Drogi pamiętniku,
Minął już miesiąc, odkąd zamieszkałam w domu dziecka w Krakowie. Trafiłam tu po śmierci babci Stasi, z którą mieszkałam od najwcześniejszych lat. Nie pamiętam matki nigdy nie była przy mnie. Babcia w ostatnich chwilach wciąż powtarzała, że mama wyjechała daleko i nie wróci, więc nazywałam ją mamą i usilnie starałam się dorosnąć, by mogła mi pomóc. Mówiła mi często:
Gdy dorośniesz, razem będziemy prowadzić dom.
Starałam się więc robić, co w mojej mocy: myłam naczynia, zamiatałam podłogi. Miałam pięć lat i czułam się już całkiem dorosła.
Kiedy babcia nagle zachorowała, przyjechała karetka, a za nią nieznajoma ciocia, która zabrała mnie do domu dziecka. Okazało się, że miejsce to ma swój urok: dużo dzieci, ciepłe opiekunki. Mimo to tęskniłam za domem, za kotem Mruczkiem i psem Burekiem, za zapachem domowych pierników i babcią przy kuchni. W głowie snułam scenę, w której babcia otwiera drzwi, uśmiecha się i mówi:
No co, pomocniczko, jedziemy do domu, bo Mruczek już na Ciebie czeka!
Jednak opiekunka Basia wyjaśniła mi, że babci już nie ma, że poleciała na niebo, i w końcu zrozumiałam, że cud powrotu do domu już nie nastąpi. Mimo to wciąż wierzyłam w cuda. Babcia zawsze powtarzała, że cuda spełniają się, jeśli w nie mocno wierzyć. Nazwała wszystko cudem.
Często przychodziła do nas ciocia Wanda, przynosząc cukierki, bułeczki czy zabawki. Babcia wtedy mówiła:
Widzisz, Grażynko, to cud ludzkiej dobroci, kiedy ktoś tak po prostu podaruje ci coś słodkiego.
Zapamiętałam to na zawsze. Kiedy Basia wyciągała z kieszeni karmelkę i podawała mi ją, całowałam ją w policzek i mówiłam:
Dziękuję, opiekunko Basia, za cud.
Basia odwzajemniała uśmiech i całowała mnie w czubek głowy:
Jesteś naszym cudem!
Po sześciu miesiącach nadeszły święta Bożego Narodzenia. My, wszystkie dzieci, wycinałyśmy płatki śniegu, ubierałyśmy choinkę. Wszyscy śmiali się i cieszyli. Pewnego dnia, przy jednym z przygotowań, Basia po cichu przyciągnęła mnie do siebie i szepnęła:
Nowy rok przynosi różne cuda. Napisz na kartce, co pragniesz w nadchodzącym roku, połóż pod poduszkę i na pewno się spełni.
Wzięłam starą pocztówkę, którą znalazłam w domu babci razem z zabawkami, i napisałam: Chcę wrócić do domu. Nie miałam innego życzenia. Dom dziecka był przyjemny, ale brakowało mi własnej pościeli z babciną narzutą, pieca, w którym babcia piekła ciasta, i ciepła czterech ścian. Potrzebowałam domu natychmiast.
Złożyłam pocztówkę w pół i schowałam nie pod poduszkę, lecz do kieszonki mojego pluszowego misia, którego podarowała mi ciocia Wanda. Babcia powtarzała:
Najważniejsze trzeba bardzo mocno chcieć i wierzyć.
I wierzyłam.
Cud nie przychodził, a ja z niedowierzaniem patrzyłam, bo naprawdę w niego wierzyłam. W końcu w kwietniu się wydarzyło.
Słoneczny wiosenny dzień. Siedziałam przy oknie, patrzyłam na podwórko, gdzie sądził porządek dziadek Jan, zamiatając chodniki. Nagle do pokoju weszła nieco podniecona Basia:
Grażynko, chodź, dyrektor wzywa cię do gabinetu.
Zeskoczyłam z parapetu i podeszłam do niej:
Basia, czy coś złego zrobiłam? zapytałam.
Nie, kochanie, nic nie szkodzi. Chodź, już przyjechali! powiedziała, poprawiając mi warkocze.
Zadrżałam:
Kto?
Idziemy zobaczyć odparła i wzięła mnie za rękę.
W gabinecie pani Anna Kowalska, dyrektor domu, od razu ujrzałam ciocię Wandę.
Wanda! wykrzyknęłam i rzuciłam się w jej ramiona.
Moja mała słońcu! przytuliła mnie ciocia.
Czy jedziemy do domu? spytałam, otwierając szeroko oczy.
Oczywiście, jedziemy! I na pewno! rysując łezkę dłońmi, odparła.
Usiadła mnie na kanapie i usiadła obok.
Grażynko, powiedziała, wzdychając, od teraz będziemy mieszkać razem. Dziadek Władek też na ciebie czeka. Będziesz naszą córką! Czy się zgadzasz? spojrzała na mnie z nadzieją.
Objęłam Wandę i przytuliłam się do jej płaszcza. Oczywiście, że się zgadzam. Zawsze kochałam zarówno Wandę, jak i Władka traktowali mnie jak własną rodzinę, jak krewnych babci.
Następnego dnia wyruszyliśmy z ciocią Wandą w drogę do domu. Stałyśmy na progu domu dziecka, czekając na taksówkę. Ludzie tłumnie żegnali nas, a Basia wycierała łzy chusteczką, uśmiechając się.
Powiedziałam coś cioci Wandzie, wzięłam misia i podbiegłam do Basi:
Dziękuję, Basia, że podsunęłaś mi pomysł, by złożyć życzenie na Nowy Rok! podałam jej połówkowo złożoną pocztówkę.
Basia rozwinęła ją i zobaczyła wielkimi literami: CHCĘ DOMU.
Uściskała mnie mocno, pocałowała w czubek głowy i rzekła:
Widziałaś? Mówiłam, że cuda się spełniają, gdy w nie mocno wierzyć!



