Jeszcze w dzieciństwie Jadwiga z rodzicami uczestniczyła w ślubie kuzynki. Na początku wszystko wydawało się fascynujące, lecz wkrótce zobaczyła zmęczonego pana młodego i nieśmiałą pannę młodą, którzy po niekończących się okrzykach gorzko siedzieli przy stole i nie uśmiechali się. Wokół nich goście wstawali z miejsc, tańczyli, śpiewali i krzyczeli.
Hałas przytłoczył dziewczynkę, a mimo że miała dopiero dziesięć lat, postanowiła, że nie chce takiego wesela w przyszłości. Czuła współczucie dla nowożeńców.
Czy mam w ogóle wyjść za mąż, a może lepiej wcale? myślała.
Lata mijały, Jadwiga dorastała, a gdy spotkała swojego Marka, zapomniała o dawnych rozważaniach. Przy nim nic już nie miał znaczenia byli tylko ona i on.
Jak cudownie, kiedy przychodzi ktoś, kto rozumie mnie po pół słowa, a nawet po pół spojrzenia myślała, kładąc się spać każdej nocy. Dobrze, że poznałam Marka.
Jadwiga wiedziała, że kocha Marka, rozpoznała w tym prawdziwą miłość. Kochała go za lojalność, za to, że ją uwielbia i usuwa z niej nawet najdrobniejsze pyłki.
Z Markiem mamy relację pełną zaufania mówiła przyjaciółce Lidi i pełne wzajemne zrozumienie. Najbardziej cenię jego szacunek do mojego zdania, nawet gdy różni się ono od jego własnego.
Szczęśliwaś, Jadwigo, rzadko spotyka się pełne porozumienie. Ja i Michał wciąż mamy własne kłopoty i nie potrafimy się ustępować. Wyobraź sobie, jakie emocje między nami mówiła Lidia. Nie wiem nawet, czy chcę po nim wyjść za mąż.
Nic, wszystko się ułoży, czas rozstrzygnie radziła Jadwiga. Nie jesteś jeszcze gotowa do ślubu
Tak, myślę tak samo. Mama nie radzi mi się spieszyć, nie podoba jej się mój Michał smutno powiedziała przyjaciółka.
Jadwiga i Marek rozumieli się bez słów, więc rejestrację małżeńską przyjęli jako naturalny krok.
Jadź, myślę, że nadszedł czas, abyśmy się pobrali zaproponował Marek, odprowadzając ją do domu. Co o tym sądzisz?
Co myślę? Myślę, że to właściwy moment, nie mam wątpliwości. Tylko nie wiem, jak zorganizować nasze wesele. Nie chcę zapraszać tłumu gości opowiedziała mu o swoim dziecięcym doświadczeniu, które na zawsze ukształtowało jej wyobrażenie o ślubie.
Marek się roześmiał, rozumiał, co oznacza tradycyjne wesele, i nie przywiązywał do tego wagi.
Zdarza się, co cię martwi? Może u nas będzie inaczej odparł.
Oczywiście, że inaczej. Szczerze mówiąc, Mareczku, marzę o weselu tylko dla nas dwojga. Nie chcę, by nasz dzień zamienił się w krzyk i zamieszanie.
Ja też nie lubię tłumów przyznał Marek. Dobrze, idź spać, jutro pogadamy popchnął ją lekko w stronę wejścia.
Jadwiga nie mogła zasnąć. Naprawdę nie chciała hałaśliwego przyjęcia. Miały już po dwudziestkę lat ona 26, on 28 i myślały bardziej dojrzałe niż dwudziestolatki. Wieczorem po pracy usiedli w kawiarni i znów rozmawiali o ślubie.
Mareczku, skłaniam się ku temu, żebyśmy mieli wesele tylko we dwoje powiedziała Jadwiga.
Dla dwojga, ach, jak romantycznie wykrzyknął Marek. Wyobraź sobie wielką salę bankietową, nakryte stoły, a w niej tylko my. Ty w białej sukni, ja w fraku, płoną świece, gra cicha muzyka Co ty na to? patrzył na nią z uśmiechem. Wypijemy szampana i złożymy sobie życzenia.
Mareczku, żartujesz, ale ja naprawdę chcę wesele tylko we dwoje odpowiedziała zdecydowanie. Tylko jak to wytłumaczyć rodzicom? dodał Marek, myśląc o swoich przodkach, którzy nie zniosą takiego rozwiązania, i o jej rodzicach, mających jedyną córkę.
Dokładnie, to nasze życie, nie ich decyzje odparła lekko zirytowana Jadwiga.
Tradycje to tradycje podsumował Marek filozoficznie.
Nie potrzebuję tradycji. Chciałabym w górach, w ukrytej kapliczce wziąć ślub i być z tobą marzyła Jadwiga.
O, zamierzamy się nawet pobłaźnie poślubić? zdziwił się Marek.
To moje marzenia, Mareczku.
A poważnie, wystarczy podpisać akt i wybrać się w podróż poślubną zaproponował Marek.
Podróż poślubna to nie wesele, ja chcę ceremonię tylko we dwoje odparła Jadwiga.
Dobrze, dobra, wesele dla dwojga uśmiechnął się Marek. Spróbuj wytłumaczyć przodkom, że chcemy tak zrobić. Niech mają białą suknię lub nawet koszulkę i dżinsy, a ja w fraku ale skąd mamy się uwolnić od tradycji?
Nie w dżinsach, białą suknię! A ty w fraku wyobraź sobie, że po ceremonii w urzędzie wzięliśmy się w ramiona i wzięliśmy nas na jacht
Co jeszcze wymyślisz? roześmiał się Marek.
Tydzień po tej rozmowie Marek i Jadwiga potajemnie złożyli wniosek w urzędzie stanu cywilnego. Do ślubu pozostały dwa miesiące, a para wciąż nie ustaliła, jak będzie wyglądało przyjęcie. Liczyli, że w tym czasie znajdą rozwiązanie.
Pewnego wieczoru siedzieli w pokoju Marka, nie chciało im wyjść, na dworze lało.
Dzień dobry, młodzi wtrąciła Anna, matka Marka, wchodząc do pokoju. Co planujecie świętować? Usłyszałam o szampanie.
Tak, obchodzimy trzecią rocznicę poznania odpowiedział syn.
Myślałam, że zamierzacie się pobrać bo wszyscy się spotykają mruknęła tajemniczo, po czym dodała: Słyszałam, że złożyliście wniosek do urzędu.
Mamo, skąd tak wszystko wiesz? Czy masz jakąś sieć informacyjną w mieście? zapytał Marek.
A co myślałaś, że będziesz mieszkać w moim domu? odpowiedziała żartobliwie Anna.
Dobra, przyznajemy się. Złożyliśmy wniosek i zastanawiamy się, jak ugościć gości wyjaśniła Jadwiga.
Co wy macie wymyślić? My, rodzice, zdecydujemy. Wy zajmijcie się suknią, pierścionkami i strojem Marka stanowczo oświadczyła matka.
Nie chcemy huczącego wesela z setką gości, chcielibyśmy po prostu wziąć ślub we dwoje odparł syn.
Tak nie będzie. Wesela nie odmawia się nalegała Anna.
W tym momencie wszedł ojciec, Roman, i z uśmiechem stwierdził:
Czy coś przegapiłem? Rozmowy o weselu? No to w końcu
Tak, tato. Ale my chcemy ślub tylko we dwoje Jadwiga wtrąciła, a matka zadrżała.
To nie jest nasz zwyczaj donośnie powiedział ojciec. Czy nie chcecie zobaczyć nas w najważniejszy dzień? To nasz jedyny syn, a my nie mamy innych krewnych? Nie łammy tradycji, zróbmy wesele w restauracji z gośćmi.
Dlaczego musimy iść w Państwa ślad, a nie w nasz własny? zapytał Marek.
Bo przerwał twardym tonem ojciec i wyszedł z pokoju.
Kiedy Marek odprowadzał Jadwigę, rzekł:
Teraz twoja kolej, by powiedzieć rodzicom o weselu, ciekaw jestem ich reakcji.
Powiedzą to samo, co twoi
W domu czekała na Jadwigę zmartwiona matka.
Mamo, co się stało? Czy znowu masz serce? przestraszyła się córka.
Nie serce, tym razem duszę. Zadzwoniła Anna i powiedziała, że nie chcą naszego wesela i że potajemnie złożyliśmy wniosek Co wymyśliliście z Markiem, wesele tylko we dwoje?
Rozumiem, myślałam, że przynajmniej nas wesprzecie, a wy westchnęła matka.
A jakże, córko wtrącił ojciec. Tradycje są i nie da się od nich odejść, wszystko musi być po staremu. Nie jesteście pierwszymi, ani ostatnimi, którzy się biorą.
Tato, nie chcę psuć najważniejszego dnia rzekła Jadwiga.
Co mam powiedzieć? Tak będzie, nic nie zepsujemy.
Tato, chcę tylko ślub we dwoje i jacht.
Kto się sprzeciwi? odparł ojciec. Dostaniesz jacht i podróż poślubną, ale najpierw tradycyjny przyjęcie.
Jadwiga pojął, że Marek miał rację rodzice będą trzymać się swoich zwyczajów i licznych gości. Nikt nie poparł ich pomysłu. Kiedy Marek opowiedział swojemu przyjacielowi Szymonowi o planie ślubu we dwoje, Szymon westchnął rozczarowany:
Myślałem, że pójdziemy tak, jak się to zwykle robi
To jeszcze nie ostateczna decyzja, Szymonie ojciec dodał, że rodzice sprzeciwią się i zrobą po swojemu, a przyjaciel poklepał go po ramieniu.
No tak, w życiu wszystko tak się układa
Do dnia ślubu zostało niewiele. Rodzice krzątali się, pytając o kwiaty: białe czy różowe? Goście już ustaleni dwieście osób.
Jadwiga i Marek patrzyli na siebie z niedowierzaniem, że przyjdzie tak wielu ludzi.
Liczyliśmy na kameralne przyjęcie odparł Marek.
Oczywiście, że kameralne. Nie martwcie się, wszystko zorganizujemy. Ślub odbędzie się w urzędzie, a rano zawieziemy was na lotnisko i wyślemy nad morze zapewnił ojciec. Będziecie już tylko we dwoje.
W dniu ceremonii Jadwiga poczuła zawrót głowy. Rodzice nie zdradzili im żadnych szczegółów, zostawiając młodzież w niepewności, a przecież miał to być wielki spektakl.
W końcu nadszedł ten moment. Jadwiga wyszła z wejścia w białej sukni, a obok czekał Marek w eleganckim fraku. Atmosfera ogarnęła ją pełnym entuzjazmem i radością.
Jakże podoba mi się ten gwar pomyślała Jadwiga, otoczona rodziną, przyjaciółmi i znajomymi.
Wesele odbyło się w pięknie udekorowanej sali bankietowej, wypełnionej białymi kwiatami. Śpiewano gorzko, życzono szczęścia, a wszystko rozbrzmiewało radością. Jadwiga była szczęśliwa, a Marek równie, bo kiedy ona czuła się dobrze, on też.
Pod koniec uroczystości już siedzieli w samolocie, szykując się na podróż poślubną.
Jak szybko i wspaniale to wszystko minęło powiedzieli jednocześnie.
Morał tej historii jest prosty: prawdziwa miłość i szczęście nie zależą od liczby gości ani od tradycyjnych rytuałów, lecz od szacunku dla siebie nawzajem i od odwagi, by podążać własną drogą, nawet jeśli inni tego nie rozumieją.



