Drogi Dzienniku,
kto, jeśli nie ja?
W podwórku pięciopiętrowego bloku na warszawskiej dzielnicy Mokotów wszyscy znali babcię Alwinę Kowalską. Niska, szczupła, z siwymi włosami zebranymi w ciasny kok, poruszała się po podwórku z laską, ale tak sprawnie, że młodzież nie nadążała za jej krokami.
Alwina mieszkała w tym domu od chwili, gdy wzniesiono mur, pamiętała każdego lokatora, a oni szanowali ją nie tylko za wiek, lecz za cięty język i żelazną wolę. Gdy któremukolwiek z sąsiadów przytrafił się kłopot, babcia Ala (tak ją wołało otoczenie) była pierwsza, by nieść pomoc; gdy ktoś zakłócał porządek, była pierwsza, by dać mu lekcję.
Pewnego dnia do naszego podwórka wprowadziła się nowa rodzina młoda para z nastoletnim synem. Chłopiec, Pawełek, szybko znalazł kompanię podobnych łobuzów i wkrótce podwórze zamieniło się w prawdziwy chaos: połamane żarówki w klatce, wulgarne napisy na ścianach, a raz nawet rozbite okno w piwnicy, gdzie babciakociarka karmiła swoje podopieczne kotki.
Pawełek nie był zwykłym awanturnikiem, lecz łobuzem z wypaczonymi pomysłami. Czasem rozciągał żyłkę między drzewami, by rowerzyści spadali, innym razem podrzucał do piaskownicy niespodzianki od sąsiedzkich psów. Rodzice wzdychali: To okres dojrzewania, lecz babcia Ala nie podzielała tego zdania.
Hej, Pawełku! przywołała go pewnego poranka, gdy próbował przywiązać do ławki petardę. Podejdź tutaj.
Co chcesz? burknął nastolatek, ale podszedł.
Jesteś mądrym chłopcem?
No zmarszczył się Pawełek.
Bo widzę, że twoje pomysły są głupie. Mądry nie postępuje tak.
Daj spokój!
Nie dam. Bo jeśli nie ja, to kto ci powie prawdę?
Pawełek skrzywił się, ale petardę schował.
Następnego dnia babcia Ala przyłapała go na nowym wyczynie malował sprayem niecenzuralne słowo na murze garażu.
O o o, powiedziała z uśmiechem. Artysta się zjawił.
Co? uśmiechnął się zuchwale Pawełek. Pięknie, co?
Pięknie, przyznała babcia. Tylko problem właściciel garażu, pan Kolja, zaraz wróci z pracy. A jeśli cię złapie
Mam to już w nosie!
Dobrze, westchnęła Ala. Pamiętaj: jeśli pan Kolja cię nie ukarze, to ja.
Pawełek pufnął, ale spray odłożył.
Wieczorem pan Kolja, czerwonawy ze złości, biegł po podwórzu, machając pasem.
Kto to zrobił?!
Pawełek schował się za rogiem, lecz babcia Ala już stała obok niego.
No to co, artysto? Uciekasz, czy przyznasz się?
On mnie zabije!
Myślałeś, że wulgaryzm nie ma konsekwencji?
W efekcie Pawełek musiał wyczyścić garaż pod czujnym okiem pana Kolji i babci Ali.
Widzisz, rzekła, gdy praca była skończona. Garaż czysty, a ty żywy. Mogło być gorzej.
Do diabła z wami mruknął Pawełek, lecz w jego głosie nie było już tej dawnej zuchwałości.
Czas mijał. Pawełek wciąż robił wybryki, ale już nie tak bezczelnie. Pewnego dnia babcia Ala zobaczyła, jak goni po podwórzu małe dzieci.
Znowu po swoje? zapytała surowo.
Bo one wchodzą mi w drogę!
A ty jesteś starszy. Powinieneś być mądrzejszy.
No i co mam z nimi zrobić?
Nie goni ich, a naucz czegoś.
Pawełek spojrzał na nią zdziwiony.
Co?
No więc możesz pokazać, jak gra się w piłkę. Albo w Koziołki.
Są przecież mali!
Spróbuj.
Niechętnie wziął piłkę z domu. Po pół godzinie podwórze rozbrzmiało śmiechem uczył maluchy strzelać z rzutów karnych.
Od tego dnia Pawełek stał się innym. Nie świętym, ale już nie tym małym diabłem, przed którym wszyscy się chowali. Gdy babcia Ala połamła rękę, to właśnie on nosił jej torby ze sklepu.
Co, Pawełku, coś się zmieniłeś? drwiła.
Po prostu żebyście się nie kłócili, mamrotał.
Wszyscy na podwórzu wiedzieli: babcia Ala potrafi być surowa, ale skuteczna, dlatego jej słuchano. Bo jeśli nie ona, to kto?
Lato minęło. Pawełek już nie gonił dzieci one same podążały za nim, nazywając go starszym. Pokazywał, jak wbić gwóźdź, naprawić rower i nawet założył tajne stowarzyszenie z hasłem: Prawdziwi mężczyźni nie hulają chronią słabszych!.
Raz babcia Ala, siedząc na ławce, obserwowała, jak Pawełek rozdziela bój dwóch chłopców.
Arturze, słabeusz! krzyczał jeden. Bij go!
Bez bójek, powiedział stanowczo Pawełek, stając się tarczą między nimi. Rozwiążmy to po ludzku.
Babcia uśmiechnęła się.
No i co, Pawełku, przyzwała po zakończeniu. Teraz prawie bohater?
No nie, babciu, zarumienił się. To tylko oni są mali i głupi.
A ty już dorosły.
Pawełek się zamyślił.
Babciu, po co tak się mną zajmowałaś? Przecież byłem no, niegrzeczny.
Bo dostrzegłam w tobie człowieka.
A inni go nie widzieli?
Inni woleli krzyczeć. Ja zmrużyła oczy. W młodości sama taka byłam.
Pawełek otworzył oczy szeroko.
Naprawdę?
Oczywiście. Gdyby nie ja, skończyłabym w policji.
I co?
A potem pewien staruszek rzekł mi: Jesteś mądra, dziewczyno, po co te głupoty? I wtedy się zastanowiłam.
Pawełek się roześmiał.
Teraz mam się też zastanowić?
Już się zastanawiasz. Widzę to.
Zlekceważył głowę.
Babciu, a jeśli znowu się pomylę?
Nie jesteś pomylony. A jeśli się pomylisz naprawiaj.
Od tamtej pory Pawełek był w podwórzu człowiekiem, na którego można liczyć. Pomagał starszym, naprawiał huśtawki i przekonywał kumpli, by nie zaśmiecali. Gdy babcia Ala znów zachorowała, codziennie ją odwiedzał, przynosząc leki i najnowsze plotki.
Pawełku, naprawdę mnie rozpuszczasz, narzekała, ale w jej oczach krążył śmiech.
To ja was uczę, odpowiedział z przekąsem.
Pewnego dnia na podwórzu pojawił się nowy chłopiec tak samo łobuzerski, jak Pawełek kilka lat temu.
Hej, chłopcze! zawołał Pawełek. Podejdź do mnie
Babcia Ala, siedząc na ławce, cicho się uśmiechnęła.
Kto, jeśli nie ja?



