30 marca 2025, sobota kolejny dzień w moim codziennym notatniku.
Zebrałem wszystkie rzeczy i ruszyłem w spokój tak napisała Lidia, kiedy wczoraj wyrzuciła mi ostatnie słowa. Nie obchodzi mnie twoje życie, Witek. Wszystko już jasne. Zapakuj swoje złotówki i jedź w cztery strony, niech to będzie do byłej, niech do obecnej.
Co to jedź? A co z Kacprem? spytałem, kiedy usłyszałem, że Lidia wspominała o nim.
Myślisz o Kacprze? No właśnie Gdybyś wcześniej o nim pomyślał, zamiast biegać po pracy i pomagać przy dziecku, nie musiałbyś teraz przypominać sobie o Kacprze.
Drzwi do rodzinnego domu w Warszawie otworzył jej brat i zagadnął: Cześć, Lero, dlaczego tak smutna?
Marek, mój brat, przyjechał na urlop przedwczoraj i już, słysząc z oddali krzyki dzieci, zrobił w mieszkaniu porządek w dobrym znaczeniu tego słowa.
Cześć, ciociu Lero! wybiegła na korytarz nasza córka, Jadwiga, by zobaczyć, kto przyszedł.
Krzyki nie ucichły.
Hej, Jadwigo. Kto tu tak ryczy?
To Pawełek z Michaśiem się kłócą o zabawki. Jako małe westchnęła pięcioletnia dziewczynka, składając ręce na piersi. A przyniosłaś coś smacznego?
Przyniosłam, ale babcia ci potem odda. Najpierw zupa, potem cukierki przypomniała mi się zasada, o której zawsze mówię.
Pamiętam, pamiętam, przy was nie zapomnę Jadwiga westchnęła i wróciła do pokoju.
Krzyki ustąpiły, więc Pawełek i Michaś już zdecydowali, kto i czym będzie się bawić, nie bijąc się nawzajem.
Co się stało? zapytałem, wciąż obserwując rozmowę synowej i siostry, i przypomniałem o swoim pierwotnym pytaniu.
Nie wiem westchnęła Lidia, kładąc torbę na stole i zaczynając zdejmować buty. Mam wrażenie, że Witek mnie zdradza. On twierdzi, że mam paranoję i potrzebuję leczenia. Ale
Chodźmy do kuchni, opowiesz, co i jak.
Lidia skinęła głową, rozebrała się i weszła do małej kuchni. Od razu włączyłem czajnik, a nasza młodsza siostra usiadła przy stole i zaczęła opowiadać.
Nie było wiele do opowiadania. Z mężem, Wiktorem, spotkaliśmy się pięć lat temu. W poprzednim małżeństwie nie udało mu się mieć dzieci, po czym rozstali się z Valentyną co nazywamy rozstaniem się na przyjaźń.
Ta przyjaźń z czasem coraz bardziej drażniła Lidię.
On cały czas pisze do niej przed snem, rozumiesz? Leżę obok, syn śpi w pokoju obok, a on siedzi i czatuje.
Kiedy przychodził do domu, od razu biegłem przywitać się z nią.
Ostatnio jednak pracuje dłużej, a ja narzekam, że trudno mi sama zajmować się dzieckiem, potrzebowałabym drugiej ręki, a on tylko mruczy o raportach.
I ostatnio zaczyna mnie krytykować, mówiąc, że jeśli dziecko spędza cały dzień w przedszkolu, to nie powinno mi być ciężko w domu.
A co to w domu, skoro i ty pracujesz zdalnie? zapytałam.
On uważa, że praca zdalna to siedzenie w fotelu i dostawanie pieniędzy, a nie siedem godzin w biurze bez dojazdu. westchnął Witek.
Nie wiedziałam, czy powinnam sprawdzić, co pisze w telefonie, choćby z byłą czy z kimkolwiek innym.
To już nie jest normalne, drgnęła Lidia. Co jeśli ja sama wymyśliłam wszystko, co widzę?
Wtedy zza pleców odezwał się głos Julii: Znasz to naprawdę, co widać w czatach z byłą, gdy między wami nic nie ma?
Żona Wiktora, Julia, usłyszała większość skarg Lidii i położyła przed nią otwarty telefon.
Co to? spytała Lidia.
To czat z ojcem Jadwigi, Wojciechem. Przeczytaj.
Nie ma nic wartego czytania. Trzy krótkie wiadomości o tym, kiedy odbierze Jadwigę, co jej kupi i kiedy przywiezie.
Julia się rozgniewała: A tu jeszcze kartka z życzeniami z Dnia Matki i moje życzenia urodzinowe. My też rozstaliśmy się w przyjazny sposób. Mamy wspólną córkę i on aktywnie uczestniczy w jej wychowaniu, nie tylko płaci alimenty.
Gdyby zamiast z Wiktorem rozmawiać z Wojciechem, już miałabym papiery rozwodowe, a nie musiałabym tłumaczyć sobie paranoję.
A co, jeśli okaże się, że nic nie ma? Jak będę wyglądać? dopytała Lidia.
To może zniszczyć nasz związek i zostaniemy sami z naszą paranoją dodała Julia.
Wiktor westchnął i przycisnął dłoń do twarzy. O, znowu zaczyna
Julia w końcu podsunęła pomysł: Co powiesz, żebyś podeszła do jego przełożonego i zapytała, jak długo ma zamiar pracować w nadgodzinach?
Nie z pretensjami, a z litości, że nie może się z nim spotkać, bo musi zabierać Kacpra do lekarza, nie ma kogo zostawić, nie może umówić się do dentysty, bo Wiktor po pracy znika.
Sprawdź jego reakcję. Jeśli naprawdę jest poświęcony pracy, może odpuści przynajmniej raz na dwa dni. A jeśli nie ma takiej pracy, sytuacja przybierze inny obrót.
Lidia uznała radę za użyteczną i postanowiła z niej skorzystać, bo znała swojego szefa, Wszechołoma Michaiłowicza, twarzą w twarz wielokrotnie w mieście.
Kiedy podeszła, mężczyzna od razu zapytał, jak się miewa, a ona odpowiedziała z wprawą: Co u Pana, Wszechołomie Michaiłowiczu? Mąż trzyma mnie w pracy do późna, nie mam życia prywatnego, a wieczorami jestem przywiązana do Kacpra.
Kto go trzyma do późna? wykrzywił się Michaiłowicz. Witek odchodzi w cztery, mówi, że potrzebna jest pomoc w domu, że ma odebrać syna z przedszkola i iść na zwolnienie lekarskie.
Nie mam nic przeciwko temu, że pracuje, ale czy on naprawdę kłamie wprost w twarz? dodała.
Nagle zadzwoniła do niego Lidia, zwykłym tonem pytając, o której wróci do domu.
Może wcześniej odejdziesz? Zabierz Kacpra na spacer, a ja posprzątam.
Nie mam czasu na parki, mam projekt, Szef Sewa wciągnął mnie tak, że czuję się wilkiem w klatce.
Starałem się z nim rozmawiać jak człowiek, a on odpowiadał: żona, dziecko, a on ma dwa ręce na robienie swoich spraw.
Groził zwolnieniem, jeśli nie przestanę domagać się specjalnego traktowania.
Groźba zwolnienia? nie wytrzymał Sewa. Nie obchodzi mnie, co myślisz! Jutro cię posprzątam
Co ci posprzątam, obiecała Lidia.
Po rozmowie telefon się rozłączył. Wiktor nie przybył tej nocy, pojawił się dopiero rano.
Wiesz co, zaczął mam sprawę
Nie obchodzi mnie twoja sprawa, Witek. Wszystko jasne. Zbierz swoje złotówki i odjadź w cztery strony, choćby do byłej, choćby do obecnej.
Co to odjadź? A co z Kacprem?
Myślisz o Kacprze? No właśnie Gdybyś wcześniej pomyślał o nim, a nie biegł po całym domu, zamiast pomagać przy dziecku, nie musiałbyś teraz wspominać Kacpra.
Ale ja
Zabrał wszystkie rzeczy i odszedł w pokoju, domknęła Lidia.
Po obiedzie zadzwoniła moja teściowa. Nie po to, by pogodzić go z drugą żoną, a by przekazać dobrą nowinę była w ciąży z pierwszą, Valentyną, z którą Wiktor kiedyś rozstał się przyjaźni.
I wiesz co? Cieszę się, że tak się stało. Zawsze lubiłam Valentynę, a ty i twój niewychowany syn Lidia przerwała rozmowę, odkładając słuchawkę.
Nagle stało się jej obojętne zarówno męża, jak i jego byłej przyszłej żony, i wszystko, co się wokół nich działo. Liczyła się tylko ona i jej syn, a reszta była jak przewracane kartki, które trzeba po prostu odrzucić, jakby nigdy nie istniały. Jednak kartki nie chciały się przewrócić; przypomniały się po trzech latach, gdy Kacper poszedł do szkoły.
Lekcja, którą dziś wyciągam: nie pozwól, by zazdrość i niepewność zatruwały twoje serce. Lepiej ufać i rozmawiać, niż krążyć w cieniu własnych podejrzeń.



