Moja sąsiadka postanowiła, że może prosić o wszystko! Teraz tylko musi wprowadzić się do mojego domu.
Potrzebuję opinii kogoś z zewnątrz. Sytuacja wygląda tak: mój syn przyjaźni się z chłopcem z naszej okolicy, który ma kilka lat więcej. Z matką tego chłopca, naszą sąsiadką, spotykam się od czasu do czasu, ale nie nazwałabym jej przyjaciółką.
Zaczęłyśmy regularnie kontaktować się ze względu na dzieci. Spotykamy się podczas spacerów po Łazienkach, ona przynosi rzeczy, które są za małe dla jej syna i nie może ich nosić. Zwracam je i zawsze przynoszę soki i smakołyki dla jej dziecka jako wyraz wdzięczności. W końcu postanowiłam przestać przyjmować od niej cokolwiek wolałam wszystko kupować samodzielnie, żeby nie czuć się zobowiązana.
Z czasem zwykłe, spokojne przechadzki przekształciły się w bardzo dziwną relację. Sąsiadka zaczęła regularnie prosić mnie o różne rzeczy. Z codziennej prośby stało się: Daj mi kawę!. Kto tak bardzo lubi kawę, powinien ją sam kupić, a nie codziennie o nią błagać. Odwiedza nas, choć nigdy nie zaprosiłam jej do domu. Gdy widzi zabawki mojego dziecka, zaczyna zachwycać się i co chwilę zabiera coś do domu, chcąc mieć wszystko. Już zabrała nam wiele rzeczy.
Nie zaprasza sąsiadki do siebie, tłumacząc, że jej matka jest chora, choć matka mieszka w oddzielnym pokoju. Sąsiadka nie waha się prosić o leki, gdy jej syn jest chory, i pyta o przedmioty, które w każdej domowej apteczce powinny się znajdować. Czasem potrafi nawet żądać rzeczy dla siebie. Nie rozumiem, jak ktoś może tak żyć. Proste środki przeciwgorączkowe powinna mieć każda mama pod ręką. Rozdaje prawie puste opakowania i butelki, a kupiła je nawet na moje dziecko, którego już nie mogę leczyć.
To nie koniec. Regularnie pyta, czy mamy jedzenie dla jej syna, choć ja nie pytam ani sąsiadów, ani jej. Gotuję dla mojego dziecka i na tym koniec. Korzysta z naszego wózka zakupowego, nie pytając, czy może go używać. Zawsze chce mieć to, czego nie ma, i zawsze czegoś jej brakuje.
Pewnego dnia jej bezczelność mnie zszokowała. Gdy cała rodzina była chora, dostałam telefon sąsiadka powiedziała, że przyjdzie na kawę, ale będzie przy synu. Kocham dzieci, ale mam dość, że dzieci innych ludzi wchodzą do naszego domu jak do sklepu, przeglądają rzeczy mojego syna i wybierają, czym się bawić. Powiedziałam jej, że jesteśmy chorzy i możemy ją zarazić. Powinnam była jej powiedzieć, że nie zapraszamy.
Jej wizyty nigdy nie poprzedzało pytanie Czy mogę wejść?. Przychodzi bez zaproszenia i domaga się: Daj mi to. Nie obchodzi ją, czy jestem zajęta, czy chcę ją zobaczyć i coś dać. To jakby zajmowała mój osobisty przestrzeń.
Od dawna nie dzwonię do niej i nie zapraszam na spacer, ale ona sama dzwoni. Sąsiadka pisze do mnie wiadomości. Jeden z przyjaciół twierdzi, że mam tylko dwie opcje: dalej tolerować jej bezczelność albo zerwać kontakt. Nie chcę z nią się kłócić dzieci są przyjaciółmi, mieszkamy blisko. Niedługo będziemy razem wozić je do szkoły, a ja nie wiem, jak radzić sobie z takimi ludźmi.



