Nie ma nawet z kim pogadać. Opowiadanie – Mamo, co ty opowiadasz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do ciebie dwa razy dziennie – westchnęła zmęczona córka. – Nie o to mi chodzi, Swetuniu… – westchnęła smutno Nina Antonowna – po prostu nie mam już ani przyjaciół, ani znajomych w swoim wieku. Z mojego czasu… – Mamo, nie gadaj głupot. Masz jeszcze koleżankę z klasy, Irinę. Poza tym jesteś bardzo nowoczesna, wyglądasz dużo młodziej! No mamo, co ty? – zmartwiła się córka. – Przecież wiesz, Irina ma astmę, przez telefon nie może rozmawiać, od razu się dusi… A mieszka daleko, na drugim końcu miasta. Przyjaźniłyśmy się we trzy – pamiętasz, opowiadałam ci. Ale Marinki już dawno nie ma. Wczoraj wpadła sąsiadka, pani Ania. Herbatę zaproponowałam – dobra kobieta, często zagląda. Przyniosła bułeczki dla swoich, podzieliła się ze mną. Opowiadała o dzieciach, wnukach. U niej też wnuki, choć jest ode mnie ze 15 lat młodsza. Ale jej wspomnienia z dzieciństwa, szkoły – zupełnie inne. A ja tak bym chciała pogadać z rówieśniczkami, takimi jak ja – mówiła to córce, wiedząc, że ta jej nie zrozumie. Jeszcze młoda. Jej czas jeszcze trwa – za oknem. Wspominać jej się nie chce… – Mamo, mam we wtorek bilety na wieczór poezji. Pamiętasz, że chciałaś pójść? Przestań się smucić, załóż swoją bordową sukienkę – wyglądasz w niej jak królowa! – Dobrze, Swetuniu, wszystko dobrze… to tylko taka chwila… Dobranoc. Jutro zadzwonię. Idź spać wcześniej, bo za mało śpisz – zmieniła temat Nina Antonowna. – No, mamo, pa… dobranoc – rozłączyła się córka. Nina Antonowna patrzyła w okno na migoczące światła miasta… Klasa maturalna, też wiosna. Tyle planów. Jakby to było wczoraj. Jej koleżance Irinie podobał się Sławek Malinowski z klasy. A Sławkowi podobała się ona – Nina. Wieczorami dzwonił do niej na domowy telefon, zapraszał na spacer. Ale Nina widziała w nim tylko przyjaciela, nie chciała go zwodzić… Potem Sławek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał w starym domu Iriny. Też wtedy mieli… domowy telefon. Numer… Nina Antonowna wykręciła zapamiętany po latach numer. Sygnału nie było od razu, potem ktoś podniósł słuchawkę. Najpierw coś zaszumiało w tle, potem odezwał się cichy męski głos: – Halo? Słucham. Może już za późno? Po co dzwonię? Może Sławek już mnie nie pamięta… albo to nie on! – Dobry wieczór – głos Niny Antonowny drżał z emocji. W słuchawce znowu coś zaszumiało, a potem usłyszała zdziwione: – Nina? To naprawdę ty? Że też cię życie przywiodło… Znam ten głos! Jak mnie znalazłaś? – Sławek, poznałeś mnie?! – na Ninę Antonowną spłynęła fala radosnych wspomnień. Od lat nikt nie mówił do niej po imieniu – tylko “mama”, “babcia” albo “pani Nina”. Tylko Irina, czasami. A po prostu “Nina”… jakby znów była wiosna i nie było tylu przeżytych lat. – Nina, jak żyjesz? Tak się cieszę, że cię słyszę – te słowa ucieszyły ją ogromnie. Bała się, że nie pozna, albo że jest nie w porę. – A pamiętasz maturalną klasę? Jak z Witkiem Wasilewskim was z Irką woziłem na łódce? On sobie otarł ręce wiosłami i ukrywał to… A potem lody na bulwarze. Grała muzyka… – Sławek zanurzył się w tęsknym wspomnieniu. – Pewnie, że pamiętam! – Nina roześmiała się szczęśliwie. – A naszą wycieczkę do lasu z nocowaniem? Jak nie umieliśmy otworzyć konserwy, a głodni byliśmy jak wilki! – No właśnie… – Sławek się zaśmiał. – A Wacek otworzył, potem śpiewaliśmy przy ognisku. Pamiętasz? Nawet gitarę potem kupiłem, żeby się nauczyć grać. – I co, nauczyłeś się? – głos Niny znów brzmiał młodzieńczo, tyle wspomnień, tyle wspólnego czasu. – A jak u ciebie? – zapytał Sławek, po chwili sam odpowiedział: – Cóż ja pytam, po głosie słychać: jesteś szczęśliwa. Masz dzieci, wnuki? Nadal piszesz wiersze? Pamiętam! “Rozpłynąć się w nocy, odrodzić się o świcie!” Takie życiowe! Zawsze byłaś promykiem słońca! Przy tobie dusza się ogrzeje – szczęśliwi ci, którzy cię mają… – Daj spokój, Sławek, przesadzasz! Już nie moje czasy… Przerwał jej: – Przestań, od ciebie taka energia bije, aż w słuchawce gorąco! Nie wierzę, że straciłaś smak życia. Twój czas jeszcze trwa. Więc, Nina, żyj i ciesz się! Słońce świeci dla ciebie! I wiatr pędzi chmury po niebie dla ciebie. I ptaki dla ciebie śpiewają! – Sławek, dalej jesteś romantykiem. A ty? Tylko ja gadam, a ty…? – ale w słuchawce zaszumiało, kliknęło i rozłączyło połączenie. Nina Antonowna długo jeszcze trzymała słuchawkę. Chciała oddzwonić, ale się rozmyśliła – późno już, niewygodnie. Innym razem… Jak dobrze się im rozmawiało! Ile wspomnień obudził… Nagle zadzwoniła wnuczka: – Tak, Dasieńko, nie śpię. Co mama powiedziała? Nie, mam świetny nastrój. Z mamą idziemy na koncert. Przyjdziesz jutro? Super, czekam. Buziaki. Z tak dobrym humorem Nina Antonowna położyła się spać. Tyle planów w głowie… Układała nowe wiersze, śniła o młodości… Rano postanowiła odwiedzić przyjaciółkę Irinę. Kilka przystanków tramwajem, w końcu nie jest taka stara… Irina bardzo się ucieszyła: – No wreszcie! Dawno obiecywałaś! Oooo, kupiłaś mój ulubiony tort aprikosowy! Opowiadaj – Irina się rozkaszlała, ale zaraz machnęła ręką: – Lepiej, nowy inhalator, chodźmy na herbatę. Nina, ty jakaś odmłodniałaś! Wyznawaj co i jak? – Nie wiem, piąta młodość! – Nina zaczęła kroić tort. – Wyobraź sobie, wczoraj zadzwoniłam przypadkiem do Sławka Malinowskiego. Twoja miłość z klasy! Zaczął wspominać… Pół rzeczy już zapomniałam. Dlaczego milczysz, Iro? Znowu duszność? Irina zbladła i patrzyła w przyjaciółkę. W końcu wyszeptała: – Nina, ty nie wiesz? Sławka nie ma już od roku… A tam, gdzie mieszkał, już dawno nie mieszka… – Ale jak to? Przecież z nim rozmawiałam. Pamiętał wszystko z naszej młodości! Po rozmowie tak mi się humor poprawił… I zrozumiałam, że życie trwa, że jeszcze mam siły, jeszcze mam na coś ochotę! Jak to możliwe? – Nina nie mogła w to uwierzyć: – Przecież to był jego głos! Powiedział: „Słońce świeci dla ciebie. I wiatr goni chmury po niebie dla ciebie! I ptaki śpiewają dla ciebie!” Irina pokręciła głową, nie wiedząc co myśleć. W końcu powiedziała: – Nina, nie wiem, jak to możliwe… ale chyba naprawdę to był on. Jego słowa, jego styl. Sławek cię kochał. Chyba bardzo chciał cię wesprzeć… stamtąd. I chyba mu się udało. Dawno nie widziałam cię tak szczęśliwą, tak pełną życia! Kiedyś ktoś pozbiera twoje roztrzaskane serce do kupy. I wreszcie zrozumiesz, że jesteś… po prostu szczęśliwa.

Mamo, dlaczego tak mówisz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Dzwonię do ciebie dwa razy dziennie powiedziała zmęczonym głosem córka.

Nie, Dominiczko, co ty… Przecież nie o to chodzi westchnęła smutno Nina Stankiewicz. Po prostu… Nie mam już żadnych przyjaciół ani znajomych w moim wieku. Wszystko przeminęło, nie zostało nic z mojego świata.

Mamo, nie gadaj głupstw. Przecież masz szkolną przyjaciółkę, Irminę. A poza tym jesteś bardzo nowoczesna, wyglądasz młodziej niż jesteś. No mamo, przestań już, zmartwiła się Dominika.

Sama wiesz, że Irmina choruje na astmę, nie może długo rozmawiać przez telefon, bo od razu kaszle. Mieszka daleko, na drugim końcu Poznania. Przecież mówiłam ci, że byłyśmy we trzy nierozłączne, pamiętasz? Ale Martyny już dawno nie ma. Wczoraj przyszła do mnie Tania z sąsiedztwa. Zaprosiłam ją na herbatę, dobra kobieta, często przychodzi do mnie. Przyniosła świeże drożdżówki dla swoich dzieciaków, to i dla mnie dorzuciła. Opowiadała o swoich dzieciach, wnukach. Ona też ma wnuki, choć jest ode mnie co najmniej piętnaście lat młodsza. Ale jej wspomnienia z młodości, ze szkoły to już całkiem inny świat.

A ja tak bardzo chciałabym pogadać z kimś, kto rozumie, co to znaczy z rówieśnikiem, który nosi ten sam bagaż wspomnień co ja… Nina Stankiewicz wiedziała, że córka jej nie zrozumie. Dominika jest jeszcze młoda. Wszystko jeszcze przed nią, jej czas dopiero trwa, jest za oknem. Jeszcze nie ciągnie do wspomnień. Dominika jest kochana, troskliwa, to nie jej wina.

Mamo, kupiłam bilety na wieczór romansu na wtorek. Pamiętasz, że chciałaś iść? Przestań się zamartwiać, załóż swoją bordową sukienkę, wyglądasz w niej jak gwiazda!

No dobrze, Dominiczko, nic się nie dzieje, sama nie wiem, co mi odbiło. Dobranoc, zadzwonimy jutro. Połóż się wcześniej, bo jesteś ostatnio przemęczona zmieniła temat Nina Stankiewicz.

Tak, mamo, do usłyszenia, dobranoc. Dominika rozłączyła się.

Nina Stankiewicz długo jeszcze patrzyła przez okno na świecące w oddali światła wieczornego Poznania…

Dziesiąta klasa, też była wiosna. Tyle planów na życie. To było jakby wczoraj. Jej przyjaciółka Irmina podkochiwała się w Sławku Maliszewskim z klasy. A Sławkowi podobała się ona, Nina. Wieczorami dzwonił na stacjonarny, zapraszał na spacery. Nina jednak zawsze traktowała go tylko jak przyjaciela, nie chciała go zwodzić.

Później Sławek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał w starym bloku Irminy. Wtedy miał jeszcze telefon stacjonarny… Numer… Nina wykręciła zapamiętany z dawnych lat numer. Sygnał długo się nie pojawiał, w końcu ktoś odebrał. Najpierw tylko szelest, a potem cichy męski głos:

Halo? Słucham.

Może już za późno? Po co właściwie dzwonię? Może Sławek mnie nie pamięta, albo to wcale nie on!
Dobry wieczór głos Niny drżał lekko.

W słuchawce szelest i nagle zdziwienie:

Nina? Naprawdę to ty? To niemożliwe Nigdy nie zapomnę twojego głosu. Jak mnie znalazłaś? Ja tu wpadłem zupełnie przypadkiem…

Sławku! Rozpoznałeś mnie! Na Ninę spłynęła fala radosnych wspomnień. Nikt już od dawna nie mówił do niej po imieniu, tylko mama, babcia albo pani Stankiewicz. No, może jeszcze Irmina tak ją wołała…

A zwykłe Nina zabrzmiało jak przebudzenie wiosny, jakby nie minęły te wszystkie lata.

Nina, jak się masz? Tak się cieszę, że zadzwoniłaś te słowa sprawiły jej wielką radość. Bała się, że ją nie pozna, albo że jest nie na miejscu.

Pamiętasz dziesiątą klasę? Jak z Witkiem Wysockim was z Irminą woziłem łódką po Warcie? Witek miał od wioseł poranione dłonie i ukrywał to przed wszystkimi. A potem siedzieliśmy na bulwarze i jedliśmy lody. Grała muzyka głos Sławka był cichy, zadumany.

No pewnie, że pamiętam, Nina roześmiała się szczerze. A klasowa wycieczka do Puszczykowa z nocowaniem? Nie umieliśmy otworzyć konserwy a byliśmy tak głodni!

Tak, Sławek zaśmiał się w odpowiedzi. Witek w końcu otworzył, potem była gitara przy ognisku, śpiewaliśmy. Od tamtej pory postanowiłem nauczyć się grać.

I co, nauczyłeś się? głos Niny aż rozbrzmiewał młodzieńczą energią, pod wpływem wspomnień, które na nowo ożyły dzięki Sławkowi.

A jak u ciebie teraz? Sławek zapytał, a zaraz sam odpowiedział: Zresztą, co ja się pytam, po głosie słyszę, że jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? No tak! I dalej piszesz wiersze? Pamiętam! Wtulić się w noc i odrodzić o świcie! Pełne energii!

Zawsze byłaś jak słońce! Przy tobie dusza się ogrzewa, nikt przy tobie nie zmarznie. Twoi bliscy mają szczęście, taka mama i babcia to skarb.

Daj spokój, Sławku, przesadzasz! Moje czasy już minęły, ja…

Przerwał jej szybko:

Nina, od ciebie bije taka energia, że słuchawka się nagrzewa! Nie wierzę, że straciłaś apetyt na życie. To do ciebie niepodobne. Twoje czasy się jeszcze nie skończyły. Żyj i ciesz się! Słońce świeci dla ciebie.

I wiatr pędzi chmury po niebie specjalnie dla ciebie.

I ptaki śpiewają dla ciebie!

Sławek, zawsze byłeś romantykiem A co u ciebie? Ja tak tylko o sobie, chciała zapytać, ale w słuchawce coś zaszumiało i połączenie się urwało.

Nina Stankiewicz długo siedziała z aparatem w dłoni. Chciała oddzwonić, ale pomyślała, że już późno jeszcze spróbuję kiedy indziej.

Jak dobrze się z nim rozmawiało, ile wspomnień wróciło Dzwonek przerwał jej rozmyślania. Wnuczka.

Tak, Kasiu, nie śpię. Co mama powiedziała? Nie, mam świetny humor. Idziemy z mamą na koncert. Przyjdziesz jutro? Wspaniale, czekam.

W doskonałym nastroju Nina położyła się spać. W głowie miała sto nowych planów. Zasypiając, układała wiersze…

Rano postanowiła odwiedzić Irminę. Kilka przystanków tramwajem, przecież jeszcze nie jest taka stara, jak się czasem czuje.

Irmina przyjęła ją z radością:

No nareszcie, ile można czekać. O, przyniosłaś tort orzechowy? Mój ulubiony! Mów, co się u ciebie dzieje? Irmina zakaszlała, przycisnęła dłoń do piersi, ale machnęła ręką.

Jest lepiej, mam nowy inhalator. Chodź, robimy herbatę. Ninka, wyglądasz jakbyś młodniała. Co się dzieje?

Sama nie wiem, piąta młodość! Wyobraź sobie, wczoraj przypadkiem zadzwoniłam do Sławka Maliszewskiego. Pamiętasz, twojego licealnego adoratora? Tak się rozgadał, zaczęliśmy wspominać, sama z siebie nie pamiętałam tylu rzeczy. Czemu jesteś taka cicha, Irena, znowu duszność?

Irmina zbielała, patrzyła w milczeniu. Wreszcie szepnęła:

Nino, nie wiedziałaś? Sławka już od roku nie ma. I on mieszkał gdzie indziej, z tamtej klatki wyprowadził się dawno temu.

Niemożliwe To z kim rozmawiałam? Przecież pamiętał wszystkie szczegóły naszej młodości. Przed rozmową było mi tak smutno, a potem poczułam, nagle, jakby życie wróciło do mnie!

Przecież to był jego głos… Powiedział tak pięknie: Słońce świeci dla ciebie. I wiatr pędzi chmury po niebie dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie!

Irmina pokręciła głową, nie wierząc własnym uszom.

Nino, nie mam pojęcia jak to możliwe, ale chyba rzeczywiście to był on. Jego słowa, styl, wszystko. Sławek cię kochał. Widocznie chciał cię wesprzeć… stamtąd. Wiesz co? Chyba mu się udało. Tak radosnej nie widziałam cię od lat.

Kiedyś ktoś pozbiera na nowo twe zmęczone, roztrzaskane serce. I wtedy przypomnisz sobie, że… po prostu jesteś szczęśliwa.

Rate article
Fajna Tajna
Nie ma nawet z kim pogadać. Opowiadanie – Mamo, co ty opowiadasz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do ciebie dwa razy dziennie – westchnęła zmęczona córka. – Nie o to mi chodzi, Swetuniu… – westchnęła smutno Nina Antonowna – po prostu nie mam już ani przyjaciół, ani znajomych w swoim wieku. Z mojego czasu… – Mamo, nie gadaj głupot. Masz jeszcze koleżankę z klasy, Irinę. Poza tym jesteś bardzo nowoczesna, wyglądasz dużo młodziej! No mamo, co ty? – zmartwiła się córka. – Przecież wiesz, Irina ma astmę, przez telefon nie może rozmawiać, od razu się dusi… A mieszka daleko, na drugim końcu miasta. Przyjaźniłyśmy się we trzy – pamiętasz, opowiadałam ci. Ale Marinki już dawno nie ma. Wczoraj wpadła sąsiadka, pani Ania. Herbatę zaproponowałam – dobra kobieta, często zagląda. Przyniosła bułeczki dla swoich, podzieliła się ze mną. Opowiadała o dzieciach, wnukach. U niej też wnuki, choć jest ode mnie ze 15 lat młodsza. Ale jej wspomnienia z dzieciństwa, szkoły – zupełnie inne. A ja tak bym chciała pogadać z rówieśniczkami, takimi jak ja – mówiła to córce, wiedząc, że ta jej nie zrozumie. Jeszcze młoda. Jej czas jeszcze trwa – za oknem. Wspominać jej się nie chce… – Mamo, mam we wtorek bilety na wieczór poezji. Pamiętasz, że chciałaś pójść? Przestań się smucić, załóż swoją bordową sukienkę – wyglądasz w niej jak królowa! – Dobrze, Swetuniu, wszystko dobrze… to tylko taka chwila… Dobranoc. Jutro zadzwonię. Idź spać wcześniej, bo za mało śpisz – zmieniła temat Nina Antonowna. – No, mamo, pa… dobranoc – rozłączyła się córka. Nina Antonowna patrzyła w okno na migoczące światła miasta… Klasa maturalna, też wiosna. Tyle planów. Jakby to było wczoraj. Jej koleżance Irinie podobał się Sławek Malinowski z klasy. A Sławkowi podobała się ona – Nina. Wieczorami dzwonił do niej na domowy telefon, zapraszał na spacer. Ale Nina widziała w nim tylko przyjaciela, nie chciała go zwodzić… Potem Sławek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał w starym domu Iriny. Też wtedy mieli… domowy telefon. Numer… Nina Antonowna wykręciła zapamiętany po latach numer. Sygnału nie było od razu, potem ktoś podniósł słuchawkę. Najpierw coś zaszumiało w tle, potem odezwał się cichy męski głos: – Halo? Słucham. Może już za późno? Po co dzwonię? Może Sławek już mnie nie pamięta… albo to nie on! – Dobry wieczór – głos Niny Antonowny drżał z emocji. W słuchawce znowu coś zaszumiało, a potem usłyszała zdziwione: – Nina? To naprawdę ty? Że też cię życie przywiodło… Znam ten głos! Jak mnie znalazłaś? – Sławek, poznałeś mnie?! – na Ninę Antonowną spłynęła fala radosnych wspomnień. Od lat nikt nie mówił do niej po imieniu – tylko “mama”, “babcia” albo “pani Nina”. Tylko Irina, czasami. A po prostu “Nina”… jakby znów była wiosna i nie było tylu przeżytych lat. – Nina, jak żyjesz? Tak się cieszę, że cię słyszę – te słowa ucieszyły ją ogromnie. Bała się, że nie pozna, albo że jest nie w porę. – A pamiętasz maturalną klasę? Jak z Witkiem Wasilewskim was z Irką woziłem na łódce? On sobie otarł ręce wiosłami i ukrywał to… A potem lody na bulwarze. Grała muzyka… – Sławek zanurzył się w tęsknym wspomnieniu. – Pewnie, że pamiętam! – Nina roześmiała się szczęśliwie. – A naszą wycieczkę do lasu z nocowaniem? Jak nie umieliśmy otworzyć konserwy, a głodni byliśmy jak wilki! – No właśnie… – Sławek się zaśmiał. – A Wacek otworzył, potem śpiewaliśmy przy ognisku. Pamiętasz? Nawet gitarę potem kupiłem, żeby się nauczyć grać. – I co, nauczyłeś się? – głos Niny znów brzmiał młodzieńczo, tyle wspomnień, tyle wspólnego czasu. – A jak u ciebie? – zapytał Sławek, po chwili sam odpowiedział: – Cóż ja pytam, po głosie słychać: jesteś szczęśliwa. Masz dzieci, wnuki? Nadal piszesz wiersze? Pamiętam! “Rozpłynąć się w nocy, odrodzić się o świcie!” Takie życiowe! Zawsze byłaś promykiem słońca! Przy tobie dusza się ogrzeje – szczęśliwi ci, którzy cię mają… – Daj spokój, Sławek, przesadzasz! Już nie moje czasy… Przerwał jej: – Przestań, od ciebie taka energia bije, aż w słuchawce gorąco! Nie wierzę, że straciłaś smak życia. Twój czas jeszcze trwa. Więc, Nina, żyj i ciesz się! Słońce świeci dla ciebie! I wiatr pędzi chmury po niebie dla ciebie. I ptaki dla ciebie śpiewają! – Sławek, dalej jesteś romantykiem. A ty? Tylko ja gadam, a ty…? – ale w słuchawce zaszumiało, kliknęło i rozłączyło połączenie. Nina Antonowna długo jeszcze trzymała słuchawkę. Chciała oddzwonić, ale się rozmyśliła – późno już, niewygodnie. Innym razem… Jak dobrze się im rozmawiało! Ile wspomnień obudził… Nagle zadzwoniła wnuczka: – Tak, Dasieńko, nie śpię. Co mama powiedziała? Nie, mam świetny nastrój. Z mamą idziemy na koncert. Przyjdziesz jutro? Super, czekam. Buziaki. Z tak dobrym humorem Nina Antonowna położyła się spać. Tyle planów w głowie… Układała nowe wiersze, śniła o młodości… Rano postanowiła odwiedzić przyjaciółkę Irinę. Kilka przystanków tramwajem, w końcu nie jest taka stara… Irina bardzo się ucieszyła: – No wreszcie! Dawno obiecywałaś! Oooo, kupiłaś mój ulubiony tort aprikosowy! Opowiadaj – Irina się rozkaszlała, ale zaraz machnęła ręką: – Lepiej, nowy inhalator, chodźmy na herbatę. Nina, ty jakaś odmłodniałaś! Wyznawaj co i jak? – Nie wiem, piąta młodość! – Nina zaczęła kroić tort. – Wyobraź sobie, wczoraj zadzwoniłam przypadkiem do Sławka Malinowskiego. Twoja miłość z klasy! Zaczął wspominać… Pół rzeczy już zapomniałam. Dlaczego milczysz, Iro? Znowu duszność? Irina zbladła i patrzyła w przyjaciółkę. W końcu wyszeptała: – Nina, ty nie wiesz? Sławka nie ma już od roku… A tam, gdzie mieszkał, już dawno nie mieszka… – Ale jak to? Przecież z nim rozmawiałam. Pamiętał wszystko z naszej młodości! Po rozmowie tak mi się humor poprawił… I zrozumiałam, że życie trwa, że jeszcze mam siły, jeszcze mam na coś ochotę! Jak to możliwe? – Nina nie mogła w to uwierzyć: – Przecież to był jego głos! Powiedział: „Słońce świeci dla ciebie. I wiatr goni chmury po niebie dla ciebie! I ptaki śpiewają dla ciebie!” Irina pokręciła głową, nie wiedząc co myśleć. W końcu powiedziała: – Nina, nie wiem, jak to możliwe… ale chyba naprawdę to był on. Jego słowa, jego styl. Sławek cię kochał. Chyba bardzo chciał cię wesprzeć… stamtąd. I chyba mu się udało. Dawno nie widziałam cię tak szczęśliwą, tak pełną życia! Kiedyś ktoś pozbiera twoje roztrzaskane serce do kupy. I wreszcie zrozumiesz, że jesteś… po prostu szczęśliwa.