Jak moja teściowa została bez dachu nad głową – czyli dlaczego już nie zamierzam utrzymywać szwagra, jego dzieci i wynajmować im mieszkania, skoro sama kupiłam nasze mieszkanie w ruinie, a teściowa wprowadziła się do nas, bo jej syn zajął jej kawalerkę z nową rodziną!

Jak teściowa została bez dachu nad głową

Było to dawno temu, choć wydaje się, jakby to było wczoraj. Nigdy nie uważałam, że naszym obowiązkiem jest utrzymywanie mojego szwagra i jego bliskich, ani wynajmowanie dla nich mieszkania. Muszę podkreślić, że trzy pokojowe mieszkanie na warszawskiej Pradze należało do mnie kupiłam je w opłakanym stanie jeszcze przed ślubem. Wyobraźcie sobie, że drzwi wejściowe nie były nawet przymocowane, opierały się tylko o framugę… Najważniejsze jednak, że kosztowało tyle, ile byłam w stanie zapłacić, więc remont robiłam sukcesywnie. Ale nie o tym chcę powiedzieć.

Gdy poznałam mojego męża, a był to przyzwoity chłop z dobrymi manierami, już dwa pokoje miałam odnowione, pojawiły się nawet pierwsze meble. Jednym słowem, mieszkało się już wygodnie.

Mój ukochany, Wojciech, mieszkał wcześniej w wynajmowanym pokoju na Ochocie. Kilka miesięcy po naszych pierwszych randkach przeprowadził się do mnie. Po ślubie w jednym z pokoi zrobiliśmy miejsce dla dziecka urodził się najpierw syn, Piotrek, potem córka prawdziwa warszawianka, której daliśmy imię Leokadia.

Wiodło nam się właściwie spokojnie aż do tej parszywej, zimnej jesieni, kiedy to naszą codzienność zburzyła pewna noc wtedy pojawiła się moja teściowa, pani Stefania, cała we łzach i dźwigając ciężkie walizki.

Córeczko, mogę u was pobyć przez jakiś czas? zaczęła szlochać. Twój szwagier, Tadeusz, przyprowadził do mojego mieszkania dziewczynę… Może ona zostanie jego żoną, a może się rozejdą, któż wie… Nie chcę wam długo przeszkadzać, będę pomagać w domu, dzieci odbiorę z przedszkola, cieple posiłki ugotuję. Tylko was mam na świecie!

Nie mieliśmy serca odmówić. Daliśmy pani Stefanii największy pokój. Była już od kilku lat na emeryturze, dotrzymywała obietnicy, opiekowała się wnukami, ale do swojego mieszkania nie jeździła, bo zajął je Tadeusz wraz ze swoją ukochaną. Oni w ten ciasny pokój się wcisnęli, dwójka dzieci: mała Helenka dziecko sprzed ślubu i malutki Adaś, już wspólny. Zagracili całe mieszkanie na Starych Bielanach.

Wieloletnie perypetie zaczęły się już wtedy, gdy Tadeusz, zaraz po ukończeniu technikum, wziął ślub ze swoją sympatią ze szkoły. Moi ówcześni teściowie, Stefania i Zbigniew, sprzedali wtedy swoje większe mieszkanie na Gocławiu i za uzyskane złotówki kupili kawalerkę dla siebie i dwupokojowe mieszkanie dla syna. Niedługo później teść zachorował i niebawem odszedł.

Tadeusz i jego pierwsza żona doczekali się dwójki dzieci, potem rozwiedli się, a on pozostawił swoje mieszkanie byłej małżonce i dzieciom. Ta znalazła nowego męża, zamieszkali tam wszyscy razem, i tak rodzina zyskała trzecie dziecko.

Po rozstaniu Tadeusz wrócił do matki. Pamiętam, jak powiedział jej wtedy:

Mamo, nie mam się gdzie podziać. Chwilowo zamieszkam z tobą, a potem pomyślę, co dalej. Marzę, by stanąć na nogi, to wszystko jakoś ogarnę

Nic z tych planów nie wyszło. Po pewnym czasie Tadeusz przyprowadził nową partnerkę i jej dziecko do matczynej kawalerki. Mimo tłoku, zamieszkali razem. A do nas Stefania co weekend przywoziła dzieci Tadeusza z pierwszego małżeństwa oraz dzieci jego partnerki. Nasze mieszkanie przypominało wtedy istne Przedszkole nr 1, słowo daję.

Minął kolejny rok. Z Wojciechem powiedzieliśmy w końcu Stefanii, że czas rozwiązać kwestię mieszkaniową. Wpadła w płacz i napady histerii.

Zdecydowałam się porozmawiać z Tadeuszem poprosiłam, żeby opuścił mieszkanie matki. Odpowiedział mi, że nie ma gdzie iść, bo ma dzieci na utrzymaniu, a jego wynagrodzenie ledwie starcza na codzienne potrzeby. O wynajmie nie chciał słyszeć.

Moje relacje z teściową się pogorszyły. Po pracy nie miałam już ochoty wracać do domu. W końcu postawiłam sprawę jasno porozmawiałam z mężem. Poprosiłam, by sam rozwiązał sprawę mieszkania dla matki. Inaczej zagroziłam rozwodem.

Wojciech był wstrząśnięty, nie mógł znaleźć rozwiązania. Nie chciał zostawić matki na bruku. Zasugerowałam, by wynajęła kawalerkę na szczęście, środki na to były. Stefania zaparła się nie zamieszka w wynajmowanym lokalu za żadne skarby. Stwierdziła, że to my musimy zapewnić jej synowi i jego rodzinie dwupokojowe mieszkanie za nasze pieniądze, a ona wróci do siebie.

Nie wytrzymałam. Powiedziałam, że jeśli teściowa nie wyprowadzi się w ciągu tygodnia, jej rzeczy wylądują za drzwiami. Innego wyjścia nie widziałam!

Nigdy nie uważałam, że powinniśmy utrzymywać rodzinę Tadeusza ani zapewniać im mieszkania, zwłaszcza kosztem własnej rodziny. Tak po prostu musiało być… Takie były wtedy czasy i obowiązki, które nie każdy chciał lub mógł unieść.

Rate article
Fajna Tajna
Jak moja teściowa została bez dachu nad głową – czyli dlaczego już nie zamierzam utrzymywać szwagra, jego dzieci i wynajmować im mieszkania, skoro sama kupiłam nasze mieszkanie w ruinie, a teściowa wprowadziła się do nas, bo jej syn zajął jej kawalerkę z nową rodziną!