ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO

12:00 Wciąż nie mogę wycisnąć z siebie słów, które wczoraj ciążyły w gardle. O dwunastej rano Grażyna ma operację. Prosta, planowa, godzina znieczulenia, lekkie zabiegi i wypis tego samego dnia. Powinienem był pojechać z nią, ale ona nie nalegała wiedziała, że mam obowiązki. Otwieramy nowy oddział w Warszawie, a ja jako dyrektor generalny firmy Nowak & Partnerzy nie mogę sobie pozwolić na przerwy.

Zanim wyszła, pocałowałem ją w policzek, wrzuciłem do torby kilka saszetek suchej karmy dla kotów, które trzyma w piwnicy, i zamknęła drzwi. Poprawiłem muszkę, jeszcze raz skrupulatnie przejrzałem się w lustrze, wziąłem teczkę z projektem i ruszyłem do biura. Moja rola wymaga pełnego poświęcenia, a ja daję wszystko, co mam, w każdej wolnej chwili, tłumacząc sobie, że robię to dla nas, dla niej, a nawet dla tych piwnicznych mruczków, które codziennie karmię.

Nie że nie lubię kotów po prostu to jej pasja, wydawała mi się bezsensowna, nieprzydatna, jakby nie niosła ze sobą żadnego sensu. Traktowałem ją jak drobny mankament ukochanej osoby, z którym trzeba się pogodzić. Dlatego każde jej prośby o przygarnięcie bezdomnych, pełnych pcheł zwierzaków spotykały się ode mnie stanowczym odmową. Nie widziałem w tym żadnego sensu ani korzyści. Proponowałem więc koty orientalne, które podniosłyby nasz status przynajmniej trochę wow. A piwniczne? Co z nich wziąć? Nie rozumiałem, a ona już nie chciała tłumaczyć.

Operacja prosta planowa nic specjalnego powinienem był pojechać z nią!!! powtarzałem w głowie ile razy w ciągu tygodnia. Czy to tysiąc, dziesięć tysięcy? Kiedy pędziłem do szpitala, trzymając się krawata, drżał mi oddech przy widoku białego fartucha lekarza. Rozrywając kolejny projekt, który mnie trzymał z dala od niej, klękałem przy łóżku, przyciskając czoło do jej dłoni i błagałem, by nie zostawiała mnie.

Odpowiedź była cisza. Nikt nie przewidział, że godzinna narkoz i zaplanowana operacja mogą przerodzić się w komę.

Robimy wszystko, co w naszej mocy mówiła lekarz.
Nic nie robicie! krzyczałem, płacąc za prywatny pokój.
Szansa jest, trzeba czekać uspokajała pielęgniarka.
Gdzie ta szansa?! ryczałem w korytarz, kiedy po tygodniu Grażyna wciąż nie odzyskała przytomności.

Próbowałem wszystkiego konsultacje najlepszych specjalistów, muzykę, rozmowy, kwiaty w sali. Praktycznie przestałem pojawiać się w pracy, by być przy niej przy każdej wolnej chwili. Obiecywałem, szantażowałem, całowałem, wspominając absurdalną bajkę o śpiącej królewnie. Z każdym dniem, z każdą chwilą, wpadam w coraz większy rozpacz, w dziką furorę, która chce wszystko zniszczyć.

Rozrzucone po podłodze torby, rozsypane kolorowe saszetki karmy nie udało się jej nakarmić tych bezwartościowych kotów, które wzbudzały we mnie jedynie niechęć ukrytą pod obojętnością.

Kurwa! Boże, jaka ona kurwa! wydałem się w myślach. Gdybym mógł cofnąć czas, wymazać wszystko, pojąć się na kolanach i pójść za jej kotami, zabrać je do domu, pokochać je choćby tylko po to, by zobaczyć jej uśmiech.

Nagle adrenalina opadła, a ja, drżącymi rękoma, podniosłem z podłogi kolorowe saszetki, by za dziesięć minut stanąć przy drzwiach piwnicy.

To nazywa się felinoterapia, choć nie ma udokumentowanych przypadków pomocy w sytuacjach podobnych do naszej poważnie spojrzał na mnie lekarz, obserwując, jak wnoszę szóstą klatkę z kotami.
To znaczy, że będziemy pierwsi wyszeptałem, wypuszczając zwierzęta.
To jej koty. Rozumiesz? Jej! I oddam wszystko, by jej o tym powiedzieć. Po prostu
Poinformuję personel.
Dziękuję, powinienem był to zrobić wcześniej Rozumiem? Ja
Nigdy nie trać nadziei. Uczymy się na własnych błędach, pamiętaj o tym.
Nie zapomnę Nigdy więcej nie zapomnę.

Teraz, kiedy Grażyna znów otwiera oczy, nie mogę powstrzymać szerokiego uśmiechu, widząc jak zdejmuje szóstą uprząż po kolei od opornych, uciekających kotów. To te same piwniczne, pchełki, które rok temu przytłoczyły ją tak, że ledwo złapała oddech. Siedem par oczu wbijających się w jej twarz, sześć ulga w oddechu na granicy słyszalności i jeden triumfalny okrzyk radości nigdy ich nie zapomnę.

Może dlatego, gdy zbliża się kolejna operacja, nie czuję strachu. Widząc męża, którego koszula pokryła się farbą sierści, patrzącego na mnie z krytycznym wzrokiem, uśmiecham się jeszcze szerzej. A potem śmieję się głośno, gdy mijający przechodnie patrzą na elegancko ubrany mężczyznę z sześcioma bezrasowymi, ale niesamowicie zadbanymi kotami, każdy ciągnący własny smycz jakby wołał: Miau?! to widok nie dla słabych serc.

Operacja. Prosta. Planowa. Godzina narkozy, proste czynności i wypis tego samego dnia. A jeśli przestaniesz szarpać wszystko wokół, następnym razem zostaniesz w domu! mruknął mężczyzna siedzący na szpitalnym dziedzińcu, otoczony kotami, trzymając lekko pogryzioną, ale wciąż piękną bukiet róż na kolanach.

Patrząc na zegarek, chwytam szóstą smycz, szybko sprawdzam, czy uprzęże nie są luźne, i spoglądam na okna sali, w której budzi się po operacji moja żona. Wkrótce pozwolą nam wejść. W końcu będę mógł narzekać na te sześć ogonowych leniuchów, które bez niej nie chcą mnie słuchać. Powiem jej, jak bardzo ją kocham i że będę kochał zawsze, nawet jeśli zniknie w schronisku dla kotów, którego budowę nasza firma sfinansowała kilka miesięcy temu.

Głupi, oczywiście Ale kiedy przypominam sobie dzień, w którym otworzyła oczy, zawsze przekonuję się, że dopóki jest przy mnie, nie ma w moim życiu nic ważniejszego niż jej głupota. I tak będę dalej realizował jej impulsy, które choć na pozór błahe, czynią ją niewyobrażalnie szczęśliwą.

Zawsze, póki nie jest za późno.

Rate article
Fajna Tajna
ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO