19grudnia 2025 dzień, w którym moje myśli wędrują między przeszłością a nadchodzącym świętami, a serce bije w rytmie niepokoju i nadziei.
Czekałam z niecierpliwością na zimowe ferie, planując wyjazd do Zakopanego, by wreszcie nauczyć się zjazdów na nartach.Moja córka Klaudia, studentka trzeciego roku budżetowego wydziału historii, była dla mnie prawdziwą dumą. Często powtarzałam koleżankom w pracy:
Moja mała Klaudia nie płaci czesnego, a jeszcze dostaje stypendium. Ja mam już środki, by pozwolić sobie na małe przyjemności i podróże.
Na to Nika, nasza wspólna przyjaciółka z biura, odparła:
Zgadzam się, Zosiu, Twoja córka to prawdziwa gwiazda, w przeciwieństwie do mojego chłopca, którego sprawy ciągle rozwiązuje mój mąż, a ja tylko kręcę się po uczelni i przynoszę mu przyzwoite sumy.
Jako szefowa działu w dużej korporacji, zarabiam przyzwoite wynagrodzenie, mam własne mieszkanie w Warszawie i samochód. Dwanaście lat temu rozwiodłam się z mężem, który wrócił do rodzinnego miasta i zerwał ze mną wszelkie kontakty. Nie żałuję tej decyzji wychowałam Klaudię sama, a ona już studiuje w Gdańsku, gdzie najprawdopodobniej zostanie na stałe.
Jestem szczupła, mam kasztanowe, gęste włosy przycięte na krótkie bob i poważne brązowe oczy. Po rozwodzie miałam kilku mężczyzn, ale żaden nie wzbudził we mnie chęci założenia rodziny.
W ciągu dwóch tygodni przed wyjazdem starannie się przygotowywałam, marząc od wiosny.
Niko, wzięłam sobie ten zimowy kombinezon narciarski drogi, ale dla siebie, rozbawiona mówiłam, przymierzając szaty. W końcu nauczę się jeździć, a Ty i Twój mąż regularnie zjeżdżacie po stokach. Gdybyśmy mieli bliżej własny ośrodek, byłoby to jeszcze lepsze.
Przed Sylwestrem zorganizowaliśmy firmowy bankiet, po którym wszyscy rozeszli się na zasłużone ferie.
Życzę Ci pełnego wypoczynku, Zosiu rzekła Nika. My z moim mężem jedziemy do rodziców na wsi. Spotkamy się po powrocie.
Dzięki, Niko, postaram się odpocząć, zwykle wakacje były letnie, a teraz w końcu zimowe.
Wsiadłam w samolot i poleciałam do Zakopanego. Po feriach wróciliśmy do biura wypoczęci, choć niektórzy zabrakło kilku dni wolnych.
Cześć, Zosiu przywitała mnie Nika przy wejściu. Patrz, jak błyszczysz! Wyglądasz, jakbyś właśnie wylądowała na skrzydłach. Musisz się świetnie wyspała.
Cześć, Niko, nie masz pojęcia, jak wspaniale się poczułam! Zakopane, Krupówki, Kasprowy Wierch wszystko było bajkowe.
Nauczyłaś się już jazdy?
O tak! Poza nartami spróbowałam lokalnych potraw, wypiłam czerwone wino i poznałam Artura, instruktora snowboardu.
Aha, więc chodzi o niego. Kim jest?
To właśnie on sprawił, że moje serce zabiło szybciej. Artur był taki uprzejmy, delikatny, jakby zdmuchiwał z moich ramion drobinki kurzu. Zakochałam się w okamgnieniu.
Czy to poważny związek? Przecież Ty wyjechałaś, a on zostaje w górach.
Oczywiście, myślałam o tym, gdy wracałam do domu. Artur zapewnił mnie, że nie ma się czym martwić.
Nasza miłość rozbłysła od pierwszego spojrzenia, niczym scena z filmu. Pokazywał mi miasto, zabierał na wycieczki, jedliśmy w najlepszych restauracjach. Pewnego wieczoru, wysoko w górach, przy zachodzie słońca, wyznał mi miłość.
Czysta bajka odparła Nika.
Artur przyznał, że czekał na taką kobietę jak ja. W naszym regionie jest wiele pięknych dziewczyn, ale z nim pojawiło się coś wyjątkowego.
Co dalej?
Rozmawialiśmy długo. Nie chciałam zostawiać pracy w Warszawie, a Artur nie chciał opuszczać gór. Na szczęście podjął decyzję przeprowadzi się do mojego miasta.
Świetnie, Artur! odparła Nika.
Kiedy nadszedł czas powrotu, Artur obiecał, że po dwóch miesiącach pracy na kontrakcie przyjedzie do mnie. Pożegnaliśmy się na lotnisku ze łzami w oczach.
Zosiu, muszę jeszcze dwa miesiące wykończyć kontrakt, potem wyląduję u Ciebie zapewnił.
Codziennie rozmawialiśmy telefonicznie, wymieniając się czułymi wiadomościami. Ja wciąż dziękowałam losowi i nie mogłam się doczekać jego przyjazdu.
Jednak nieoczekiwanie dostałam od niego wiadomość:
Zosiu, podczas treningu upadłem i złamałem nogę w dwóch miejscach. Lekarze mówią, że potrzebna jest operacja.
Po szybkim telefonie:
Przyjeżdżam natychmiast, wezmę urlop na własny koszt.
Nie musisz przyjeżdżać, jestem w szpitalu. Potrzebuję 3000 zł na operację i na utrzymanie, dopóki nie wrócę do pracy. Kocham Cię i zależy mi na Tobie.
Bez wahania przelałam pieniądze. Nika jednak się wtrąciła:
Zosiu, to spora suma, sprawdź informacje, może zadzwonić do lekarza.
Ja spojrzałam na nią z takim gniewem, że poczuła się niekomfortowo.
Czekałam na kolejne wiadomości. Artur pisał, że jest wdzięczny i wkrótce wróci.
Czekaj na mnie, zdrowie najważniejsze zapewniał.
W końcu potrzebował dodatkowych 30000 zł na bilet. Gdy przeczytałam tę wiadomość, poczułam przygnębienie.
Co znowu, Zosiu? zapytała Nika.
Pokazałam jej wiadomość. Artur pisał: Czuję, że moje życie to ciągła ciemna passa. Jedynie twoja miłość daje mi nadzieję. Nie myśl o mnie źle.
Nika po raz kolejny się niepokoiła:
To chyba oszust. Prosi o pieniądze w nieskończoność.
Ja broniłam go:
Artur ma ciężką chwilę, potrzebuje wsparcia. Kto inny, jeśli nie ja, jego ukochana?
Ostatecznie przekonała mnie nasza wspólna przyjaciółka, a nawet jej mąż, który doradził:
Nie dawaj mu pieniędzy, to tylko wyzysk.
Zadzwoniłam do Artura:
Przykro mi, nie mogę już przelać, sama nie mam środków.
On odpowiedział obraźliwie i rozłączył się.
Nika podsumowała:
Widzisz, to dowód, że nie warto tracić serca na takich ludzi. Spotkasz kogoś lepszego.
Zostaję z ciężkim sercem, ale jednocześnie z nauką, że nie każde piękne słowo kryje prawdziwą miłość.
Zapisuję to w pamiętniku, by nie zapomnieć, że życie potrafi być równie nieprzewidywalne, co górskie szlaki, a ja muszę iść dalej, z podniesioną głową i z nadzieją, że prawdziwy szczęśliwy dzień jeszcze nadejdzie.



