Drogi Dzienniku,
12 listopada 2025 pociąg IC 212 WarszawaKraków, przedział sypialny nr 4.
Nie mogłam przewidzieć, że tego popołudnia spotkam taką osobę. Wsiadając do przedziału, przywitała mnie elegancko ubrana kobieta, której obecność od razu wyróżniała się wśród innych pasażerów. Była szczupłą brunetką w ok. trzydziestu, z modną fryzurą i sylwetką, o której zazdrościło mi i nie mówię tu tylko o krągłościach, jakie noszę od lat. Uśmiechała się, rozmawiała, a jej oczy cóż, były ukryte za ciemnymi okularami przeciwsłonecznymi.
Tego szarego, pochmurnego dnia, kiedy chmury zasłoniły niebo nad Mazurami, okularami mogła chcieć ukryć worki pod oczami albo siniak. Może po prostu chciała zachować anonimowość. W głowie szukałam wymówek, by nie dać się wciągnąć w jej pomysł, ale ciekawość wkradła się niepostrzeżenie.
Znałam ją tylko z imienia Zuzanna i tego, że pracuje w branży usługowej. Zadać pytanie: Dlaczego w taką ciemność nosi pan okulary? wydawało się niewłaściwe, zwłaszcza że nie znałam jej dobrze. Czy nie cierpi na jakieś schorzenie oczu?
Utrzymałam więc lekką, powierzchowną rozmowę, typową dla nieznajomych w pociągu. Nagle, po chwili zamyślenia, Zuzanna zwróciła się do mnie:
Natalko, pozwolisz, że ci wykreślę przyszłość? Moja prababcia była prawdziwą wróżką, nie jak te oszustki, które można spotkać na każdym rogu. Czy nie chciałabyś poznać swojego losu?
Zadrżały mi ramiona. Nie chciałam wiedzieć, co mnie czeka. Co, jeśli?
Dziękuję, Zuzanno, ale nie wierzę w karty ani w wróżby, odpowiedziałam, starając się brzmieć pewnie.
W takim razie nie ma się czego bać, odparła, a ja poczułam dziwne swędzenie w głowie, jakby chciało się podrapać od środka.
Po chwili milczenia, nieoczekiwanie dodała:
Skoro tak, to może jednak spróbujemy?
Zaskoczona, otworzyłam usta, by odmówić, lecz zamiast tego uśmiechnęłam się nieśmiało. Zuzanna skinęła głową, wyciągnęła z torebki aksamitny woreczek, położyła przed nami talię kart na małym stoliku i położyła okulary na nosie, zasłaniając sobie oczy całkiem.
Serce przyspieszyło.
Jak będziesz wróżyć, skoro nie widzisz? wyszeptałam.
Nie martw się, Natalko, czuję karty tak, jakby były wprost w moich dłoniach. Nie mam za dużo rozrywek w życiu, więc zaczynamy? odpowiedziała, zakładając ponownie okulary, które wydawały się jeszcze bardziej przerażające.
Zsunęłam ramiona, zapominając, że nie może widzieć moich ruchów. Zuzanna rozłożyła karty w kręgu, przytłumiona tradycją wróżbiarską, i rzekła:
Odwróć tę najbliższą, ona pokaże przeszłość.
Podniosłam kartę drżącymi rękoma. Była biała, czysta, bez rysunku. Wróżka zamyśliła się.
Dziwne. Biały arkusz oznacza, że nie było cię w przeszłości. Jak to możliwe?
Co to za talia? Normalne karty nigdy nie są tak puste, próbowałam brzmieć stanowczo, choć dreszcz przechodził po plecach.
Spróbujmy jeszcze raz. Wybierz dowolną kartę, co ci się podoba. zachęciła.
Miałam jedyne pragnienie szybko spakować rzeczy i wysiąść na najbliższej stacji, nie słyszeć już tego głosu i nie odczuwać tych niewidzialnych dreszczy.
Mimo to, pod presją, wzięłam kolejną kartę i odwróciłam ją. Wynik był taki sam: pusty liść. Zaczęłam podejrzewać, że to oszustwo, i zebrałam się na odwagę, by zapytać:
Czy możemy to zakończyć? Wszystkie twoje karty chyba takie same. To żart, który mi nie odpowiada!
Zuzanna wzburzyła się.
Zapewniam, karty są prawdziwe, rysunek jest delikatnie wytatuowany igłą, czuję go palcami, ale teraz są zupełnie gładkie. To szok, naprawdę. Spróbuj jeszcze raz, weź odważniej!
Pochyliłam się, wzięłam dwie karty jednocześnie, dotknęłam ich. Jak przypuszczałam, nie było na nich żadnych kropek ani nakłuć czyste, błyszczące kartki. Rzuciłam je w jej ręce.
Czy naprawdę musisz to kontynuować? zapytałam, czując, że wzbiera we mnie gniew.
Nie miałam nic złego w myślach, chciałam ci tylko trochę umilić podróż. Spróbujmy ostatni raz, dla przyszłości odpowiedziała, blada i nieco zdezorientowana.
Zirytowana, przyjęłam kolejną kartę, odwróciłam ją i zamiast pokazać ją Zuzannie, przypomniałam sobie, że i tak jej nie zobaczy. Krzyknęłam prawie:
A przyszłość jest biała jak śnieg. Co teraz z tym zrobić?
Zuzanna przeobraziła się w bladą postać z nerwowymi plamkami na twarzy.
Czy to nie znaczy, że niedługo umrę?
Oczy szeroko otwarte, nie odzywałam się, po prostu wzięłam płaszcz i torbę, spojrzałam przez okno i westchnęłam:
Skąd mam to wiedzieć? Wszystko kiedyś się skończy… Do widzenia, wysiadam na tej stacji, mam pilną sprawę.
Wyszłam z przedziału, wściekłość kipiąca w sercu, jakby ktoś zepsuł mi humor na całe popołudnie. W korytarzu, w pośpiechu, wyciągnęłam papierosa z paczki i podeszłam do mężczyzny, który z zamyśleniem palił.
Nie masz zapalniczki? zapytałam.
Oczywiście, proszę podniósł ją, spojrzał na mnie i powoli osunął się na brudną podłogę. Musiałam podnieść zapalniczkę sama. Wciągnęłam dym, poczułam, jak ciężar nieco się ulotnił.
Drzwi otworzyły się, a ja, przed wyjściem na peron, jeszcze raz przyłożyłam maskę na twarz, spoglądając na tego przerażonego mężczyznę.
Co za los, zobaczyć kości, to dopiero frajda! Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć. Twoja chwila jeszcze nie nadeszła, a ja po prostu zgubiłam panowanie nad sobą. Ta jasnowidzka nawet Śmierć się jej nie oprze, choć jest ślepa. Nie ma się przed takimi uciec
Z uśmiechem na twarzy, mruknąc pod nosem, wyszłam na peron nieznanego miasta. Oby ten urlop, Natalko, był naprawdę udany.



