– No to co, mamo, jak ustaliliśmy, jutro po ciebie przyjadę i zawiozę tam. Jestem pewien, że bardzo ci się spodoba Paweł w pośpiechu zakładał kurtkę i domykał drzwi wejściowe.
Anna Majewska ciężko opadła na kanapę. Po długich namowach zgodziła się na ten wyjazd. Sąsiadki nie szczędziły zachwytów:
Ależ masz troskliwego syna! Znowu wysyła cię na wypoczynek. Nam takich luksusów nie oferuje nikt.
W sercu Anny pojawił się jednak cień niepokoju. No cóż, wszystko okaże się jutro.
Następnego ranka Paweł pojawił się wcześnie. Szybko przeniósł matczyne walizki do samochodu i ruszyli.
Szczęściara z niej szeptały sąsiadki przy ławce syn zatrudnił jej pomoc domową, teraz jeszcze na urlop ją zabrał. My to żyjemy prosto, bez takich wygód.
Dom opieki leżał za miastem.
Mamo, to prawie pięć gwiazdek spojrzał na nią nieśmiało Paweł.
Kiedy wysiedli i weszli na teren, gdzie na ławkach przesiadywali niemal wyłącznie starsi ludzie, Anna od razu poczuła, że jej przeczucia były słuszne.
Nie dała jednak nic poznać po sobie, nauczyła się trzymać fason.
Spotkała się wzrokiem z synem, ale on odwrócił głowę, jakby wiedział, że ona przecież domyśliła się wszystkiego.
Mamo, tutaj są lekarze, ciekawe zajęcia, jest z kim porozmawiać. Spróbujesz chociaż na trzy tygodnie, potem zobaczymy… tłumaczył się Paweł, patrząc gdzieś w bok. Anna powiedziała tylko:
Jedź synku. I nie mów już do mnie mamo, tylko po imieniu, jak dawniej, dobrze?
Skinął głową z ulgą, pocałował matkę w policzek i odjechał.
Annie zaproponowano wybór osobny pokój albo współlokatorkę. Zdecydowała się na to drugie nie chciała znowu zostać sama ze swoimi myślami.
Witam serdecznie przywitała ją dostojna dama na kanapie nareszcie ktoś do towarzystwa. Mam na imię Malwina Lewandowska.
Szybko się poznały.
Pokój naprawdę wyglądał wybornie, syn zadbał o wszystko. Był salonik i dwie sypialnie z łazienkami.
Pani Malwina okazała się samotną, dobrze sytuowaną dziewięćdziesięciolatką:
Kochanie, mam już dość, chcę, by się mną zaopiekowano. Moje mieszkanie w centrum wynajmuję, a tu żyję jak w hotelu. Opieka, lekarze, kreatywne zajęcia Mieszkanie zapisałam siostrzeńcowi, a na wiosnę zabiera mnie na morze albo w góry. A Ty, kochana, jak tu trafiłaś? Przecież jesteś jeszcze taka młoda.
Anna się uśmiechnęła. Ale w końcu postanowiła się zwierzyć:
Tak trochę wbrew sobie. Syn z żoną mają własne życie. Nie dogadaliśmy się.
Też mam duże mieszkanie. Ale jak tylko mogli, kupili własne i wyprowadzili się. Może to lepiej nie układało mi się z Agnieszką, synową. A przez chwilę samotności było nawet dobrze Anna na chwilę zamilkła, tylko ze zdrowiem gorzej.
Aha skinęła Malwina, poprawiając włosy przed lustrem dziś wieczorem są tańce, idziesz?
Nie, dziękuję, dziś chciałabym odpocząć odpowiedziała Anna i zamknęła się w swoim pokoju.
Zresztą wszystko układało się logicznie. Jej wnuczka, Zosia, uczyła się w innym mieście. Po magisterce wróci, założy rodzinę.
Sama sobie jestem winna.
Z Agnieszką nigdy nie zżyły się bliżej, ale to przecież Anna ją strofowała i nie pozwalała się wykazać w domu. Paweł rozdarty był pomiędzy nimi, a Anna cicho oczekiwała, że wybierze matkę.
Głupota.
A gdy się wyprowadzili, z początku było nawet dobrze. Nawet relacje się polepszyły, Paweł z Agnieszką i Zosią często ją odwiedzali. Ale nie, nadal wszystko było nie tak!
Sama sobie jestem winna.
Zaczęła myśleć, że wszyscy ją opuścili. Wyolbrzymiała swoje dolegliwości, udawała bardziej chorą niż była. Miała nadzieję, że będą częściej przychodzić. A syn podjął inną decyzję. Może bał się, że znowu pokłóci się z Agnieszką? A może praca go zaprzątała.
Anna skupiała się tylko na sobie.
Sama sobie jestem winna.
Najpierw załatwił jej towarzyszkę do pomocy, potem drugą. Lecz Ani żadna nie odpowiadała. Marzyła o zainteresowaniu bliskich, a wyszło tak
Zosia wyjechała na studia do Torunia. Dzwoniła często:
Babciu, niedługo wracam. U mnie wszystko dobrze. A u Ciebie?
U mnie dobrze odpowiadała Anna.
Babciu, nie smuć się, tęsknię, już niedługo wrócę. I rzeczywiście, Zosia bardzo kochała swoją babcię.
Sama sobie jestem winna.
Nabrała Pawła, że zapomina lekarstw, że z pamięcią źle. Kłamała.
Może weźmie ją do siebie na jakiś czas.
Ale Paweł, widocznie przestraszony, uznał, że jest gorzej niż naprawdę. On i Agnieszka dużo pracują kto się nią zajmie? Stąd decyzja o tym miejscu.
W tym luksusowym domu spokojnej starości.
Anna spojrzała w lustro:
Starsza kobieta, już prawie osiemdziesiątka, i co z tego?
Umysł sprawny, trochę sił zostało.
Sama sobie jestem winna. Może faktycznie tak będzie lepiej.
Położyła się i zasnęła.
Te trzy tygodnie dłużyły się jak wieczność.
Syn odwiedzał ją w piątki. Przynosił podarunki, chociaż tutaj niczego nie brakowało.
Byłoby wspaniale, gdyby to był tylko pobyt w ekskluzywnym hotelu. Jednak myśl, że to być może na zawsze, bolała.
Pańska mama jest w świetnej kondycji. Nerwy trochę szwankują, ale to normalne w tym wieku powiedziała Pawełowi opiekunka podczas kolejnej wizyty.
Anna zauważyła u syna autentyczne zdziwienie i ulgę. Myślała, że wszyscy z niecierpliwością czekają na jej odejście.
Niespodziewanie wpadła do niej Zosia:
Babciu, tata mówił, że odpoczywasz? Dziwne miejsce A ja już obroniłam magisterkę, pogratulujesz? Wróciłam do domu, zimno bez ciebie. Mogę zamieszkać z tobą?
Anna zadrżała Zosia była tak szczera:
Tata miał wpaść jutro, ale jak chcesz, to się zbieraj, jedziemy do domu!
Anna tylko skinęła głową, bo ledwo powstrzymała łzy.
Pani Malwina poprawiała loki przed lustrem, szykując się na wieczór:
Pani, moja droga, powinna wrócić do domu. Nie dla pani taki dom powiedziała z lekką nutką zazdrości pani dom to rodzina dodała i zniknęła w swoim pokoju.
Anna spakowała się, nie wierząc, że opuszcza ten raj.
Paweł przyjechał rano. Wszedł, uśmiechnął się i powiedział tylko:
Mamo i przytulił ją.
W aucie czekała Zosia i co ją zaskoczyło Agnieszka. Spojrzały po sobie, a Annie zrobiło się ciepło na sercu:
“Sama sobie jestem winna. Wszystkich ustawiać próbowałam, chciałam panować, żyć nikomu nie dawałam. Po co? Przecież to moje dzieci”.
Dziękuję wam szepnęła Anna, gdy Paweł otworzył jej drzwi i wsiadła do auta.
Jechała do domu, serce wypełniała radość.
Teraz będzie inaczej. Teraz uwierzyła w dobro.
Bo nigdy nie jest za późno, by po prostu żyć, cieszyć się dniem i nie tylko dać szczęście innym, ale i samemu szczęście odnaleźć.



