Idę ode mnie!
No więc, jak tak wyjdź! Nie zamierzasz się zmuszać do miłości!
A to nie koniec! Ja i Zofia zabierzemy dziewczynki do nas! wykrzyknął Olek. Dziewczyny potrzebują taty i mamy!
Ola poznała Olka na imprezie znajomych. Od razu spodobał jej się przystojny, cichy mężczyzna, który zdawał się niepewnie zaglądać w przyszłość. Było w tym coś niezwykłego.
Wszyscy dotąd spotkani przez nią mężczyźni krążyli pewnością siebie, wiedząc, co w życiu jest najważniejsze.
Rozmawiali całą noc; Ola była zachwycona, ale w pewnym momencie Lidia, przyjaciółka, która zaprosiła Aleksandrę na urodziny, szepnęła, gdy Olek odszedł do toalety:
Uważaj na niego, ma przyczepkę!
Co masz na myśli? zapytała zdezorientowana dziewczyna.
Dosłownie, ma dwoje dzieci!
Dwoje dzieci? zdziwiła się Ola. O całej nocy nie wspomniano ani o dzieciach, ani o żonie. Skoro są dzieci, to musi być jakaś żona!
Okazało się jednak, że żony nie ma ona po prostu uciekła. Nie była żoną, a ukochaną, z którą planowali wziąć ślub. Zostawiła ojca bliźniaczek, które teraz wychowuje razem z własną mamą
Co za czad! pomyślała zachwycona Ola. Mężczyzna, co to rzadkość!
Być może dlatego Olek wydawał się zagubiony w takim zamieszaniu każdy się gubi!
Dlaczego nie powiedzieliście mi o córeczkach? zapytała dziewczyna, wchodząc do pokoju.
Bo wszyscy się boją odpowiedział szczerze po chwili milczenia. A ty i tak uciekniesz! Nie chcę, żebyś odjeżdżała.
Nie odjadę przyrzekła Ola, uświadamiając sobie, że nie ma dokąd biec. Trzymała się swego słowa
Olek odprowadził ją do domu i umówili się na kolejne spotkanie. Olek bardzo polubił piękną Aleksandrę, a jej serce zafascynował samotny ojciec. Obecność kilkuletnich dzieci nie wytrąciło jej z równowagi.
Mama wyrzuciła mnie z domu, kiedy Lidia zaprosiła na przyjęcie tłumaczył Olek. Mówiła, że wkrótce zwariuję. Z dziećmi nie da się się tak zabawić!
Matkę można było zrozumieć: pięć lat temu synowa uciekła, zostawiając bliźniaki na pastwę losu. Nie oddali ich nikomu, a samodzielnie je wychowali rodzaj obywatelskiego heroizmu w naszych czasach.
Aleksandra poczuła, że ten cichy, nieco dziwaczny ojciec jest jej bratnią duszą. W wieku dwudziestu pięciu lat już miała za sobą nieudane małżeństwo burzliwy romans ze studenckich lat nie doprowadził do szczęścia.
Na początku ich relacji wszystko układało się po drodze, jakby mówili idealnie. Byli jeszcze na ostatnim roku studiów. Gdy po ślubie zaczęli razem mieszkać, odkryli, że mają diametralnie różne spojrzenia na życie.
No i co? mogliby powiedzieć ludzie. Wszyscy mają takie różnice. Czy wszyscy powinni się rozwieść? Trzeba umieć ustępować i dopasowywać!
Ola zaczęła poddawać się kompromisom, bo mąż nie chciał tego robić moje słowo to prawo.
Dobrze przyznała Ola. Żona boi się swego męża! Lecz wszystko, co mówił ukochany, nie spełniało jej oczekiwań.
Po ukończeniu uczelni natychmiast podjęła pracę, a odpowiednie stanowisko dla Olka nie znalazła wszystkie oferty były nieodpowiednie.
Jedno miejsce nie pasowało pod względem godzin, w drugim szef nie był zbyt mądry, w trzecim kolejny problem. W skrócie: nie było tego, czego chciała.
Z kolei bezrobotny Igor, z którym kiedyś było wesoło, osiedlił się w domu: Mamy wszystko, kochanie!
Mieli dość. Życie musiało iść dalej: babcia, która odeszła na niebo, zostawiła Aleksandrze swoją stalową kamienicę. Nie wyobrażała sobie jednak rodzinnego życia w ten sposób.
Igor nie pomagał w domu to nie jest królewska sprawa!
To załóż sobie służbę, królu! doradziła żona, mając dość noszenia brudu po ukochanym. Albo zamów sprzątanie!
Aleksandra zrozumiała, że postawiła na niewłaściwego konia. Nie dotarła nawet do mety, a przystojny i dowcipny Igor okazał się jedynie pustym ciastkiem.
Rozgniewany mąż wrócił do mamy, a Szaśka przez trzy lata nie patrzyła na żadnego mężczyznę dość już było!
Wtedy w jej życiu pojawił się Olek. Nie tylko się pojawił, ale wkrótce oświadczył się, przedstawiając rodzinę: urocze bliźniaczki i mamę Zofię.
Szaśka zrozumiała, że chce być z nimi, już po uszy zakochana.
Dom był pełen szumu zupełnie zrozumiałe: ambitna dziewczyna wpadała w depeszę, nie pod przymusem, a z własnej woli.
Nie myślałam, że jesteś taki krzyczała matka. Po co cały ten zamęt? Są przecież dobrzy mężczyźni, a ty wybierasz patologię?
Mamo, Olek jest zupełnie normalny! szeptała córka.
Oczywiście, normalny! wtrącił się tata. Ten normalny zaraz sobie powiesi swoich przyjaciół! Czy wiesz, co cię czeka?
Co mnie czeka? zdziwiła się Ola. Gdybym urodziła własne bliźniaki, co wtedy? To samo się stanie!
Nic takiego! ryczał ojciec. Twoje własne dzieci to jedno, a cudze zupełnie co innego! Mama uciekła, ale geny nie da się wymazać! Będą rosły ztym czym?
Dlaczego będą rosły ztym? rozmyślała Aleksandra. Z Olkiem będzie normalna, pełna rodzina, kochający tata i mama. Rozwój człowieka zależy nie tylko od genów, ale i od tego, co się wkłada w dzieciństwo!
Na ślubie nie pojawiły się rodzice panny młodej, podobnie jak matka pana młodego została w domu z wnuczkami.
Wesele więc było skromne: przyjaciele w kawiarni, proste toasty. Po ceremonii mąż z przyczepką wprowadził się do starej kamienicy.
Wkrótce w rodzinie Nowaków pojawiło się troje chłopców: Szaśka urodziła wspólną córeczkę.
Powoli rodzice się ociepliły. Wnuczka stała się pomostem, a wszyscy zaczęli ze sobą rozmawiać, nie rozdzielając dzieci były mądre i rozumiały, że podziały prowadzą do konfliktów. I tak żyją w zgodzie, dzięki Bogu!
Starsze dziewczynki chodziły do przedszkola, a najmłodsza pomagała babci. Przy okazji, teściowe bardzo się zaprzyjaźniły.
Pierwszą żonę Olka udało się pozbawić praw rodzicielskich rodzice i teściowa ruszyli do działania: Złapię ją i ryczała Zofia.
Alimenty jednak nie udało się wyegzekwować: Zuzanna zniknęła na zawsze. Może to i lepiej.
Dziewczynki wiedziały, że Ola jest dla nich inna mama pamiętały jedynie nieliczne migawki z wczesnego dzieciństwa: inna mama. Dlatego ukrywanie nie miało sensu.
Czas płynął, dziewczynki rosły, cieszyły rodziców. Aleksandra i Olek pracowali; zwykła, normalna rodzina.
Pierwsza żona pojawiła się, gdy dziewczynkom było czternaście lat. Nagle, jakby nigdy nie minęło dwanaście lat, wróciła.
Olek, wracając ze sklepu po zakupy, przyszedł z pustą torbą i spotkał Zuzannę!
Jaka Zuzanna? zapytała żona, bo dawno nie wspominała o nieodpowiedniej matce dziewczynek. Przecież nie pamiętała jej imienia
Moją Zuzannę! odparł Olek.
Słowo moją przebiło się w sercu: kim ona była? Ola poczuła niepokój. Wszystko zdawało się być jak dawniej, a jednak nie.
Gdzie ją spotkałeś?
W naszym sklepie!
Co robiła? Czy też szła zrobić zakupy?
Właściwie, stała po prostu
Stała? Czy może czekała na coś? Co z tego wyniknie? pomyślała Ola i głośno zapytała:
I co ci powiedziała? Co ci powiedziała?
No powiedziała! niechętnie wymamrotał mąż.
Co? Dlaczego mam wyciągać z ciebie wszystkie haczyki?
Bo znowu spotkał największą miłość swojego życia Zuzannę, niezmienioną, cukierkową.
Odpalał w sobie iskierkę, rozświetlającą szarą codzienność. Wciąż ją kochał.
Ale Aleksandra
Zuzanna przyznała, że wzięła się w garść. Nie ma co drwić z jej przemiany. Z Olkiem już nie było nic znalazł młodszą. Dzieci nie urodziły.
Więc zaczniemy od nowa, Olku? zapytała Zuzanna, delikatnie dotykając jego ręki.
Olkudrolku tak nazywała go w najintymniejszych chwilach to był ich kod.
I Olek popłynął, jakby lata minęły nieistotnie.
Pamiętają mnie dziewczynki? spytała Zuzanna.
Dziewczynki już o niej nie myślały miały swoją mamę Olę.
Oczywiście, że pamiętają! skłamał mężczyzna: w miłości wszelkie środki są dopuszczalne.
Dobrze, więc… matka to matka! kontynuowała piękna kobieta. Wiem, że jesteś żonaty! Rozwódź się, weź dziewczynki i wróćmy do tego, co było!
Wymienili numery telefonów: Zadzwoń, czekam! i Olek ruszył do domu. Jak powiedzieć żonie o rozwodzie i o tym, że zabiorą dziewczynki? Mężczyzna stracił rozum, postanowił wszystko zrobić.
Nie żałował ani wiernej Aleksandry, ani dwójki przywykłych do niej córek: widział cel i nie dostrzegał przeszkód. Hormony to ich przekleństwo.
Wziął głęboki oddech i krzyknął:
Odchodzę!
Przewidywania Oli się potwierdziły najwyraźniej nie znała dobrze swojego męża! Jedno krótkie spotkanie z byłą żoną wystarczyło, by wszystko zniweczyć.
Aleksandra zebrała myśli, po chwili odpowiedziała:
Dobrze, skoro tak odchodź! Nie da się zmusić do miłości!
A to nie wszystko! My ze Zuzanną zabierzemy dziewczynki! wykrzyknął Olek. One potrzebują ojca i mamy!
Naprawdę? spytała spokojnie żona. Kto ma nam je dać?
Kto? My jesteśmy biologicznymi rodzicami, prawo po naszej stronie! wykrzyknął. Każdy sąd stanie po naszej stronie!
Co? Jak? nie zmieniając tonu zapytała żona. A co z tym, że ich mama pozbawiona praw rodzicielskich? Zapomniałeś, Koziołku?
Rozwiążemy wszystko! I opiekę! Ty poinformuj dziewczynki!
Nie, nie zamierzam odparła żona. Kto wymyślił, ten prowadzi.
Był niedzielny dzień, wszyscy byli w domu. Kochający tata ogłosił dziewczynkom wielką nowinę: wkrótce wszyscy będą razem!
Ale przecież już jesteśmy razem! krzyknęły głośno Ania i Natalia.
Nie, mam na myśli waszą prawdziwą mamę! wyjaśnił ojciec.
To o kogo teraz mówisz? Nie rozumiemy! To nasza mama! wskazała bladą Olę.
Nie, macie jeszcze inną, biologiczną mamę!
Czy to ta, co stała się sto lat temu i którą Zofia zawsze chciała ? zapytała złośliwie Ania.
Zmieniła się i zrozumiała swoje błędy!
Cieszymy się za nią dodała Natalia. Niech się dalej przemienia! A co z nami?
To nic nie znaczy odparł ojciec. Musimy być razem, bo teraz jesteśmy rodziną!
Aleksandra milczała, pozwalając dziewczynkom samodzielnie rozważyć, co zrobić; była gotowa przyjąć każdą ich decyzję.
Tato, naprawdę tak? zapytała Ania. My i ta obca ciotka mamy razem żyć?
Nie mów tak o swojej matce! wykrzyknął nagle ojciec. Nie chcecie dobrowolnie, więc z Zuzanną je pozbędziemy!
Potem odszedł prawdopodobnie wrócił do swojej ukochanej, nie mając już dokąd iść. Później wniosł o rozwód.
Olek spełnił groźbę i złożył wniosek o zwrot dziewczynek do sądu. Sąd jednak stanął po stronie Aleksandry i bliźniaczek: po dziesięciu latach najważniejsze były ich własne interesy, a te stały w sprzeczności z interesami ojca.
Kto mógł oddać dzieci kobiecie pozbawionej praw rodzicielskich? Ola była doskonale przygotowana, zebrała wszystkie niezbędne dokumenty. Dziewczynki od dawna były jej adoptowane.
Zuzanna i dziewczynki po raz pierwszy po długiej przerwie spotkały się w sądzie. Ich kochająca matka, walcząca o przywrócenie rodziny, nie podeszła, by ich przytulić
To bezprawie, nie pozwolimy! wykrzyknął Olek.
Powodzenia, tato! życzyła mu Natalia, a troje z nich poszło do kawiarni świętować zwycięstwo. Tak, z mamą! Nie z tą obcą ciotką



