Jestem waszą wnuczką

Po ciebie przyszła mama, pakuj się.

Mówią, że każde dziecko w domu dziecka czeka na te słowa. Ale Weronika drgnęła, jakby dostała policzek.

No, zbieraj się, czego siedzisz? Elżbieta Januszewska patrzyła na nią, nie rozumiejąc, dlaczego dziewczynka wcale się nie cieszy. W końcu życie w ośrodku to nie miód. Wielu uciekało stąd choćby na ulicę. A Weronikę oddają do jej własnego domu, a ta nawet nie uśmiechnięta.

Nie chcę wycedziła, odwracając się do okna. Jej przyjaciółka Kasia spojrzała na nią ukradkiem, ale nie odezwała się. Dla niej też ta reakcja była niezrozumiała. Sama chętnie wróciłaby do domu, gdyby tylko ktoś na nią czekał.

Weronika, no co z tobą? spytała Elżbieta. Tam mama cię czeka.

Nie chcę jej widzieć. I nie chcę tam wracać.

Inne dziewczynki też słuchały tej rozmowy z zaciekawieniem, więc Elżbieta postanowiła, że nie powinny jej słyszeć.

Chodź ze mną.

Zaprowadziła Weronikę do gabinetu i spojrzała na nią ze współczuciem.

Twoja mama popełniła wiele błędów, to prawda. Ale najwyraźniej chce się poprawić. Inaczej nie pozwolono by ci jej zabrać.

Myśli pani, że to pierwszy raz? Weronika prychnęła i pokręciła głową. To już mój drugi pobyt w domu dziecka. Kiedy zabrała mnie pierwszy raz, udawała, że się zmieniła. Schowała butelki, posprzątała, kupiła trochę jedzenia, znalazła pracę. Gdy przyszła kontrola, wszystko wyglądało przyzwoicie. A potem wróciłam do niej, a ona znów odpuściła. Jestem jej potrzebna tylko dla zasiłków.

Nie mogę na to wpłynąć. A w domu i tak pewnie lepiej tłumaczyła Elżbieta.

Lepiej?! A wie pani, co to znaczy głodować? Albo iść do szkoły w podartych butach, gdy na ulicy minus dwadzieścia? Albo chować się w pokoju i modlić, żeby mamusi pijani znajomi do mnie nie weszli? Dlaczego w końcu nie odejmą jej praw rodzicielskich?!

Weronice w oczach zabłysły łzy. Tak, nie lubiła domu dziecka, ale tu wiedziała, że dostanie jeść i ubranie. I że jest względnie bezpieczna. A w domu nie.

Nic nie mogę dla ciebie zrobić westchnęła wychowawczyni.

Szkoda jej było Weroniki. Dziewczyna bystra, inteligentna, co w domu dziecka nieczęste. Może i jej matka była kiedyś ciekawą osobą, zanim przepiła życie. Choć Elżbieta pracowała tu siedem lat, po raz pierwszy spotkała dziecko, które nie chciało wracać do domu.

A mogłabym żyć sama? spytała Weronika. Poszłabym do pracy, wynajęła pokój.

Dopiero jak będziesz pełnoletnia.

Mam prawie szesnaście! Jestem dorosła!

Elżbieta też myślała, że Weronika jest jak na swój wiek zbyt dorosła. Ale nic nie mogła zrobić.

Musisz być pod opieką dorosłego. Może jest ktoś, kto mógłby cię wziąć? I wystąpić o odebranie praw twojej matce?

Nie mam nikogo Dopóki żyła babcia, było znośnie, teraz już nie do wytrzymania.

A ojciec?

Też się rozpił. Nie żyje.

Weronika powiedziała to tak spokojnie, jakby to była norma. W jej przypadku była.

A on nie miał rodziny?

Chyba żyje jego matka, ale jej nie znam. Nie utrzymywała z nim kontaktu. Rozumiem ją zaśmiała się cicho. Też bym nie chciała.

Posłuchaj Elżbieta pochyliła się do przodu spróbuj żyć z mamą, a ja próbuję znaleźć twoją babcię. Zgoda?

Weronika skinęła głową. Co innego jej zostało?

Oczywiście, matka urządziła przedstawienie. Rzuciła się na córkę z płaczem, błagała o przebaczenie, ściskała ją.

Ale Weronika nie reagowała. Wiedziała, że w domu wszystko wróci do normy.

Tak się stało. Pierwszego dnia matka jeszcze się trzymała, drugiego wróciła z alkoholem.

I znów zaczęło się piekło. Matka piła, straciła pracę. Weronika znów żyła w strachu.

Gdy pewnej nocy do jej pokoju wtargnął pijany mężczyzna, a ona ledwo go wyrzuciła, miała dość.

Na szczęście Elżbieta dała jej swój numer. Weronika zadzwoniła. Powiedziała, że albo wraca do ośrodka, albo idzie na ulicę.

Znalazłam twoją babcię oznajmiła Elżbieta. Porozmawiam z nią. Jeśli się zgodzi i ma warunki, może dostać opiekę.

Weronika uparła się, by jechać razem. Choć nie znała babci, liczyła, że jej nie odtrąci. Wystarczyło przeczekać parę lat, a wtedy będzie wolna.

Drzwi otworzyła kobieta około sześćdziesiątki. Elegancka, postawna.

Czego chcecie? spytała.

Antonina Szymańska? upewniła się Elżbieta.

Tak, to ja.

Jestem twoją wnuczką wtrąciła Weronika. Po co owijać w bawełnę?

To córka mojego syna.

Rozumiem. I co mogę dla ciebie zrobić? Antonina zachowała spokój.

Możemy porozmawiać? Elżbieta nie dała Weronice znów się odezwać.

Dobrze, ale krótko. Muszę się zbierać do pracy.

Antonina nalała im herbaty. Czasem spoglądała na Weronikę, jak na przybysz

Rate article
Fajna Tajna
Jestem waszą wnuczką