ola od razu się nadęła, ale nie puszczała mojej ręki.
Poczekaj, Zuzka. Oddaj ją mi! Zajmę się nią. Przecież jest córką Pawła.
Myślisz, że poradzisz sobie z dwójką dzieci?
Nic nie rozumiesz, Zuzka! Mój związek się rozpada
Zerwałam się, by wyjść. Ola chwyciła mnie za rękaw, miała szalone oczy:
Potrzebuję tego dziecka, Zuza!
Puść.
*
Za kilka godzin do sali wtargnął sam Paweł. Cofnęłam się na jego widok.
Urodziłaś? Mogę zobaczyć dziecko?
Nie, nie możesz! Zaraz twoja Ola urodzi, to tam patrz!
Musimy pogadać, Zuzka. Od kiedy urodziłaś, nie mogę znaleźć sobie miejsca. Chcę zabrać naszą córkę. Oddaj ją, adoptuję małą.
Nie jestem jak wy. Nigdy nie zostawię kogoś, kto mnie potrzebuje. Próżne twoje fatygi, dziecka ci nie dam.
Paweł zachowywał się dziwnie, nie chciał wyjść.
Oddaj dziecko! W ogóle nie miałaś prawa rodzić go beze mnie! I tak odbiorę to, co moje!
Ty? Maminsynek? Najpierw zapytaj o pozwolenie u swojej matki!
Odepchnęłam go, wzięłam córkę i poszłam do dyżurki pielęgniarek.
Proszę nikogo do mnie nie wpuszczać. Nikogo się nie spodziewam, nikogo nie chcę widzieć! Czuję się jak na dworcu kolejowym.
Epilog
W dzień wypisu wyszłam z córeczką na rękach.
Nie byłam sama, z sali wychodziła także Kasia. Czekał na nią mąż i mama.
Zatrzymałam się na schodach, widząc auto Pawła.
Wysiadła jego matka, pani Helena. Przyglądała mi się surowo, aż ciarki przeszły mi po plecach. Matka Pawła patrzyła na mnie jak wilczyca na zdobycz.
Kasia zauważyła minę mojej byłej przyszłej teściowej i stanęła przy mnie.
Kto to?
Rodzice Pawła.
Ale cię obserwują, aż strach. Jakaś ta wasza rodzina dziwna. Mówiłam ci, że mama zorganizowała u nas pokój, więc jedziesz ze mną.
Skinęłam głową. Czułam się nieswojo.
***
Mieszkając u nowych znajomych, nieoczekiwanie odnalazłam szczęście kuzyn Kasi, zadeklarowany kawaler, Piotr, zaczął się mną opiekować.
Okazał się wspaniałym człowiekiem, serdecznym i dobrym. Nie tylko wziął mnie za żonę i adoptował córkę, ale pomagał także mojemu ojcu.
A co z Olą i Pawłem? Ich małżeństwo się rozpadło.
Okazało się, że Ola udawała ciążę, nosiła sztuczny brzuch i zwodziła całą rodzinę Pawła.
Natalia, próbując kryć Olę, wyznała zięciowi, że Ola poroniła na bardzo wczesnym etapie. Od razu podsunęła rozwiązanie problemu:
Pawle, nie gniewaj się na Olę. Straciła ciążę, ale i ty nie jesteś bez winy! Przecież zaraz urodzi ci się dziecko z inną. Pomyślałam, że przygarnijcie dziecko Zuzki, adoptujcie je! Będziecie udawać, że to Ola urodziła, nic nie powiemy twoim rodzicom.
Plan Natalii spodobał się Pawłowi.
Wszystko układało się idealnie, dopóki nie odważyłam się zachować córki przy sobie, czym pokrzyżowałam szyki byłej przyjaciółce i jej matce.
Mama Pawła, pani Helena, dowiedziawszy się o oszustwie, wyrzuciła Olę z domu i nakazała synowi wziąć rozwód.



