Apathy przybiera różne formy usłyszała Weronka, gdy zza drzwi dobiegł fragment rozmowy kobiecego głosu. Czasem trzeba zamknąć oczy i udawać, że czegoś nie widzi, że coś nas nie dotyczy. A innym razem to już przestępstwo.
Ojej, Jasiu, to już filozofia odparł drugi głos.
Weronka odwróciła się ku oknu, obserwując mijające domy, auta i przechodniów. Małe miasteczko w końcu w pełni się obudziło i ruszyło. Trochę ją denerwowało, że musiała wsiąść do komunikacji publicznej. No cóż, Jarek zadzwonił już wczoraj wieczorem i ostrzegł, że zostanie zmuszony pracować całą noc, więc po co się gniewać? Praca to praca. Często kolega z pracy, przystojny chłopak, proponował jej podwieźć, bo patrzył na nią z wyraźnym zainteresowaniem, ale ona odmawiała. Nieprzyzwoite to było, będąc zamężną kobietą, jeździć z nieznajomymi mężczyznami
Weronka jeszcze raz wybrała numer męża, a po niekończących się sygnałach, które brzmiały jak niekończąca się melodia, westchnęła i odłożyła słuchawkę, chowając smartfon do torebki. Znowu wpatrzyła się w okno. Zajęty, chyba. Zawsze zajęty w najgorszym możliwym momencie
Miała mdłości wczesny tydzień ciąży dawał się we znaki. Na chwilę wzdrygnął się żołądek, kiedy przetoczyła się po krawężniku.
***
W pracy Werona próbowała odwrócić uwagę od złego samopoczucia, bo dyrektor sieci sklepowej rzadko miał wolną chwilę. Oczywiście wciąż wirowało w głowie i mdłościę, ale nie miał czasu na rozmyślania. Dzisiaj było szczególnie napięte: za chwilę miała przyjechać kontrola z centrali. Ze łzami w oczach, werblowo nerwowa, Werona pociągnęła z kasy białą, kręconą sprzedawczynię Anię:
Aniu, idź pomóż Jasiowi umyć lodówkę, bo nas wszyscy pożre! Ja biegnę przygotowywać raporty!
I pobiegła do swojego biura. Ania, przekonana, że Werona uciekła do zaplecza, pochyla się do koleżanki, która układała butelki mleka, i szepcze:
Aniu, słyszałaś, że mąż Weronki ją zdradza?
Ania przymrużyła oczy i spojrzała z przerażeniem na Anię:
Co ty mówisz? To prawda?
Tak, sama widziałam, jak rano wychodził z domu mojej koleżanki, Łucji. A ona go na pożegnanie pocałowała! Co za dram!
Trzeba więc powiedzieć Weronie. Dlaczego mi to mówisz?
Ania roześmiała się i zatoczyła palcem przy skroni:
Jesteś głupia, Aniu? Dlaczego? Co tam, facet się wyłudza, a kto nie? Opowiem, rozwiedą się jeszcze!
Ania zamyśliła się i odpowiedziała:
Czy się rozwiodą, czy nie, to ich sprawa. Ale Werona ma prawo znać prawdę Może lepiej, bo rodzina nie buduje się na zdradzie.
Ania znów wybuchła śmiechem i lekko pogardliwie spojrzała na rozmówczynię:
Nie, naprawdę nie masz pojęcia. To nie nasz interes. Tacy dobrzy ludzie, jak ty, w końcu zostają winni.
Ania westchnęła i nie chciała się spierać. Może Ania miała rację, ale coś nie pozwalało jej spokoju. Z Weroną Ania była prawie przyjaciółką; można by powiedzieć, że były bliskie.
Od dziecka uczono ją, że gorzka prawda lepsza jest niż słodka kłamstwo, a bolesna diagnoza uczciwsza od iluzji pomyślności
Pewnie też administrator sklepu, Darek, zauważył w biurze zmęczoną Weronikę. Zamyślony popijał kawę, jednocześnie kończąc raport na laptopie.
Weronko, nie martw się, wszystko będzie OK uśmiechnął się.
Weronka machnęła ręką i westchnęła:
Nie martwię się. Jarek nie odbiera telefonu, więc się denerwuję.
Darek milczał. Werona od razu go polubiła, kiedy dopiero zaczęła tu pracować. Najpierw zwykły sprzedawca, wkrótce sprytny i pracowity chłopak został administratorem.
Może jest zajęty wypluł Darek. Nie miał prawa wtrącać się w cudze sprawy, choć widział, że mąż chłodno podchodzi do żony.
Pewnie uśmiechnęła się Weronka, schowała smartfon do kieszeni i pospieszyła wyjść.
W sali zaczęło się zamieszanie podjeżdżała kontrola
***
W kolejnym tygodniu Ania nie mogła znaleźć spokoju, patrząc na Weronikę. Z opowieści przyjaciółek wiedziała, że mąż coraz częściej zostaje w pracy, a ciężarna Weronka musi dojeżdżać do pracy komunikacją, choć jej mąż mógłby ją podwieźć, szczególnie że w ich małym miasteczku autobusy jeżdżą z przestojami. Dziewczyna postanowiła sprawdzić swoje przypuszczenia.
Rano zgłosiła, że się spóźni, i zjawiła się pod domem rzekomej kochanek. Mama Anii mawiała, że serce może cierpieć za tych, których kochamy. Dziś Ania potwierdziła prawdę gdy zobaczyła, jak szczęśliwy i zadowolony Jarek przytula jasną blondynkę, całuje ją i obiecuje przyjechać wieczorem, w jej sercu przebił się ostry ból. Aż tak żyje Weronka z takim zdrajcą! Dobra, pomocna, zawsze gotowa wesprzeć, a mieszka z takim łobuzem!
Wieczorem postanowiła działać. Nie powie mu wprost, ale zrobi to inaczej. Gdy Weronka wyjechała, Ania weszła do zaplecza, gdzie właśnie Darek szykował się do domu.
Darek, musimy pogadać wymamrotała, przymrużając oczy.
Chłopak spojrzał na nią niezrozumiale.
To Weronki sprawa wyjaśniła. Po prostu widziałam własnymi oczami, że jej mąż się z nią spotyka.
Darek zamyślił się i spuścił wzrok:
To ich życie rodzinne Czy to odpowiednie, wtrącać się?
Odpowiednie, nieodpowiednie uśmiechnęła się Ania. Ona musi znać prawdę.
Ona jest w ciąży, a co, jeśli coś się stanie? zaprotestował Darek.
To los, Aniu odparła. Prawda ważniejsza niż kłamstwo. Zawieź mnie do mojej wioski, tam jest babcia, co zna się na takich sprawach. Nie powiemy Weronie nic, prawda sama się znajdzie.
Darek się wahał.
No wiesz, że podoba ci się Weronka dorzuciła Ania ostatnim argumentem. Czy naprawdę nie dasz jej szansy poznać prawdy?
Darek westchnął i zgodził się.
***
Babcia Zosia przywitała młodych surowo, ale ciepło. Nie wyglądała na czarownicę zwykła staruszka z siwą kitą, w rozciągniętym swetrze bez wyraźnego koloru i fasonu, w długiej spódnicy sięgającej kolan, pod którą widać lekko wykrzywione od artreozu nogi w ciepłych rajstopach. Babcia, babcia nic specjalnego. Tylko spojrzenie szarych oczu, przenikliwe, które wpatruje się prosto w duszę.
Ania opowiedziała jej, co ją niepokoi, podając zdjęcie Weronki.
Zosia uśmiechnęła się do Darka, zapaliła świecę i przejechała nią nad ekranem telefonu.
Widzę, że jej obecny mąż nie jest jej przeznaczeniem. Rozwiodą się, ale nie od razu. Nie jest dobry, kłamie i podstępuje. A kobieta ma duszę jasną, dobrą.
Czy można to przyspieszyć? szepnęła Ania.
Nie mogę przyspieszyć, nie odważę się. Ale pomogę jej zobaczyć prawdę. A potem sama zdecyduje
Zosia wstała, podeszła do zimnej werandy, przyniosła płócienny woreczek i duży garnek. Wzięła garść zmielonych ziół i szepnęła, wsypując je do woreczka:
Zioła polne, wiatry łąkowe, pomóżcie Weronie, otwórzcie prawdę. Niech tak będzie Aniu, dodaj jej te zioła do jedzenia. Smak słaby, nie zauważy. Są nieszkodliwe.
Jest w ciąży dopytał Darek, patrząc na staruszkę. Zosia przymrużyła oczy i spojrzała na niego chytrze:
Nie zaszkodzi, są to rumianek, krwawnik i jeszcze kilka ziół, których nie wymienię. Nie są trujące A ty, synu, gotów będziesz wziąć jej dziecko za żonę, jeśli wypędzi tego łotra?
Darek pokręcił głową i z trudem przytaknął:
Gotów. Nie ma obcych dzieci.
***
Oj, dodanie ziół Weronie było najtrudniejsze w całym planie. Zwłaszcza że Werona cały czas miałam mdłości. Ale tego wieczoru, tuż przed zamknięciem, Werona nagle bardzo zapragnęła chińskich makaronów instant.
Zrobię ci, poczekaj! rzuciła Ania i wbiegła do sali. Chwyciła paczkę makaronu, poklepała po kieszeni, gdzie leżał woreczek Zosi, westchnęła i pobiegła z powrotem do zaplecza.
Darek siedział przy stole i milczał. W głębi serca miał nadzieję, że Werona odejdzie od oszusta, ale nie był pewien, czy ich podstęp z Anią ma sens. Czy dobrze, czy źle wtrącać się w tak prywatną sprawę?
Ania wydychała z ulgą, gdy Werona z apetytem zjadła ostatnią łyżkę. Ona i Darek też się niepokoją, wątpliwości ich dręczyły, lecz obowiązek i poczucie słuszności były silniejsze.
***
Oczywiście Ania i Darek nie widzieli, że wszystko się udało, bo wydarzyło się rano. Werona, jak zwykle, zająłła miejsce przy oknie w autobusie i zamyślona przyglądała się mijającej okolicy. Nie słyszała, o czym rozmawia kierowca przy telefonie, dopóki nie ogłosił głośno:
Szanowni pasażerowie, prosimy się nie martwić, ale będziemy musieli objąć objazd. Na drodze duży korek, prace przy przejściu kolejowym.
Potem wszystko potoczyło się niczym koszmar mąż wychodził z obcego domu, przytulał się do jasno blondynki, ich pocałunek nie był żartem pożegnania Werona rzuciła się do okna, nie mogąc uwierzyć w to, co widziała, głowa się kręciła, w brzuchu znowu bolało I mgła.
Obudziła się w szpitalu. Pierwsze, co zobaczyła, to zaniepokojona twarz Ani.
Werka wybacz mi, to chyba moja wina
O czym ty mówisz? wymamrotała Werona. Widziałam Jarka z Łucją Kotową. Czy on naprawdę
Do pokoju wkroczył Jarek, podszedł do Werony z winnym spojrzeniem, ale nic nie zdążył powiedzieć.
A jak długo pracujesz nocami u Kotowych? przetoczyła Werona.
Weronko, przepraszam, ale lekarz cię ostrzegł, a ja muszę, musisz zrozumieć, że jeśli chcesz uratować rodzinę odpowiedział z nieliczną uśmiechem. Gdy podjął się szczerej konfrontacji, werbalny sztylet wpadł w serce.
Wynocha! Jak tylko wypiszę się złożę pozew o rozwód! wykrzyknęła Werona.
Jarek się wycofał i odszedł, nie próbując już przepraszać. Nie trzeba było.
A co z dzieckiem, nie wiesz? spytała Werona.
Lekarz powiedział, że wszystko w porządku. Było ryzyko poronienia, ale się udało zapewniła Ania.
W tym momencie do pokoju nieśmiało wszedł Darek, niosąc duży worek z owocami. Lekarka, która zjawiła się zaraz po nim, oczywiście zwróciła uwagę za dużo gości naraz.
Proszę go wpuścić poprosiła Werona, siadając na łóżku.
Lekarka westchnęła i machnęła ręką. Ania też wyszła, zostawiając Darka samego z Weroną.
Wer, bardzo się o ciebie martwiłem O was i malucha zaczął niepewnie chłopak.
A ty zawsze o mnie martwiłeś uśmiechnęła się Werona. W przeciwieństwie do niektórych.
Zapomnij uśmiechnął się Darek.
Weszła kolejna głowa Ani:
Wer, muszę wyznać. To ja zaaranżowałam, żebyś dowiedziała się o jego zdradzie. Nie mogłam patrzeć, jak cię oszukuje. Tylko nie gniewaj się, proszę.
Werona roześmiała się, zamyśliła się chwilę i odpowiedziała:
Byłabym zła, że wiesz i nic nie mówisz. Nie lubię kłamstw. A tak przy okazji śniła mi się staruszka, co mówiła, że nie jest ci przeznaczony oszust. Mówiła, że przyjdzie gość z podarunkiem, gdy się obudzisz.
Spojrzała na Darka, który nie odrywał wzroku.
Ania podeszła, usiadła na stołku i wzięła Weronie dłoń. Pogłaskała ją po palcu. Teraz była pewna, że postąpiła słusznie. Zdradziecki trzeba zmylić z życia, póki jest jeszcze szansa na nowy początek. Najważniejsze, że obok są wierni przyjaciele i kochający ludzie. A drobne sprawy się rozwiążą.



