W GOŚCINIE…DO SYNA…

Pamiętam, że kiedy mój syn, Aleksy, powiedział mi, że nie muszę przyjeżdżać już teraz, poczułam, jak serce mi się ściska. Nie jedź, mamo rzekł. Droga jest długa, noc w pociągu, a ty już nie jesteś młoda. Po co ci ten kłopot? A wiosna, w twoim ogródku pewnie mnóstwo pracy.

Lecz ja nie mogłam pogodzić się z myślą, że minie tyle lat, odkąd nie widzieliśmy się z sobą. Synu, muszę zobaczyć twoją żonę, poznać wnuczkę wyznałam szczerze. Mówią, że trzeba bliżej poznać synową.

Aleksy uparł się, że poczekam do końca miesiąca, wtedy przyjedziemy wszyscy na Święta Wielkanocne, kiedy będzie wolnych dni. W głowie miałam już walizkę, lecz przyjąłem jego radę i postanowiłam czekać w domu.

Nikt jednak nie przyjechał. Dzwoniłam do syna, a on odbierał z pośpiechem, później sam zadzwonił i tłumaczył, że jest bardzo zajęty i nie warto na niego czekać. Rozpaczy nie dało się opisać. Przygotowywałam się na przyjazd żony, którą poślubił niecałe pół roku temu, a ja jej jeszcze nie widziałam.

Aleksy urodziłem, jak mówią, na własne potrzeby. Miałam trzydzieści lat, nie wyszłam za mąż i postanowiłam mieć choćby jednego potomka. Nie wstydzę się tego kroku, choć życie od samego początku było walką nie mieliśmy pieniędzy, walczyliśmy o każdy grosz. Pracowałam na kilku etatach, by zapewnić dziecku wszystko, co niezbędne.

Kiedy syn dorósł, wyjechał na studia do Warszawy. Aby pomóc mu w pierwszych miesiącach, pojechałam pracować w Niemczech i co tydzień przesyłałam mu pieniądze na czesne i utrzymanie. Moje serce rosło z dumy, że mogę wspierać własne dziecko.

Na trzecim roku studiów Aleksy zaczął pracować dorywczo, a po ukończeniu uczelni znalazł stałą pracę i sam się utrzymywał. Do domu przyjeżdżał rzadko, maksymalnie raz w roku. Ja, mieszkająca w Krakowie, nigdy nie odwiedziłam Warszawy.

Gdy pomyślałam, że przyjdzie czas, gdy syn weźmie ślub, zaczęłam odkładać pieniądze aż zebrałam sześćdziesiąt tysięcy złotych. Pół roku temu zadzwonił i oznajmił, że zamierza się ożenić.

Mamo, nie przyjeżdżaj jeszcze ostrzegł. Najpierw podpiszemy umowę, a uroczystość zorganizujemy później.

Byłam rozczarowana, ale nie miałam wyboru. Aleksy przedstawił mi swoją narzeczoną przez wideo. Dziewczyna, imieniem Jadwiga, była piękna, a jej ojciec bogaty przedsiębiorca. Nie pozostało mi nic innego, jak cieszyć się, że synowi tak dobrze.

Lecz czas minął, a Aleksy nie przyjechał i nie zaprosił mnie na swój dom. Nie mogłam dłużej czekać, więc kupiłam bilet kolejowy, zapakowałam domowe jedzenie, upiekłam chleb i wyruszyłam. Przed wyjazdem zadzwoniłam do syna.

Mamo, po co? Jestem w pracy, nie zdążę cię przywitać. Weź taksówkę, podaj mi adres powiedział.

Rano przyjechałam do Warszawy, zamówiłam taksówkę i zszokował mnie jej cena. Z okna samochodu podziwiałam piękno porannego miasta. Do drzwi podeszła Jadwiga, nie uśmiechnęła się, nie przytuliła, a jedynie suchym tonem wskazała kuchnię. Syn od rana był w pracy.

Rozłożyłam torby, wyjęłam ziemniaki, buraki, jajka, suszone jabłka, marynowane grzyby, ogórki, pomidory i kilka słoików dżemu. Jadwiga patrzyła na to wszystko milcząco, po czym stwierdziła, że to wszystko się nie przyda, bo nie jedzą takiego jedzenia i w domu nie gotują.

Co wy jedziecie? zapytałam zdziwiona.

Codziennie przywozi nam jedzenie zamówione, a gotowanie nie lubię, bo w kuchni zostaje nieprzyjemny zapach, który długo się rozwiewa odparła.

Zanim zdążyłam się otrząsnąć, wszedł mały chłopiec, trójlatni, i przedstawił się: Poznajcie, to mój brat, Dawid.

Dawid? zapytałam.

Nie, Dawid, nie Dawid, nie lubię, jak przekręcają imiona. odpowiedział, a Jadwiga dodała: Nie nazywam się Ilona, jestem Jadwiga. W naszym mieście nikt nie przekręca imion, ale skąd wam wiedzieć

Łzy napłynęły mi do oczu. Nie ze względu na to, że syn ma żonę i dziecko, lecz dlatego, że nic mi o tym nie powiedział.

Na ścianie zobaczyłam duży portret z wesela.

O, wesele nie było? Dobrze, że zrobiliście piękne zdjęcia powiedziałam, starając się zmienić temat.

Jak nie było wesela? Było, na dwieście osób. Po prostu nie było was, a Aleksy twierdził, że chorowaliście. Może tak było lepiej odparła Jadwiga.

Zaproponowano mi herbatę i kilka kawałków drogiego sera jako śniadanie. Ja potrzebowałam porządnego śniadania po podróży, więc chciałam usmażyć jajka i zjeść domowy chleb, lecz Jadwiga zakazała smażenia ze względu na zapach. Nie chciała też jeść mojego chleba, mówiąc, że ona i Aleksy stosują zdrową dietę.

Zrezygnowałam z jedzenia, bo bolało mnie to, że syn nie zaprosił mnie na własne wesele, na które czekałam latami, zbierając pieniądze, które teraz wydawały się daremne. Wypiłam herbatę, a Jadwiga milczała. Dziecko podbiegło i przytuliło się do mnie, lecz Jadwiga machnęła ręką, że nie wolno. Dałam mu słoik malinowego dżemu, mówiąc, że przyda się do naleśników.

Jadwiga wyciągnęła z ręki słoik i krzyknęła:
Ile razy mam wam powtarzać? Jesteśmy na diecie i nie jemy cukru!

Czułam, że zaraz się załamię. Nie dokończyłam herbaty, poszłam na korytarz, zaczęłam się ubierać, a Jadwiga nie zwróciła na to uwagi. Wyszedłam na przedsionek, usiadłam na ławce i pozwoliłam łzom popłynąć. Nigdy nie czułam się tak źle.

Po chwili Jadwiga wyszła na spacer z dzieckiem i wyrzuciła wszystkie moje słoiki na śmietnik. Nie miałam słów. Zwinęłam torby, ruszyłam w stronę dworca. Na szczęście ktoś odkupił mój bilet i udało mi się go kupić na wieczorny odjazd.

Pod dworcem stała jadłodajnia. Kupiłam sobie rosół, kawałek smażonego mięsa, ziemniaki i sałatkę. Zapłaciłam sporo, ale pomyślałam: czy nie zasługuję na choć trochę dobrego jedzenia? Schowałam torby w przechowalni i miałam jeszcze kilka godzin, by przejść się po Warszawie. Miasto mi się podobało, zapomniałam na chwilę o smutku.

W pociągu nie mogłam zasnąć, płakałam. Było mi przykro, że syn nawet nie zadzwonił, by zapytać, gdzie jestem. Marzyłam o wiosennym słońcu, a nie o tym, że mój jedyny syn, na którego kładłam wszystkie nadzieje, uznał mnie za zbędną.

Teraz zastanawiam się, co zrobić z pieniędzmi, które odłożyłam na jego wesele sześćdziesiąt tysięcy złotych. Czy oddać mu tę sumę, niech wie, że mama zawsze o niego dbała? Czy zatrzymać, bo nie zasłużył? To pytanie wciąż krąży w mojej głowie.

Rate article
Fajna Tajna
W GOŚCINIE…DO SYNA…