Moja synowa, Zuzanna Wiśniewska, wybuchła gniewem, gdy rzekłam jej, że w naszej rodzinie tradycją jest nadawanie chłopcu imienia po dziadku.
Miałam z Zuzanną ciepłe stosunki żyliśmy razem w małym mieszkaniu przy Starym Mieście w Warszawie, nie kłócąc się ani nie rzucając sobie obelg. Oczywiście zdarzały się drobne sprzeczki, lecz zawsze rozwiązywały się one w mig, a żadne urazy nie zostawały w sercach.
Gdy dowiedziałam się, że Zuzanna jest w ciąży, radość wypełniła moje wnętrze. Niedługo miałam w domu wnuczka. To, że miał to być chłopiec, sprawiło nieopisane szczęście mojemu synowi, Piotrowi Kowalskiemu; od zawsze marzył o synku, a gdy usłyszał o płci dziecka, zaraz odparł, że nazwie je po swoim ojcu w naszej rodzinie chłopcy noszą imiona dziadków. Gdy Zuzanna usłyszała, że imię już zostało wybrane, wybuchła kłótnia niczym burza nad Wisłą i twierdziła, że sama zdecyduje o nazwie i nie uwzględni naszego zdania.
Chciałam spokojnie porozmawiać z synową, lecz ona stanowczo odrzuciła każdą rozmowę, mówiąc, że decyzja jest już podjęta. Piotr próbował mnie bronić, ale żona nie chciała słuchać, wołając, że jej rodzice wyciągną ją z sali porodowej i że zostanie z dzieckiem w ich domu.
Piotr traktuje swoją żonę z szacunkiem, stara się okazywać miłość i troskę, lecz Zuzanna nie potrafi tego docenić. To egoistyczna dziewczyna, nie potrafi milczeć nawet dla dobra męża. Gdy próbowałam wytłumaczyć jej nasze rodzinne zwyczaje, natychmiast mnie przerwała.
Ku mojemu zdumieniu usłyszałam, że Zuzanna i Piotr sami wymyślili już imię dla dziecka i że wszystkie sprawy rodzinne będą rozstrzygane wyłącznie przez nich, a moja opinia nie ma dla nich znaczenia. Dla mnie to zupełnie inne to dziecko będzie moim wnuczkiem, będzie kontynuacją naszego rodu.
Kiedy temat imienia ponownie pojawił się w rozmowie, Zuzanna odpowiedziała chłodno, że to nie jej sprawa. Byłam w szoku. Całą moją miłość i energię poświęciłam synowi, a teraz wydawało się, że stałam się zbędna w jego życiu. Nie mogłam tego pojąć. Jak mam iść dalej? Jak mam porozumieć się z synową i własnym synem? W moim śnie echo tych pytań rozbrzmiewało niczym dzwony kościelne nad nocnym Krakowem, pozostawiając mnie w kręgu niepewności i cichej tęsknoty.



