Nie mogłem tak po prostu odejść

Nie mogę po prostu odejść

Mimo sprzeciwu matki, Bogna poślubiła Wojtka.

– Córko, nie potrzebujesz takiego męża, co ma cię od przyjaciela. On jest wychowany przez babcię, rodziców nie ma. Pracuje w warsztacie samochodowym jedno słowo robotnik
– Mamo, Wojtek nie jest winny, że jego rodzice zginęli, gdy był mały mówi Bogna z niezadowoleniem. Przecież skończył technikum, ma sprawne ręce i potrafi wszystko naprawić.
– Co on potrafi? Tylko kombinować przy śrubkach, to nie praca reaguje matka. Jak będziecie żyć z jego pensją? Ty dopiero jesteś na czwartym roku studiów i musisz skończyć naukę. Bez naszej pomocy z ojcem nie damy rady.

Bogna słyszy takie uwagi od Zofii Leonardy, ale mąż idzie do pracy i nie słyszy, a matka kontynuuje swe podstępne działania, chcąc wprowadzić podziały między młodymi. Nie lubi Wojtka wcale.

Wojtek, poważny facet, po służbie wojskowej, bardzo kocha swoją Bognę, ona też nie wyobraża sobie życia bez niego. Przed ślubem namawia ją:

– Zamieszkajmy u mojej babci. Mamy dwupokojowe mieszkanie, nie jak twoi rodzice, którzy mają czteropokojowe Wojtek wie, że matka Bogny nie może go znieść, choć z ojcem ojca od razu się dogadał, ale w domu rządzi Zofia Leonarda surowa i uparta.

Gdy matka Bogny postanowi coś zrobić, idzie po swoje po każdym możliwym sposobie. Córka o tym wie, dlatego trzyma się mocno swojego zdania i nie słucha matki, polegając głównie na sobie. Zofia Leonarda denerwuje się samodzielnością i nieposłuszeństwem córki, choć rozumie, że pewne cechy odziedziczyła po niej.

Bogna wie, że matka Wojtka ją denerwuje, ale i tak namawia męża, by chwilowo mieszkali u jej rodziców.

– Wojtku, studiuję, ty pracujesz, nie damy rady żyć z jednej pensji, a mama zawsze pomoże.
– Dobrze, zobaczymy zgadza się Wojtek.

Gdy Wojtek otrzymuje wypłatę, wchodzi do marketu po zakupy. Bogna jeszcze nie wróciła z zajęć. Teściowa wita go i po zobaczeniu zakupów krzyczy:

– Kto ci kazał to kupować?
– Sam się postanowiłem odpowiada spokojnie zięć. Bogna lubi ten ser, wiem o tym ale teściowa nie daje dokończyć.
– Kim jesteś? Nie jesteś nikim w tym domu, nie zasługujesz na imię. Toleruję cię tylko ze względu na córkę, która znalazła takiego mówi surowo, a Wojtek zamiera ze zdumienia.
– Zofio Leonardo, dlaczego mnie obrażacie? Rozmawiam z wami spokojnie i z szacunkiem
– Patrz na niego, jeszcze mnie uczyć będzie. Słuchaj uważnie. Całą wypłatę, którą dostaniesz następnym razem, oddajesz mi, i tak będzie zawsze. Wydaję ja te pieniądze i kupuję produkty. Rozumiesz?
– Dlaczego mam oddawać ci pensję? Mamy własną rodzinę z Bogną.
– Nie macie rodziny, nie macie. Daj pieniądze.
– Nie, Zofio Leonardo, zarobiłem je i oddam żonie.
– Więc wyjdź z mojego mieszkania, natychmiast. Nie chcę cię widzieć

Wojtek odchodzi. Trzy dni nie ma od niego żadnych wieści. Bogna czeka, ale nie ma odwagi iść do niego, choć wie, że nie odszedł bez powodu. Zwłaszcza że jest w ciąży.

– Nie dzwoni pomyślała gdzie on? Pewnie u babci Anny.

Zofia Leonarda w skrócie wyjaśnia córce przyczynę odejścia, przedstawiając wszystko tak, że Wojtek ją obraził. Nie wspomina jednak, że wymagała oddania pieniędzy i sam ją wyrzuciła z mieszkania.

– Mamo, mówiłaś szczerze, nic nie ukryłaś, nie wymyśliłaś pyta podejrzliwie Bogna. Nie mógłby Wojtek po prostu tak mnie zostawić.
– Córko, wątpisz w moją prawdomówność, po co miałabym cię okłamywać?

Czwarty dzień Bogna postanawia pojechać do babci, bo nie odbija telefonu.

– Jadę do Wojtka informuje matkę.
– Dokąd?
– Do jego domu, na pewno u babci, gdzie ma iść.
– Jeśli się nie pojawi, to nie jesteś mu potrzebna.
– To nieprawda, nie mógłby po prostu tak odejść Nie wiem, mamo, co się między wami stało, ale coś mi nie mówisz. Nie mógłby mój Wojtek po prostu tak zniknąć.
– Oczywiście, twój ukochany Wojtek jest dla ciebie najważniejszy, a matka nie ma znaczenia. Ile pieniędzy i sił wydaję na was, a wy jesteście niewdzięczni.
– Mamo, nie o to chodzi. Dziękuję za wsparcie finansowe, ale wiem, że nie możesz go znieść. Ciągle go krytykujesz, on cię denerwuje jak kamień w gardle

Bogna chwyta torbę i kurtkę, biegnie z mieszkania, myśląc, co powiedzieć mężowi.

– Nie można zachowywać się jak obrażone dziecko. Niezależnie od tego, co matka powie, nie trzeba tak reagować. W końcu to dorosły człowiek rozważa i trzeba trzymać emocje pod kontrolą. Mama go krytykuje, a ja tkwię między dwoma ogniami. Jestem zmęczona studiami rozmyśla, podchodząc do domu Wojtka.

Przekonuje się, że mąż odszedł z powodu kolejnej matczynej uwagi. Teraz czeka, aż przyjedzie po niego. Najpierw chce wszystko wyjaśnić Wojtkowi, a potem wybaczyć mu.

To, co zobaczyła Bogna, szokuje ją. Babcia Anna otwiera drzwi ze smutnym i winny wyrazem twarzy, wpuszcza ją do mieszkania i rozkłada ręce. Wojtek siedzi przy stole, na którym stoi otwarta butelka wódki. Bogna jest w szoku Wojtek nigdy nie pił, nie palił, a tu

Wojtek zdaje się nie być zdumiony jej przyjściem, nie jest pijany, wypił tylko trochę, skinął głową w stronę krzesła naprzeciw. Bogna siada i patrzy mu w oczy. Wszystkie przygotowane słowa ulatują, serce ściska żal.

– Co mogła tak powiedzieć moja matka, że Wojtek otworzył wódkę? myśli, po czym cicho mówi:
– Wojtku, chodźmy do domu.
– Nie odpowiada głośno.
– Dlaczego?
– Nie chcę mieszkać z twoją matką Nie mogę nic zrobić bez jej wskazówek. Kontroluje każdy mój ruch, podpowiada, jak jeść, jak rozmawiać, co nosić. Za chwilę powie, jak oddychać A już mam oddawać jej wszystkie pieniądze, których nie zamierzam oddać mamy własną rodzinę.
– Ach, więc o to chodzi szepcze Bogna.
Zrozumiała, że matka ukrywała prawdę, kiedy opowiadała o kłótni.

– Co teraz robimy?
– Nie wiem szczerze odpowiada Wojtek, zostajmy tutaj, u babci.
– Ale potrzebujemy pieniędzy, wkrótce przyjdzie nasz syn i będzie go wiele wymagać
– Pracuję, dostaję dobrą płacę, mogę pracować po dziesięć godzin, jeszcze więcej płacą.
– Nie rozumiesz, przy mojej nauce i twojej pracy nie będziemy w stanie zapewnić dziecku wszystkiego. Trzeba kupować jedzenie, gotować, czy zdążę to wszystko zrobić? Nie chcę porzucać studiów, zostało niewiele. Może wrócimy do rodziców, dopóki nie przyjdzie syn, dopóki nie pójdzie do przedszkola, a ja znajdę pracę.
– Nie, Bogno, nie wrócę do teściowej stanowczo mówi Wojtek.
– Może po prostu się rozwiejmy wybucha Bogna, przerażona własnymi słowami.
– Jeśli nie jesteś gotowa żyć ze mną, jeśli nie potrafisz zrezygnować z pomocy rodziców i samodzielności, to może naprawdę powinniśmy się rozwieść odpowiada chłodno mąż.

Bogna podskakuje i chce wyjść na korytarz, lecz zatrzymuje ją babcia Anna.

– Usiądź, Karyś, uspokój się wybaczcie mi, ale szczerze mówiąc podsłuchałam waszą rozmowę, bo wiedziałam, że tak się skończy Pomogę wam. Karyś, nie rezygnuj ze studiów, mam jeszcze siły nie mam takiej fortuny jak twoi rodzice, mam tylko emeryturę, ale podzielę się z wami. Nie potrzebuję wiele. Mogę gotować i opiekować się wnuczkiem, obiecuję. Proszę, odłóżmy rozwód. Karyś, przeprowadź się do nas.

Bogna przyjmuje propozycję. Myślała o tym wielokrotnie, ale wygoda i pomoc rodziców miały swój urok. Dla ukochanego męża jednak zrezygnuje z tego. Własna rodzina, mąż i nienarodzone dziecko stają się najcenniejsze.

Wojtek patrzy na żonę napięty, wyczuwa, że Bogna zdecyduje się na propozycję babci. W końcu Bogna się uśmiecha:

– Dobrze, zgadzam się, cóż, skąd ja bez ciebie, Wojtku mówi, a on podskakuje i radośnie obejmuje żonę, całuje ją, babcia też się uśmiecha i w duchu odmawia.

Bogna musi znosić naciski matki, pakując rzeczy, by wyjechać do Wojtka. On stoi na balkonie, nie wchodzi do mieszkania, słyszy kłótnę teściowej.

– Umrzesz z Wojtkiem z głodu, będziesz żyła w nędzy, a wnuk mi niepotrzebny. Wychowa się tak uparty jak ojciec. Rusz się, odejdź wykrzykuje matka, jej słowa prawie ją szokują.

Bogna wychodzi z mieszkania z walizką, kładzie dużą torbę na balkonie. Wojtek podnosi rzeczy i schodzi w dół, a za nimi lecą przekleństwa.

– Boże, to moja matka przerażona Bogna. Dobrze, że odeszłam z domu, teraz rozumiem męża, wyobrażam sobie, co wtedy mu zrobiła.

Życie Wojtka i Bogny układa się spokojnie u babci. Ona przejmuje wszystkie obowiązki domowe. Bogna spokojnie przechodzi ciążę i rodzi zdrowego chłopca Antka. Babcia Anna i młodzi rodzice są w siódmym niebie. Zofia Leonarda nie ma z nimi kontaktu, nie potrzebuje wnuka. Dziadek potajemnie dzwoni, pyta o Antka, a Bogna wysyła mu zdjęcia, on się cieszy.

Gdy Antkowi kończy się trzy lata, idzie do przedszkola, choć babcia namawiała, że może go opiekować. Bogna idzie do pracy.

– Babciu, Antoś musi mieć kontakt z innymi dziećmi, w przedszkolu szybciej się rozwinie, bo opiekunowie pracują z dziećmi. Ty będziesz go odbierać, bo mieszka się blisko mówi Bogna. A potem odpocznij, potrzebujesz nas, Wojtek i ja planujemy jeszcze córkę śmieje się radośnie.

Rate article
Fajna Tajna
Nie mogłem tak po prostu odejść