Przebaczenie: Klucz do Uzdrawiających Relacji w Polskiej Kulturze

Urodziłam się w zamożnej rodzinie. Ojciec był wysokim szefem w jednej z krakowskich firm, a matka zajmowała się domem, prasowała moje ojcowskie garnitury i gotowała tradycyjne kiszonki. Mieszkaliśmy w małej miejscowości nad Wisłą. Po szkole średniej Zuzanna (tak nazywałam się wtedy) wyjechała na studia do Krakowa. Tam poznała Marka, pobrali się i wydawało się, że wszystko układa się idealnie mieli własny dom, dobrą pracę i wspólne plany.

Jedynym problemem była brak dzieci. Przeszliśmy liczne wizyty u lekarzy, nawet wyjechaliśmy za granicę, ale wszyscy stwierdzili, że nasze zdrowie jest w porządku. Gdy kolejny test ciążowy dał wynik negatywny, Zuzanna zapłakała. Do kiedy jeszcze będziemy czekać? Dlaczego Bóg nie daje nam potomstwa, a my tak bardzo tego pragnęliśmy? myślała.

Pewnego wolnego popołudnia poszła do parku, żeby się przewietrzyć. Pogoda była piękna, ptaki ćwierkały, a w sercu Zuzanna czuła pustkę. Na ławce siedziała starsza pani karmiąca gołębie ziarnkami. Gołębie otoczyły ją i głośno skrzeczały. Zuzanna podeszła i usiadła obok. Starsza pani bez słowa podała jej mały woreczek z ziarnkami, które Zuzanna rozrzuciła po ptakach.

Zuzanna poczuła potrzebę rozmowy i opowiedziała starszej pani, że jest nieszczęśliwa, bo nie ma dzieci. Pani wysłuchała, nie przerywając.

Powiedz mi, Zuzanno, czy zdarzyło ci się kiedyś zranić kogoś i zapomnieć o tym? zapytała.

Zuzanna zastanowiła się i odparła, że takiej sytuacji nie pamięta.

Czy na pewno? Może w szkole? namawiała pani.

Zuzanna nigdy nie wspominała szkolnych lat. Była cichą, skromną uczennicą, nie kłóciła się z nikim i po ukończeniu klasy nie utrzymywała kontaktów z kolegami. Nagle serce zaczęło jej szybciej bić i przypomniała sobie jedną sytuację. W tej samej klasie była Halina, wychowywana przez babcię, rodzice nie radzili sobie w życiu. Halina była bardzo nieśmiała, nie miała przyjaciół i w szkole trzymała się na uboczu. Nazywano ją błogosławioną. Często była obiektem szyderek, ale znosiła to w ciszy, nigdy nie odpowiadała.

Czasem dzwoniła do Zuzanny telefonem domowym i rozmawiały długo o książkach, filmach i zadaniach domowych. Halina była rozmowna tylko przy telefonie; w szkole nie podchodziła do Zuzanny, bo wstydziła się. Zuzanna nie odczuwała potrzeby przyjaźni, obawiając się, że zostanie wyśmiana za to, że przyjaźni się z błogosławioną.

Pewnego dnia Halina przyszła do szkoły w bluzce i spódnicy zamiast mundurka. Na przerwie rozdarł się jej suwak, a ona przyczepiła go szpilką. Chłopcy podeszli od tyłu, odpinając szpilkę, i spódnica spadła na podłogę. Rozległ się śmiech, wszyscy drwili z Haliny. Zuzanna stała z boku, patrząc w milczeniu. Czuła współczucie, ale nie podeszła obawiała się, że zostanie wyśmiana.

Halina chwyciła spódnicę, podniosła się i wybiegła ze szkoły. Pobiegła nad rzekę i wskoczyła do wody. Była późna jesień, woda była zimna, ale Halina nie zwracała uwagi i płynęła, aż straciła przytomność. Przebiegł obok mężczyzna, wyciągnął ją, okrył kurtką i wezwał karetkę. Halinę przewieziono do szpitala; kilka dni leżała w śpiączce, potem obudziła się, ale musiała leczyć się z powodu przechłodzenia. Do szpitala przychodziła tylko babcia. Koledzy z klasy usłyszeli o tym, ale Zuzanna nie odważyła się ich odwiedzić i wkrótce zapomniała o Halinie. Halina nigdy nie wróciła do szkoły; plotkowano, że ma problemy psychiczne. Zuzanna nie słyszała już o niej.

To był jedyny moment, kiedy Zuzanna poczuła wstyd ze względu na własne zachowanie, choć nie wyrządziła Halinie wyrządzonej krzywdy. Chciała opowiedzieć starszej pani o Halinie, ale zobaczyła, że zniknęła, a gołębie odleciały. Zuzanna wróciła do domu i wpadła na pomysł, by wyjechać do rodzinnego miasta, w którym nie mieszkała od lat. Rodzice już mieszkali gdzie indziej, więc nie miała tam kogo odwiedzić.

Następnego dnia wzięła wolne w pracy i pojechała do Sandomierza. Powiedziała mężowi, że rodzice poprosili ją o ten wyjazd. Po przyjeździe zamieszkała w hotelu i od razu ruszyła w stronę domu Haliny. Nic się nie zmieniło od lat; Zuzanna poczuła się, jakby cofnęła się w dzieciństwo. Stała przed drzwiami i długo czekała, aż otworzy. Otworzyła je babcia Haliny.

Zuzanno? Czego chcesz? zapytała.

Dzień dobry, czy mogłabym zobaczyć Halinę? Czy jest w domu? zapytała nieśmiało.

A ona? Oczywiście, że w domu. Po co ci? odpowiedziała babcia.

Chciałabym z nią porozmawiać. Proszę, przyprowadźcie ją. nalegała.

No, proszę wejść, już jestem. wpuściła babcia.

Zuzanna weszła do pokoju, w którym Halina siedziała tyłem i malowała obraz.

Halino, cześć, to ja, Zuzanna Bąk, pamiętasz mnie? zawołała.

Oczywiście, pamiętam, Zuzanno. Co u ciebie? odwróciła się i zobaczyła kobietę zupełnie inną niż ta, którą pamiętała.

Chcę ci coś wyznać Opowiedziałam starszej pani w parku o tym, że nie mam dzieci, a ona powiedziała mi, że mogę mieć wyrządzone krzywdy innym. powiedziała ze łzami w oczach.

Halina spojrzała na nią i powiedziała:

Zuzanno, czekałam na ciebie po tym wypadku w szpitalu, codziennie liczyłam dni, aż przyjdziesz. Nie zapomniałam o tobie, ale nie obwiniałam cię, że nie stanęłaś przy mnie. Rozumiałaś, że mogłoby cię wyśmiać, bo byłam błogosławiona. W szpitalu było mi naprawdę ciężko, psychicznie i fizycznie, a nie miałam nikogo poza tobą i babcią. Byłam zawiedziona, że lekarze powiedzieli mi, że nigdy nie będę mieć dzieci, i nieświadomie życzyłam ci tego samego, bo czułam się zdradzona twoją obojętnością.

Zuzanna padła na kolana i wyznała:

Halinko, wybacz mi, proszę. Wstydziłam się, że nie podeszłam, nie pobiegłam za tobą. Nie odwiedzałam cię w szpitalu, myślałam tylko o sobie. Teraz odczuwam karę za te czyny.

Halina, zawsze dobra i bez urazy, podniosła Zuzannę:

Zuzanno, wybaczam ci. Nie trzymam urazy. Chcę ci pomóc, choć nie wiem jak. Dziękuję za twoje przeprosiny.

Usiadły przy herbacie, pogadały i Zuzanna wyjechała, obiecując dzwonić. Serce jej było lekko i spokojnie.

Trzy miesiące później Zuzanna kupiła kolejny test ciążowy. Kiedy zobaczyła dwie kreski, uwierzyła własnym oczom była w ciąży. Natychmiast zadzwoniła do Haliny, która ucieszyła się, bo jej serce nosiło ciężar winy za niepłodność Zuzanny. Potem Zuzanna zadzwoniła do męża i rodziców wszyscy byli zachwyceni wiadomością. Ciąża przebiegła spokojnie, a na świat przyszła dziewczynka imieniem Alicja. Halina została jej matką chrzestną i przyjęła tę rolę z radością.

Tak oto życie potwierdza, że złe słowa i życzenia wracają niczym bumerang. Nie życzmy nikomu zła, żyjmy w pokoju i zgodzie serca.

Rate article
Fajna Tajna
Przebaczenie: Klucz do Uzdrawiających Relacji w Polskiej Kulturze