A oni mówią, że przynosi ludziom szczęście!

Walentyna wraca z weekendowego domku pod lasem późnym wieczorem. Celowo wyrusza w drogę, kiedy na dworze przyciemnia się, i samochód nie pędzi, jak zwykle, lecz wolno sunie najdłuższą obwodową trasą. Gdyby jutro nie musiała iść do pracy, po prostu zostałaby na miejscu na noc.

Dlaczego nie spieszy się? Bo nie chce wracać do domu. A dokładniej nie chce widzieć męża. Wewnętrzny głos od dawna powtarza Walentynie, że pod jednym dachem oni dwoje nie będą żyć długo. Ich związek od dawna stał się zimny, nerwowy i co chwilę przeradza się w kłótnię.

Wciąż patrząc w dal, prowadzi auto i rozmyśla o tych dziwnych, nienormalnych relacjach rodzinnych. W pewnym miejscu obwodowa droga przechodzi przez małą wioskę. Walentyna, jak przystało, zwalnia, i nagle przy przystanku autobusowym, w świetle reflektorów, dostrzega osobliwą starszą kobietę. Staruszka stoi, trzymając w ramionach coś owinięte w szmatę, przyciskając to do piersi jak niemowlę. Spojrzała na nadjeżdżające auta z taką nadzieją, że Walentyna bez namysłu wciska hamulec.

Zatrzymuje się, wysiada i podbiega do starszej pani. Pod jej stopami leży wózek na zakupy. Dlaczego tu stoisz? pyta z troską Walentyna. Czy potrzebuje pani pomocy? Co trzyma pani w rękach? Dziecko?

Dziecko? kobieta się denerwuje i nieśmiało się uśmiecha. Nie, to nie dziecko To chlebik

Co? Walentyna jest zdumiona. Jaki jeszcze chlebik?

Domowy z pieca Sprzedaję go

Jak to sprzedajesz? Skąd go bierzesz?

Sama go piekę i sprzedaję Moja emerytura jest mała, więc dorabiam, kiedy pieniędzy naprawdę brak. Niektórzy kupują, bo mój chlebik jest smaczny. A mówią, że przynosi ludziom szczęście.

W jakim sensie szczęście?

Nie wiem dokładnie. Powiedział mi kiedyś jeden mężczyzna, który ciągle go kupuje. Może i dziś się zdarzy. A pani nie potrzebuje chlebika? Jest jeszcze gorący.

Mnie? Walentyna rozumie, że kobieta potrzebuje pieniędzy, i od razu przytakuje. Tak, potrzebuję chleb. Ile kosztuje bochenek?

Pięć złotych ostrożnie podaje staruszka, obserwując reakcję potencjalnej klientki. Czy to nie jest drogo?

A ile macie bochenków?

Dziesięć. Nic jeszcze nie sprzedałam, dopiero przyjechałam. Ile pani chce?

Wezmę wszystkie! decyduje Walentyna i sięga po portfel.

Nie! Nie oddam wszystkiego! wykrzykuje przerażona kobieta.

Dlaczego? Walentyna stoi w zdumieniu.

Bo wiem, że pani kupuje nie dla siebie, ale po to, by mi pomóc.

I co z tego?

A może dziś ktoś inny będzie potrzebował? Może ten sam mężczyzna znów przyjedzie, a mnie nie będzie nic w domu?

Walentyna czuje się zdezorientowana. Dobrze, powiedzcie, ile chcecie sprzedać?

Mogę oddać pięć bochenków niepewnie odpowiada kobieta.

A może więcej?

Nie Nie można odruchowo kiwa głową staruszka. Kupujecie ze współczucia. A ten chlebik jest do jedzenia, z pieca.

W porządku Walentyna uśmiecha się, idzie po pieniądze, wkłada do torby pięć jeszcze ciepłych bochenków i wraca do auta.

Po chwili rusza w drogę. Nagle zapach świeżego chleba wypełnia całą kabinę, tak intensywny, że nie może się powstrzymać. Chwyta porządną kromkę, wkłada ją do ust i odkrywa, że nie jadła nic smaczniejszego.

W tym momencie dzwoni telefon. Walentyna patrzy, kto dzwoni, zmarszcza brwi i przyciska słuchawkę.

Walcia mówi z irytacją mąż Marek. Skocz do sklepu i kup w domu chleb.

Co? Walentyna spogląda na chleb leżący na przednim siedzeniu. Dlaczego nagle pamiętasz o chlebie?

Bo go nie mamy! Ani okruchu! A do tego twoje koleżanki wpadły do nas!

Jakie koleżanki?! Walentyna jest jeszcze bardziej zaskoczona. Dlaczego? Jest już prawie noc.

Zapytaj sama. Po prostu kup chleb. Trzy twoje koleżanki siedzą w kuchni, piją herbatę i czekają na ciebie.

Nie wierzę Walentyna mocno wciska gaz.

Po około pół godzinie wjeżdża pod dom, wchodzi i wsadza do mieszkania ten szalony zapach chleba.

Walcia, jak pięknie pachniesz! krzyczą radośnie koleżanki, z którymi kiedyś studiowała na uniwersytecie, i rzucają się w objęcia.

Marek, czując ten oszałamiający aromat, rzuca się po torbie po babcin chleb, odłamuje prawie pół bochenka, przyciska go do nosa i patrzy na żonę zdumiony.

Skąd wzięłaś ten cudowny chleb?!

Gdzie go kupiłam, tam już go nie ma wzrusza ramionami Walentyna.

Marek zabiera swój kawałek do sypialni, a Walentyna zostaje w kuchni z przyjaciółkami. Siedzą do północy, piją wino, gryzą ten nienaturalnie pyszny chleb i narzekają na mężów, trochę płacząc, zdając sobie sprawę, że małżonkowie nie są tacy, jakich kiedyś marzyły. Kiedy żegnają się, Walentyna każdej podaje po bochenku babciowego chleba.

Właścicielka zamyka drzwi za nimi, omija sypialnię, w której już śpi Marek, i idzie położyć się na kanapie w salonie. Rano zaczynają się dziwne rzeczy.

Ledwie wstaje, a Marek siada obok niej na kanapie i ironicznie mówi:

Walentyno, chyba wczoraj objadłem się twoim chlebem i coś się rozjaśniło w głowie. Stwierdzam, że jesteśmy głupcami.

Co? otwiera oczy, jeszcze senny wzrok.

Jesteśmy głupcami, Walcia. Musimy się szybko naprawić. Idź wieczorem na randkę ze mną, do tej restauracji, w której kiedyś ci proponowałem.

Po co?

Bo chcę wszystko odzyskać. Myślę, że naszą miłość jeszcze można uratować. Będę w pracy, a o szóstej wieczorem czekam na ciebie. Przyjdź.

Marek odchodzi, a Walentyna odczuwa, że dziś poranek jest inny niż zwykle. Na dworze jest tak jasno, jakby nie był już listopad, lecz wczesna wiosna. I właśnie teraz czeka na tę dziwną, wieczorną randkę z mężem.

Wtedy dzwoni telefon. Dzwoni jedna z wczorajszych koleżanek, zadyszana od emocji:

Walcia, uwierz! Z moim facetem pogodziliśmy się dziś w nocy! Mieliśmy się rozwodzić, a potem po trzech w nocy zjedliśmy twój chleb i się pogodziliśmy Dziękuję ci, Waleczko!

A ja co mam z tym zrobić? potyka się Walentyna.

Po lunchu dzwoni druga koleżanka, a potem trzecia. Obie mówią, że w ich domach nagle wszystko się układa. I jakże były głupie, że wcześniej krzyczały na swoich mężów.

Wzruszona Walentyna idzie do kuchni, wyciąga z pojemnika ostatni, już częściowo zjedzony bochenek i znowu wciąga jego aromat. Chwyta mały kawałek, wkłada do ust i po raz pierwszy czuje, że ten chleb ma niecodzienny smak. Wydaje się, że kryje w sobie delikatny posmak miłości miłości do wszystkich ludzi.

Rate article
Fajna Tajna
A oni mówią, że przynosi ludziom szczęście!