Kiedy prawdziwie kochasz, tracisz rozum

Jan, co powiesz, wrócimy do wsi? Nie mogę przyzwyczaić się do miejskiego zgiełku, trzy lata już tutaj, a wciąż czuję się obcym. Na wietrze i zieleni lepiej, a może w końcu urodzimy dziecko? zapytał, patrząc na żonę.

Wiesz, Zosiu, wczoraj właśnie o tym myślałam. Znowu przyjdę do szkoły w naszej wiosce, a może naprawdę zmiana otoczenia nam pomoże? odparła Zofia, uśmiechając się niepewnie.

Zosieńko, jesteś dla mnie wszystkim, decyzja podjęta! Jan objął ją mocno.

Jan i Zofia pobrali się cztery lata temu. Po studiach Zofia przyjechała do wsi, gdzie uczyła w szkole podstawowej. Między nimi rozkwitła miłość, po czym wzięli ślub. Po roku wspólnego życia w gminie Białowieża musieli wyjechać do Warszawy, bo poważnie zachorowała matka Zofii. Gdy matka odeszła rok temu, zostali w mieście, kochając się, ale bez potomka. Zofia przeszła badania, lekarze mówili, że wszystko w porządku.

Pobiegli więc do przeprowadzki, wynajęli samochód i w pośpiechu pojechali do domu Janowej matki, Haliny, która żyła samotnie.

Dzięki Bogu! wykrzyknęła Halina, machając rękami. Myślałam, że już na zawsze rozmyślicie o mieście. Proszę, weźcie wolny pokój, miejsce jest dla nas wszystkich. Ojciec Janek odszedł rok temu, tęsknię za nim. Dlatego proszę, niech Bóg przyprowadzi Was z powrotem.

Jan szybko znalazł pracę w lokalnym warsztacie samochodowym, a Zofia wróciła do szkoły.

Dzień dobry, Zofio Stepanowa! przywitał ją dyrektor Tadeusz Kowalski. Cieszę się, że wróciliście, mamy wolne miejsce, nie każdy chce jechać na wieś.

W piątkowy wieczór Halina zorganizowała ucztę. Sąsiedzi, przyjaciele Jana, uczniowie i ich rodzice zebrali się w domu. Najbardziej ucieszył się Staszek, którego Zofia wyciągnęła z błota z dna butelki. Nikt w wiosce nie wierzył, że przestanie pić, ale Zofia postawiła na to rękę.

Staszek wpadł na podwórze Haliny, zobaczył Jana i jego starszego brata, mocno ich przytulił, zupełnie zapominając się przywitać.

Jan, naprawdę? Wieść rozeszła się po wiosce, że wracacie z Zosieńką! Rozumiem, że jesteś tu rodzimy, a ona twoja szkolna nauczycielka z miasta.

Wracamy na dobre odparł Jan, klepiąc Staszka po ramieniu.

Gdzie ona? dopytał Staszek, wpadając do domu. Natychmiast zobaczył Zofię, podniósł ją, zakręcił kilka razy i położył na podłodze.

Zosieńko, Zosieńko Stepanowa, jakże się cieszę! krzyczał, podnosząc się z podłogi.

Na progu stał Jan, uśmiechnięty.

W końcu wszystko jasne, czekam na waszą wizytę. Moja Weronka będzie szczęśliwa. Muszę wrócić do domu, obiecałem żonie i córce, że pomogę przy sprawach Wery. Do zobaczenia jutro, przyjdźcie koniecznie machnął ręką i wybiegł.

Nie pije? zapytała Zofia Halinę.

Nie, od tamtej chwili ani kropli. Kocham swoją córkę już dwa lata.

Jak ma na imię?

Zosia zaśmiała się Halina. Czy naprawdę tak trudno zgadnąć?

Nie jak ty, ale na cześć ciebie dodał Staszek. Zapomniałaś, jak się z nią bawiłaś Nikt nie wierzył, że uda ci się z niego człowieka zrobić.

Następnego dnia Zofia i Jan poszli w gości do Staszka. Jego żona Weronika już dbała o nakryty stół, a z małego pokoju wyszła mała lalka z kręconymi włosami jak u Staszka, niebieskimi oczkami i pulchnymi policzkami, nieśmiało podchodząc.

Patrz, córeczko, kto przyszedł powiedział Staszek. To nasz wuj Jan i ciocia, jak ty Zosieńka, Anusia.

Witaj, Anusia usiadła przed nią Zofia, podając lalkę.

Dziewczynka przytuliła lalkę, wzięła Zofię za rękę i poprowadziła do swojego pokoju.

No, Janie, zgubiłeś żonę? zaśmiał się Staszek. Lalka jej się podoba, ukrywa się przed nami, a ty w końcu czujesz dobrą duszę.

Do domu przyszło jeszcze kilku krewnych Staszka i Weroniki, przybyło osiem osób przy stole, a później wpadli kolejni sąsiedzi w żyłce każdej wioski, gdy zaczyna się uczta, przyciągają się ludzie. Przynieśli ciasta, konfitury, kiszonki, trochę wódki i już rozstawiono akordeon. W domu Staszka panował wesoły gwar.

Staszek wstał, podniósł szklankę, choć nie pił wszyscy dawno wiedzieli, że nie sięga po alkohol.

Ja, jak nikt inny tutaj, wszystko, co mam dziś, zawdzięczam Zofii Stepanowej, naszej Zosieńce. Wszyscy widzieli, jaką rolę odegrała w moim bezwartościowym życiu. Tak, wielu szeptało za moim plecami, kiedy szedłem do domu nauczycielki: Znowu do tej nauczycielki, w środku dnia, i nie wstydzi się, że jest młodą, wykształconą dziewczyną, z kim się związała Było tak? rozejrzał się po zebranych i sam odpowiedział. Było Widzieli to wszyscy, nie zdając sobie sprawy, że między mężczyzną a kobietą mogą być nie tylko romanse, ale i prawdziwa, czysta przyjaźń. A w tamtym czasie w sercu nosiłem miłość do Weronki, o której nikt nie wiedział.

To się zdarzyło, to już minęło ożywili się przy stole mieszkańcy, słuchając Staszka. Wtedy wielu rozmów było, szczerze mówiąc

Nigdy nie zapomnę, jak po raz pierwszy podeszła do mnie Zofia Stepanowa, spojrzała przyjaźnie, uśmiechnęła się miękko i powiedziała: Staszek, pomóż moim uczniom zrobić budki dla ptaków, a przy tym zażądała, żebym był trzeźwy. Miałem ochotę wypić, ale obiecałem, że nie złamię słowa. Zbudowałem dwie budki i pomyślałem, że to nic nie zaszkodzi. Potem jednak się zastanawiałem, czy znowu mnie poprosi, a ja nie będę w stanie Byłem wrogo nastawiony, ale nie piłem spojrzał na wszystkich i westchnął.

Potem Zofia znowu podeszła, poprosiła o coś innego, a ja chętnie pomogłem. Pochciałem być użyteczny, a ona namówiła mnie na kursy prowadzenia samochodu, po których znalazłem pracę. Od tamtej pory trzymałem kierownicę, wróciłem do trzeźwego życia mrugnął do zgromadzonych.

Dopiero kiedy Zofia wyjechała z miastem, zrozumiałem, że te budki i wszystkie drobne rzeczy mogłaby zrobić każda, ale ona ciągnęła mnie ku światłu, krok po kroku wyciągając z ciemności. Miałem też swojego anioła stróża Zosieńkę. Przez kilka miesięcy obserwowała mnie, uwierzyła we mnie. Dziękuję jej z całego serca ukląkł w stronę Zofii, a ona uśmiechnęła się, a ludzie oklaskali.

Gdy wstałem na własne nogi, Bóg postanowił, że sam będę musiał wszystko zrobić. Jeśli dam radę, będę chodził jak normalny człowiek, a jeśli nie, będę czołgał się na czworakach do wyznaczonego czasu Nie mogłem się poddać. Aniu, jak bardzo cię brakowało, a w tym momencie wszystko ułożyło się z Weroniką, spotkaliśmy się, i ona też uwierzyła w mnie. Dzięki Zofii, mojej żonie i naszej córce, jestem dziś w stanie kochać i szanować ją, a ty, Janie, jesteś wzorem dodał, patrząc na Jana.

Minęło trochę czasu. Jan pracował w gospodarstwie, Zofia zajmowała się dziećmi w szkole. Pewnego dnia wróciła z lekcji blade, nogi słabe, położyła się na kanapie.

Zosieńko, co się stało? zdziwiła się Halina. Nie widziałam, żeby leżałaś po południu. Czy coś ci nie gra?

Nie wiem, czuję słabość, mdłości, coś jest nie tak odpowiedziała Zofia.

Halina od razu domyśliła się i zaśmiała:

Czyżbyś oczekiwała dziecka, Aniu?

Już nie mam nadziei

Nie poddawaj się, nadzieja zawsze się przydaje. Rano idziemy do lekarza w okręgu.

Zofia po powrocie z miasta była zadowolona, lekarz potwierdził:

Gratulacje, będziecie mieli dziecko. Mówiłem, że tak się stanie

Jan wrócił z pracy, zobaczył szczęśliwą żonę i rzucił się w jej objęcia.

No i co, wpadł do domu, patrząc na roześmianą Zofię, nie musisz nic mówić, wszystko widać po twojej twarzy.

Następnie Zofia została zabrana karetką do oddziału położniczego, Jan pojechał z nią. W nocy urodziła syna. Rankiem podeszła Halina, zobaczyła chłopca na ławce i usiadła:

Mamo, wszystko dobrze, syn się urodził. Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje, kocham Anię tak mocno, że czasem sam się boję tej miłości, czy to normalne?

Normalne, kochanie. Kiedy naprawdę kochasz, tracisz rozum odpowiedziała z uśmiechem matka.

Przywieziemy Anię i synka do domu, będę jej pomagał dodała Halina, patrząc na malca i myśląc: wygląda jak mężczyzna z zewnątrz, a w środku wciąż jest dzieckiem.

Wszystko było w porządku, wszyscy szczęśliwi. Po pewnym czasie Zofia urodziła jeszcze córkę, rI tak, w domu pełnym miłości i nadziei, Jan, Zofia i ich dwoje dzieci patrzyli w przyszłość, wiedząc, że razem pokonają każde przeciwności.

Rate article
Fajna Tajna
Kiedy prawdziwie kochasz, tracisz rozum