Mgła rozwiała się
Od jakiegoś czasu Zofia Kowalska zaczęła rozmyślać o swoim życiu. Codziennie to samo nudno. Mimo że ma rodzinę: męża Wojciecha Nowaka i dwóch synów, Michała i Kacpra, w szkole wyróżniają się jedynkami.
Wczesnym rankiem Zofia obudziła się przy donośnym stukotaniu starego zegara w sypialni. Na dworze ledwie wschodziło słońce. Nie mogła już zasnąć, a w głowie krążyły plany na nadchodzący dzień.
Zaraz wstanę i kolejny dzień minie tak, jak wszystkie poprzednie, pełen obowiązków myślała. Najpierw dojenie krowy Zosi, nakarmienie jej i wypasanie stada, potem resztę zwierząt. Potem muszę przygotować śniadanie dla męża i dzieci, obudzić ich, zawieźć chłopców do szkoły, a Wojciecha do pracy. O, dziś trzeba jeszcze podkopnąć ziemniaki, inaczej wyrośną za wysoko, więc chwycę łopatę i ruszam do ogrodu.
Zofia wstała i ruszyła do domowych obowiązków, myśląc:
Dziś trzeba wyprać pranie, posprzątać podwórko, wytrzeć kurz, dawno nie sprzątałam tam, ach, moje życie to nieustanne prace
W końcu zawołała męża:
Wojciechu, wstawaj, czas!
Wojciech przewrócił się na plecy i mruknął:
No tak
Zofia zwróciła się do dzieci:
Dzieciaki, wstawajcie, czas na śniadanie i do szkoły. Michaś, nie zwlekaj, w końcu musisz iść. Kacperek, już czas wstać, nie możesz leżeć w łóżku jak kłapouch. Kto pójdzie za ciebie do szkoły? Nie ja! jęknęła nieco złośliwie, ale z czułością. Najmłodszy Kacperek już podskoczył, a Michaś przeciągnął się.
Po odprowadzeniu wszystkich na swoje drogi Zofia zabrała się za pranie, rozwiesiła świeżo wyprane bielizny na podwórzu. Nastrój tego ranka był nieco przygnębiony, nie potrafiła wskazać przyczyny, ale zauważyła, że ostatnio coraz częściej czuje się niezadowolona z własnego życia.
Kiedy zaczęła pielęgnować kwiaty, podeszła do niej Halina Mazur, sąsiadka energiczna i zadziorna. Halina zawsze krzyczała na swoje zwierzęta i nie szczędziła uwag, a jej krzyki słychać było nawet w podwórku Zofii.
Halinko, co wczoraj znowu się stało? zapytała Zofia.
Ach Mój syn Feliks wrócił wczoraj z miasta, ale tak naprawdę nie wrócił, tylko wleciał do domu jak szalony. Cały wieczór czekałam, bo miał pomóc odsunąć szafę, a on ciężki jak beczka A już rano go uprzedziłam No i znowu znowu wpadł do Igora, a tam wiesz, domowe przyjęcia, wódkę i całą gromadę gości Bylebyś nie widziała, że Twój Wojciech nigdy nie pije, nie widziałam go naprawdę pijącego.
Halina zazdrościła Zofii spokojnego życia, bez krzyku i zamieszania, ale widząc smutną sąsiadkę, zapytała:
Zosiu, czemu jesteś taka przygnębiona? Coś Cię trapi?
Zofia westchnęła, siadając na ławce przy ogrodzie, Halina usiadła obok.
Nie wiem, Halinko, coś na mnie ciąży. Mam wrażenie, że wszystkie ciekawe przygody mijają mnie szerokim łukiem, że inni żyją lepiej, szczęśliwiej, ciekawiej. Chciałabym coś zmienić, może nie tak dramatycznie jak w kinie, ale przynajmniej trochę jak u naszych sąsiadów.
Ojej, Zosiu, nie ma co się marudzić. Twoje życie płynie gładko, spokojnie powiedziała zdziwiona sąsiadka. Czego jeszcze potrzebujesz?
Właśnie patrzę na Małgorzatę, jej mąż Wiktor jest przystojny, elegancki, zawsze chodzą razem po wsi, całują się przy każdym widoku. Małgorzata pracuje jako główna księgowa, ubiera się ładnie. To nie życie, to bajka Wiktor jeździ autem, na urodziny przynosi czerwone róże z miasta. Często tam wyjeżdża. Małgorzata ma taką fascynującą egzystencję.
Ha! W końcu znalazłaś kogoś, kogo zazdrościć przerwała Halina. To właśnie dlatego siedzisz w domu, nie pracujesz, więc nic nie widzisz. A Wiktor to typowy zalotnik, kobiecą uwagę przyciąga jak magnes. Małgorzata o tym wie, kupuje nowe ciuchy, stroi się dla niego. On jest jak kot w marcu lubi ją, wygląd piękny, ale w domu potrafi zaskoczyć. Jego życie to niekończące się wpadki, ciągłe wyjazdy do miasta, tam kobiety, a czasem nawet młode dziewczyny.
Skąd w ogóle to wiesz? Może po prostu pracuje w mieście? zapytała Zofia.
Oczywiście, że pracuje! A po co jeszcze wyjeżdża po zmierzchu, wraca przed świtem? Moja siostra, która mieszka obok, przyjaciółkę Małgorzaty zna i widzi wszystko. Małgorzata ukrywa siniaki pod podkładem. Żyje w ciągłym strachu, że Wiktor ją zostawi albo uderzy. A Ty mówisz, że to bajka. Kto potrzebuje takiej bajki? podniosła głos Halina, a Zofia patrzyła na nią z niedowierzaniem, choć w rzeczywistości wiele z tego było prawdą.
Po chwili Zofia kontynuowała:
Dobrze, jeśli tak jest, nie powinnam zazdrościć Małgorzacie. Weźmy pod uwagę Tamara. Nie da się powiedzieć, że jej mąż Andrzej jej nie kocha. On jest poświęcony jej i ich synowi. Zakazał jej nawet pracować, sam zajmuje się domem. Czasem zabierają ją na kurort, to już prawdziwa miłość. Szczęśliwa Tamara a ja mam taką nudną, monotonną codzienność.
No właśnie, Zosiu, nie masz racji.
Dlaczego?
Andrzej nie pije, nie hulaczy, jest gospodarzem.
Wiesz, że ich najstarszy syn jest chory, a młodszy Antoni jest w porządku, chodzi do szkoły, to dobry chłopak.
Wiem przyznała Zofia wiem, że syn choruje, nie znam szczegółów. Mieszkają na Dolnej Drodze, pod koniec wsi. Andrzeja znam, a mój mąż Wojciech dobrze o nim mówi. Tamara to moja koleżanka ze szkoły, zaraz po maturze wyszła za Andrzeja. Kochali się w liceum.
Najstarszy ich chłopak, Wanka, jest bardzo chudy, w jego rówieśników już nauka w ósmej klasie, a on zachowuje się jak siedmiolatek. Nie rośnie, nie wiesz co go trapi. Tamara z Andrzejem wyjeżdżają go do sanatorium, dostają darmowy wyjazd. A Ty mówisz o wyjazdach na kurort Niech Bóg ich nie losuje.
No właśnie, Halinko, skąd to wiesz? Co się dzieje w wsi, kto dokąd jedzie?
Pracuję na farmie, słyszę wszystkie plotki. Gdzie babek dużo, tam i rozmowy Oksana pracuje na farmie, jest siostrą Andrzeja, więc wie wszystko, a jej język jest długi.
Masz rację, nie warto zazdrościć. Jak mówią: W każdym domku swoje troski, a ja nie znam szczegółów mówiła Zofia.
Nie znasz, bo cały czas w domu, w sklepie biegasz i nic nie widzisz. Nie stoisz przy studni, rozmawiasz z ludźmi, nie dyskutujesz o życiu. Po co iść do studni, skoro Wojciech przyniósł wodę, wykopał studnię, a on jest gospodarzem, dobrym mężem? Ojej, Zosiu, pewnie masz dość swojego tłuszczu nudno Ci, nie widziałaś innego życia, więc myślisz, że wszyscy żyją wesoło drwiła Halina.
W końcu Zofia przyznała, że życie Małgorzaty i Tamary nie jest cukierkiem, ale Katarzyna cieszy się miłością i pieszczotami. Piękna Katarzyna, nie da się ukryć, wszyscy faceci odwracają się, gdy przechodzi obok marzą o niej. Nawet z sąsiedniej wsi przyjeżdżają na motocyklach, przynoszą prezenty. W niedzielę Zofia szła z rynku, a Katarzyna szła rozłożona, w rękach bukiet kwiatów i wielka puszka czekoladek, uśmiechnięta, mówiąc, że podarował jej Iwo z sąsiedniej wsi.
Tak, Katarzyna to piękność podtrzymała Halina. Plotkują, że nawet nasz sołtys podrywa ją potajemnie przed żoną. Niech żona go przyłapie, a Katarzyna zostanie bez włosów, bo jego żona jest wściekła zaśmiała się Halina.
Właśnie tak, Katarzyna żyje wesoło odparła Zofia.
Wesoło, tak wesoło, a ile ma lat? Trzydzieści pięć Przychodzą kawalerowie na motocyklach i w samochodach, jedni z nimi, inni z innymi. Obdarowują ją prezentami. Czas płynie, a ona wciąż nie ma męża. Życie mija, młodość odchodzi, a ona nadal samotna.
Zofia pomyślała, że i Katarzyna zapewne rozmyśla o tym, płacze pod poduszką, choć nikt tego nie widzi.
No tak, Halinko, prawda. Jeśli się przyjrzeć, te kobiety nie są aż tak szczęśliwe, a ja im po prostu zazdroszczę. Chyba mgła zasłoniła mi oczy
Długo jeszcze sąsiadki rozmawiały, aż Halina przypomniała sobie o domu i pobiegła w swoją chatę, a Zofia chwyciła łopatę i poszła przykopować ziemniaki. Dzieci wróciły ze szkoły, nakarmiła je, przyprowadziła krowę ze pastwiska i doiła. Wojciech wrócił z pracy, zjadł obiad, i tak minął kolejny dzień spokojny i cichy, jak zawsze.
Tej nocy Zofia nie mogła zasnąć, aż w końcu zasnęła z trudem. Śniła, że pojawiła się jej zmarła babcia Jadwiga. Wyłoniła się z nikąd i rzekła:
Zosiu, nie gniewaj się na Boga, kochana, nie szemraj o swej losie. Próby przychodzą nam po miarę sił, a w twoim życiu ich nie było za dużo. Żyj więc swoim życiem
Postać babci rozmyła się w mgle, Zofia obudziła się. Zabrzmiało w niej wyrzuty sumienia, że tak narzekała, ubolewała na swój los, współczuła sobie, zazdrościła innym, myśląc o ich szczęściu.
Świt już wstawał. Leżała w łóżku, obok mruczał mąż, tykały zegary. Wstała, zarzuciła płaszcz i wyszła na ganek. Mgła się rozpraszała, rosą migotały źdźbła trawy, dzień obiecywał pogodę.
Jak pięknie żyć pomyślała radośnie wszystko w porządku Przez cały czas żyłam jak w mgle, patrząc z zazdrością na innych i wyobrażając sobie ich życie. Nie miałam pojęcia, jak naprawdę żyją ludzie. Marząc o szczęściu sąsiadów, nie zauważyłam, że i ja mam szczęście, od dawna kochający mąż Wojciech, który nigdy mnie nie zrani, ukochani synowie, świetnie radzący sobie w szkole, bez problemów. Te drobne rzeczy, o które się martwiłam, są niczym w porównaniu. Jak pięknie, że mgła się rozproszyła.
Wróciwszy do domu, zdjąła płaszcz, zajrzała do pokoju dzieci, poprawiła kołdrę Misiowi. Powoli wróciła do siebie, a wszystko wróciło na swoje miejsce. Życie toczy się dalej.



