Jak to nie zechcesz przejąć naszego nazwiska?! wydarła się teściowa w Urzędzie Stanu Cywilnego, popychając mnie przez drzwi jak kurę przed targiem.
Halina w ogóle nie myślała o ślubie. Miała dziewiętnaście lat, gdy zaszła w ciążę z kolegą z liceum, Piotrem, z którym była trzy lata. Opcje miała dwie albo samotność z wózkiem, albo ślub. Jako że nie była fanką dramatycznych początków w stylu telenoweli, wolała wariant numer dwa: żeby dziecko miało tatę.
Piotr, choć był ode mnie starszy o cały rok, był typowym Piotrusiem Panem pod opieką mamuni. Mimo to nie stchórzył stwierdził, że trzeba być odpowiedzialnym facetem i postawił na ślub. Oczywiście, cała rodzina zaczęła już snuć plany uroczystości, zanim jeszcze pękła gumka…
Mnie by uszczęśliwił skromny ślub w urzędzie, ale przecież ciotki i siostry wiedzą lepiej. Zamiast kupować łóżeczko i wózek, mieliśmy inwestować w trzydaniową ucztę, balony i wiejskiego DJ-a. Wybór sali, listy gości, sukni padł na zgadnijcie kogo? moją przyszłą teściową i własną siostrę. I to jeszcze takie dwie wyrocznie mody, że Doda przy nich to ikona klasy.
Na przymiarki sukni szłam jakby mnie na egzekucję prowadzili. W myślach już widziałam siebie w stroju z siedmioma warstwami tiulu, brokatem i kwiatkami jak z odpustu pod Limanową. Odmówiłam. W domu rozpętało się piekło usłyszałam, że jestem niewdzięczna i wstydu nie mam. Ale miałam ważniejsze sprawy matura, egzaminy, cotygodniowe USG. Stroje mogły poczekać za drzwiami.
Do ślubu założyłam prostą, białą sukienkę z butikowego second-handu, która kosztowała mnie całe 120 złotych i wyglądała lepiej niż wszystko, co przyszłe swatki dla mnie wybrały. I wtedy, gdy już miałam podpisać dokumenty, zaczęły się cyrki.
Rodzina Piotra nawet nie wiedziała, że postanowiłam zostać Haliną Nowak, a nie jakimś tam Haliną Kowalczyk. Piotr był na bieżąco nie protestował. Za to teściową od razu zagotowało:
A to czemu nie chcesz mieć naszego nazwiska, Halinka? Nie podoba ci się?!
Uśmiechnęłam się szeroko i stanęłam z boku, bo szkoda było marnować nerwy jeszcze całe wesele we wsi pod Tarnowem przede mną.
Małżeństwo było jak polska złota jesień krótko i byle jak. Piotr wolał grać w gry komputerowe niż przewijać pieluchy, a na każde “Pomóż mi z dzieckiem!” odpowiadał “Zaraz, jeszcze jedna rundka.” Cierpliwość się skończyła spakowałam siebie i małego Bartka do fiata i wyjechałam.
Teściowa była załamana, cała wieś plotkowała, ale ja odetchnęłam z ulgą. Bo od tego momentu Halina Nowak była nareszcie własną bohaterką, nieważne czy z nazwiskiem, czy bez.



