15 marca, wtorek
Dziś po raz pierwszy otworzyłam drzwi biura w centrum Warszawy. Moim zadaniem, oprócz liczenia faktur, jest też sprzątanie. Co? Jesteś księgową? Nie podoba ci się, oddaj umowę o pracę i idź w swoją drogę ryknęła recepcjonistka, podnosząc brew. Jesteś nowa, więc musisz wytrwać. Dziękujemy, że przyjęłaś tę posadę z wynagrodzeniem, mimo braku doświadczenia.
Usiadła w swoim krzesle, patrząc na mnie triumfalnym spojrzeniem, jakby już wiedziała, że nie długo mnie tu nie będzie. Jak często trzeba sprzątać? szepnęła nieśmiało Jadwiga.
Zaraz ci wszystko pokażę uśmiechnęła się recepcjonistka, podnosząc rękę w geście zaproszenia. Chodź, pokażę twoje miejsce pracy i przedstawię ci koleżanki.
Podążyłam za nią, a ona otworzyła drzwi do ogromnej sali podzielonej na małe biurka, przy których siedziało już kilku pracowników. Dziewczyny, to jest Jadwiga, nasza nowa, oznajmiła, a wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. Cisza stała się gęsta jak mgła nad Wisłą. Starając się nie wyglądać na przerażoną, uśmiechnęłam się i przywitałam.
Och, wreszcie nowa! Bo od jakiegoś czasu tu nie sprzątało się wcale powiedziała jedna z nich, a druga dodała: Świetnie, że będziesz siedzieć przy mnie. Będę musiała słuchać twoich stuknięć klawiszy, krzyków i ewentualnych płaczu. Trzecia odparła: Czas wyjść ze strefy komfortu. Czwarta zaś, z nutą drwin: Do tej pory słuchałyśmy tylko twoich jęków, a teraz ty sobie tu zamieszkasz.
Cicho, proszę, dziewczyny zaśmiała się recepcjonistka, podając mi krzesło w kącie. Na komputerze znajdziesz folder Instrukcje i zadania. Czytasz, uczysz się, zapamiętujesz. Jeśli czegoś nie rozumiesz, od razu pytaj Wandę naszą czerwoną bestię. Zrozumiałam?
Kiwnęłam głową. Recepcjonistka wyszła, a dziewczyny od razu wróciły do ekranów. Wanda spojrzała na mnie z uwagą.
Przypominasz mi moją młodszą siostrę, nowa to cię w moich oczach trochę popchnie do przodu. Nie popełniaj głupich błędów, a będziemy się dogadywać. Dodała: Zacznij pracować, w przerwie obiadowej przyjdę, odpowiem na pytania. Teraz nie rozpraszaj się.
Usiadłam przy swoim biurku i przyjrzałam się otoczeniu: mały stół, tacki na dokumenty, szklanka z długopisami, monitor, podkładka i myszka. Na podłodze kosz na śmieci i doniczka z wyschniętym, zmurszałym aloesem. Natychmiast przypomniałam sobie babcię, która zawsze hodowała aloes i dodawała jego mięsiste liście do herbaty.
Apteczka w doniczce wyszeptałam, patrząc na roślinę, ale dlaczego nikt o niej nie dba? Zginie sama.
Usiadłam wygodniej i rozejrzałam się. Wszyscy byli pochłonięci pracą, klawisze stukały, kalkulatory brzęczały, długopisy skakały po papierach, a od czasu do czasu słychać było ciche westchnienia, gdy liczby się nie zgadzały.
Ja dopiero co skończyłam studia, nie miałam doświadczenia, a to miejsce wydawało się idealnym krokiem w karierze. Firma świadczy usługi księgowe, więc miałam szansę pracować z różnymi klientami i zyskać cenny praktyczny wgląd. Pensja w złotych była naprawdę zachęcająca dla świeżej absolwentki.
Gdy nadeszła przerwa, Wanda podeszła i czterdziestu minut rozpisywała mi wszystkie wątpliwości. Wszystko, proszę, mój mózg zaraz wyparuje. Odpocznijmy trochę westchnęła, po czym się rozluźniła.
To jest aloes poprawiłam ją.
Tak, aloes. Pochodzi od naszej wielkiej, wszechmogącej patronki liczb i bilansu, Wiktorii Palny. Była znakomitą specjalistką, prowadziła najtrudniejsze sprawy. Kiedy widziała jej nazwisko w raportach, urzędnicy płakali ze szczęścia. Niestety przeszła na emeryturę, ale jej wskazówki wciąż są bezcenne.
Zapytałam: Czy teraz mam ją zastąpić?
Ja? Nie! Nie mam takiego doświadczenia, ile ona ma. Ona już jest na emeryturze, a my zorganizowaliśmy mały sabant w biurze, żeby się pożegnać. To aloes, dziewczyny, zostawiam wam. Pielęgnujcie go, podlewajcie. Dlaczego go nie zabrać? Przecież nikt nie dbał o tę starą palmę.
Patrzyłam na zgięty patyk. Ten aloes miał chyba dziesięć, może dwadzieścia lat. Czy naprawdę może przetrwać sto lat?
Od pierwszego tygodnia przychodziłam do biura godzinę przed innymi, żeby posprzątać podłogę, recepcję i gabinet dyrektora. To wciągało sporo czasu i sił, a ja już na początku dnia była wyczerpana. Dlatego właśnie tak wysokie wynagrodzenie wliczało także obowiązki sprzątaczki.
Starałam się dawać z siebie wszystko, licząc, że gdy pokażę się jako solidny pracownik, dodatkowe sprzątanie odwołają. Byłam dopiero po studiach, z czerwonym dyplomem, ale brakowało mi kontaktu z prawdziwymi klientami. Praca szła powoli, jednak nie poddawałam się.
Jesień przyniosła przeziębienie. Ból głowy i gardła nie pozwoliły mi dotrzeć do apteki przed rozpoczęciem zmiany. Do przerwy miałam jeszcze połowę otwartych zadań, które krzyczały czerwonymi alarmami na ekranie.
Spojrzałam na aloes, który już prawie więdnął. Może babcia leczyła wszystko, może i mnie pomoże szepnęłam, odrywając mięsisty liść i wkładając go do ust. Gorycz była nieprzyjemna, ale po pół godzinie poczułam ulgę.
Naprawdę? Wszystko załatwiłaś? zapytała podekscytowana Wanda, przeglądając dokumenty. Nie ma błędów. Dobra robota, nowicjuszko! dodała, wrzucając mi kolejny stos zadań. Nie zauważyłam, jak kolejne obowiązki przygniotły się pod rękę.
Zawołałam Wandę, by sprawdziła moje nowe wyliczenia. Jak to tak szybko zrobisz? spytała zdumiona. Masz jakieś sekrety? dodała z nutą zazdrości.
Jestem po prostu dobrym specjalistą, choć młody przyznałam, a ona odpowiedziała, że da mi jeszcze trudniejsze zadanie, które od rana jej nie dawało spokoju.
Z nowym zadaniem w ręku, wróciłam do aloesu, wyrwany kawałek liścia, i znowu go pogryzłam. Wszystko gotowe, sprawdź powiedziałam, uśmiechając się pod koniec dnia.
Wszyscy wstali ze stanowisk, zaskoczeni, że udało mi się prześcignąć Wandę. Jak to zrobiłaś? wykrzyknęła. Jestem dobrym specjalistą, choć młody. Wystarczy pomyśleć i zastosować to, co wiem.
W tym momencie do biura wpadła recepcjonistka, rozgłaszając, że jutro przyjdzie Wiktoria Palna, nasza legendarna ekspertka. Przygotujcie pytania zażądała Wanda, patrząc na mnie.
Nie wiedziałam, co zapytać, ale w głowie miałam wrażenie, że wszystko już rozumiem. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, jak dziewczyny nerwowo przeglądają notatki, każde z nich liczy na chwilę uwagi od Wiktorii.
Rano kolejny dzień wypełniony przygotowaniami do spotkania. Wykonałam wszystkie pilne zadania, połykałam kolejne liście aloesu, a w biurze panowała atmosfera oczekiwania.
Nagle usłyszałam głos za sobą: To nasza nowa? zapytała się niepewnie Wiktoria Palna, szczupła starsza kobieta z eleganckim upięciem i okularami na nosie. Spojrzała na mój monitor, na zaniedbaną roślinkę.
Przepraszam, nie miałam czasu na przygotowanie pytań. Miałam dużo pracy odpowiedziałam, podając kolejny kawałek aloesu.
Nie zamierzam rozdawać rad, jestem na emeryturze. Nie będzie dziś warsztatów, ale możemy pogadać odparła.
Podczas przerwy po raz pierwszy udało mi się usiąść w firmowej kawiarni. Gdy już miałam usiąść przy stoliku, Wiktoria zawołała mnie: Usiądź, pogadajmy. Jak ci idzie? Widzę, że dziś naprawdę dałaś radę. Masz doświadczenie?
Nie, dopiero miesiąc pracuję. Lubię księgowość, z każdym dniem lepiej mi idzie powiedziałam nieśmiało.
Śledzisz mój aloes? Dlaczego go żujesz? Smakuje? zaśmiała się.
Miałam ból gardła, spróbowałam i od razu poczułam ulgę.
I praca od razu poszła w górę, prawda? Co za cudowny aloes! dodała.
Cudowny? skrzywiłam się.
Tego dnia naprawdę poczułam skok w wydajności, jakby sok z tego starożytnego drzewka dodał mi energii.
Doping, co? mrugnęła, podając mi kolejny liść. Miło, że dostałam od ciebie prezent. Z nim nie przegapisz nic.
Zapytałam o legendę stuleciowego aloesu. Wiktoria opowiedziała o mędrcu, który w pustyni znalazł drzewo z mięsistymi liśćmi, wypił ich sok i odzyskał młodość. Po powrocie do wioski rozdał gałązki, które rozprzestrzeniły się po świecie.
To nie księgowość, a medycyna, zauważyłam.
Może to ten sam mechanizm zamiast mędrca mamy księgowego, a zamiast pustyni emeryturę odparła, wspominając swoją młodość, surową mentorkę i własny trudny start. To roślina przeszła ze mną przez wiele firm, a teraz jest w twoich rękach.
Zadałam pytanie: Dlaczego nie odpowiedziałaś dziewczynom na ich pytania?
Jestem zwykłym pracownikiem, nic wielkiego odparła.
A to nieuczciwe! sprzeciwiłam się.
Kto mówi o uczciwości? Czy to zaszkodzi klientom? Nie, nie zaszkodzi.
Po kilku minutach rozmowy wróciłam do biura, pełna energii. Każdego dnia przejmowałam coraz trudniejsze projekty. Po miesiącu nie musiałam już myć podłóg. Obsługiwałam najważniejszych klientów, rozwiązywałam skomplikowane bilanse jednym kliknięciem.
Cały dzień rysuję te same linie, nie rosnę myślałam, szukając sensu w monotonnym zadaniu.
Po kilku kolejnych miesiącach złożyłam rezygnację. Po co zostajesz? Masz topowych klientów, jesteś na szczycie! zdumiała się Wanda, ale w środku cieszyła się, że znów będzie najlepszą.
Przeprowadzam się do innego regionu, dojazd jest problematyczny wymyśliłam, pakując rzeczy.
Jesteś szalona, nowicjuszko! Musisz wszystko od nowa budować, kto uwierzy w twoje umiejętności? krzyknęła Wanda.
Dam radę, nawet jeśli jestem trochę chora odparłam.
Aloes! Zjedz liść, od razu będzie lepiej.
Ty? Nie wiesz, że zostawiasz tę starą palmę, a jeszcze proponujesz jej leczyć się! oburzyła mnie Wanda.
Spróbuj sama mrugnęłam, łamiąc kolejny mięsisty liść.
Dzień za dniem, patrzyłam, jak aloes powoli odzyskuje zieloność, a ja coraz pewniej kroczę po ścieżce księgowej kariery, pamiętając, że każdy trudny początek może zamienić się w słodki sok sukcesu.



