Miłość czy magia
Będziesz mieć niewyobrażalną moc, lecz pamiętaj: wszystko ma swoją cenę. Dlatego czarownice nie mają szczęścia w miłości mawiała babcia Morwiga, przekazując córce Jana Kwiatkowskiej sekrety czarów.
Jana wchłaniała te słowa na zawsze. Rzeczywiście, z mężczyznami nie szło jej po drodze gdy któryś zdawał się być potencjalnym partnerem, po chwili kręcenia się w kosmosie wypędzał go z jej orbity. Jeden pił, drugi udawał się wielkim, kolejny prowokował ją tak, że chciała go przemienić w zwierzę, a jeszcze inny był po prostu rogatym bez żadnej magicznej ingerencji.
W końcu pokrewna czarownica poddała się, machnęła ręką i wykrzyknęła: Nie mam szczęścia w miłości, więc niech tak będzie! Niech to szlag z romantyzmem! Zamiast mężczyzny przygarnęła czarnego, bezczelnego kota i nazwała go Puch.
Listzaproszenie od dawnej koleżanki ze Szkoły Czarnej Sztuki, Elwiry Złotkowskiej, zaskoczył ją nagle. Jana rozwinęła czarny pergamin przyniesiony przez kruka, na którym krwistymi, ozdobnymi literami wyryto:
Cześć, Jano! U nas z dziewczynami postanowiłyśmy zrobić coś w rodzaju rodzinnej kolacji w piątek trzynastego. Sabaty są w porządku, ale nie jesteśmy tylko koleżankami po fachu jesteśmy przyjaciółkami, choć nasze rodziny ledwo się znają. Dlatego musimy się zebrać z naszymi drugimi połówkami. Ja i Łukasz zapraszamy wszystkich do nas. Łukasz i ja razem od pięciu lat.
Kim jest Łukasz? myślała Jana, przypominając sobie, co wie o życiu towarzyszy Elwiry. Odpowiedź była nikła.
Diana przyjdzie ze swoim Franciszkiem. Borys przywiezie Eryka. A Marcelina nie pamięta, czy z Markiem, czy z Maksymilianem ( ciągle myli imiona). Więc przyjdźcie: Ty i Twój ukochany. A jeśli wciąż jesteś sama, nic nie szkodzi, my i tak będziemy zachwycone.
Nic nie szkodzi?! wykrzyknęła Jana. Zachwycone? Oczywiście, że zachwycone, że jestem, jak głupia, samotna!
Co to za czary? Jak jej przyjaciółkom udało się przechytrzyć odwieczne przekleństwo czarownic fatalne niepowodzenie w miłości? U Elwiry, rozumiesz, Łukasz! A ci trzej już mają facetów. A co z Janą, najgorsza z nas? Czy może najlepsza? Czy jej dar jest tak potężny, że nie dopuszcza miłości? Myślała niespokojnie, gdzie te cztery znalazły chłopaków godnych pokazania w wąskim kręgu. I co z nią samą?
Myśl o uwodzeniu odrzuciła natychmiast. Zaklęcie przyciągania kochanka w prestiżowej akademii uznawano za wstyd i nieprofesjonalizm, niczym leczenie ślepoty okiem igły. Pięć przyjaciółekczarownic przysiągło, że żadnych urojeń, za żadnych warunków, w przeciwnym razie: Niech mi twarz będzie pełna pryszczy!.
Czas do spotkania zlewał się, kolejki przystojnych mężczyzn, gotowych towarzyszyć jej na czarodziejskie przyjęcia, wcale nie braki. Im dłużej Jana rozmyślała o nadchodzącej imprezie, tym mocniej dochodziła do wniosku, że musi iść z kimś. Mogłaby pojawić się w dumnym samotnictwie, udając, że ma moc większą niż niektórych, a miłosne problemy to stała cena za nadmiar siły. Lecz o wiele przyjemniej byłoby mieć przy sobie żywe męskie ramię, a zaskoczenie znajomych, które próbują się popisać, byłoby bezcenne.
Na trzy dni przed spotkaniem Jana zaczęła się denerwować. Dzień przed panikowała. Gdy do godziny X zostało pół dnia, straciła zdolność jasnego myślenia, ale zyskała szybkość działania.
Czarownica przyjrzała się pokojowi, a wzrok zatrzymał się na Puchu, który w tym momencie wytrząsał futro.
Nie! mruknęła Jana.
Potem:
Tak!
Wyciągnęła z pamięci stare, skomplikowane zaklęcie i wypowiedziała magiczne słowa, przemieniając kota w człowieka.
Człowiek wyszedł nieźle: wysoki, umięśniony i czarny!
Jesteś Afrykaninem? zdziwiła się czarownica.
Proszę o tolerancję. Czy masz coś przeciwko temu, że jestem czarny? odparł Puch, lekko oblizując rękę i patrząc na nią z typowym dla kota pogardliwym spojrzeniem.
Nic nie mam Aha! Co z twoim głosem? wysoki falset Jana nie pasował do wizerunku alfasamca, jaki planowała przedstawić.
Co? uniósł brew Puch. Nie pamiętasz tego strasznego dnia? Och, tak Dla ciebie ten dzień nie był straszny. Nie przeżyłaś wszystkiego: zastrzyków, białych ścian, lekarza w białym kitlu, przebudzenia, uświadomienia
Przynajmniej nie biegasz po wszystkich zaułkach dzielnicy westchnęła Jana.
Wszystko to dla twojej wygody. Powiedz, czego ode mnie chcesz? Czy testujesz kolejne zaklęcie?
Jedziesz na bal! Czyli nie ty, a my i nie na bal, a na rodzinną kolację Jana splatała słowa, nerwowo, nie do końca spójne. Muszę coś zrobić z głosem. Powiedzmy, że się przeziębiłeś i straciłeś głos. Będziesz milczeć, a mówić będę ja! Będziesz Alexem. Twoim zadaniem będzie zrobić wrażenie zakochanego kawalera. Rozumiesz?
Puch tylko mruknął, dalej wycierając futro. Jana, niepewna, czy kot wszystko pojął, dopytała:
Co zrobisz, gdy przyjdziemy?
Nie lubię obcych mieszkań, mruknął kot, bawiąc się wiszącym amuletem, przebiegnę do najdalszego pokoju, znajdę wygodne łóżko i wślizgnę się pod nie. Będę syczeć na każdego, kto mnie wyciągnie, a w razie potrzeby użyję łapy
Nie, nie, nie! Żadnych ukryć! Żadnych szponów i syków!
Po co? zapytał z pogardą kot, jakby drwił z niej.
Inaczej ja wykrzyknęła, spotykając się wzrokiem z Puchem i zdając sobie sprawę, że grożenie kotu nic nie da. Łagodniej dodała: Jeśli spełnisz moje polecenia, będę cię karmić wykwintną wątróbką.
I łososiem.
A czy nie pęknie ci mordka?
Jeśli nie znajdę toalety, znajdę czyjeś buty.
Dobrze, i łosoś.
I wleję ci walerianę.
Rozpije się!
To ty się rozpijesz po tym wszystkim, co cię zawstydzę.
I walerianą westchnęła Jana. Szantażystko!
Perwersja! Przedstawiasz kastrowanego kota jako chłopaka.
***
Czaryj ich, szepnęła Jana przy uchu PuchowiAlexowi, stojąc przed drzwiami Elwiry, gotowa dzwonić. Tylko milcz.
Mogę mruczeć, to zawsze działa.
Spróbuj, odetnę ci ogon!
Wy, ludzie, maniacy zawsze chcecie coś uciąć zwierzakom.
Sss
Czarownica skrzyżowała palce na szczęście i nacisnęła przycisk dzwonka. Gości powitała gospodyni, trzymając się za rękę z wysokim, szczupłym blondynem. Na chwilę Jana pomyślała, że Puch sycze, ale kiedy się odwróciła, stał tam z niewinnym uśmiechem.
Wszyscy przyjaciółki już zebrane. Franciszek Diny rozbudowany brunet o pięknym, choć bladym obliczu i świetnej sylwetce wywoływał w Jana dziwne wrażenie, jakby coś wymagało korekty. Borys przywiózł Eryka, który był jak skała masywny, korpulentny, niezręczny, z ciężkim spojrzeniem. Marcelina, niepewna, czy to Marek, czy Maks, patrzyła na swoją ukochaną z miłością i wiernością, nie odrywając oczu.
AlexPuch zachowywał się przyzwoicie. Jedynie raz chwycił zwisający pasek sukni Borysa, gdy ta odwróciła się plecami, ale Jana szybko odebrała mu zabawkę, grożąc brakiem łososia. Wszystko szło gładko. Alex milczał. Przyjaciółki opowiadały o swoich związkach, o tym, jak się poznały, o planach na przyszłość. Jana desperacko tęskniła za romantyczną historią, ale i tak czuła, że nie jest najgorsza. W drugiej połowie wieczoru uspokoiła się nieco, aż nagle
Alex wstał od stołu.
Dokąd? syknęła Jana w jego ucho.
Muszę odpowiedział równie ostrożnie.
Pokaż mi buty! Wiesz, gdzie jest pokój?
Oczywiście, uspokój się.
Odszedł, a Jana siedziała jak na kolcach. Czy pomyli pokój z garderobą? Czy przypadkiem nie zacznie go zagrzewać? Co jeśli wrzuci różne rzeczy do toalety i zatka kanalizację? Niepokój rosł, gdy minęła pół godziny, a kot nie wrócił. Spojrzała na zebranych: Diana poprawiała muszkę Francuskiego, Borys namawiał Eryka, by nie miał kamiennej twarzy, Marcelina słuchała kolejnego wyznania od MarkaMaksa. Elwira przyglądała się z niechęcią Łukaszowi, który pogrywał kością kurzą.
Jana uśmiechnęła się winny i wymknęła się od stołu.
Gdzie to zwierzę?
Zwierzak znalazł się w kuchni na stole!
Zejdź! krzyknęła szeptem, drżąc. Zejdź ze stołu! Co tu robisz?
Tu jest kiełbasa odparł Alex, skrzywiając się i mrucząc.
Tam też jest kiełbasa! W twojej misce! Taka sama!
Naprawdę? Ta smakuje lepiej mruczenie nasiliło się.
Zejdź natychmiast! Nie zawstydzaj mnie!
Jana próbowała ściągnąć Pucha, ale on opierał się, po czym przewrócił się na podłogę, wciągając stos kubków i talerzy, i wylądował nie na czterech łapach kota, lecz na kościogłowie, jak zwykły człowiek.
W tym samym momencie weszła Elwira.
Co się stało? Alex, czujesz się źle?
Tak! zareagował umysł Jana, łapiąc się za wskazówkę. On jest zdenerwowany! Po prostu się zestresował
Już, już pomożemy. Elwira wyciągnęła z szafki fiolkę, nasypała łyżeczkę i podała leżącemu Alexowi wraz z szklanką wody, mówiąc: Napij się, uspokoi się.
Zanim Jana zdążyła zrozumieć, co Elwira podaje, Alex wypchał wodę, połykał całą fiolkę i opróżnił ją.
Nie można mu dawać waleriany! zorientowała się Jana w ostatniej chwili.
Można! krzyknął odważny kot, podnosząc się na nogi. Teraz mogę wszystko!
I pobiegł po domu, trzymając jedną z opadających z stołu butelek piwa.
Co z nim? zdziwiła się Elwira.
Alergia na walerianę szepnęła Jana, goniąc za rozszalałym stworzonkiem.
Pogoniła go do sypialni, gdzie przeskoczył kanapę, zawisł na zasłonie, zerwał firankę i wpadł na dywan. Gdy Jana próbowała go podnieść, AlexPuch podskoczył z błyskiem w oku i pobiegł w stronę spiżarni.
Kurek! rozległ się jego okrzyk z wnętrza kartonu po mikrofalówce, w którym próbował się zmieścić, karton pękając i rozdzierając się, nie chcąc przyjąć czarnego ciała.
To mój kotek! zachichotała Diana.
Jana jedyne, co mogła zrobić, to wykonać gest kapitana Picarda położyć rękę na czole.
To na pewno alergia? zmrużyła oczy Elwira.
Dajcie spokój odparł Alex, nie odrywając się od swojego zajęcia. Jestem kotW końcu, gdy noc rozmyła się w mgłę, cały dom przemienił się w wielki, migoczący ogród pełen latających latarni, a Jana po raz pierwszy poczuła prawdziwe ciepło serca, które nie pochodziło z zaklęć, lecz z samego życia.



