Jadwiga przechadzała się przy witrynach, wpatrzona w jedzenie. W myślach liczyła, ile mogłaby kupić za pieniądze leżące w jej cienkim portfelu. Ostatecznie doszła do wniosku, że musi oszczędzać. Z trzech podwójek pozostała jej już tylko jedna, a po pogrzebie matki nie zostało nic.
Właściwie to Jadwiga została sama. Nigdy nie wyszła za mąż. Najpierw studiowała na księgowość. Wbrew własnemu odczuciu, ojciec nalegał wtedy, że bez pieniędzy się nie da, a zawód księgowego jest przydatny.
Lubię opiekować się ludźmi, pomagać im poczuć się lepiej mówiła nieśmiało do taty.
Lekarzem? Czy to wystarczy? drwił ojciec. Lekarze zawsze są szanowani.
Nie, chcę być siostrą miłosierdzia. Czy to nie brzmi? odparła Jadwiga.
Pielęgniarką? zapytał zdegustowany.
Prawie próbowała wyjaśnić, że chce nie tylko leczyć, ale i troszczyć się o innych.
Co to ma być, opiekunka? Sanitariuszka? Czy zwariowałaś? wykrzyknął ojciec. Zawód musi być prestiżowy! Jesteś głupia! grzmiał, przywołując Napoleona jako wzór wielkości.
Jadwiga w końcu uspokoiła się i próbowała naprawdę uczyć się liczb. Nocą śniły jej się cyfry, krążyły wokół, budząc zimny pot. Chciała powiedzieć tacie, że nie każdy musi być Napoleonem, że nie musi być wojownikiem, a tylko żyć i pomagać.
Gdy chora była babcia, to właśnie Jadwiga najchętniej siedziała przy jej łóżku. Ciotka odsuwała się, marszczyła nos i szepnęła, że pachnie źle. Jadwiga nie rozumiała, co to źle. Dłonie babci zawsze pachniały świeżym chlebem, ziołami i miodem. Postanowiła mówić jej miłe słowa, przebierać się, zmieniać pościel. Czytała jej bajki, otulała czoło i prosiła dorosłych, by pozwolili jej coś wyprać.
Kiedy babcia umarła, wszyscy płakali i biegali w rozpaczy. Ciotka leżała w półomdleniu, jęcząc: Niech ją szybciej zabiorą, bo boję się duchów. Jadwiga cicho przeszła do pokoju, przytuliła się do ręki babci i rozpadła się w łzach.
Córeczko! Co się stało? Idź stąd! wpadł do pokoju ojciec.
Nie, tato, płaczę, bo bez niej będzie mi smutno, ale ona już nie cierpi, jest w miejscu pięknym wyszeptała Jadwiga.
Co masz na myśli? Gdzie to piękne? zapytał, nie rozumiejąc.
Jadwiga chciała mu opowiedzieć, że zamknęła oczy i zobaczyła babcię, jak idzie po drodze zasłoniętej bajkowymi kwiatami, w złotym świetle, przed białym domem z kolumnami. Usłyszała: To wszystko, kochana. Wracam do domu. Nie płacz, słoneczko. Milczała, bo bała się zranić tatę.
Następnie kontynuowała naukę, lecz wkrótce zrezygnowała. Nie mogła już oddychać, czuła, że żyje w obcym świecie, a ojciec odszedł do nowej miłości. Matka nie mogła przestać płakać i zachorowała. Jadwiga błagała ojca, by wrócił, przynajmniej dopóki matka nie wyzdrowieje. On, czerwony i blady, wymamrotał, że życie krótkie i trzeba z niego wycisnąć wszystko, po czym odszedł.
Matka i Jadwiga zostały same. Wtedy szalona jak nazwała ją rodzina przestała jęczeć i zaczęła walczyć o każdą pracę. Ukończyła pielęgniarstwo, same podawała mamie zastrzyki, otulała ją i podnosiła na duchu. Niestety choroby nerwowe przyszły po kolei i kobieta w końcu nie mogła już chodzić.
Co, siostrzyczko, już tak cię przygnębia? Mógłabyś sobie męża znaleźć, a ty ciągle się trudisz drwiła ciotka Galia, mijając Jadwigę na ulicy.
Nie mów tak, ciociu. Matka kocha tatę i nie może bez niego żyć odezwała się Jadwiga, niespodziewanie głośna. On jest dla niej jak woda. Nie możemy go obrażać. Niech żyje, choćby krótko, bo matka jest naszym aniołem.
Ciotka zbladła, a potem odszedła. Matka umarła w ramionach Jadwigi, a w tle rozległ się jakiś cichy śmiech, pachniał wiosną zapachem irysów, a na stoliku leżał jej chusteczka.
Dni stały się szare i lepkawe. Jadwiga patrzyła w niebo, widząc skrzydła aniołów i fantazyjne hafty kwiatów, które kiedyś robiła mama. Cisza w domu przytłaczała, ona czuła się jak motyl w kokonie. Nie zwracała uwagi na wiadomości, ludzi. Chciała wstąpić do szpitala, bo pozostała tylko jedna podrobka, a sił brakowało ledwo chodziła, czując przerażającą słabość.
Jadwigo! Stój, opowiem ci nowinki zawołała sąsiadka Helena Piotrowska przy drzwiach.
Wszystko będzie dobrze… Nie słuchaj złych plotek. Załóż kurczaki na lato w ogrodzie albo jedź nad morze radziła, wręczając jej małe jajka i mówiąc, że w muszli można usłyszeć szum fal.
Idąc po schodach, spotkała młodą dziewczynę w białej kurtce, w modnych kozakach, otuloną zapachem jakiegoś niesamowitego perfumu.
Co tak patrzysz? Czy myślisz, że jesteś lepsza? rzuciła dziewczyna.
Przepraszam, naprawdę pięknie pachniesz wyjaśniła Jadwiga, choć czuła się nieuprzejma.
Nagle zza pleców rozległ się głos:
Przepraszam, mój tata jest chory, a ja nie wiem, co zrobić. Potrzebny jest zastrzyk błagała Vika, nowa sąsiadka.
Jadwiga odmówiła, sugerując, by wezwano lekarza. Vika nalegała, obiecując zapłatę. Po chwili Vika wyjść zszokowana usłyszała od Heleny: Ojciec ma trzy mieszkania w kamienicy, a ona tylko w salonach się kręci.
Jadwiga poszła do sklepu, nie planując zakupów, tylko potrzebując jedzenia. Na półce zobaczyła kobietę z wózkiem, trzymającą małego chłopca.
Leśniku, później kupimy, bo mamy mało pieniędzy powiedziała matka chłopca.
Przepraszam, mój portfel zniknął! rozpłakała się kobieta.
Wtedy podeszła inna pani w długim płaszczu, z drogimi kolczykami i wózkiem pełnym produktów, i zaczęła wyśmiewać nieznajomą. Kobieta z wózkiem, nie odpowiadając, odwróciła się i ruszyła dalej.
Jadwiga, patrząc na biednego chłopca, poczuła nagły impuls:
Weźcie, jedzcie, daję wam wszystkie moje pieniądze! wyjęła ostatnie złote i rzuciła je kobiecie.
Zanim przeszła, usłyszała: Dzięki, mała duszo, Bóg cię błogosławi. W domu pozostały jedynie kilka ziemniaków i dwie zwiędłe marchewki.
Patrzyła w szafirowe niebo, czując w powietrzu aromat perfum młodej sąsiadki. Wspominała, jak z ojcem puszczali papierowe łódki po strumieniu. Teraz ojciec mieszka daleko i rzadko dzwoni, ale przynajmniej żyje.
W skrzynce pocztowej znalazła list od Matyldy Nikiiforowej starej przyjaciółki babci, z adresu rodzinnej wsi.
Drogiej Jadwigo! Pisze Matylda, twoja babcia. Byłyśmy przyjaciółkami od dziecka, graliśmy nad jeziorem. Obiecałyśmy sobie, że po latach wyślemy sobie paczkę. Teraz spełniam obietnicę przesyłam ikonę Matki Bożej, suszone maliny, grzyby, herbatę, cukierki i pluszowego prosiaczka.
Jadwiga trzymała ikonę i płakała za babcią, za matką, za sobą.
Przepraszam, ja nic nie osiągnęłam, zostaję sama, ale kocham was! szepnęła.
Nagle ktoś zapukał w drzwi. To Vika w białej kurtce, z zamglonymi oczami.
Przepraszam, mój tata znowu się wścieka. Potrzebuje zastrzyku, a mówią, że ty potrafisz błagała.
Jadwiga odmówiła, proponując prawdziwego lekarza, lecz Vika nalegała, obiecując zapłatę. Ostatecznie Jadwiga weszła do mieszkania, gdzie na łóżku leżał mężczyzna w ok. pięćdziesiąt lat, surowy i zimny.
Nie martw się, panie powiedziała, po czym opowiedziała mu o tym, że życie nie kończy się nigdy, że wciąż jest ktoś, za kogo warto walczyć i dodała: Bóg wszystko ogarnie.
Vika uśmiechnęła się, a ojciec Viki, Viktor, zamówił grzybową zupę, którą Jadwiga przyrządziła wraz z suszonymi malinami i herbatą. Po posiłku rodzina poczuła spokój.
Jadwiga, Vika i Viktor wzięli się za ręce, a ona wciąż pomagała w szpitalu, mówiąc cierpiącym: Bóg wszystko ogarnie, wystarczy wierzyć.



