Serce rodzica. Opowieść
Wielkie dzięki za wsparcie, za lajki, za wszelką życzliwość i komentarze pod opowiadaniami, za subskrypcje i OGROMNE dzięki także za wszelkie wpłaty ode mnie i mojej piątki futrzanych ogonów.
Podrzucajcie proszę znajomym opowiadania, które Wam się spodobają autorowi to zawsze robi dzień!
Czemu taka markotna z rana? Nawet się nie uśmiechasz. Chodź, zjemy śniadanie.
Mąż wlazł do kuchni, przeciągając się i ziewając nareszcie wolna sobota.
Na kuchence skwierczała jajecznica z boczkiem, a żona lała herbatę do kubków. Walnęła mu na talerz prawie całą jajecznicę, dodała pajdę chleba Masz, jedz, zanim wystygnie.
Dobrze, ale co się stało, Zosiu? delikatnie zapytał Wiktor.
A bo my, Wiktor, to dzieci źle wychowaliśmy westchnęła Zofia, nalewając sobie herbaty i zabierając się niby do jedzenia, byle jak.
Synek i córka już dorośli, a my przez lata sobie wszystkiego odmawialiśmy, żeby ich wychować. Takie czasy były. My ich zawsze wspieraliśmy, a kto wesprze nas choćby dobrym słowem? Im ciągle źle to nudno im się żyje, to znowu pieniędzy wiecznie brakuje. I Jagoda i Tomek, tylko narzekają ci nasi milusińscy.
A skąd ci się to wzięło?
Wiktor już kończył jajecznicę i z zapałem smarował masłem świeżą bułkę, a na wierzch dżem.
Tobie dobrze bo oni mi to wszystko wypisują. Wczoraj Tomek chciał z rodziną do bowlingu pójść, żebrał, żebym pożyczyła do wypłaty. No to się wkurzyłam i nie dałam, to się obraził. A Jagoda dzwoniła wcześniej, że karierę piosenkarki jej nie idzie humor tragiczny. No wybacz, śpiewać lubisz to śpiewaj sobie dla przyjemności, ale pracę to wypada mieć. A ona się uparła, że na śpiewie zarobi tylko coś nie wychodzi. No, nie każdemu jest dane, czas się ogarnąć i znaleźć normalną robotę! Zresztą, za dzieciaka trzymali się z Tomkiem razem, a teraz prawie ze sobą nie rozmawiają!
Zofia odsunęła od siebie zimniejącą jajecznicę i pociągnęła łyk herbaty.
Oj, nie dramatyzuj, Zośka, wszystko się ułoży, też byliśmy młodzi, przypomnij sobie próbował pocieszać żonę Wiktor, ale tylko dolał oliwy do ognia.
Ty to łatwo mówisz, Wiciu. My żyliśmy z tym, co było, a jak było trochę lepiej to się człowiek cieszył. Tomek się urodził szczęście nie do opisania. Wózek i łóżeczko pożyczyła mi sąsiadka, od siostry kaftaniki, śpioszki i pieluchy po Kubie. Wszystko używane, ale jak nowe, dzieci przecież szybko rosną. A my byliśmy tacy szczęśliwi! Jak kupiliśmy malucha, to się czuliśmy jak królowie pod blokiem nawet zrobiliśmy sobie garaż z blachy! Bogactwo, hoho! A naszym, jak nie pojechali za granicę, to mają żal do życia, jakby cały świat im się należał. Czego ich tego niby uczyliśmy?
Takie czasy, Zosiu, pokus jest więcej. Oni jeszcze młodzi, jeszcze zrozumieją.
Oby nie za późno Roztrwonią młode życie w pogoni za luksusami, a czas leci, Wiktorze. Patrzę w lustro a tam babcia! No i ty już dziadek
Ich zamyślenia przerwał dzwonek telefonu. Dzwonił Tomek.
No i znowu coś Zofia odebrała, w miarę rozmowy wytrzeszczyła oczy i zerwała się z miejsca.
Wiciu, szybko się ubieraj, Tomek wylądował w szpitalu! Zadzwonił sąsiad z sali.
Co się stało?! Wiktor też poderwał się i zaczął szybko zakładać buty.
Nie bardzo zrozumiałam Szlifierką ciął, dysk strzelił i przeciął mu rękę. Podobno starają się uratować dłoń Boże, oby wszystko się udało! Jedziemy czym prędzej.
Oboje w popłochu się ubrali, nie starzy, lecz młodsi już nie są z oczami pełnymi niepokoju.
Nie zważając na nic, pogalopowali na przystanek, prosto do szpitala
W drodze zatelefonowała Jagoda Mamo, wpadnę do was na obiad, może być?
Wpadaj córcia, ale pewnie nas nie zastaniesz wysapała Zofia do słuchawki. Nawet nie czekając na reakcję, pobiegła za Wiktorem na autobus
W szpitalu uspokoili ich od razu: udało się uratować rękę, ale na razie syna nie puszczą do odwiedzin.
To ja się stąd nie ruszę, będę czekać Zofia usiadła w holu. Wiktor rozsiadł się obok.
Wtem w szpital wparowała Jagoda i rzuciła się do rodziców.
Ojej, mamo, co wy tacy zmartwieni? Wszystko już dobrze! Tomek wczoraj został na fuchę, komuś samochód naprawiał, coś nie szło odkręcić i szlifierką przyciął. Ale już zszyli, palce ruszają, mamo, przestańcie się tak martwić!
Skąd ty o tym wiesz?! wykrztusiła Zofia.
Z Tomkiem piszemy codziennie, z jego żoną Kasią też. Pomagamy sobie, a co?
A no to, że my myśleliśmy, że się już nie odzywacie wyznał Wiktor.
Tato, wy to wiecie wszystko najlepiej, twardzi jesteście, to my was nie chcemy za bardzo zamartwiać uśmiechnęła się Jagoda. I w sumie wyglądacie młodo, to sobie pożyć teraz możecie trochę dla siebie.
No nieźle Już się bałam, że zupełnie was nie obchodzimy banan Zofii powrócił.
Ależ mamo! Wy takie twardziele, pokolenie stalowych ludzi. Staramy się być jak wy, ale nam nie zawsze wychodzi, serio.
Rodzice się rozpromienili, nerwy puściły.
Mamo, tato, a ja wam chciałam powiedzieć dostałam pracę! Coś zarobić, ale i na śpiewaniu ostatnio bywam zapraszana raz do przedszkola, raz w domu opieki seniorskiej! Tak mnie panie tam wyklaskały, że hej. A jedna starsza pani aż się popłakała jej córka wielka gwiazda, w trasach ciągle, a mamę tu zostawiła aż przykro.
Jagoda nagle przytuliła rodziców Bardzo was kochamy z Tomkiem, nie myślcie, że nie!
Wreszcie pielęgniarka wpuściła na chwilę do Tomka. Zofia o mało się nie rozryczała, ale Tomek spokojnie:
Mamo, już po wszystkim, lepiej nie będzie, odsapnij. Tato, a ty sam opowiadałeś, jak cię szerszenie pogryzły w blaszaku pod blokiem, i ledwo cię z tego wyciągnęli. Różnie bywa Jak wyjdę, koniecznie wpadnijcie na Sylwestra do nas! Strasznie się ostatnio mijamy, a siostra chce wam przedstawić swojego chłopaka. Jeszcze wam nie zdążyła powiedzieć?
Do domu Zofia i Wiktor wracali pieszo, żeby się trochę przewietrzyć.
Nie starzy już, nie młodzi ot, polscy rodzice z sercem na dłoni.
Ot, to serce rodzica zawsze pełne troski o dzieci. Wydaje się, że u innych dzieci są takie jak trzeba, a człowiek chciałby, żeby własne były jeszcze lepsze, mądrzejsze, bardziej posłuszne.
A tymczasem idą własną ścieżką jakąkolwiek by nie była. I choć po swojemu, to jednak dobre dzieci bo przecież NASZE!



