Nieproszonych gości cały dom
A ci mili ludzie naprawdę nie mogą mieszkać gdzie indziej? zapytała moja żona. Przecież hoteli nie brakuje!
Przecież oni nie przyjechali tu bez powodu, żeby nas przytłaczać! Coś im się w życiu przytrafiło, starają się rozwiązać sprawy i zaraz jadą dalej!
A na ich miejsce zaraz pojawiają się kolejni! Słuchaj, wczoraj słyszałam, że jakiś Jan Olkowski, nie mam pojęcia, kto to, mieszka tu już drugi rok!
Ile to jeszcze może trwać! zawołała Kasia. To się w głowie nie mieści!
Co tam się dzieje? spytałem, przeciągając się w łóżku.
Tam! Kasia energicznie wskazała na okno. Właśnie zaczynają się rozgrywki w siatkówkę!
Fajnie! przeciągnąłem się.
Ty chyba żartujesz? Kasia zaciągnęła zasłony. Jeszcze powiedz, że sam też pójdziesz!
Nie, wolę jeszcze poleżeć zaśmiałem się. Tobie też tego życzę!
Kasia przysiadła na łóżku:
Powiedz mi, który normalny człowiek w początku grudnia robi rozgrywki w siatkówkę na powietrzu?
Czemu nie? wzruszyłem ramionami. Nie ma śniegu, nie ma mrozu, sucho. Czemu nie pokopać piłki?
Tylko powybijają wszystkie szyby zżymała się Kasia. Tam nie ma profesjonalistów, piłka leci, gdzie chce!
Jak zbiją, to wstawią nowe przeciągnąłem się.
Kasia z niedowierzaniem pokiwała głową. Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale z dołu doleciał głos:
Kochani! Śniadanie gotowe! Smażyłam racuszki! Będziecie się tulić potem! Szybko, póki są gorące!
Ciocia Marysia jak zawsze w swoim stylu! uśmiechnąłem się.
Wiesz, to przywilej żony, robić mężowi śniadanie! prychnęła Kasia.
To możesz ugotować kawę! parsknąłem śmiechem.
Kochani, kawa stygnie! zawołała znowu ciocia Marysia z dołu.
Widzisz! Kasia wskazała na drzwi. Jeszcze chwila i ciocia Marysia mnie nawet w łóżku zastąpi?
Nie przesadzaj! śmiałem się. Łóżko zawsze będzie twoje! Chodźmy na śniadanie, bo serio wystygnie.
Kasia westchnęła zrezygnowana i narzuciła szlafrok.
Po drodze do kuchni i w samej kuchni nikogo nie spotkaliśmy.
Szok! wymamrotała Kasia. Już myślałam, że nigdy nie będzie nam dane pobyć samym we własnym domu!
A tu niespodzianka zaśmiałem się. Ale przynajmniej jest wesoło! Po śniadaniu obejrzymy siatkówkę, a wieczorem Stefan obiecał zrobić grilla!
Smród, dym i znowu coś spalą mruknęła Kasia, zabierając się za racuszki.
Myślisz o domku dla gości? parsknąłem śmiechem. Już nowy postawili! I lepszy od starego, i trzy razy większy!
No jasne, żeby jeszcze więcej ludzi się zjechało! Kasia była wyraźnie niezadowolona. Ja nawet ich połowy z imienia nie kojarzę!
Powinni nosić plakietki z imionami! I z pokrewieństwem, żeby chociaż wiedzieć, z kim się gada!
I tak się pomieszamy, bo tam się zaczyna łańcuszek od zamyśliłem się. Chyba tak: brat żony brata twojego męża, a potem jak Bóg da!
Kasia policzyła w głowie.
Zanim doczytam, już mnie głowa rozboli!
Więcej nie gadaliśmy, bo racuszki były tak dobre, że szkoda było mówić zamiast je jeść. A później, w lepszym nastroju, Kasia zapytała:
Paweł, jeszcze długo to wszystko będzie trwało?
Co dokładnie? wiedziałem, o co pyta, ale udawałem nieświadomego.
Ci niekończący się goście powiedziała Kasia. Gościnność swoją drogą, ale bez przesady! Wczoraj, z czystej ciekawości, policzyłam ich wszystkich. Paweł, pogubiłam się przy dwudziestym!
Przecież to ponad trzydzieści osób pod jednym dachem, którzy nawet nie zamierzają się wyprowadzić!
Troszkę inaczej wyobrażałam sobie nasze życie!
Ale to jednak nasze życie! A ci ludzie cóż, można powiedzieć, że rodzina! odpowiedziałem.
Tak, rodzina na szóste przez dziesiąte, przez teściową ciotki! mruknęła Kasia. Nawet twój brat, przez którego na nas to spadło, nie jest z nimi spokrewniony! Wszystko przez jego żonę!
Jak się dobrze poszuka, można by znaleźć jakieś nazwy dla takiego pokrewieństwa. Ja nie znam! odparłem. Ale ludzie są mili!
A ci mili ludzie na serio nie mogą mieszkać gdzieś indziej? spytała Kasia. Przecież hoteli pod dostatkiem!
Nie podnoszą sobie wygód naszym kosztem. Przyjechali, bo życie im się posypało. Rozwiążą sprawy i pojadą dalej.
A na ich miejsce przyjeżdżają inni! A Jan Olkowski, jak się okazuje, nawet pracuje w sklepie wiejskim jako księgowy! Marysia z racuchami sprząta codziennie trzy domy po sąsiedzku jak gospodyni!
No widzisz! uśmiechnąłem się. Ludzie znaleźli swoje miejsce!
Paweł, jeśli to się nie skończy, wracam do miasta! Moje mieszkanie w Warszawie wciąż czeka! Wolę żyć z tobą w dwójkę niż tu, w takim zbiorowisku!
***
Przyznam, że decyzja o związku z Pawłem była dla Kasi odważna. Byłem od niej starszy o dziesięć lat, a Kasia dopiero skończyła dwadzieścia pięć, kiedy się poznaliśmy.
Od razu pojawiło się pytanie:
A czemu Paweł tak długo kawalerował? Co z nim nie tak?
Ale to samo pytanie można by zadać Kasi:
Czemu nie wyszła za mąż do dwudziestki piątki? Co z nią nie tak?
Kasia doskonale znała na to odpowiedź. Studiowała architekturę, bo samym dyplomem żyć się nie da. Chciała zdobyć doświadczenie i reputację, a najlepiej jeszcze zapewnić sobie niezależność.
Ona najpierw pracowała w urzędzie, potem przeszła do prywatnej firmy z kontraktami. Była to ciekawsza i lepiej płatna praca, choć kontakt z klientami czasem nerwowy bywa, że ludzie są trudni.
A w takich warunkach trudno o poważne związki.
Jak się okazuje, życie Pawła było podobne, tylko jeszcze bardziej zakręcone. Jego brat, Tomasz, założył firmę zaraz po Politechnice i dość szybko się ożenił.
Chcąc nie zginąć w pracy, wciągnął brata do biznesu, w zasadzie zrzucając na niego wszystko, co się dało. Paweł miał wtedy dopiero za sobą wojsko.
Musiał zdobyć wykształcenie w trakcie zarządzania firmą. Trzeba mu oddać, świetnie sobie radził, ale o swoim życiu prywatnym zapominał. Gdy u Tomasza urodził się syn, Paweł w domu był jeszcze rzadziej.
Ty masz zamiar wreszcie popracować? zapytałem kiedyś brata.
Paweł, mnie to wszystko zbrzydło odpowiedział wycofany Tomasz. Nie chcę już być biznesmenem!
Świetna wiadomość! A kim chcesz być?
Chcę robić coś rękami, na zmiany! A potem wracać do żony i syna! marzył Tomasz.
A z takiej pracy wam wystarczy? dopytałem.
Przeprowadzamy się z Anią na Podlasie… wyjął dokumenty. Firma i wszystko, co miałem, przepisuję na ciebie! Ty sobie radzisz, to prowadź dalej!
No to daj mi jakiś rachunek, to ci będę przelewał część zysków powiedziałem, próbując ogarnąć ogrom zmian.
I tak, życie stało się wesołe.
W wieku trzydziestu pięciu stwierdziłem, że mam już grunt pod nogami i mogę myśleć o rodzinie.
Kasia od razu przypadła mi do gustu. Jak już omówiliśmy wszelkie czerwone flagi, z dnia na dzień w naszych sercach zagościła miłość. Po pół roku, nie czekając dłużej, pobraliśmy się.
Zamieszkaliśmy w mieszkaniu Kasi.
Kocham cię, ale tak naprawdę wygodniej mi tu mówiła nieśmiało. Do pracy mam pięć minut pieszo rano kiepsko mi się wstaje!
Nie szkodzi wzruszyłem ramionami. Swojego mieszkania nie mam, zawsze wynajmowałem. Kupić mogę, ale gdzie, nie wiedziałem. Chciałem zostawić wybór tobie. Jesteś moją żoną, gdzie sobie zażyczysz, tam kupię!
Ja marzyłam o życiu poza miastem powiedziała. Ale nie wiem, czy dostanę zgodę na pracę zdalną
U nas to rzadkość. Jak wszyscy pracowali z domu, nas i tak zaganiali do biura!
Postaw sprawę jasno uśmiechnąłem się. Albo zgadzają się na pracę zdalną, albo idziesz do konkurencji! A możemy, co tam, założyć własną firmę!
Najpierw pogadam! roześmiała się Kasia.
A domek pod Warszawą mam przyznałem. Ale
Jedno, o co poprosił mnie Tomasz, zanim się wyprowadził:
Paweł, Ania ma rodzinę! Jak się zjawią i poproszą, żeby się zatrzymać, nie odmawiaj! Przyjmij ich! To dobrzy ludzie, ale uważaj, żeby nie usiedli ci na głowie!
A co ja mam z nimi robić? Do hotelu ich wsadzać? odbiłem piłeczkę.
Ach, no tak! Kupiłem rok temu dom, ale nigdy nie zamieszkaliśmy! Też na ciebie przepisałem! Tomasz zabrał rodzinę i wyjechał na Podlasie.
Tylko ostrzegam, trochę tam mieszka rodziny Ani, ale dom jest ogromny, a na działce domek gościnny! Nie sądzę, żebyśmy sobie przeszkadzali!
Gdy Kasia przeprowadzała się do mojego domu pod Warszawą, nie spodziewała się aż tylu gości. Przywitała ją cała gromada, aż się przestraszyła.
Wszyscy byli uśmiechnięci, gotowi do pomocy we wszystkim.
Przez miesiąc Kasia wysłuchała tysiąca smutnych historii, które przyprowadziły ludzi do nas.
Ktoś się rozwodził, ktoś uciekał od tyrana, ktoś został wyrzucony z domu przez dzieci. Niektórzy sami odeszli, innych za zdradę wyrzucono.
Ktoś miał remont w mieszkaniu w mieście, kogoś oszukano i został bez dachu nad głową. Jedni przyjechali się uczyć, inni nie mieli dokąd wrócić.
Goście byli w różnym wieku, profesji i ze zróżnicowanym spojrzeniem na życie. Był nawet profesor, którego studentka uwiodła i wygoniła z własnego domu. Czekał na podział mieszkania.
Atmosfera była w sumie serdeczna.
Kasia musiała pracować zdalnie. Trafił się jednak uparty klient, kapryśny bez powodu.
I wtedy, przechodzący obok pana Jerzy, usłyszał jej rozmowę, odsunął Kasię od kamerki i powiedział do rozmówcy:
Z całym szacunkiem, ale pana uwagi świadczą o braku wyobraźni i wiedzy w tej dziedzinie! Dziewczyna przygotowała wszystko dokładnie! Będziecie Państwo zadowoleni!
A jeśli będziecie się upierać przy swoim, to jak dom się zawali, nie miejcie pretensji!
Klient przyjął projekt Kasi, a ona, zamykając laptop, zapytała pana Jerzego, skąd wie, o czym mówi.
Kochana, byłem architektem przez trzydzieści sześć lat! uśmiechnął się. Jak czegoś potrzebujesz podejdź, porozmawiamy!
I choć jego pomoc była nieoceniona, życie w wiecznym tłoku nie było tym, czego Kasia się spodziewała, zamieszkując w moim domu.
To było istne targowisko!
***
Kochanie, możemy wrócić do miasta, jeśli chcesz powiedziałem Kasi, ale widzę, że jeszcze nie wszystko zrozumiałaś, jeśli chodzi o naszych gości.
A co miałam zrozumieć? spytała Kasia.
Narzekałaś na spalony domek. A wiesz, że stoi już nowy? uśmiechnąłem się. Jak myślisz, ile to kosztowało?
Pewnie sporo odpowiedziała niepewnie.
Zero! pokazałem palcami kółko. Sami wzięli i wybudowali!
Kasia otworzyła szeroko oczy.
Prąd, gaz, jedzenie wszystko rozliczają sami za siebie! Sami gotują, sprzątają, naprawiają, co trzeba! W praktyce, żyjemy tu na ich koszt!
Jedni pracują gdzieś, inni dorabiają. Pomoc i rady niektórych są wręcz nie do wycenienia!
Mamy tu wszelkie zawody: i inżynierów, i księgowych, i prawników, i ekonomistów, hydraulików, elektryków, nawet profesora nauk biologicznych!
I architekta dorzuciła Kasia, przypominając sobie pomoc pana Jerzego.
A on zdradził jej parę zawodowych sekretów, które okazały się nieocenione.
Ja ostatnio podwoiłem zyski firmy, bo zapytałem naszych gości o radę! powiedziałem. Można ich zatrudnić na stałe!
A wiesz, co najdziwniejsze? zapytałem i sam odpowiedziałem: Oni niczego nie żądają! Po prostu żyją z nami jak wielka, dziwaczna rodzina!
W tym momencie przez okno wpadła piłka, tłukąc szybę. Zaraz wbiegł Tadek:
Wacek już pojechał do miasta po nowe szkło! Nie przejmujcie się, za dwie godziny będzie lepiej niż było! Przepraszam! złapał piłkę i wybiegł.
No i tak to wygląda uśmiechnąłem się.
Chyba się przyzwyczaję powiedziała nieśmiało Kasia.
Po miesiącu już nie męczyła ją liczba lokatorów. Zaczęła traktować ich nie jak gości, a jak po prostu członków tej jednej, ogromnej rodziny.



