Syn Wujka Wani.

Zniszczony domek wujka Jana jest omijany przez całą wioskę. To bardzo proste wujek Jan mieszka na skraju, właściwie na uboczu. Jest człowiekiem samotnym i mało gadatliwym. Wygląda tak, jakby to potwierdzało: garbaty, niechlujny, w zakurzonej w kratkę koszuli i kamuflażowych spodniach z naszywkami. Włosy potargane, siwe, policzki podbite wiatrem. Co ciekawe, wujek Jan zupełnie nie pije alkoholu. Dziesięcioletni Grzegorz boi się wujka Jana. Mama, wzdychając, mówi:
A kiedyś był naprawdę dobrym człowiekiem, miał złote ręce! Wszystkie wsianki zazdrościły, mówiąc, jaki wziął dobry mąż!
Tata podpowiada:
To wtedy, przed sześcioma laty, po polowaniu, wszystko się zmieniło, szaleje!
Gdy jego syn zmarł, to on oszalał! spiera się z nim mama.
Mama przyjaźni się z ciocią Bogną, byłą żoną wujka Jana. Gdy przychodzi w odwiedziny, ciągle wzdycha:
Och, Aniu, szkoda go, ale nie mogę tak żyć. Nie wystarczy mi, że Tolek umarł, a jeszcze Janek wbił mi nóż w plecy!
Czego dokładnie dokonał wujek Jan, nie mówi nawet najbliższej przyjaciółce Grzegorza mamie. Ciocia Bogna sama ciężko przeżyła śmierć jedynego trzyletniego syna, ale dla wujka Jana był to prawdziwy cios. Krążą różne plotki: że wujek Jan w końcu zaczął pić, że w ziemi pod jego domem zrodziła się jakaś choroba po śmierci dziecka i rozwodzie. Inni mówią, że widzieli przy domu wujka Jana dziwną istotę, przypominającą człowieka, tylko chudszą, garbatą, o szarej skórze i długich, szczupłych rękach.
Opowiedz, co on zrobił? pyta.
Nie zostawił mi wyboru, Aniu wzdycha ciocia Bogna, nie chcąc dodać nic więcej.

Lato tego roku jest upalne i suche. Grzegorz, Witold i Antoni po raz pierwszy w tym roku jedzie na rowerach nad rzekę bez opieki dorosłych. Całe dnie spędzają na brzegu: kąpią się i łowią ryby. Czasem łapie się dużo ryb, Grzegorz suszy je na słońcu, a wieczorami chłopcy żują suszone karpie zamiast słoneczek, dlatego przed snem Grzegorz zawsze wypija kilka szklanek wody. Krótka droga do rzeki wiedzie wzdłuż działki wujka Jana, porośniętej chwastem i dzikim klonem. Jego domek wygląda na zrujnowany: pochylony, z zielonkawą od mchu dachówką i odpadniętymi ramami. Jedynie absurdalnie wystająca na tle tej ruiny antena satelitarna sugeruje, że dom wciąż jest zamieszkany. Chłopcy znają wszystkie plotki i domysły o wujku Janie i starają się nie odwracać wzroku, kiedy mijają jego działkę.

Grzechu, słyszałeś, co gadają o wujku Janie? pyta Witold, zręcznie podciągając wędkę.
Mówią różne rzeczy, wszystko się miesza odrzuca Grzegorz, usuwając z ucha bzyczenie owada i wyciągając z plecaka kanapkę z boczkiem.
A słyszałeś o szarym człowieku? wtrąca się Antoni, wrzucając tłustego karpia do wiadra.
No tak, nasze wsianki tylko iść będą słuchać śmieje się Witold oczy im się zakryją, a potem będą widzieli szare i zielone ludziki!
Dziś jest niezwykle piękny dzień, chłopcy tak pochłaniają połowy, że nie zauważają, jak słońce zaczyna się chcieć ukryć. Na wodzie rzeki już odbija się purpurowy blask wieczornych chmur, świerszcze ćwierkają, żaby głośno nucą nocne pieśni.
Musimy iść, chłopaki, mama się martwi! podnosi się Grzegorz, spoglądając na przygasłe niebo.
Kiedy zbierają się i pakują sprzęt, słońce już zaszło za horyzont, a ciepłe letnie zmierzchy gęstnieją. Chłopcy spieszą do domów. Nagle, tuż przed domem wujka Jana, łańcuch w rowerze Witolda spada.
Grzegorzu, Antoni, poczekajcie! krzyczy Witold, zeskakując z roweru.
Pochyla się i szybko próbuje naprawić łańcuch. Nagle w krzakach słychać szelest, gałęzie pękają.
Słyszeliście? szepcze przestraszony Antoni, rozglądając się wokół.
Coś wielkiego, szepcze Grzegorz, czując dreszcz po plecach Witoldzie, pomóżmy i zmykajmy stąd.
Szelest powtarza się, tym razem bliżej. Witold i Grzegorz drżącymi rękami nie mogą naprawić łańcucha. Po chwili chłopcy radzą sobie z nim, a w tym samym momencie z krzaków wyłania się coś.
Chuda, szara istota, przypominająca człowieka, z małą łysą główką, wysokości dziesięcioletniego dziecka, z niezwykle długimi, chudymi ramionami kończącymi się długimi palcami z pazurami, patrzy na nich ogromnymi, całkowicie czarnymi oczami. Istota wydaje dźwięk przypominający trzask, odsłaniając ostre, drobne zęby. Zamiast nosa ma dwa okrągłe otwory oddechowe.
Mamo, co to jest?! krzyczy Witold, chłopcy wskakują na rowery i uciekają, zostawiając na ziemi wiadro z rybą.
Grzegorz na chwilę odwraca się i widzi, jak istota, niezdarnie się przewracając, podchodzi do wiadra, zagląda do środka i chwyta rybę długimi, haczykowatymi palcami. Następnie słyszy głos wujka Jana, do którego potwór zwraca się posłusznie, wydaje dźwięk przypominający ludzki głos i podąża w stronę domu.

Zanim rozbiegą się do domów, chłopcy postanawiają, że już nigdy nie będą jeździć nad rzekę obok domu wujka Jana. Oczywiście każdy z nich dostaje w domu mocną klapsę za spóźnienie.

Z kuchni unosi się zapach świeżych placków, mama nuci pod nosem. Grzegorz podkrada się do drzwi i nasłuchuje. Mama nie jest zbyt wściekła, można wyjść, zwłaszcza że zapach ciepłych naleśników kusi, rozpraszając strach przed rozzłoszczoną mamą. Drzwi wejściowe otwiera tata, który pracuje jako strażnik na farmie i wraca po nocnej zmianie.
Cześć, Aniu, Grzywek jeszcze śpi? słyszy rozbawiony głos ojca.
Tak, Michale, a co? Dlaczego taki przestraszony? odpowiada spokojnie mama.
Na rzece znaleźli Sanego Mierzczaka. Ktoś go rozszarpał, jakiś zwierz.
O Boże! wykrzykuje mama.
Policja przyjechała, przesłuchuje świadków, chłopaki nocą łapali ryby, słyszeli krzyki. Mówią, że widzieli kogoś, kto przemykał, wyglądający jak człowiek, ale nie człowiek. Chudego, małego, szarego.
Serce Grzegorza przyspiesza. To dokładnie ta istota, którą wczoraj przy domu wujka Jana zobaczyli! Grzegorz zastanawia się chwilę i decyduje, że musi wszystko powiedzieć rodzicom. Wychodzi z sypialni i mówi:
Mamo, tato! Widzieliśmy wczoraj z chłopakami przy domu wujka Jana tego człowieka. To nie był człowiek, ale straszny stwór.

Kolejne wydarzenia dzieją się błyskawicznie. Tata Grzegorza dzwoni do rodziców Antoniego i Witolda, którzy informują innych mężczyzn z wsi. Wkrótce przed domem Grzegorza gromadzi się prawie cała wioska. Społeczność decyduje się działać natychmiast. Po kilku minutach wszyscy ruszają w stronę domu wujka Jana. Gdy dorośli odchodzą, podbiegają Witold i Antoni. Chłopcy, trącąc się z ciekawości, podążają za dorosłymi. Podchodząc do domu, słyszą w pobliżu odgłosy okrutnych, nieludzkich krzyków, potem kilka strzałów wśród wieśniaków są łowcy a w końcu rozpaczy krzyk wujka Jana. Na chłopców, które podbiegły na miejsce, nikt nie zwraca uwagi. Wszyscy gromadzą się wokół nieżytnego ciała leżącego w kałuży krwi. To zwykła, ludzka krew. Nad nim pochyla się płaczący wujek Jan:
Synu! Mój synu!!! Dlaczego tak?
Jaki syn? To Sanek! zmęczony mówi tata Grzegorza.
Nie mógł sam! Sanek go najprawdopodobniej sprowokował. Spotkałem go na polowaniu. Idę, słyszę płacz. Patrzę nora, a z niej płacz. Pomyślałem, że dziecko się zgubiło Miałem wtedy niedawno Tola, serce rozrywało mnie z bólu Zaglądam, a tam on. Mały, dokładnie jak Tolik. Biega od jednej takiej istoty do drugiej, a one są wrogo nastawione. Musiał być rodzicami. Podszedł do mnie, płacząc, wyciąga chude rączki Wziąłem go, a on mnie objął, przytulił Przestraszony, nieszczęśliwy. Rozumiał wszystko, oglądał telewizję, kochał filmy, fantastykę, bajki, kreskówki Nie potrafił mówić, tylko łkał, jak my. Lubił słodycze. Był nastolatkiem, takim samym dzieckiem, jak twój Grzegorz, Michale.
To był potwór! podchodzi ciocia Bogna, Dlaczego go nie zostawiłeś? Może jego krewni go znajdą?
Patrz! uśmiecha się wujek Jan to my, ludzie, jesteśmy potworami, a nie oni! Wycinaliśmy lasy, rzeki i oceany zasypaliśmy śmieciami i chemikaliami! Nie zostało ani złotego centymetra ziemi, gdziebyśmy nie wtrącili ręce! Gdzie oni się mają ukrywać? Wszędzie ludzie, ludzie, ludzie! A im nic nie zostało! Dlaczego ich rodzice ich zabili?
Wszyscy patrzą zdumieni na wujka Jana, który opłakuje swojego przerażającego syna. Potwór leży na ziemi, rozkłada długie ramiona i czarnymi oczami wpatruje się w niebo.
Dajcie mi go pochować, jeśli nie jesteście bestiami błaga wujek Jan, wycierając łzy z pomarszczonej policzki.
Grzegorzowi nagle robi się współczująco do wujka Jana i nawet do jego syna. Żal mu też Sanego, który wpadł w pazury stworzenia. Wszyscy stali się ofiarami. Czy ktoś jest winny, że tak się stało? Grzegorz choćby na chwilę żałuje, że powiedział wszystko rodzicom.

Zamordowanie potwora wujka Jana jest zakazane. Przyjechała policja, wyganiała wszystkich, potem w wiosce pojawili się żołnierze w mundurach, którzy przeszukiwali domy i rozkazali milczeć pod groźbą karną. Nie wiadomo, dokąd zabrano ciało dziwnej istoty. Wujek Jan wkrótce umiera, nie przeżywając roku po zabiciu potwora, do którego przywiązał się jak do własnego dziecka. Jego dom ostatecznie się zawala i zostaje zalany dzikim zaroślem.

Rate article
Fajna Tajna
Syn Wujka Wani.