13 października, wtorek
Dziś znowu odwiedziłam babcię Jadzię, wróżkę z pobliskiej wsi pod Krakowem. Siedziałam przy jej drewnianym stole, a ona rozkładała karty tarota z taką powagą, jakby układała jedzenie na święcącej szafce. Jej spojrzenie było przeszywające, a ja, przyparta do krzesła ze strachu, skinęłam głową i odważyłam się spojrzeć w jej nocne oczy.
Co, dziewczynko, ciekawe? rzuciła się pytaniem, przerywając dłonie. Jesteś podobna do naszej Nataszy! Niebo jej sprzyja! westchnęła, krzyżując się. Na ustach pojawił się ledwie zarysowany, nostalgiczy uśmiech. Twoja babcia była piękna! Wysoka, dostojna, szyja i klatka piersiowa jak u łabędzia. Mądra, choć skończyła dopiero cztery klasy wojna ją przerwała, a gdyby nie to, poszła by daleko, uwierz.
Babcia Jadzia zamyśliła się, po czym znów się rozgorzała:
A język miał dziewczyna ostry jak nóż! Inni się jej bali. Wszystko o kochankach rozmyślała! zachichotała złośliwie. Rozumiesz, Natasza była zamężna, lecz kiedy spojrzała w czyjeś oczy, mężczyzna znikał jak dym! A ona, podstępna, jeszcze się śmiała w twarz temu, co spadał. Twój dziadek kochał ją szczerze, a jej spojrzenia na chłopców były tylko zabawą.
Babciu Jadzio, a czy znasz moją babcię? spytałam, nie mogąc powstrzymać ciekawości.
Ojej, kochana, my byłyśmy jak nitka i igła zawsze razem. A co myśmy wtedy robili? mrugnęła, a jej oczy rozbłysły złotymi iskierkami. A wiesz, kto mnie nauczył wróżyć? zapytała, przymrużając oko.
Moje brwi uniosły się.
Czy to nie była babcia Natasza? wymamrotałam z zachwytem.
Tak jest! potwierdziła z dumą.
Co tam, w tych kolorowych kartach, widzisz na pierwszy rzut oka? przesunęła palcami po wachlarzu kart. Natasza tylko się na nie spojrzy i od razu wie, co było i co będzie. Powiedziałaby, co się stanie ludziom. Tak właśnie, wnuczko! dodała z powagą. I ja podążałam za jej nauką.
Babciu, czy to prawda? wybuchłam ze śmiechem, patrząc na siwe kosmyki wypływające spod chusty niczym rogi.
Nie śmiej się, dziewczynko! zamilkła wróżka, przykręcając mnie przenikliwym wzrokiem.
Zimny podmuch przeszedł mi po plecach.
Babciu Jadzio, przepraszam, żartowałam! poprosiłam, unosząc niewinne oczy.
Ech, Fiodorze niewierny! pomruczała już nie tak groźnie.
Dobrze, wybaczam! Jesteś jeszcze mała, co mam ci zabrać? dodała łagodnie. Pamiętaj tylko: nie da się przejść obok swojego przeznaczenia i nie da się go ominąć koniem!
Babciu, czy mam już wybraniego? spytałam niepewnie.
Ojej! Chcesz zajrzeć w przyszłość, piękna? uśmiechnęła się, pokazując wszystkie zmarszczki. W naszej starej karcie wszystko jest możliwe! podniosła nową talię. Może kiedyś przypomnisz sobie mnie i nie będziesz tak głupio żartować, rzekła, układając na serwetce króle, damy i waletów.
Oj, Jagodo, patrz, droga się rozciąga! Czy naprawdę wyjedziesz gdzieś daleko? zapytała z niedowierzaniem. I mąż ci przyjdzie. Nie wątpię w to ani trochę! mruknęła pod nosem. Twoje oczy już błyszczą jak dwa małe talerzyki, a twarz jest słodka. Ale to nic nie zmieni. Patrz, wskazała na czerwonego króla, pokochasz go, lecz będzie on osobą niegodną. Lepiej nie wiąż się z nim, bo potem będziesz płakać.
Wtedy uśmiechnęła się i dodała:
A ten drugi, krzyżowy, będzie porządkowy! Z nim wszystko się ułoży, ale nie zaraz, moja kochana! pogłaskała moje rude loki i obieśmy się roześmiały.
***
Z babcią Jadzią odwiedzam często. Moja własna babcia dawno odeszła, a Jadzia żyje samotnie i kocha mnie, wnuczkę swojej przyjaciółki, jak własną córkę. Czułam to, choć czasem serce drżało ze strachu, gdy jej humor był zły.
Wróżka była sławna w całej okolicy; ludzie przyjeżdżali z podwarszawskich wsi. Nie pobierała pieniędzy, lecz chętnie przyjmowała domowe przysmaki chleb, ser, kiszonki. Była niezwykle gościnna.
Dziś razem piłyśmy herbatę i pożerałyśmy domowy placek z jajkiem i koperkiem.
Babciu, czy uda mi się przewidywać los? zapytałam, wkładając kolejny kęs.
Babcia przestała żuć i spojrzała na mnie czarnymi, jak smoła oczami. Trudno było wytrzymać jej wzrok. W końcu westchnęła:
Tak może się uda przyjdź jutro, jeśli nie zmienisz zdania. dodała stanowczo.
***
Czas leciał niczym lekki ptak ku nieznanym przestworzom. Wydawało się, że dopiero wczoraj biegałam po podwórku z kolegami, skakałam na skakance, puszczałam latawce z papieru, a dziś już skończyłyśmy siódmy klasę, odbyte praktyki i witało nas gorące, letnie słońce. O, jakie to cudowne lato! Słońce, kąpiele, opalanie!
Z dumą trzymając świadectwo w ręku, pędziłam do domu, chcąc pochwalić się, że kończymy rok prawie wszystkimi piątkami! Po otwarciu drzwi zobaczyłam płaczącą mamę z w ręku wydrukowany list.
To list od ciotki Neli pomyślałam. Znowu nas namawia, byśmy jechały do niej.
Tata był zdecydowanie przeciw.
Aniu, czy naprawdę jest nam tak źle? Mamy dom, kury, gęsi, krowę Strumyk przy podwórku! mówił z goryczą.
Nasze dziewczynki nie widziały kwitnących jabłoni, nie jadły wiśni, nie zanurzały nosa w arbuzie! westchnęła mama. Kolanko, pragnę wrócić na naszą ziemię! błagały złocisto-brązowe oczy ojca.
***
1 września cała szkoła patrzyła na nas z ciekawością. Na apelu stałyśmy w pięknych sukienkach, z koronkowymi fartuszkami i wielkimi kokardami, wyróżniając się wśród skromnie ubrane rówieśniczki. Dla mnie ważniejsze było, jak przyjmą mnie koledzy. Gdy wszedłam do klasy, podeszła do mnie dziewczyna.
Nazywam się Weronika przedstawiła się i uśmiechnęła szczerze. Iza, nie bój się, chłopaki są dobrzy! Chcesz siedzieć przy mnie? zapytała dużymi szarymi oczami. Kiwnęłam z wdzięcznością i tak się zaprzyjaźniłyśmy.
Na dużej przerwie Wiktor wziął gitarę i zaczął śpiewać. Blady, przystojny chłopak z lekkim brzuchem śpiewał tak tęskno, że serce mi zadrżało jak morze w burzy. Zdawał się nie widzieć nikogo oprócz dziewczyny, której jego gitara płakała.
Czy nasz Wiktorek zakochał się? szepnęła Weronika, patrząc na przystojniaka.
Śpiewa dla ciebie odpowiedziała cicho.
Żartujesz? zdziwiłam się.
Weronika westchnęła i mruknęła: Biedny Wiktor!.
Dlaczego tak się dzieje? Marzymy o jednym, a oczy szukają innego. Ten drugi też szuka, trochę krzywej drogi, nie zamierza pić, a serca latają wciąż.
W ósmym klasie spotkałam Don Juana przystojnego chłopaka, który wzbudził we mnie niepokój. Postanowiłam go unikać za wszelką cenę. Tymczasem Tomek, chłopak sportowy, wyróżniał się w lekcjach WF. Biegł 100 metrów szybciej niż wiatr, rzucał dyskiem tak daleko, że nauczyciel machał ręką. Na boisku był gwiazdą wszystkie dziewczyny kibicowały mu, a ja patrzyłam, jak jego oczy próbuje przebić moje serce, lecz on nie dostrzegał mnie.
Jesień przyszła podstępnie, a zimą wszystko przybrało białą szatę. Szkoła się ożywiła, w powietrzu czuło się zapach pierników i choinek. Zbliżał się Sylwester.
Tamarze i ja wybrałyśmy kostiumy sióstr Lary, a Olsza przywdziała wesołą Olgę. Ciotka Nela uszyła nam długie suknie, a nasze włosy zamieniły się w złociste kaskady. W klubie stało się jak w bajce husarze, łobuziaki, księżniczki, wróżki i oczywiście Krasnal Kacper oraz szalona Baba Jaga. Wśród tłumu pojawiła się nasza WeronikaZłotko, rozświetlona uśmiechem i koroną.
Po występach rozkręcił się taniec. Pierwszy, który podszedł i podał mi rękę, był Tomek! Jego poważne spojrzenie prosiło o chwilę przytulenia.
Izo, zatańczysz ze mną? zapytał łamiąc się lekko.
Nie mogłam się oprzeć. Nasze ciała zjednoczyły się w walcu, a melodia wyniosła nas w niebo. To uczucie pozostało ze mną na zawsze.
***
Te wspomnienia są niepowtarzalne i czyste. Pierwszy pocałunek był jak miód, a jego oczy otuliły mnie jak śnieżny płatek.
Wieczorem podeszłam do kart.
Co przyniesie mi jutro dzień? zapytałam z niepokojem.
Na początku królowie i damy obiecywały szczęście z Tomkiem. W mojej wyobraźni widziałam już wóz ślubny, ale nagle wylądowała przed mną dama pikowa, której spojrzenie było przeszywające. Czułam się, jakby koty drapały serce. Lecz gdy rano ujrzałam Tomka, niepokój zniknął jak wiosenny śnieg.
Po pół roku w szkole pojawiła się praktykantka czarne loki, duże oczy, smukła sylwetka. Była mądra i inspirująca, a my, starsi uczniowie, podziwialiśmy ją jak Maja Władysławową.
Tomek obiecał spotkanie w sobotę, nie przybył. Czekałam na niego w niedzielę znowu nie pojawił się. W końcu zobaczyłam go w szkole, uśmiechniętego i zmierzałego do swojej dziewczyny Neli. Nie zauważył mnie, ale ja od razu poczułam, że ich losy są splecione na zawsze.
A co ze mną? zadrżało moje serce w klatce. Mama przytuliła mnie mocno.
Irka, nie kombinuj więcej! To nie dar od Boga, to czarna magia! krzyknęła i spaliłam karty, czując ulgę.
Mimo to przepowiednie babci Jadzi i moje się spełniły. Weronika wyszła za mąż z wielkiej miłości, a ich córka, niebieskooka jak niebo, zginęła w tragicznym wypadku. Moja siostra Tamara znalazła drugiego męża, bo pierwszy nie ułożył się. Maja Władysławowa zakończyła praktykę i wyjechała, ale w domu czekał na nią narzeczony, a ślub był piękny. Tomek prosił mnie o wybaczenie, ale nie mogłam już go kochać. W końcu poślubił wspaniałego, inteligentnego i wiernego kolegę z klasy, Władysława. Mamy trzech synów i już wkrótce wnuki.
Mam ponad sześćdziesiąt lat i mogę śmiało stwierdzić, że życie jest barwne i pełne niespodzianek. Trzeba po prostu żyć i cieszyć się każdym pięknym momentem.



