15 października 2025 dziennik
Wspomnienia z dziewiątej klasy wciąż mnie dręczą. Już wtedy zauważyłam, że kolega z klasy, Iwo, nieustannie spogląda w moją stronę. Czułam jego oczy, jakby wdzierały się w mój tyłek podczas lekcji, a kiedy odwrócił się, natychmiast złapał mój wzrok.
Jagodo, śmiała się moja przyjaciółka Róża, Iwo nie odrywa od ciebie oczu, ja sama to widzę.
Wiem, odpowiedziałam, uśmiechając się. Jego czarne oczy wbijają się w mnie jak igły. I tak, naprawdę podoba mi się ten chłopak.
W końcu Iwo zebrał się na odwagę. Po lekcjach podszedł do mnie na podwórze szkolne i, lekko drżąc, zapytał:
Jagodo, mogę cię odprowadzić do domu?
Zaskoczona, ale podpchnęła mnie Róża, więc zgodziłam się.
Dobrze, jedziemy razem, bo drogi się krzyżują udawałam obojętność, ale w środku serce podskakiwało ze szczęścia. Tak zaczęła się nasza przyjaźń, a wkrótce przekształciła się w szkolną miłość. W szkole szybko rozeszła się wieść, że jesteśmy parą. Iwo był przy mnie zawsze, a gdy ktoś z innej klasy próbował zagadać, odrzucał go w mig.
Nauczycielka z pierwszej klasy, pani Helena, nie mogła powstrzymać się od komplementu:
Boże, Jagodo, jakie masz piękne oczka!
Pod koniec liceum postanowiliśmy razem iść na studia. Zdałyśmy egzamin na Uniwersytet Jagielloński, po ceremonii rozdania świadectw pożegnaliśmy szkołę i wkroczyliśmy w dorosłe życie. Po tym wydarzeniu Iwo zaproponował:
Jagodo, pojedźmy jutro na mój dworek, zostaniemy na noc. Świętujemy zdany egzamin byliśmy świetni!
Czułam, że Iwo coraz bardziej dąży do bliższych relacji, a ja opierałam się. On się gniewał.
Jesteśmy już dorośli, przestań trzymać się zasad. Przecież przeczytałaś Romea i Julię. Oni byli młodsi od nas i nikt ich nie potępiał, a wszyscy podziwiali ich miłość namawiał mnie Iwo.
Słuchałam go w milczeniu, czasem się zgadzając, ale w sercu panował lęk. Bałam się stracić mojego Iwusia, przy którego już przyzwyczaiłam się tak mocno, że nie wyobrażałam sobie rozstania.
No więc, Jagodo, czekam, zdecyduj się! nalegał.
Nie wiem, może mama nie pozwoli na nocleg na wsi.
A co z twoim bratem? Nie możesz wymyślić wymówki? nalegał.
Poprosić mamę o pozwolenie okazało się trudniejsze niż myślałam. Spojrzała na mnie surowo:
Co jeszcze wymyślisz? Nie pozwolę ci wyjść, bo wiem, co zamierzacie zrobić.
Zamknęłam oczy i skłamałam:
Mój brat i jego siostra będą z nami, a twoi rodzice też przyjadą, mamo.
Mama przez chwilę się zastanowiła, a potem machnęła ręką:
Dobra, jedź. Nie będę cię kontrolować, choć trochę nieodpowiednie, że dziewczyna jedzie do chłopaka na wieś.
W autobusie trzymałyśmy się za ręce. Czułam, że Iwo jest nerwowy, a ja niepewna, co się wydarzy. Gdy wjechaliśmy pod dworek, Iwo wziął mnie za rękę i wciągnął do pokoju, gdzie stał rozłożony kanapa.
Nie bój się, rzekł łagodnie, przytulając mnie i kładąc na kanapie.
Światło w pokoju było jasne. Iwo podszedł, ciągnąc zasłony, i nagle rzucił się na mnie.
Z całych sił odciągnęłam go, wskoczyłam z kanapy i wybiegłam z domu, pobiegłam w stronę przystanku. Autobusu nie było, a ja nagle zobaczyłam Iwa z powrotem.
Odprowadzę cię, powiedział surowo, nie chcąc słuchać moich wymówek.
Na studniówce nie podszedł do mnie, a Róża pytała, co się stało. Po studniówce nigdzie nie dzwonił. Po tygodniu, gdy w końcu wzięłam inicjatywę, odebrała jego siostra:
Iwo wyjechał do Warszawy, chce tam studiować. Nie wiedziałam, że o tym wiesz
Dwadzieścia lat później wyszłam za mąż za Olka, mamy córkę Zosię. Iwo od czasu do czasu pojawiał się w myślach, choć nie dzwonił, nie spotykaliśmy się. Często przychodził mi w snach.
W nocy znów śnił mi się Iwo. Szliśmy trzymając się za ręce po łące pełnej stokrotek, a w oddali błyszczała rzeka. Uśmiechałam się, on patrzył ze smutkiem, jakby żegnał się ze mną. Potem niechętnie wypuścił moją dłoń i zniknął.
Obudziłam się i spojrzałam na Olka, który już spał.
Śpi jak suseł, pomyślałam, uśmiechając się.
Mimo że było wcześnie, wstałam, poszłam pod prysznic, a po drodze zajrzałam do pokoju córki. Zosię spała spokojnie, rozrzucone jasne włosy leżały na poduszce. Stojąc pod strumieniem wody, zastanawiałam się:
Dlaczego tak często śnię Iwo? Po tych snach czuję się nie w swoim miejscu, ogarnia mnie przygnębienie, potrafię krytykować Olka Czy nie powinnam była poślubić Olka? Życie jest nudne, bez pasji i romantyzmu, ale wszystko jest uporządkowane, jak w kalendarzu.
Zrobiłam śniadanie, chciałam obudzić Olka, ale wyszedł sam z sypialni. Jedliśmy razem, Zosia ma wakacje, może spać ile chce. Nagle zadzwonił telefon.
Jagodo, cześć! rozbrzmiał radosny głos Róży przepraszam, że tak wcześnie, ale muszę ci coś powiedzieć! Nasza klasa organizuje zjazd 20lat od ukończenia szkoły.
Hej, Róża. Ty wciąż nasz nieodłączny organizator zabaw. Kiedy?
W sobotę, za tydzień.
W sobotę? Mieliśmy z Olkiem wyjazd na wieś do jego rodziny
Nic nie szkodzi, możemy odwołać odparła stanowczo Róża. Nie chcę już słyszeć wymówek, już dwukrotnie nie przyjechałaś na spotkanie.
Miałam powody
Jagodo, przestań się bronić i przyjedź, bo inaczej cała klasa przyjdzie po tobie!
Dobra, obiecuję, powiedz mi adres odpowiedziałam.
Wychodząc z mieszkania, Olek mruknął:
Co ci te koledzy z dawnych lat wpakowali w głowę?
Nie wiem, odparłam. Nie pytam cię o pozwolenie, po prostu mówię, że w końcu mam własny plan. Codziennie w domu nic nie robimy, tylko gotujemy, sprzątamy, piorę jakbyśmy były niewolnicami.
Dobra, niewolnico, nie marudź zażartował Olek, przyznając, że nie przeszkadza mu, jeśli kupię sobie nową sukienkę.
Myśląc o jutrzejszym zjeździe, nie mogłam zasnąć. Dwadzieścia lat minęło od tamtego dnia, i wciąż mam wrażenie, że to właśnie wtedy wszystko się zaczęło.
Sobota, 31 października wjazd na miejsce
Wysiadłam z taksówki pod wysokie wrota dawnego liceum w Krakowie, nacisnęłam przycisk dzwonka. Po minucie drzwi otworzyły się i stanął przede mną Iwo. Wysoki, przystojny, elegancki.
Cześć, gościu, przemówił gładkim głosem, a ja drgnęłam. Wejdź, chyba jesteś wciąż taka tchórzostwa.
Hej, odpowiedziałam, wchodząc na dziedziniec.
Uściskał mnie i pocałował w policzek.
Wyglądasz niesamowicie! Jeszcze piękniejsza niż w liceum zachwycał się.
Patrząc w jego czarne oczy, zarumieniłam się, odwróciłam głowę i podeszłam do domu. On podbiegł, chwycił mnie za rękę i weszliśmy razem.
Róża krzyknęła radośnie: Jagodo! i przytuliła mnie.
Pożegnania, rozjazdy, a potem wszyscy usiedli przy stole. Rozmawialiśmy, wymienialiśmy się historiami, dzieci, rodziny. Muzyka grała, Iwo zaprosił mnie do tańca.
Jak życie? zapytałam.
Normalnie, patrzę na świat innymi oczami. Mam teraz wiele spraw, rozwijam biznes.
Wieczór zbliżał się ku końcowi, ludzie odchodzili. Iwo zatrzymał mnie.
Zostań, pomóż mi trochę przy stole zaproponował.
Nie wiem odparłam niepewnie.
Róża wtrąciła: Ktoś musi pomóc, nie siedź z boku!
W końcu zgodziłam się z trudem. Gdy już wszyscy wyszli, Iwo chwycił mnie za ręce.
To wszystko był pretekst, żebym nie musiał odejść
Po co? zapytałam, zaniepokojona.
Nie wiem, szorował moją policzek. Gdy cię zobaczyłem, zrozumiałem, jak bardzo tęskniłem przez te lata.
Jego gorące usta dotknęły mojego karku.
Jagodo, jesteś wyrzucił, zrzucając płaszcz i rzucając mnie na kanapę. Wiesz, mam dość żony, przypadkowych kobiet, które chcą tylko pieniędzy. Ty jesteś piękna i świeża
Czułam się, jakby mnie polewała wrząca woda.
Dostępne kobiety! krzyknęłam. Nie zamierzam zdradzać męża!
Wstałam nagle, odpytałam go i wybiegłam z domu. Wyjechałam na podwórze, a telefon zadzwonił.
Kochanie, mam przyjechać po ciebie? usłyszałam głos Olka.
Nie, już zamówiłam taksówkę, będę w drodze, odpowiedziałam spokojnie. Dzięki, skarbie, jesteś najlepszy.
Dobrze, czekam, zaśmiał się Olek.
Wsiadłam do taksówki, a w tle usłyszałam gniewny głos Iwa:
Zobaczysz, co się stanie, kiedy się wyrzucisz!
Zamknęłam drzwi, samochód ruszył. Pomyślałam:
Niech się wściekle wścieka, niech wróci do swojego zimnego domu. Wreszcie uwolniłam się z jego sidła. Na zawsze.



