Jedno Życie, Jedna Szansa

14 października 2025
Drogi pamiętniku,

Dzisiaj znowu poczułam, jak żar rozdziera wnętrze Misia, mojej małej, szarej kotki, od wewnątrz. Nie było to pierwszy raz jeszcze piętnaście dni temu znalazła w ogródku przy naszym domu w Warszawie resztki niskiego zioła, które już dawno przestało rosnąć, bo pierwszy mróz jeszcze się nie odważył. Misia pożarła je całą, wgryzając się w ziemię aż po same korzenie. Od razu poczuła ulgę, taką, że prawie zapomniała, jak bardzo było jej źle. A jednak

Zioła już nie ma. Nawet gdyby udało się je jeszcze znaleźć, nie pomogłyby tak, jak kiedyś. Tylko ta lecznicza roślina mogła przycisnąć ten rozpalający się w głębi żar, co czai się w dolnej części komórki brzusznej i sięga aż po serce. Kto twierdzi, że kot ma dziewięć żyć? Ona ma tylko jedno małe, niewidoczne, a jednak gorące i otulające, płynące falą miłości do tych, których potrafi pokochać. Nie da się go odrodzić, ale można je ofiarować, jeśli kot tego pragnie.

Misia chciała… łapała się wszystkimi łapkami za swoje maleńkie życie i nie chciała go po prostu stracić w otchłani. Zaczęła więc spoglądać na ulicę, szukając Innych Ludzi, którzy już stracili swoje życie. Nie różnili się od innych chodzili, mówili, jedli i spali. To, co trzymało ich przy ziemi, rozproszyło się w nieskończoność, a wraz z tym odeszła ich druga egzystencja. Ci, co stracili, stawali się Inni

Stracili dziecko, ukochaną, rodziców, zostali zdradzeni przez najbliższych przyjaciół. Rozczarowani w życiu, w Bogu, w wszystkim, co kiedyś było dla nich pewnikiem Przemieniali się w puste powłoki, w automaty, w androidy jedynie ciało i zdolność do mówienia oraz jedzenia. Człowiek tego nie dostrzega, lecz koty widzą i omijają ich szerokim łukiem. W pobliżu Innych kot nie ma miejsca.

Jednak dziś Misia sama ruszyła na spotkanie z nimi. Usiadła przy jednej z warszawskich świetlic i przycichła przy przystanku. Starała się być niewidoczna, obserwując ludzi, ich radości i troski. Czekała długo, aż prawie straciła nadzieję i chciała odejść. Nagle poczuła zimny podmuch, który przeciął jej rozgrzaną duszę.

To była ona młoda, piękna kobieta, nie wyróżniająca się w tłumie, ale Misia wyczuła ją. Zobaczyła w niej pustkę, szeleszczącą ciszę i rozpadającą się rozpaczą. Kotka podskoczyła, porwana nagłym chłodem, i rzuciła się w stronę tej nieznajomej.

Kasia nie zrozumiała, skąd nagle wylądowała pod jej nogami mała czarna kropka. Krzyknęła czymś szorstkim, nie mogąc oderwać wzroku od tych dużych, pięknych oczu. Kobieta pochyliła się, by jedynie pogłaskać a Misia, obejmując ludzkie nadgarstki przednimi łapkami, wspięła się po ramieniu, przyczepiając się nosem do szyi i wgryzając pazury w płaszcz. Nie zamierzała jej puścić.

Inni i tak byli. Łatwiej było im zabrać kota ze sobą niż odgniatać go po ulicy. Kasia nie podjęła oporu nie miała siły. Również Misia już była wyczerpana. Gdyby Kasia chciała, bez trudu wyrzuciłaby ją z siebie. Dwa bezsilne stworzenia odnalazły się nawzajem

Gdy noc zapadła, a nie spotkała się z oporem, kotka przewinęła się pod kołdrę Kasii. Nie wiedziała, co robić, więc kierowała się instynktem. Centymetr po centymetrze kładła się na zimnym ciele. Wewnętrzny żar dopychał ją Musi zdążyć.

Czwarta noc przyniosła nagłe przebudzenie Kasii W głowie przywołała się jej utracona przy narodzinach dziewczynka, której echo cofnęło się w czasie.

Będę czekać, mamo Ale nie teraz. Jakże dobrze, że mnie puściłaś! szepnęła.

Kasia zapomniała, co to jest pot i potliwość, strach, żal, litość. Przynajmniej nie czuła już nic. Misia, leżąc na jej brzuchu, patrzyła w ciemność, migocząc oczyma jak dwa małe latarenki.

Boże, jakaż jesteś gorąca wyszeptała Kasia, dotykając kota. Ależ twardy i rozgrzany brzuszek. Ojej, jakaż to bolesna! Kotka przy każdym dotyku jęczała cicho i chrapliwie.

Misia była wściekła i rozczarowana. Już prawie oddała swoje życie, gdy nagle Kasia obudziła się i zaczęła ściskać jej już i tak bolący brzuszek. Teraz nie dało się uniknąć cierpienia Nie uratowała cudzej duszy, a własnej już nie potrafiła zatrzymać.

Kto mówi, że kot ma dziewięć żyć? Ma tylko jedno, które może ofiarować, jeśli tego potrzebuje. Kasia jednak nie potrzebowała życiem Misia

Gdybyśmy mieli jeszcze kilka godzin, moglibyśmy ją uratować.

W klinice weterynaryjnej, w której pracuję, uspokajałam płaczącą pacjentkę, która w środku nocy wpadła z kotem, przerywając mój spokojny dyżur.

Ból minie, jeszcze trochę poczekam i będzie można odebrać zwierzak. Nie płacz już Już się udało! powiedziałam.

Kot nie ma dziewięciu żyć. Ma tylko jedno, które może oddać, jeśli naprawdę zechce. A jeśli sami zechcemy, możemy przywrócić to życie, które podzieliła się z nami.

Zamykam dziennik i czuję, że choć serce mi się kraje, to przynajmniej nie jestem sama w tej rozpalonej ciszy.

Ania.

Rate article
Fajna Tajna
Jedno Życie, Jedna Szansa