Przyszła teściowa zepsuła wakacje – Samotnie z córką to strach podróżować, sama rozumiesz – dwie kobiety, języka nie znamy, a jakby co… – machnęła ręką teściowa. – A z wami dwójką to już człowiek się tak nie boi. No i będziemy blisko, gdyby coś się stało. Oj, Liza nawet nie wiedziała, jak bardzo „blisko” będą musiały być. – Ale żal… – westchnęła Liza. Wakacyjny urlop z Maksem, Wiktorią i Krzyśkiem planowali już od pół roku. Brat przyszłego męża i jego żona byli wymarzoną kompanią – czy to do pubu, czy na koniec świata – wszyscy mieli podobne oczekiwania i pomysły na idealny wypoczynek. Dwa razy w zeszłym roku wyjeżdżali razem na urlop i zawsze wracali zadowoleni. A tutaj nagle… Liza nawet nie pomyślała, by obwiniać przyszłą bratową za to, że w kluczowej chwili zachorowała. Ale przecież ma prawo być rozczarowana, czyż nie? – No cóż, będziecie sami zwiedzać ruiny dawnych cywilizacji – westchnął Krzysiek. Brat Maksa też był zawiedziony, ale sumienie nie pozwalało mu zostawić żony chorującej i samemu ruszać w nieznane. A i nikt by od niego tego nie wymagał. Szkoda tylko wydanych pieniędzy na wycieczki – teraz i tak nie da się odzyskać całości kosztów. No i szkoda rozmytych planów. – Maks, Liza, mam fantastyczny pomysł! – tego samego wieczoru odwiedziła ich mama Maksa i Krzyśka. Jej wizyty nie były niczym dziwnym – Maks miał z matką bardzo bliskie relacje. A i sama Elżbieta była całkiem miłą osobą do rozmowy. Nie obyło się bez lekkich złośliwości – jak na „tradycyjną” teściową przystało, czasem próbowała uczyć Lizę prowadzenia domu, ale i tak to była najlżejsza wersja teściowej, jaką znały jej przyjaciółki. Elżbieta odwiedzała ich regularnie – cztery razy w tygodniu. A tylko raz na jakiś czas miała napad udzielania życiowych rad, z czego część nawet okazała się przydatna – więc Liza nie uważała jej za złego człowieka. Dlatego i pomysł spędzenia razem urlopu przyjęła pozytywnie. Padła propozycja, by Elżbieta zabrała ze sobą młodszą córkę, Paulinę, odkupiła od drugiego syna i jego żony wycieczki i razem z Maksem i jego narzeczoną poleciała do Tajlandii, by trochę rozgrzać kości i przeżyć przygodę. – Samotnie z córką to strach, wiesz jak jest – dwie kobiety, język obcy, a w razie czego… – westchnęła teściowa. – Ale z wami już nie tak strasznie. I będziemy blisko, jakby co… Liza nie wiedziała, jak bardzo blisko się okaże. Gdyby wiedziała – nigdy nie zgodziłaby się na towarzystwo przyszłej teściowej. Chociaż… z drugiej strony, lepiej poznać prawdziwe twarze przyszłych krewnych oraz narzeczonego przed ślubem, niż potem szarpać się z rozwodem. Można powiedzieć, że młoda kobieta przeszła przez małe piekiełko. Zgadzała się na wspólny urlop, choć jej przyjaciółki pukały się w czoło. Kto normalny jeździ z teściową – nawet przyszłą – na wakacje? Przecież teściowa zaraz zacznie wychowywać niedoszłą synową, zagoni syna do tańców wokół siebie, a jak jeszcze do tego bierze córkę, to pewnie na nich spadnie rola animatora. Liza ripostowała, że Paulina ma już dziewiętnaście lat i nie potrzebuje zabawiaczy w rodzinie. W rzeczywistości w codziennym życiu prawie nie rozmawiały – tylko grzecznościowe „dzień dobry”, „do widzenia” i ewentualnie prośba o podanie soli. Mało prawdopodobne, by nagle zapragnęła ciepłego kontaktu w czasie urlopu. A co do Elżbiety… Tak, trzeba będzie planować urlop z myślą, że starsza pani jest w grupie, ale nie powinno być aż tak źle. A nawet jeśli będą niewielkie nerwy – to tylko dwa tygodnie, a potem zawsze z rozsądnym pretekstem można odmówić następnych wspólnych wyjazdów. W końcu niewłaściwie jest odrzucać coś, jeśli się nigdy nie spróbowało – tak Lizę uczono. No i przyjaciółki nawet nie znają Elżbiety – porównują ją do własnych teściowych-potworów. Jeszcze niedawno mówiły, że Liza ma szczęście z taką rodziną narzeczonego. A teraz nagle nakłaniają, by zrezygnowała z urlopu z „mamusią” jak najszybciej. Ale jak to zrobić, skoro już nawet teściowa się cieszy, a Maks paraduje szczęśliwy, że zabierze mamę do Tajlandii? Pierwszy strzał ostrzegawczy padł już w samolocie. Paulina zajęła miejsce przy oknie i nikt nie protestował. Liza, z racji licznych delegacji, nie przywiązywała wagi do miejsca przy oknie – zwykły element samolotu. Maksa widok też nie interesował – wolał pokładowe filmy. Liza najbardziej lubiła miejsce przy przejściu – w razie czego łatwiej pójść do toalety. Po drugiej stronie przejścia rozsiadła się Elżbieta, wyraźnie zdenerwowana, a kiedy samolot wpadł w turbulencje, ledwo powstrzymała łzy. Liza nie mogła jej odmówić zamiany miejsc, by siedziała przy synu – dla starszej pani to spokój. Tyle tylko, że później nikt nie kwapił się oddać Lize miejsca przy przejściu. Co więcej – Elżbieta udawała zainteresowanie filmem na ekranie Maksa, a później nawet zasnęła z głową na jego ramieniu. „Nie wkurzaj się – upominała się w myślach Liza – po takim stresie sama byś się nie przejmowała zamianą z powrotem. Poza tym, nie wypada budzić śpiącej osoby…” Ale czy to nie dziwne, że „śpiąca” ożywiła się dokładnie wtedy, gdy roznoszono jedzenie? W dodatku, Elżbieta mogła zamienić się miejscem z Pauliną, która dawno już przestała patrzeć przez okno i oglądała film. Patrząc na tę „rodzinną sielankę”, Liza czuła wzrastającą irytację. Zwłaszcza gdy przy lądowaniu Maks nie spojrzał na nią nawet – najpierw popędził pomóc mamie z bagażem, potem szukał automatu z wodą. Nagle Liza poczuła się zbyteczna na tym urlopie. Zupełnie niewidzialna. – Przesadzasz, kochanie – powiedział Maks. – Zakrzywiasz rzeczywistość. Po prostu mama jest pierwszy raz w obcym kraju, widziałaś, jak przeżyła lot… „To po co w ogóle leciała?”, pomyślała Liza, ale nie powiedziała tego na głos. A głos mamy z dzieciństwa podpowiadał, by ustępować starszym, współczuć, mieć wzgląd na innych, nie tylko na siebie. Przecież Liza to młoda, zdrowa kobieta, wokół której nie trzeba skakać. A mama przyszłego męża naprawdę się zestresowała – cóż z tego, że Maks pomagał jej z walizkami i upewniał się, że niczego nie potrzebuje? Liza nie mogła wiedzieć, że to dopiero początek jej problemów. Bo już następnego wieczora mama Maksa oficjalnie… wprowadziła się do ich pokoju hotelowego.

– No wiesz, sama z córką to strach się gdzieś wybierać na wakacjedwie kobiety, języka nie znamy, a jakby coś się stało – machnęła ręką przyszła teściowa. A w waszym towarzystwie już spokojniej, nie tak strasznie.
No i będziemy blisko siebie, jakby coś się wydarzyło.
Oj, Ania nawet nie przeczuwała jeszcze, jak bardzo blisko przyjdzie im spędzić ten urlop.
– Ale to przykre – westchnęła Ania.

Planowanie wakacji z Tomkiem, Wiktorią i Krzyśkiem zaczęli jeszcze pół roku wcześniej.

Brat przyszłego męża i jego żona byli tą idealną ekipą, z którą nawet do baru czy na drugi koniec Polski człowiek ruszał bez obaw tak im się wszystko zgadzało w temperamencie i wyobrażeniu fajnego odpoczynku.

Dwa razy w zeszłym roku razem wyjeżdżali i za każdym razem wszyscy byli mega zadowoleni.

Aż tu nagle

No wiadomo, że Ania nie przyszło do głowy mieć żalu do przyszłej szwagierki, że ta wylądowała w łóżku z zapaleniem płuc przecież takie rzeczy nie wybierają czasu.

Ale że trochę szkoda jej tych wspólnych planów, to raczej miała prawo się zdołować, prawda?

– Co poradzić? Sami musicie śmigać po ruinach i zamkach, westchnął Krzysiek.

Brat Tomka też był zawiedziony, że całe plany urlopowe się posypały, ale przecież zostawić żony chorej i lecieć się bawić nie zamierzał ani nawet nikt by od niego tego nie oczekiwał.

No i szkoda tych pieniędzy za wycieczkę cały zwrot raczej nie wchodził w grę. I w ogóle samo to, że się wszystko zmarnowało, trochę uwierało.

– Tomek, Aniu, mam świetny pomysł! wpadła tego samego wieczoru do nich Halina, mama Tomka i Krzyśka.

Przychodziła dość często z Tomkiem miała bliską relację, a i w ogóle była osobą dość kontaktową.

Oczywiście, jak każda tradycyjna polska przyszła teściowa, czasem próbowała pouczać Anię, jak się powinno gotować rosół czy co to znaczy zaoszczędzić na rachunkach. Ale to w sumie miały wszystkie dziewczyny, co się z nami spotykały i słysząc opowieści od koleżanek, Ania uznawała, że Halina to jeszcze złoto.

No, fakt wpadała średnio cztery razy w tygodniu.

Ale takie wybuchy, że koniecznie musiała nauczyć przyszłą synową przetrwania domowego, miała może raz na dwa tygodnie.

Część uwag nawet Ani się przydała, więc złego zdania o przyszłej teściowej mieć nie mogła.

Dlatego też na propozycję wspólnego urlopu spojrzała dość pozytywnie.

No bo co Halina zabierze młodszą córkę, Zosię, odkupią z Krzyśkiem i Wiktorią wycieczkę, i pojadą z Tomkiem i Anią do Grecji, trochę się zrelaksować i poplażować, i może jakiś nowy świat zobaczyć.

– Sama z córką to za duże ryzyko, wiesz dwie kobiety, nie znamy języka, a nuż coś się wydarzy – Halina znów machnęła ręką. Z wami nie jest tak strasznie.

I będziemy razem, jakby co.

Oj, Ania nawet nie przeczuwała, jak bardzo razem mają tam być.

Gdyby tylko wiedziała życie by jej nie zmusiło jechać na urlop z przyszłą teściową i przyszłą szwagierką.

Zresztą, z dzisiejszej perspektywy dobrze, że prawdziwe twarze zarówno przyszłych krewnych, jak i przyszłego męża zobaczyła przed ślubem, a nie po fakcie, kiedy do emocji dochodziłby jeszcze papierkowy rozwód.

Można powiedzieć, wyszła z tej wyprawy prawie bez szwanku.

Gdy zgodziła się na ten wspólny urlop, koleżanki pukały się w głowę.

– Kto normalny jedzie z teściową, nawet przyszłą, na urlop? Przecież ona cię tam zamęczy będzie ustawiać i ciebie, i jej syna! A jak jeszcze zabierze córkę, to ty będziesz opiekunką dla nich wszystkich

Ania odbijała, że Zosia to już dorosła dziewczyna dziewiętnaście lat, zupełnie sobie radzi i na pewno nie oczekuje, że ktoś przez dwa tygodnie będzie ją animował.

W ogóle w życiu codziennym nawet z Anią prawie nie rozmawia czasem dzień dobry wpadnie, prosi, żeby podać masło czy sól i koniec tematu.

No mało prawdopodobne, żeby nagle odpaliła gadki z przyszłą bratową na urlopie.

A Halina? Wiadomo, będzie trzeb a trochę dostosować plany do obecności starszej pani w ekipie, ale wielka tragedia z tego chyba nie wyjdzie.

A nawet jak będą drobne spiny dwa tygodnie da się przeżyć.

Potem, jakby okazało się, że wspólne wakacje z teściową to nie jej klimat, będzie miała wymówkę, żeby już więcej tego nie powtórzyć.

W końcu, jak to mówiła jej mama nieładnie czegoś odmawiać, gdy się nawet nie spróbowało.

Zresztą, koleżanki wcale nie znały Haliny, więc porównywały ją do własnych zwaśnionych teściowych rodem z horroru i wygadywały bzdury.

Wcześniej same mówiły, że Ania ma szczęście z tą rodziną, a teraz nagle zmieniają front.

No ale teraz Halina już się napaliła, a Tomek też zadowolony, że mamę na wakacje zabierze.

Pierwszy sygnał ostrzegawczy przyszedł już w samolocie.

Zosia siada przy oknie, nikomu to nie przeszkadzało.

Ania przyzwyczajona często latała służbowo, okno zupełnie jej nie kręciło.

Tomek w ogóle na widok za oknem nie miał ochoty, bo wolał filmy pokładowe.

Ania lubiła mieć miejsce przy przejściu żeby można było wyskoczyć do łazienki bez wdrapywania się przez śpiących sąsiadów.

Po drugiej stronie przejścia usiadła Halina, wyraźnie podenerwowana, a jak wpadli w turbulencje, to mało co nie płakała.

I nie, Ania nie miała sumienia odmówić, kiedy Halina poprosiła, by się zamienić, żeby po prostu siedzieć bliżej syna.

Tylko, że kiedy samolot lekko się uspokoił, jakoś nikt nie miał zamiaru wracać na swoje miejsce.

Co więcej, Halina z udawanym entuzjazmem zaczęła oglądać film z Tomkiem, a potem nawet przytuliła się do niego i spokojnie zasnęła.

No nie ma co się wkurzać, próbowała się uspokoić Ania. Jakbyś sama przeżyła taki stres i strach, to raczej też byś nie myślała, żeby się zamieniać z powrotem.

I przecież niegrzecznie budzić kogoś, kto śpi

Ale coś jej szeptało w środku, że śpiący człowiek raczej by się od razu nie obudził, kiedy hostessy ruszają z jedzeniem.

Poza tym Halina mogła się zamienić z Zosią, która już dawno zasłoniła okno i oglądała film tak samo jak Tomek.

I jak Ania patrzyła na tę rodzinną sielankę, czuła coraz większą irytację. A to był dopiero początek.

Bo wylądowali w Atenach i co?

Szybkie spojrzenie Tomek nawet na nią nie zerknął. Pobiegł pomagać mamie odebrać bagaż, potem wskazać automat z wodą.

Miała wrażenie, że jest totalnie zbędna, jak duch nie do zauważenia.

– Kochanie, no co cię tak zżera? Naprawdę nie jesteś traktowana jak piąte koło. Nie wymyślaj. Po prostu mama pierwszy raz w życiu w obcym kraju i sama wiesz, jak się stresowała lotem

To po co ona w ogóle z nami leciała? pomyślała Ania, ale pogryzła się w język.

I zaraz sama usłyszała w głowie ten głosik matki: Dla starszych trzeba być wyrozumiałym, pomagać, nie myśleć tylko o sobie.

W końcu, trochę racji w tym było ona jest młoda, zdrowa, nie potrzebuje, żeby każdy się wokół niej kręcił.

A mama Tomka przeżyła lot jak koszmar, i fajnie, że syn się nią zajął.

Ale Ania wtedy jeszcze nie miała pojęcia, że to dopiero rozgrzewka.

Bo już następnego wieczoru, Halina cała dumna, prawie że z trąbami i fanfarami przeniosła się do ich pokoju.

Rate article
Fajna Tajna
Przyszła teściowa zepsuła wakacje – Samotnie z córką to strach podróżować, sama rozumiesz – dwie kobiety, języka nie znamy, a jakby co… – machnęła ręką teściowa. – A z wami dwójką to już człowiek się tak nie boi. No i będziemy blisko, gdyby coś się stało. Oj, Liza nawet nie wiedziała, jak bardzo „blisko” będą musiały być. – Ale żal… – westchnęła Liza. Wakacyjny urlop z Maksem, Wiktorią i Krzyśkiem planowali już od pół roku. Brat przyszłego męża i jego żona byli wymarzoną kompanią – czy to do pubu, czy na koniec świata – wszyscy mieli podobne oczekiwania i pomysły na idealny wypoczynek. Dwa razy w zeszłym roku wyjeżdżali razem na urlop i zawsze wracali zadowoleni. A tutaj nagle… Liza nawet nie pomyślała, by obwiniać przyszłą bratową za to, że w kluczowej chwili zachorowała. Ale przecież ma prawo być rozczarowana, czyż nie? – No cóż, będziecie sami zwiedzać ruiny dawnych cywilizacji – westchnął Krzysiek. Brat Maksa też był zawiedziony, ale sumienie nie pozwalało mu zostawić żony chorującej i samemu ruszać w nieznane. A i nikt by od niego tego nie wymagał. Szkoda tylko wydanych pieniędzy na wycieczki – teraz i tak nie da się odzyskać całości kosztów. No i szkoda rozmytych planów. – Maks, Liza, mam fantastyczny pomysł! – tego samego wieczoru odwiedziła ich mama Maksa i Krzyśka. Jej wizyty nie były niczym dziwnym – Maks miał z matką bardzo bliskie relacje. A i sama Elżbieta była całkiem miłą osobą do rozmowy. Nie obyło się bez lekkich złośliwości – jak na „tradycyjną” teściową przystało, czasem próbowała uczyć Lizę prowadzenia domu, ale i tak to była najlżejsza wersja teściowej, jaką znały jej przyjaciółki. Elżbieta odwiedzała ich regularnie – cztery razy w tygodniu. A tylko raz na jakiś czas miała napad udzielania życiowych rad, z czego część nawet okazała się przydatna – więc Liza nie uważała jej za złego człowieka. Dlatego i pomysł spędzenia razem urlopu przyjęła pozytywnie. Padła propozycja, by Elżbieta zabrała ze sobą młodszą córkę, Paulinę, odkupiła od drugiego syna i jego żony wycieczki i razem z Maksem i jego narzeczoną poleciała do Tajlandii, by trochę rozgrzać kości i przeżyć przygodę. – Samotnie z córką to strach, wiesz jak jest – dwie kobiety, język obcy, a w razie czego… – westchnęła teściowa. – Ale z wami już nie tak strasznie. I będziemy blisko, jakby co… Liza nie wiedziała, jak bardzo blisko się okaże. Gdyby wiedziała – nigdy nie zgodziłaby się na towarzystwo przyszłej teściowej. Chociaż… z drugiej strony, lepiej poznać prawdziwe twarze przyszłych krewnych oraz narzeczonego przed ślubem, niż potem szarpać się z rozwodem. Można powiedzieć, że młoda kobieta przeszła przez małe piekiełko. Zgadzała się na wspólny urlop, choć jej przyjaciółki pukały się w czoło. Kto normalny jeździ z teściową – nawet przyszłą – na wakacje? Przecież teściowa zaraz zacznie wychowywać niedoszłą synową, zagoni syna do tańców wokół siebie, a jak jeszcze do tego bierze córkę, to pewnie na nich spadnie rola animatora. Liza ripostowała, że Paulina ma już dziewiętnaście lat i nie potrzebuje zabawiaczy w rodzinie. W rzeczywistości w codziennym życiu prawie nie rozmawiały – tylko grzecznościowe „dzień dobry”, „do widzenia” i ewentualnie prośba o podanie soli. Mało prawdopodobne, by nagle zapragnęła ciepłego kontaktu w czasie urlopu. A co do Elżbiety… Tak, trzeba będzie planować urlop z myślą, że starsza pani jest w grupie, ale nie powinno być aż tak źle. A nawet jeśli będą niewielkie nerwy – to tylko dwa tygodnie, a potem zawsze z rozsądnym pretekstem można odmówić następnych wspólnych wyjazdów. W końcu niewłaściwie jest odrzucać coś, jeśli się nigdy nie spróbowało – tak Lizę uczono. No i przyjaciółki nawet nie znają Elżbiety – porównują ją do własnych teściowych-potworów. Jeszcze niedawno mówiły, że Liza ma szczęście z taką rodziną narzeczonego. A teraz nagle nakłaniają, by zrezygnowała z urlopu z „mamusią” jak najszybciej. Ale jak to zrobić, skoro już nawet teściowa się cieszy, a Maks paraduje szczęśliwy, że zabierze mamę do Tajlandii? Pierwszy strzał ostrzegawczy padł już w samolocie. Paulina zajęła miejsce przy oknie i nikt nie protestował. Liza, z racji licznych delegacji, nie przywiązywała wagi do miejsca przy oknie – zwykły element samolotu. Maksa widok też nie interesował – wolał pokładowe filmy. Liza najbardziej lubiła miejsce przy przejściu – w razie czego łatwiej pójść do toalety. Po drugiej stronie przejścia rozsiadła się Elżbieta, wyraźnie zdenerwowana, a kiedy samolot wpadł w turbulencje, ledwo powstrzymała łzy. Liza nie mogła jej odmówić zamiany miejsc, by siedziała przy synu – dla starszej pani to spokój. Tyle tylko, że później nikt nie kwapił się oddać Lize miejsca przy przejściu. Co więcej – Elżbieta udawała zainteresowanie filmem na ekranie Maksa, a później nawet zasnęła z głową na jego ramieniu. „Nie wkurzaj się – upominała się w myślach Liza – po takim stresie sama byś się nie przejmowała zamianą z powrotem. Poza tym, nie wypada budzić śpiącej osoby…” Ale czy to nie dziwne, że „śpiąca” ożywiła się dokładnie wtedy, gdy roznoszono jedzenie? W dodatku, Elżbieta mogła zamienić się miejscem z Pauliną, która dawno już przestała patrzeć przez okno i oglądała film. Patrząc na tę „rodzinną sielankę”, Liza czuła wzrastającą irytację. Zwłaszcza gdy przy lądowaniu Maks nie spojrzał na nią nawet – najpierw popędził pomóc mamie z bagażem, potem szukał automatu z wodą. Nagle Liza poczuła się zbyteczna na tym urlopie. Zupełnie niewidzialna. – Przesadzasz, kochanie – powiedział Maks. – Zakrzywiasz rzeczywistość. Po prostu mama jest pierwszy raz w obcym kraju, widziałaś, jak przeżyła lot… „To po co w ogóle leciała?”, pomyślała Liza, ale nie powiedziała tego na głos. A głos mamy z dzieciństwa podpowiadał, by ustępować starszym, współczuć, mieć wzgląd na innych, nie tylko na siebie. Przecież Liza to młoda, zdrowa kobieta, wokół której nie trzeba skakać. A mama przyszłego męża naprawdę się zestresowała – cóż z tego, że Maks pomagał jej z walizkami i upewniał się, że niczego nie potrzebuje? Liza nie mogła wiedzieć, że to dopiero początek jej problemów. Bo już następnego wieczora mama Maksa oficjalnie… wprowadziła się do ich pokoju hotelowego.