Mamo, tata znowu wziął pieniądze
Łucja zerwała się do szafy, przeszukała ją po kątach i wyliczyła znajdowane tam banknoty. Brakowało dwustu złotych! Kwota nie była wielka, ale właśnie tyle miała przeznaczyć na opał. Staś doskonale o tym wiedział w skarbonkę nic nie wkładał! Łucja zebrała wszystkie monety, złożyła je w kupkę i schowała pod dywanik w pokoju dziecięcym.
Chodźmy jedzeni, zawołała dzieci. Rozlała zupę do misek, nalała herbatę i każdemu położyła po dwie herbatniki.
Mamo, a sobie czemu nie dajesz? zapytał Michał, patrząc na nią poważnym wzrokiem.
Po pierwsze nie lubię słodyczy, po drugie muszę pilnować figury. odpowiedziała, a syn spojrzał na nią z podziwem.
Mamo, ale i tak jesteś piękna! dodał, a ona roześmiała się.
Jedzcie!
Po kolacji Łucja umyła naczynia, po czym weszła do pokoju dzieci. Jan czytał bajkę Jagodzie, a Michał coś rysował.
Daję wam dziesięć minut, żeby dokończyliście swoje sprawy. Potem koniec! zawołała, pocałowała każde dziecko i wyszła. Musi jeszcze uszyć kurtkę Janowi, bo pogodził się z kimś w szkole, a potem sama może iść spać. Łucja wzięła igłę z nitką.
Dziesięć lat temu poślubiła Stasia. Miał wtedy osiemnaście lat, nie miał pojęcia o życiu, a on krążył za pieniądzmi jakby po własnym podwórku. Łucja, naiwna, uwierzyła, że potrafi zarabiać. Po ślubie odkryła, że Staś wydaje środki zdobyte ze sprzedaży mieszkania, które dostał od rodziców.
A co z mieszkaniem? spytała.
Po co? Masz duży kawalerka w Warszawie. odparł.
Sprzedałeś jedyne lokum, żeby roztrwonić pieniądze? drążyła.
Och, Łucjo, nie bądź taka! Żyje się raz! odparł z uśmiechem.
Lata mijały, a Łucja liczyła na to, że przyczyna leży gdzie indziej. Gdy urodziły się jej dzieci, Staś nawet na chwilę podjął pracę, ale nie wytrzymał. Po kolejnych latach pojawiła się Jagoda pierwsza córka, i Łucja zrozumiała, że bez planu rodzina może zginąć z głodu. Postanowili wynająć mieszkanie i przeprowadzić się do wsi, do pustego domu po ciotce, który stał od pięciu lat pusty.
Staś przyjął to niechętnie:
Nie, proszę, jedźcie dalej, mi dobrze w mieście.
Łucja wpadła w gniew.
Możesz zostać, ale nie w tej kawalerce. Jutro wchodzą nowi lokatorzy.
Co? Jak? krzyknął Staś.
Staś pojechał do wsi, szukał roboty w gospodarstwie i tartaku, lecz wszystko mu nie pasowało. Zamiast tego wolał flirtować z dziewczynami. Jego przyjaciółka Marina nie raz mówiła, że stać go na podwójną życie.
Może w końcu znajdzie kogoś młodszego! żartowała.
Mijał pół roku, a Łucja wciąż szyła, kiedy do drzwi zapukał nieznajomy. Zimny wiatr wiał w jego płaszczu, a on odłożył kurtkę i usiadł przy stole.
Co się stało? zapytała, przerywając szycie.
Staś, po co te pieniądze wziąłeś? odpowiedział mężczyzna.
Staś odpowiedział, że przychodził po piwo, a nie po darmowy posiłek. Łucja nie dała mu nic, ale kazała mu zjeść to, co sam kupił.
Staś patrzył zdziwiony.
Czy mam iść spać głodny? spytał.
Łucja wzruszyła ramionami. Staś po chwili wstał, ubrany i z groźbą Pokrótce pożałujesz zniknął w nocy.
Dziesięć lat minęło, a Staś wciąż wyglądał jak młody chłopak. Łucja zauważyła, że jej dłonie są szorstkie, paznokcie krótkie, skóra twarda jakby zimą w rzece się myła. Zdecydowała się pracować przy dojeniu krów, choć nigdy nie miała z nimi kontaktu. Nauczyła się wszystkiego, ale jedyne, co kochała, to malowanie.
Następnego dnia, wracając do domu, zobaczyła w salonie dwie wielkie walizki, na kanapie dzieci, a na krześle Staś.
Co się stało? zapytał, wstając.
Zostawiłaś dzieci bez ojca, wszystko przez swój charakter! wykrzyczał.
Łucja nagle poczuła ulgę.
Czy naprawdę znalazłam kogoś głupszego ode mnie? zapytała z uśmiechem.
Staś się zarumienił, chwycił walizki i pobiegł do wyjścia, potknął się o deskę, która od lat wisiała w drzwiach. Zesrało mu się, że wciąż nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem.
Jagoda podeszła do mamy:
Mamo, czy tata już nie wróci?
Raczej nie, kochanie.
Dziecko westchnęło:
Czy nikt nie będzie już jeść moich cukierków?
Teraz już nie będzie.
Łucja poczuła, że to ona, a nie Staś, je cukierki od Świętego Mikołaja. Następnego dnia dowiedziała się, że Staś odjechał z wsi. Czyste powietrze, pomyślała, ale nie obchodziło ją już, gdzie on się znajdzie.
Tydzień minął, a Łucja martwiła się, że nie przychodzą pieniądze, a ludzie nie odbierają telefonów. Właśnie wtedy Michał krzyknął:
Mamo, zobacz, zepsuła się coś przy nas!
Łucja zajrzała przez zamglone okno i zobaczyła przy drodze samochód z dymiącym silnikiem.
Nie odpala? spytał.
Nie. Stałem przy nim pół godziny. Może zawołamy, podamy herbatę? zaproponowała.
Michał pobiegł po czajnik, a po chwili do domu wszedł młody mężczyzna, trzydziestoletni, z policzonymi od zimna wargami.
Dziękuję, że mnie wpuściliście. Nazywam się Maksym. szepnął.
Łucja podała mu herbatę, a dzieci przyglądały się mu z ciekawością.
Maksym zapytał:
Czy to wszystko wasza rodzina?
Tak, moja. odpowiedziała.
Marzyłem o wielkiej rodzinie, ale nie wyszło.
Co się stało? dopytał.
Maksym westchnął i powiedział, że rozwiódł się, bo żona nie chciała dzieci. Gdy pod koniec herbaty zadzwonił telefon.
Co jest? spytała Łucja.
Mieli przyjechać, ale burza zatrzymała przyczepę.
Łucja obiecała mu miejsce na kanapie i że rano przyjedzie pomoc. Maksym był zdumiony, że Łucja nie jest pod wrażeniem jego sytuacji.
Rano, kiedy Maksym spał, Jagoda podeszła i położyła mu pod poduszkę cukierka. Chłopiec prawie płakał z wzruszenia.
Kilka dni później przyjechała znajoma auto. Michał, jak zwykle, przywitał wszystkich.
Dziadek Maksym przyjechał! zakrzyknął.
Michał i Łucja pamiętali, że przysięgali mu kiedyś starą konsolę do gier. Maksym przywiózł nie tylko konsolę, ale i dwa pudełka prezentów. Gdy wszedł do domu, zobaczył Łucję i jej przyjaciółkę, którą nie znał.
Przepraszam, nie mogę zaproponować herbaty, Marina się zajmie, bo spóźniam się na autobus.
Jedziesz do miasta? zapytał.
Tak.
To herbata niepotrzebna, podwiozę cię.
Marina popchnęła Łucję w bok, a w drodze Łucja nieświadomie wyjawiła Maksymowi powód swojej podróży do miasta. On odpowiedział:
Jedziemy razem. Nie ma co się martwić, po prostu pomogę.
Dziękuję bardzo. Ludzie są dobrzy, choć nie zawsze.
Maksym pochwalił się, że w mieście ma małą stolarkę, w której robi meble z litego drewna. Przyjechał obejrzeć działkę, którą miał kupić ojciec jego już ją zdobył.
Gdy podjechali pod dom Łucji, otworzyła drzwi, nie dzwoniąc. W przedpokoju leżały buty Stasia, trochę dalej damskie pantofle, a Staś owinięty w ręcznik stał w pokoju z butelką szampana w ręku.
Łucjo? Skąd? wykrzyknął, ledwo trzymając szkło.
Gdzie są mieszkańcy? spytał.
Wyjechali, oczywiście. Muszę gdzieś mieszkać!
Moja kamienica?
Właśnie ona jest nasza!
Co się stało? pytał, a Łucja odpowiedziała, że razem mieszkała z nim dziesięć lat.
Wtedy z łóżka wyłoniła się młoda kobieta, trzymając sukienkę.
Staśku! Kto to?
Łucja podała jej ubranie.
Wyrzuć mnie z mieszkania! I zabierz Stasia!
Co? To mój dom!
Nie uwierzysz, ale tak!
Łucja poszła do kuchni, nie wiedząc, że potrzebuje pomocy Maksym. Wkrótce otworzyły się drzwi, a Maksym wchodząc, podawał adres Łucji.
Trzeba poczekać, przyjadą i wymienią zamki.
Dziękuję, Maksymie. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
Maksym spojrzał na nią i Łucja poczuła rumieniec.
Trzy lata później Marina i Łucja piły herbatę.
No tak, przyjaciółko, udało ci się! Twój mąż przyszedł w pośpiechu!
To prawda, Maksym wszystko robi dla nas.
Marina spojrzała na portret dzieci, które Łucja dopięła.
Czy możesz mnie narysować?
Oczywiście, mam teraz dużo wolnego czasu!
Nagle do pokoju wszedł mężczyzna i chwycił ją za ręce, kręcąc po całym domu.
Chcę chłopca! I dziewczynkę! W końcu będzie nasza wielka rodzina!
Po tych słowach Łucja zrozumiała, że najważniejsze nie jest, ile mamy pieniędzy czy kto przychodzi i odchodzi, lecz wzajemny szacunek, uczciwość i miłość, które trzymają rodzinę razem. Dlatego pamiętajcie: prawdziwe szczęście buduje się na solidnych fundamentach rodziny i wzajemnej pomocy.



