Miała mnie nieurodziwa szpilka Głośny huk Ciemność Ciemność W końcu mrok zaczął się rozpraszać. Usłyszano głos:
Wera Władimirowna, to ratownik, coś u nich wybuchło.
Przez ból poczułem na szyi dotyk ręki. Próbowałem otworzyć powieki z trudem się udało. Przed oczami pojawił się wisiorek w kształcie prostokąta, wygrawerowany znakami zodiaku Spojrzałem na kobietę w białym fartuchu
Do sali operacyjnej! rozległ się głos zaraz obok.
Rodzice wrócili z pracy. Matka od razu poszybowała do kuchni, zaglądając do pokoju, w którym syn odrabiał lekcje. Dmytro, wchodząc, od razu zauważył, że nastrój chłopca nie jest najlepszy.
Tolo, co się stało? ojciec pogłaskał go po głowie.
Nic zamruczał czteroklasista.
No dobra, mów!
Już niedługo 8 marca. Nauczycielka dziś nas zatrzymała i powiedziała, że musimy przygotować prezenty dla dziewczyn.
No i w czym problem? uśmiechnął się ojciec.
Mamy tyle chłopców, ile dziewczyn. Ona przydzieliła, komu co ma dawać westchnął ciężko syn. Dostałem nieładną, Wierkę Erofeiwo.
Wszystkie dziewczęta chcą dostać prezent na 8 marca, łącznie z tymi nieurodziwymi ojciec starał się rozmawiać z synem jak z dorosłym. A jak ona przydzielała? Alfabetycznie?
Nie, według znaków zodiaku?
To jak? Dmytro nie powstrzymał się od kolejnego uśmiechu.
Według kompatybilności. Wierka to Panna, a Pannie najlepiej pasuje Byk. A ja właśnie Byk.
To świetnie, jeśli do siebie pasujecie! Może nawet w niej się zakochasz.
Ojciec wybuchnął śmiechem. Do pokoju wpadła matka:
Co tu się dzieje?
Lena, idź do kuchni ojciec przyjął poważny wyraz twarzy. Mamy poważną rozmowę.
Gdy matka wyszła, Tolo zapytał smutnym głosem:
Tato, co mam teraz zrobić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię prezent dla twojej wybranki.
Tato, jaki możesz zrobić prezent? Pracujesz w fabryce.
Tak! Ale w dziale galwanicznym. Produkujemy wszystkie rodzaje powłok metalowych.
Tato, nie rozumiem.
Jutro zobaczysz!
***
Następnego dnia ojciec przyniósł prostokątny wisiorek na łańcuszku, wyglądający na złoty. Z jednej strony wygrawerowano dwa znaki zodiaku Byk i Panna, z drugiej drobnym, lecz eleganckim napisem:
Mojej koleżance Werze na 8 marca! Anatolij.
Jak pięknie się prezentował! Gdy matka wsunęła go do foliowego woreczka, wyglądał jeszcze wspanialej.
***
Nadszedł 8 marca. Nauczycielka nie zamierzała prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczyli jej prezent i długo dziękowała. Potem wezwała chłopców, by podarowali upominki dziewczynom.
Zaczęło się! Wszyscy chłopcy rzucili się do swoich wybranków. Tolo podszedł do Wery Erofeiwej i, jak nauczył go tata, powiedział:
Wero, składam ci życzenia z okazji 8 marca! Być może kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Po wypowiedzeniu wyuczonych słów Tolo wrócił na swoje miejsce, nie zauważając, że serce tej jego, według niego, nieurodzonej dziewczyny już zabiło.
Wkrótce rodzice Wery przeprowadzili się do innej dzielnicy, a sama Wera od piątej klasy uczęszczała do innej szkoły.
***
Anatolij otworzył oczy. Biały sufit szpitalnego pokoju. Spróbował poruszyć ręce i nogi ruszyła tylko lewa ręka.
Gdzie ja jestem? zwrócił się niezrozumiale do kogoś.
Usłyszano stukanie i podszedł do łóżka starszy mężczyzna na wózku, przyglądając się uważnie.
Coś cię trafiło? Jesteś w oddziale chirurgii ratunkowej.
Czy moje ręce i nogi są całe? zapytał cicho Anatolij.
Wygląda na to, że wszystko jest na miejscu odpowiedział z radością. Tylko został ci zawinięty cały od głowy po pięty.
To dobrze, że wszystko jest nienaruszone.
Podeszła pielęgniarka i zapytała współczująco:
Jak się czujesz?
Co się ze mną dzieje! odpowiedział Anatolij.
Nic nie zagraża twojemu życiu. Ręce i nogi będą działać. Będzie jeszcze kilka szwów, które trzeba usunąć podała telefon. Twoja mama chciała zadzwonić, gdy się obudzisz.
Synu, odezwał się przez łzy głos matki.
Mamo, wszystko w porządku starał się brzmieć jak najżywiej. Mówią, że tylko małe szwy zostaną. Niedługo wypiszemy cię.
Nie mogę zostać z tobą na noc. Zaraz przyjdę.
Mamo, nie spiesz się!
Położył telefon obok siebie, uśmiechnął się do pielęgniarki:
Dziękuję!
Nie wypiszemy cię od razu uśmiechnęła się w odpowiedzi. Będziesz tu jeszcze około trzech tygodni.
Co się stało? zapytał współlokator po wyjściu pielęgniarki.
Jestem ratownikiem. Na fabryce wybuchły metalowe balony zaczął wspominać Anatolij. Wezwano nas. Dotarliśmy do miejsca, gdzie było trzech rannych. Wbiegliśmy, balony były rozbite, ogień w kilku miejscach. Pomagaliśmy rannym… Wychodziłem ostatni. Gdy już stałem przy drzwiach, kolejny balon wybuchł dalej już nie pamiętam.
To twoja wina.
Gonczarow Anatolij usłyszał głos pielęgniarki. Do ciebie przychodzi kolega z pracy.
Hej, Tolo! Co tam?
Ręce i nogi w całości! odpowiedział optymistycznie. Ale mogę się przywitać tylko lewą ręką!
No nie mów!
Co potem się stało?
Wychodziliśmy, kiedy wybuchło. Od razu wróciliśmy, wyciągnęli cię byłeś całą w krwi lekarze już byli przy tobie
Dzięki!
Tolo, o czym ty mówisz?! nagle na twarzy przyjaciela pojawił się uśmiech. Chcą nas chyba nominować do medali.
Zanim mnie wypiszą
Dobra, idę. Teraz wasz obchód. Pielęgniarka zapewniła, że nie potrwa długo.
Właśnie gdy przyjaciel odchodził, wszedł lekarz, mężczyzna w wieku czterdziestu lat:
No, jak tam, bohaterze? podszedł do jego krwi.
Normalnie.
Skoro już mówisz, to znaczy, że przeżyjesz. Daj, obejrzę!
Czy mnie zaszydziliście? zapytał Anatolij.
Nie, Wera Władimirowna. Ona przyjdzie pojutrze.
***
Minęły dwa dni. Anatolij już próbował wstawać, choć ból nóg ciągle był silny, a prawa ręka rozedrągnięta. Po ciele było co najmniej dziesięć ran; dwie na twarzy przy wybuchu, a jedną w prawym przedramieniu, które udało mu się wyciągnąć przed upadkiem. W lustrze wciąż widział spuchniętą twarz.
Dziś miał przyjść lekarz, który dwa dni wcześniej pięć godzin w szynie operacyjnej naprawiał jego kości. Anatolij nieco się denerwował.
Weszła młoda, smukła lekarka w okularach, które nie popsuły jej urody, a biały fartuch leżał jej idealnie. Anatolij miał już 27 lat i był rozwiedziony; po sześciu miesiącach małżeństwo się rozpadło, bo jego żona nie zgadzała się na jego pracę ratownika.
Dzień dobry! przywitała się i podeszła do łóżka.
Dzień dobry! Czy to pan mnie operował?
Tak uśmiechnęła się. Coś nie tak?
Proszę, obejrzę pana!
Pochyliła się nad nim Przed oczami pojawił się wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:
Wera Erofejewa!!! wykrzyknął.
Sprawdziła jego opuchniętą twarz.
Przepraszam! powiedziała, nie rozpoznając go.
Jestem Bykiem wskazał na wisiorek.
Tolik Gonczarow? jej usta drgnęły. Pamiętasz mnie?
Co ty, Wero? zobaczywszy łzy w jej oczach, położył rękę na jej dłoni.
Przepraszam! wyciągnęła chusteczkę i otarła oczy. Nie sądziłam, że tak się spotkamy.
Tego dnia Wera nie weszła już do jego sali. Anatolij jednak zrozumiał, że jej grafik jest podobny do jego: dzienny i nocny dyżur, dwa wolne dni. Nie chciał wyglądać przy niej bezradnie. Przez cały kolejny dzień próbował chodzić po sali, opierając się o łóżka, kilka razy trzymając się ściany, aż w końcu wyszedł na korytarz.
Wieczorem lekarz zmiany popołudniowej odszedł. Zabrzmiała nowa zmiana słychać to było w rozmowach przy korytarzu. Rozpoczynał się obchód
Nagle w korytarzu słychać było krzyki i przyspieszone kroki tak zwykle przywołują kolejnego rannego. Minęło już dziesięć godzin. Pielęgniarka weszła, wyłączyła światło w sali, ale nie mogła zasnąć. Po północy ktoś szedł po korytarzu, zatrzymał się, a w ciszy Anatolij wyczuł, że ktoś płacze. Wstał i ostrożnie wyszedł na korytarz.
Za biurkiem stała, przygarbiona, jego była koleżanka ze szkoły. Położył jej mocną rękę na ramieniu:
Co ty, Wero!
Ona popłynęła w ramiona, łkając:
Operowałam kobietę, która wpadła pod samochód Zrobiłam wszystko, co mogłam. Jest teraz w reanimacji, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci, mąż jest przy niej w sali
Spokojnie, Wero!
Pracuję chirurgiem od trzech lat i wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tego, że ludzie umierają.
Spokojnie, naprawdę To nasz zawód. Za pięć lat widziałem tyle zgonów, ale też uratowaliśmy mnóstwo żyć westchnął Anatolij. To przez to moja żona odeszła. Mówiła, że nie wracam do domu i mało zarabiam. Zawsze wyjdzie 40, więc da się żyć.
Mam to samo, odparła, patrząc mu w oczy. Żyję jak szalona, wciąż w domu rodziców.
Daj spokój, mamy dopiero 27 lat przed nami całe życie.
Nie, Tolo, już mamy po 27.
Wera Władimirowna, jej puls spada krzyknęła przerażona pielęgniarka.
Przepraszam! i Wera ruszyła do reanimacji.
Tej nocy Anatolij nie mógł zasnąć. Rano pielęgniarka, jak zwykle, podniosła mu temperaturę.
Czy kobieta, której dzisiaj nocą operowano, żyje? zapytał nagle, zaskakując sam siebie.
Żyje, ale stan jest krytyczny.
***
Minął trzeci tydzień. Rany Anatolija się zagoiły. Spotykał się z Werą podczas jej zmian, a on coraz bardziej odczuwał do niej przyciąganie. Oddział chirurgii ratunkowej jednak nie sprzyjał prywatnym rozmowom.
Podczas jednego z porannych obchódów lekarzmężczyzna oznajmił:
Dzisiaj wypisuję pana uśmiechnął się i dodał. Z wydziału do przychodni, tam zdecydują, jak długo ma pan jeszcze pozostać w szpitalu.
Mogę się pakować!
Oczywiście, nie spieszcie się. Zaraz przygotują wypis.
Gdy lekarz odszedł, Anatolij ogolił się. Patrząc w lustro, zauważył, że dwa pozostałe szwy nie psują twarzy, a raczej dodają męskości. Reszty szwów lepiej nie zwracać uwagi.
Spakował się i ruszył na korytarz. Naprzeciwko szła pacjentka, trzymając się ściany.
W końcu się wyrwać udało! przeszła mu myśl.
Wyszła pielęgniarka i podała wypis:
Do widzenia, Anatolij! Nie wracaj do nas!
***
Miał własne jednopokojowe mieszkanie, ale pojechał do rodziców. Mama go długo czekała i martwiła się. Wzięła nawet urlop.
Synu! rzuciła się w objęcia.
Wszystko w porządku, mamo, jak widzisz, żyję i mam się dobrze.
Chodź, już jedzenie przygotowałam. Ależ przybrałeś na wadze!
Tęskniłem za domową kuchnią!
Dopóki się nie wyleczysz i nie poślubisz, będziesz mieszkał w domu rodzinnym. TwójTwój pokój już czeka, a ja wierzę, że wkrótce znajdziesz szczęście.


