12kwietnia, sobota
Dziś o dwunastej Bogna ma operację. To prosta, planowa interwencja godzina narkozy, niewielkie czynności chirurgiczne i wypis jeszcze tego samego dnia. Miałam przyjść z nią, ale ona nie nalegała. Wiedziała, że mam ręce pełne roboty otwarcie nowego oddziału w Gdańsku już wkrótce.
Wszystko będzie w porządku szepnęła, całując mnie w policzek, i zrzuciła do torby kilka saszetek karmy dla kotów, które mieszkały w naszym piwnicznym schronisku. Po chwili wyszła przed drzwi.
Zacisnąłem krawat, jeszcze raz dokładnie przyjrzałem się swojemu odbiciu w lustrze, wziąłem teczkę z projektem i ruszyłem do biura. Moja rola dyrektora generalnego w firmie, którą w ciągu kilku lat przekształciłem w lidera rynku, wymaga pełnego poświęcenia. Oddaję się każdej wolnej minucie nadaremnie, bo wiem, że to wszystko dla niej, dla Bogny i dla tych podwórkowych mruczków, które codziennie karmię.
Nie znaczy to, że nie lubię kotów. Po prostu to jej pasja, a ja kiedyś uważałem ją za bezużyteczną, jakby nie wnosiła niczego wartościowego. Teraz jednak przyzwyczaiłem się do jej dziwactw tak, jak się przyzwyczaja się do drobnych wad ukochanej osoby. Dlatego przy każdej próbie przygarnięcia bezdomnych, pchniętych przez przyjaciół, odpowiadałem stanowczym nie. Nie widziałem w tym sensu, nie było korzyści. Może kot orientalny, który miałby podnieść nasz status? A te podwórkowe? Co z nich wziąć? Nie potrafiłem już tłumaczyć Bogni, że nie rozumiem jej potrzeby.
Operacja prosta planowa nic nadzwyczajnego powinienem był pojechać z nią! gadałem w głowie, powtarzając to setki, a może tysiące razy w ciągu tygodnia. Gdy pędziłem do szpitala, trzymając się kurczowo białego kapturek, drżałem przy spojrzeniu lekarza. Rozrywałem projekt, który blokował mój czas, klękałem przy łóżku i przyciskałem czoło do jej ręki, błagając, by nie zostawiła mnie.
Ona milczała. Nikt z nas nie zdawał sobie sprawy, że tak zaplanowana operacja i godzina narkozy mogą przerodzić się w zagrożenie życia.
Robimy wszystko, co w naszej mocy mówił lekarz.
Nic nie robicie! krzyczałem, zrozpaczony, płacąc za jej przejście do prywatnej sali.
Jest szansa, trzeba czekać uspokajała pielęgniarka.
Gdzie ona, ta szansa?! wyważyłem na cały korytarz, gdy po tygodniu Bogna nadal nie otworzyła oczu.
Wyczerpałem się na konsultacjach najznamienitszych specjalistów, muzyce, rozmowach, przynosząc jej kwiaty. Zaniedbałem praktycznie pracę, by być przy niej przy każdej wolnej chwili. Obiecywałem, szantażowałem, całowałem, wspominając bajkę o Śpiącej Królewnie, a z każdym dniem zapadałem w coraz większą rozpacz i wściekłość, która pchała mnie do niszczenia wszystkiego wokół.
Odwróciłem krzesło, roztrzaskałem wazon, w przypływie furii wyrzuciłem torbę, z której wyleciały kolorowe saszetki karmy. Nie zdążyła już nakarmić tych bezużytecznych kotów, które budziły we mnie jedynie niechęć ukrytą pod maską obojętności.
Cholera! Boże, co za cholera! myślałem, patrząc na rozrzucone opakowania. Gdybym mógł cofnąć czas, cofnąłbym się, wymazał wszystkie te chwile. Złamałbym się na kolanach, by po prostu podążał za nią, po te koty, po jej uśmiech.
Nagle adrenalina opadła, a ja, drżąc, podniosłem z podłogi te kolorowe paczki i przygotowałem się, by w ciągu dziesięciu minut stanąć przy drzwiach piwnicy, z której codziennie wypuszczamy nasze mruczki.
To się nazywa felinoterapia, ale nie ma zarejestrowanych przypadków pomocy w sytuacjach podobnych do naszej powiedział poważnie lekarz, obserwując mnie, gdy wciągałem szóstą klatkę z kotami do pokoju pacjentki.
Czyli będziemy pierwsi wymamrotałem, wypuszczając zwierzęta z klatek.
To jej koty. Rozumiesz? Jej! I oddam wszystko, by to jej powiedzieć. Żeby po prostu przerwałem, łapiąc oddech.
Poinformuję personel dodał lekarz.
Dziękuję powinienem był to zrobić wcześniej Rozumiesz? Ja
Nigdy nie trać nadziei. Uczymy się na błędach, nie zapominaj tego.
Nie zapomnę już nigdy nie zapomnę.
Znowu o dwunastej Bogna przechodzi operację. To proste, planowe, godzina narkozy, wypis tego samego dnia, a ona nie nalega na moją obecność. Znowu jednak nie potrafi powstrzymać szerokiego uśmiechu, patrząc, jak zrzuca ostatni krawat, zakłada szóstą smycz na oporne i uciekające koty.
Koty podwórkowe, te krwiożercze, które rok temu sprawiły, że Bogna niemal zemdlała, z trudem łapiąc oddech, nie pozwalając jej pojąć, co się dzieje. Siedem par ich oczu wdzierało się w jej spojrzenie, sześć ulgi w cichym oddechu i jeden triumfalny krzyk radości, którego nigdy nie zapomni.
Może dlatego, kiedy znowu stanie przed tym samym wyzwaniem, nie odczuwa strachu. Widząc mnie, wyczerpanego, z włóczkami futra przyczepionymi do koszuli, patrzącego na nią z lekkim niezadowoleniem, ona uśmiecha się szerszym uśmiechem i śmieje się głośno z przechodniami, którzy otaczają nas. Mężczyzna w drogiej marynarce, otoczony sześcioma bezrasowymi, a jednak pięknie zadbanymi kotami, każdy z nich ciągnie cieńszą smycz w swoją stronę, wydając rozgniewany Miau?! widowisko nie dla słabych nerwów.
Operacja. Prosta. Planowa. Godzina narkozy, wypis tego samego dnia. A jeśli nie przestaniecie gryźć wszystko, następnym razem zostaniecie w domu! mruknął starszy pan siedzący na podwórzu szpitalnym, otoczony kotami, trzymając w ramionach lekko pogryziony bukiet róż.
Spoglądam na zegarek, chwytam jeszcze raz sześć kolorowych smyczy, oceniam, czy nie poluzły, i patrzę w okna sali, w której po operacji budzi się moja żona. Wkrótce pozwolą mi do niej wejść. Będę mógł w końcu narzekać na te sześć bezrobotnych z ogonami, które bez niej nie chcą mnie słuchać. I wyznać, jak bardzo ją kocham. Mówić, że będę kochał ją zawsze, nawet gdy zniknie na kilka dni w schronisku dla kotów, którego nasz firma sfinansowała niedawno.
Głupi, prawda? Ale gdy przywołuję ten dzień, gdy otworzyła oczy, przekonuję się, że dopóki jest przy mnie, nie ma nic ważniejszego w moim życiu niż ta jej dziwność. I będę dalej spełniał te głupie, a jednak szczęśliwe pomysły, które ją uszczęśliwiają.
Zawsze, póki nie jest za późno.



