Ma już 35 lat i nadal ani dzieci, ani żony
Tydzień temu byłam z moim synem u teściowej w domu na wsi. Przyszła tam sąsiadka z dawnych lat, Ewelina. Ewelina cały dzień spędziła z moim synem, co oczywiście nie umknęło uwadze mojej teściowej.
Szkoda, że nie mam jeszcze wnuków westchnęła z ciężkim sercem, jak to teściowe mają w zwyczaju.
Ewelina urodziła swojego syna, Janka, grubo po trzydziestce. Wymodlone dziecko, oczko w głowie, więc nie żałowała mu niczego. Niestety, jej mąż odszedł bardzo wcześnie i Ewelina została z Jankiem sama. Pracowała w dwóch robotach, żeby synkowi nie zabrakło nawet pieroga na talerzu.
W końcu Janek dobił trzydziestki piątki. Matka, czując upływ czasu, zebrała się w sobie i zapytała, kiedy może się spodziewać wnuków.
Janek odpowiedział bez mrugnięcia okiem: Nigdy.
Według niego cała wina leży po stronie mamy po prostu wychowała go, powiedzmy szczerze, na dużego chłopca.
Lubię wygodne życie. Żadna dziewczyna nie chce być dla mnie drugą mamusią wzruszył ramionami.
Dodał jeszcze, że w sumie wszystko mu gra, niczego zmieniać nie zamierza, a i dla nikogo się wyginał nie będzie.
Poza tobą, mamo, nikogo mi nie trzeba dorzucił na pocieszenie.
Zawaliłam najważniejsze: nie nauczyłam go być facetem! posmutniała Ewelina.
Jak myślicie, czy miłość mamy potrafi nie tylko chronić, ale i skutecznie przeszkodzić dziecku stać się samodzielnym człowiekiem?
Czekam na wasze opinie w komentarzach, niech chociaż tam ktoś coś doradzi bo jak życie pokazuje, wychowanie to nie bułka z masłem!



