WIELKA RODZINA
Mamo, tata znowu pożyczył pieniądze
Barbara zerwała się do szafy. Pośród ubrań znalazła schowane banknoty, przeliczyła. Brakowało dwustu złotych! Niewielka suma, lecz ona przeznaczała ją na drewno. A Stas o tym doskonale wiedział. Sam w skarbonkę nic nie wkłada!
Barbara zebrała wszystkie pieniądze, zwinęła je w kulkę i schowała pod dywanem w pokoju dziecięcym.
Chodźmy jeść kolację zawołała dzieci.
Rozlała zupę do misek, nalała herbaty i położyła po dwie ciastka każdemu.
Mamo, a siebie nie dajesz? zapytał Mikołaj, patrząc na nią poważnym wzrokiem.
Po pierwsze nie lubię słodkiego, po drugie muszę pilnować figury.
Syn spojrzał na nią.
Mamo, ale i tak jesteś piękna!
Rozbawiła się.
Jedzcie już!
Po kolacji Barbara umyła naczynia, potem weszła do pokoju. Michał czytał bajkę Bogni, a Jan coś rysował.
Daję wam dziesięć minut na dokończenie prac, potem przerwa! pocałowała wszystkich i wyszła. Musi podwyzić kurtkę Janowi, bo pokłócił się w szkole, a potem może i sobie położyć się na chwilę.
Wzięła igłę z nitką.
Dziesięć lat temu poślubiła Stasia. Miała wtedy osiemnaście, niewiele rozumu i doświadczenia. Staś był cool, rozrzucał pieniądze na wszystkie boki. Naiwna dziewczyna wierzyła, że chłopak potrafi je zarabiać. Dopiero po weselu odkryła, że Staś wydał środki uzyskane ze sprzedaży mieszkania, które dostał od rodziców.
Masz jeszcze gdzie mieszkać? zdziwiła się Barbara.
Po co? Masz duży pokój w bloku. odparł bez namysłu.
Długo myślała, że przyczyna leży gdzie indziej, ale po chwili zrozumiała, że to możliwe. Gdy urodzili się Mikołaj i Jan, Staś na chwilę podjął pracę, lecz nie wytrzymał długo. Chłopcom nie skończyło się dwunastu miesięcy, a on znów szukał zatrudnienia, lecz nigdzie go nie cenili.
Pojawiła się Zuzanna. Barbara marzyła o licznej rodzinie, lecz po przyjściu córki zrozumiała, że jeśli nie zadziałają, wszyscy będą głodować. Postanowiły wynająć mieszkanie i przenieść się na wieś, gdzie od pięciu lat stał pusty dom po ciotce.
Staś przyjął tę propozycję z niechęcią:
Nie! Jedź, ja wolę miasto.
Barbara rozgniewała się:
Zostań, ale nie w tym mieszkaniu. Jutro przyjeżdżają lokatorzy.
Co? Lokatorzy? rozpadła się od śmiechu. To moje mieszkanie!
Staś, drapiąc nos, odjechał na wieś. Pół roku szukał pracy: farma, tartak, cokolwiek. Niestety, nic nie pasowało, a flirtowanie z dziewczynami zawsze było jego hobby.
Marina, koleżanka i przyjaciółka Barbary, często powtarzała, że Staś się roztrząsa. Barbara odrzucała:
Niech tak, może kiedyś mnie uszczęśliwi.
Marina tylko kiwnęła głową:
Coś cię nie stać z trójką dzieci!
Ale Barbara wiedziała, że bez Stasia będzie im łatwiej
Wtem usłyszała trzaskające drzwi. Na progu stał mężczyzna z własną postacią, milcząco zdjął kurtkę i usiadł przy stole. Barbara kontynuowała szycie.
Nie rozumiem Mężczyzna wrócił do domu? Czy zamierzasz mnie karmić? zapytała.
Staśie, po co wziąłeś pieniądze? odezwał się mężczyzna.
Już dzwoniły? To i moje pieniądze! Mężczyźni wpadli po piwo, a ja mam iść gratis?
Zrób to! Wspieraj rodzinę, a nie ty sam będziesz biedny.
Dlaczego nie mogę przyjść spokojnie, zjeść kolację i położyć się spać?
Możesz, ale na kolację zjedz to, co sam kupiłeś. Potrzebuję drewna, a kurtka Jana się rozerwała!
Stas patrzył zdumiony.
Nie rozumiem, mam iść spać głodny?
Barbara wzruszyła ramionami i odwróciła się. Staś siedział chwilę, potem wstał, ubrał się i z krzykiem Pożałujesz! zniknął w nocy.
Dziesięć lat minęło, a Staś wciąż wyglądał młodo, pięknie. Barbara spojrzała na własne dłonie krótkie paznokcie, szorstka skóra. Jak wypłukać się w lodowatej wodzie! pomyślała.
Kiedy przyjechała, od razu dowiedziała się, ile płacą w okolicy. Najwięcej dojarki. Nigdy nie interesowała się krowami, ale nie było wyboru. Nauczyła się wszystkiego w mig. Jedyna ulubiona rzecz w życiu odpadła. Wstała, podeszła do pieca, wzięła sztalugę. Dzieci patrzyły na płótno. Musi dokończyć pracę Ziewnęła, przykryła płótno prześcieradłem i poszła spać.
Następnego dnia, wracając do domu, Barbara zobaczyła dwie wielkie walizki w środku pokoju. Na kanapie siedziały spokojnie dzieci, a na krześle Staś. Kiedy weszła, wstał:
Co, dogoniłaś? Teraz będziesz gryźć łokcie, ale już późno. Zostawiłaś dzieci bez ojca, wszystko z twojego złego charakteru!
Barbara nagle poczuła ulgę, uśmiechnęła się i zapytała:
Czy naprawdę znalazł się ktoś głupszy ode mnie?
Staś zarumienił się ze złości, chwycił walizki i ruszył do wyjścia. Na progu zahaczył o starą deskę, o której tyle razy go ostrzegała. Nie udało mu się elegancko wyjść. Rozciągnął się, tak przyjemnie, że Barbara poczuła żal.
Zamknął drzwi tak mocno, że okna zadrżały. Świetlanka podeszła do mamy:
Mamo, czy tata już nie przyjdzie?
Raczej nie, kochana.
Dziewczynka zamyśliła się, potem spytała:
Czy już nikt nie będzie jadł moich cukierków?
Teraz już nie.
Barbara czuła, jakby to ona, a nie Staś, jeła cukierki Świętej.
Następnego dnia dowiedziała się, że Staś wyjechał ze wsi. Dobrze, powietrze będzie czystsze. Niewiadome, do kogo teraz się uda, nie jej sprawa.
Po tygodniu Barbara zaczęła się niepokoić: mieszkańcy nie wysyłają pieniędzy, dwa dni zalegają, a telefon nie podnosi. Musi pojechać do miasta, poprosić o wolny dzień. Przeglądała grafik, gdy Mikołaj powiedział:
Mamo, zobacz, ktoś zepsuł się przy nas.
Barbara wyjrzała przez małą szybę w oknie. Obok ich domu stał samochód, a wokół biegł człowiek w zimie, choć już po trzydziestej.
Zamarznie Czy nie odpala?
Nie, mamo, nie odpala. Czekam pół godziny. Może zaprosimy, podamy herbatę?
Oczywiście, synku. Biegnij, wołaj, a ja postawię czajnik.
Po dwóch minutach Mikołaj wprowadził do domu młodego mężczyznę, lat trzydzieści pięć, może trochę więcej. Zimne wargi szepnęły:
Dziękuję! Zaraz się ogrzeję i pójdę. Nazywam się Maksym.
Proszę, usiądź, napij się herbaty, bo ledwo mówisz. Ja jestem Barbara
Maksym popijał herbatę, a dzieci przyglądały się mu z kanapy. Zawstydzony, zapytał:
Jesteście jeszcze młodzi, to wszystko wasze?
Moje, oczywiście.
Szczęście wam! Ja zawsze marzyłem o wielkiej rodzinie.
I nie wyszło?
Maksym pokręcił głową.
Żona nie chciała dzieci, rozwiedliśmy się, a potem już tak nie było.
Gdy kończył herbatę, zadzwonił telefon.
Co? odpowiedział. To żart? Co mam robić?
Odłożył słuchawkę. Barbara zapytała:
Co się stało?
Miał przyjechać laweta, ale zadzwonili, burza, więc nie jedzie do rana.
Nie martw się. Położę ci materac na kanapie, rano pojedziesz.
Niewygodnie. A twój mąż co powie?
Mąż nic nie powie, bo uciekł.
Maksym zaskoczony otworzył usta:
Od ciebie? Czy mam powiedzieć, że zostawiłem troje dzieci?
No tak Nie płaczemy, radujemy się bez niego.
Rankiem Maksym obudził się, gdy ktoś grzebał obok niego. Otworzył oczy: dziewczynka, Świetlana, podsunęła mu pod poduszkę cukierka. Prawie łzy wyleciały z oczu. Wyobrażał sobie, co znaczą cukierki w rodzinie z trojgiem dzieci i jedną mamą.
Cała rodzina pożegnała go. Patrzył na Barbarę i wiedział, że znajdzie pretekst, by wrócić. Droga, na którą zmierzał, nigdy nie doszła.
Dwa dni później przy bramie zatrzymał się znany samochód. Michał, jak zwykle, zobaczył wszystko od razu.
Dziadku Maksym przyjechał!
Mikołaj ucieszył się, bo ostatnio, kiedy mama nie patrzyła, uzgodnili z dziadkiem, że przywiezie starą konsolę. Teraz chłopiec leciał na spotkanie.
Maksym przyniósł nie tylko konsolę, ale i dwa worki prezentów. Wchodząc do domu, zobaczył, że Barbara nie jest sama przy nim stała kobieta, ciekawie patrząca. Barbara już była ubrana, nie wyglądała na pracującą.
Maksymie Przepraszam, nie mogę cię napić, Marina się zajmie, bo spóźniam się na autobus.
Jedziesz do miasta? zapytała.
Tak.
To herbata odwołana. Zawożę cię.
Marina popchnęła zdezorientowaną koleżankę na bok.
W drodze Barbara niepostrzeżenie wyjaśniła Maksymowi powód podróży. Powiedział:
Pojadę z wami. Trochę wsparcia nie zaszkodzi.
Dziękuję, naprawdę. Nie sądzę, że ludzie są mili, ale
Barbaro, przejdźmy na ty!
Kobieta zaśmiała się.
Śmiało! A przy okazji, nie opowiadałaś, czym się zajmujecie na wsi.
Nie uwierzysz. Mam warsztat stolarski, mały, ale znany w naszym mieście. Wszystko z naturalnego drewna. Jedziemy obejrzeć działkę, którą mam w planach kupić. Dziadek kupił ją po cichu.
Dojechali pod dom Barbara. Weszła, włożyła klucz w zamek. Drzwi otworzyły się. Nie zadzwoniła, po prostu weszła i wszystko stało się jasne. Na progu leżały buty Stasia, dalej damskie szpilki. Sam Staś, owinięty ręcznikiem, zmierzał w stronę pokoju z butelką szampana w ręce.
Barbaro?.. Skąd?
Prawie upuścił butelkę.
Skąd? Gdzie są lokatorzy? Co robisz w moim mieszkaniu?
Lokatorzy? Wyjechali, jasne. Muszę gdzieś mieszkać!
A moje mieszkanie?
To i moje, i twoje!
Co to za zamieszanie?
Przez dziesięć lat mieszkałem z tobą! Nie mam własnego kąta!
Nie uwierzysz, ale…
Barbara weszła do pokoju. Z łóżka wybiegła młoda kobieta.
Stasiku! Kto to?
Barbarze podała suknię.
Wyrzuć się z mojego mieszkania! I zabierz Stasika!
Co? To mieszkanie Stasika! Stasik? Zdradziłeś mnie? Jestem głupią? Kupuję ci szampana!
Kobieta szybko się ubrała i wybiegła. Staś usiadł na kanapie.
Nie pójdę nigdzie. Gdybyś chciała mnie przywrócić, wymyśl coś ciekawszego. Myślisz, że nie rozumiem, że przyjechałaś błagać? A kto z tobą?
Staś spojrzał surowo na Maksa. Ten uśmiechnął się:
Ochrona. Masz pięć minut na zbiórki, potem przypomnę, że piętnaście lat boksowania nie poszło na marne.
Barbara wyszła do kuchni. Nie chciała korzystać z pomocy Maksa, ale nie mogła sama zrobić z Stasem.
Nagle grzechotały drzwi. Do kuchni wszedł Maksym, rozmawiając przez telefon. Dykował adres Barbary.
Trzeba chwilę poczekać. Zaraz przyjadą, zmienią zamki.
Dziękuję, Maksymie. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła. Los sam mnie poślubił!
Barbaro, mieliśmy przejść na ty?
Przepraszam, zapomniałam
Po tych słowach Maksym spojrzał na nią tak, że Barbara zarumieniła się i trochę się zawstydziła.
Minęły trzy lata. Marina i Barbara piły herbatę. Marina spojrzała:
No, przyjaciółko, szczęście ci dopisało Twój mąż rozdał dom!
Tak Maksym wszystko robi dla nas.
To wspaniale!
Marina odwróciła się, spojrzała na portret dzieci, który Barbara od dawna dokończyła.
Słuchaj, możesz no narysować mnie też?
Marianno! Oczywiście, że mogę! Mam teraz mnóstwo wolnego czasu!
Marina zdziwiona patrzyła na Barbarę.
Co? To?
Nie wiem, co powiedzieć Maksymowi. Dwa miesiące już
Nie zauważyła, że mężczyzna właśnie wszedł do pokoju i wszystko słyszał. Nagle silne ręce wyrwały ją z krzesła i kręciły po domu.
W końcu, gdy wszystkie zegary w domu zaczęły tykać wstecz, Barbara uśmiechnęła się do pustego krzesła i poczuła, że prawdziwa rodzina zawsze mieszkała w jej własnym sercu.



