W GOŚCINIE U SYNKA…

Nie, nie jedź teraz, mamo. Droga długa, cała noc w pociągu, a już nie jesteś tak młoda. Po co ci te kłopoty? Poza tym wiosną w ogrodzie pewnie masz cały sezon pracy mówi mi mój syn, Olek.
Synu, po co? Nie widzieliśmy się od lat. Chciałabym zobaczyć twoją żonę, w końcu mówimy, że trzeba lepiej poznać synową szczerze mówię.
Wtedy poczekajmy do końca miesiąca, przyjedziemy razem, a na Wielkanoc będzie dużo wolnych dni uspokaja mnie Olek.

Szczerze mówiąc, już planowałam przyjazd, ale uwierzyłam mu i postanowiłam poczekać w domu. Nikt jednak nie przyjechał. Kilka razy dzwoniłam do Olka, a on odrzucał. W końcu sam zadzwonił i powiedział, że jest bardzo zajęty i nie warto na niego czekać. Byłam załamana. Przygotowywałam się na przyjazd syna i jego żony, a oni wcale nie przyjechali. Olek ożenił się pół roku temu, a ja wciąż nie widziałam jego żony.

Mój syn, Olek, urodziła się, jak mówią, dla siebie. Miałam trzydzieści lat, nie wyszłam za mąż i postanowiłam mieć choćby dziecko. Może to grzech, ale nie żałuję tej decyzji, choć często było ciężko nie mieliśmy pieniędzy, żyliśmy na granicy przetrwania. Pracowałam na kilku etatach, żeby mój chłopiec miał wszystko, co potrzebne.

Olek dorósł, pojechał na studia do Warszawy. Żeby mu pomóc na początku, wyjeżdżałam do Niemiec pracować, żeby przesyłać mu pieniądze na czesne i utrzymanie. Moje serce rosło, że mogę synowi pomóc. Na trzecim roku studiów Olek zaczął dorabiać i sam się utrzymywać. Po studiach znalazł pracę i już sam się utrzymywał.

Do domu przyjeżdżał rzadko, chyba raz w roku. Ja w Warszawie, szczerze mówiąc, nigdy nie byłam. Kiedy usłyszałam, że Olek się żeni, odłożyłam wszystkie oszczędności ok. 6500 zł na ten dzień.

Pół roku temu Olek zadzwonił i oznajmił mi długo wyczekiwaną nowinę wychodzi za mąż.
Mamo, nie przyjeżdżaj, najpierw tylko się pobierzemy, a wesele zrobimy później ostrzegł mnie.
Pouflałam się, ale co zrobić. Olek przez wideo przedstawił mi swoją żonę. Dziewczyna wyglądała całkiem nieźle, bardzo ładna i co mnie zaskoczyło bogata. Jej ojciec miał duży majątek. Zostało mi tylko cieszyć się, że synowi tak dobrze.

Teraz już minęło trochę czasu, a Olek wciąż nie przyjeżdża ani nie zaprasza. Nie mogłam się już doczekać, żeby zobaczyć synową i przytulić syna, więc kupiłam bilet kolejowy, spakowałam domowe jedzenie, nawet upiekłam chleb i wzięłam trochę bułeczek. Zadzwoniłam do Olka, zanim wsiadłam do pociągu.
No właśnie, mamo, po co? Ja w pracy, nie dam cię zobaczyć. Weź tak adres i wezwij taksówkę powiedział.

Rano przyjechałam do Warszawy, wezwałam taksówkę i od razu zaskoczyła mnie cena. Ale warszawskie poranki są piękne, więc patrzyłam z okna na miasto. Do drzwi podeszła synowa, nie uśmiechnęła się, nie przytuliła, tylko suchą głową zaprosiła mnie do kuchni. Olek jeszcze nie wrócił, wyjechał wcześnie do pracy.

Rozpakowałam torby: ziemniaki, buraki, jajka, suszone jabłka, marynowane grzyby, ogórki, pomidory, kilka słoików dżemu. Synowa patrzyła w milczeniu, po czym stwierdziła, że to wszystko niepotrzebne, bo nie jedzą takich rzeczy i wcale nie gotują w domu.
Co wy jecie? zdziwiłam się.
Codziennie zamawiamy jedzenie z dostawą. Gotowanie nie lubię, bo po tym w kuchni długo wiszą nieprzyjemne zapachy odpowiedziała Grażyna.

Zanim się zorientowałam, do kuchni wszedł mały chłopiec, lat trzy i pół.
Poznajcie, to mój syn. Daniel przedstawiła synowa.
Daniel? zapytałam.
Nie, Daniele, nie lubię jak przekręcają imiona. odparła.
Dobrze, co chcesz, Grażyno.
Nie jestem Grażyną, jestem Ilona. W naszym mieście nikt nie przekręca imion, ale skąd wy mieliście wiedzieć

Płakało mi w środku. Nie dlatego, że syn ma żonę z dzieckiem, ale że nie powiedział mi o tym wcześniej.

Na ścianie zauważyłam duży portret ze ślubu.
O, nie było wesela? To przynajmniej ładne zdjęcie próbowałam zmienić temat.
Jak nie było wesela? Było, dla dwustu osób. Po prostu nie było was, bo Olek powiedział, że chorujecie. Może tak lepiej, że tak się stało wymamrotała Grażyna.

Co będziecie jeść na śniadanie? zapytałam.
Zjem odpowiedziała. Ilona postawiła przede mną filiżankę herbaty i kilka kawałków drogiego sera. To był ich śniadanie. Ja potrzebowałam porządnego posiłku po podróży. Chciałam usmażyć jajka i zjeść domowy chleb, ale Grażyna stanowczo zabroniła mi smażyć, bo nie chce zapachu w kuchni. Nie chciała też jeść mojego chleba, tłumacząc, że oni i Olek jedzą zdrowo.

Zrezygnowałam z jedzenia. Było mi tak przykro, że syn nie zawstydził mnie swoim zaproszeniem. Wypiłam herbatę, a ona milczała. Dziecko podbiegło i przytuliło się do mnie, ale Ilona machnęła ręką, że nie można. Nie miałam miejsca dla chłopca, więc podałam mu słoik malinowego dżemu, mówiąc: Będziesz miał pyszny dodatek do naleśników.

Grażyna wyciągnęła słoik z ręki i krzyknęła:
Ile razy mam wam powtarzać? Jemy zdrowo, nie jemy cukru!

Czułam, że zaraz zrymuję się ze łzami. Nie dokończyłam herbaty, poszłam na korytarz, zaczęłam zakładać buty. Ona nawet nie spytała, dokąd idę. Wyszłam na podwórko, usiadłam na ławce i puściłam płacz. Nigdy nie byłam tak smutna.

Po chwili zobaczyłam, że Grażyna wychodzi na spacer z dzieckiem i wyrzuca wszystkie moje słoiki na śmietnik. Nie miałam słów. Zwinęłam rzeczy z powrotem do torby i pobiegłam na dworzec. Udało mi się jeszcze odkupić bilet na wieczorny odjazd.

Tuż przy dworcu wpadłam na jadłodajnię i zamówiłam barszcz, kawałek smażonego mięsa, ziemniaki z sałatką. Byłam bardzo głodna, zapłaciłam sporo, ale przecież zasługuję na coś dobrego. Położyłam torby w schowku i miałam jeszcze kilka godzin, by zwiedzić Warszawę. Miasto mi się podobało, trochę się rozproszyłam.

W pociągu nie spałam, płakałam. Było mi przykro, że syn nawet nie zadzwonił i nie zapytał, gdzie jestem. Wolałabym, żeby w lecie padał śnieg, niż żeby mój jedyny syn mnie tak potraktował. Nałożyłam na siebie ciężar oczekiwań, a on okazał się niepotrzebny.

Teraz zastanawiam się, co zrobić z tymi pieniędzmi, które odłożyłam na wesele. Oddać Olekowi te 6500 zł, żeby wiedział, że mama zawsze o niego dbała? A może nic nie dawać, bo nie zasłużył?

Rate article
Fajna Tajna
W GOŚCINIE U SYNKA…