Zuzanna Kwiatkowska kochała koty jak mało kto. Jak mogła ich nie kochać, skoro uważała się za jednego z nich, choć w rzeczywistości była prawdziwym psem średniej wielkości, solidnie zbudowanym, z zębami, którym zazdrościłby sam krokodyl. Завидовать? Zazdrość nie była jej wina, bo Zuzanna od zawsze była dobrą dziewczyną i nikomu nie przeszkadzała w zazdrości.
Miłość do kotów nie przydarzyła się jej od razu. Zajęło jej nieco ponad miesiąc po narodzinach. Pewnego wiosennego dnia, kiedy mocny deszcz zamienił podwórko w kałużę, mała szczeniaczka bez imienia, później zwana Kasią, krzyczała, jakby chciała rozdzierać niebo. Siła jej głosu była niewielka, a los wydawał się przygnębiający.
Jednak nie usłyszał jej cały świat usłyszał tylko kot, pan Mruczek. Wszedł pod brzeg kałuży, przycisnął łapki do podłoża, owinął się puszystym ogonem i przyjrzał się tej płaczącej, małej bestii. Nagle zwrócił uwagę na białą kropkę na przedniej łapce Kasy taką samą, jaką miał na swojej łapie.
Czy to moje? przemyślał Mruczek.
Kto mógł taką córeczkę mieć? Czy spacerował z Murą? Czy z Lusią? Czy z Matyldą na strychu? Kto zostawił ją w kałuży?
Kasia, chwilowo przestając wyć, dostrzegła kogoś, kto emanował ciepłem i współczuciem. Przestraszona, że ten ktoś odejdzie, rzuciła się w jego stronę, ale nogi jej się zaplątały i znów wpadła do wody, piszcząc żałośnie. Mruczek zamruczał z pogardą, ale w jego oczach już nie było wątpliwości to na pewno jego własna córeczka! Bo kiedyś i on sam potknął się o własne łapy.
Kot stanął, ostrożnie przeszedł po kałuży, pochylał się nad szczeniakiem, westchnął ciężko i chwycił ją za kark. Ojcostwo nie jest łatwe, ale Mruczek nie zamierzał uciekać od obowiązków. Gdy matka porzuciła dziecko, on nie pozwoli sobie na porzucenie. Czy to ojciec, czy nie? Zrozumiała w tej chwili, że jest pod bezpieczną opieką. Uspokoiła się, rozluźniła i zasnęła, a Mruczek zaciągnął ją do swojego domu.
Gdy pan Stanisław zobaczył, co przywiózł do podwórka, krzyknął rozemocjonowany:
Stasiek, chodź tutaj! Nasz kot przywiózł psę! I to taką grubą, okrągłą! Zostanie naszą strażniczką!
Stanisław, właściciel Mruczka, przyjął Kasię równie chętnie. Nie wiedzieli jednak, że Zuzanna Kwiatkowska nie zamierza nikogo strzec. Była prawdziwą kotką, córką Mruczka a koty nie pilnują ludzi.
Wychowana przez kota, Kasia dbała o czystość, polowała na myszy i ptaszki. Próby wspięcia się na drzewo i płot kończyły się niepowodzeniem, bo jej ciężka pupcia nie pozwalała. Po dwóch latach przewyższyła swojego ojca kilkakrotnie, walczyła z innymi kotami i psami, ale Mruczek zawsze przerywał jej ataki:
Z obcymi damy radę sam, nie dam, by piękna kotka zniszczyła futro!
Mruczek nie przyznawał, że Kasia jest psem. Przyznać to oznaczało przyznać, że nie jest jego córką, a kot nie potrafi zaakceptować takiej prawdy. Ktoś, kto twierdził inaczej, dostawał od niego wymierzone łapy.
Pewnej nocy Mruczek nie wrócił do domu. To nigdy wcześniej się nie zdarzyło! Kasia czekała, wspinała się na płot, węszyła w szczelinie, szukając zapachu ojca. Nic nie wychodziło pazury ślizgały się po gładkiej powierzchni, nos nie wyczuwał ani śladu. A serce Kasy biło jak dzwon alarmowy.
Pies wpadł w panikę, potem usiadł i wyjął głośno:
Dajcie ją wypuścić! krzyknęła właścicielka, wpychając męża. Nie da spokoju, póki Mruczek nie wróci.
Kasia, niczym wystrzelona strzała, przeskoczyła przez ogrodzenie. Zatrzymała się na chwilę, zakryła oczy i wsłuchała się w własny oddech. Wewnętrzne przeczucie poprowadziło ją w stronę, gdzie kiedyś ją znalazł kot.
Tam, na wilgotnej ziemi, przy niedawno wyschniętej kałuży, leżał wyczerpany, podarty Mruczek.
Tato… wydała z siebie rozpaczliwy jęk. Zbliżyła się ostrożnie, błagając wszechświat, by przeżył. Jej zęby nie mogły zranić nawet motyla.
Nos psa wyczuł dwa zapachy: jeden zapach ojca, drugi zapach obcych psów. Kasia zapamiętała je na zawsze.
Mruczku! krzyknęła. Właściciele pochwycili kota, owinęli go kocem, wsadzili do samochodu i pędzili jak szaleni do najbliższego weterynarza w Krakowie. Kasia biegła za nimi, aż auto zniknęło z pola widzenia.
Tam upadła, czekając Co myślała, co czuła? Pies bał się, że Mruczek nigdy nie wróci. Jej lęk się potwierdził ludzie przyjechali bez kota.
Kasia przeszukała auto, powąchała leki, które pachniały inaczej niż te, które znała, i cicho, cicho zapłakała, rycząc. Przez trzy dni nie jadła, piła jedynie wodę, a w sercu rosła nienawiść. Dlaczego obcy psy rozszarpały jej ojca? Własnych nie dotknęły, a ich zapach rozpoznawałaby natychmiast.
Nienawiść płonęła tak, że nie mogła już usiedzieć w miejscu. Z trudem zaczęła jeść, rzucała przemykające spojrzenia przez płot. Zuzanna Kwiatkowska czekała, czekając na chwilę, by uciec. Dwa tygodnie minęły, a wrota otworzyły się szeroko, a właściciele wyruszyli w drogę. Kasia wbiegła ze swojego podwórka i obwędzała całą wieś.
Zapach obcych był wyczuwalny gdzieś w pobliżu, przy drodze, dwóch psów odpoczywało po pożeraniu cudzej kaczki. Kasia położyła się w trawie, bo Mruczek nauczył ją, że w polowaniu liczy się cisza. Trzeba czekać, przybliżać się cicho, a potem nagły atak zdobycz w zębach!
Zuzanna wciąż uważała się za prawdziwą kotkę. Nie szczekała bez potrzeby, nie kręciła się bezużytecznie. Cicho podkradała się, przyciskając się do celu, tłumiąc wściekłość i groźny ryczy. Nagle nastąpił gwałtowny skok, tak jak nauczył ją ojciec
Kości trzeszczą, sierść leci w powietrze, skóra rozdziera się pod ostrymi zębami i pazurami Kasy. Walczyła niczym rozgniewany kot, a nie jak pies nikt jej nie uczył tak walczyć. Psy wyły, ale nie miały szans ani jednej, tak jak nie miał ich w noc, gdy Mruczek zniknął. Kasia triumfowała, rozsadzała oboje, aż nagły szarpnięcie za obrożę wyrzuciło ją w tył.
Wtedy mocno objęły ją ręce właścicielki, a jej mąż odpędzał porzucone psy.
Kasia, uspokój się Czy to cię pogryzły? Dobrze, że Kiciak cię zobaczył, zaraz przyjedziemy!
Z głośnym krzykiem usłyszała znajome imię z samochodu patrzył na nią Mruczek!
Co się dziwisz? Zostawiliśmy go w szpitalu, zszywamy rany, podajemy kroplówki, leczyliśmy go. Nie słyszałaś, bo płakałaś jak pies, nie słyszałaś nic.
Zuzanna wydała okrzyk, tak jak dwa lata temu, i biegnąc na szczęśliwych łapkach podbiegła do auta. Mruczek, surowy, potrząsając śliną, pomrutał na swoją córkę:
Zwariowałaś, walczyłaś sama z nimi? Nie mogłeś mnie poczekać?
A potem dumnie dodał:
Nikt nie widział mojej matki A teraz wszyscy poznają, kim jest córka Kiciaka! Najlepsza kotka na świecie!
Zuzanna delikatnie powąchała szew na grzbiecie Mruczka i żałowała, że tak szybko ją powstrzymano. Ale Mruczek miał rację w końcu była kotką! I kotka potrafi cierpliwie czekać
A gdy wicher niósł jej emocje, Kasia znów zaczęła oblizywać swojego ukochanego tatę.



