No i co, kochani goście? Najedliście się? Napiliście? Dałam wam wszystko, co mogłam? rzekła Zuzanna, wstając na czele dużego stołu.
Tak, siostro, odparł Bartosz z satysfakcją, zawsze jesteś na topie!
Zgadzam się w stu procentach! dodała Grażyna, wspierając brata. Razem z mamą uczymy się gotować, a ja nigdy nie wyjdzie tak smacznie! Nie bez powodu zawsze zapraszam cię na moje przyjęcia!
Mamusiu, wtrąciła Katarzyna, a ja znowu nie mogę wyjść z siłowni! Nie mogłam się zatrzymać!
Mamo, przyślę ci żonę, żebyś ją nauczyła gotować, wtrącił się Andrzej.
Dlatego właśnie poślubiłem ciebie! wykrzyknął Wacław, po czym sycił się głośnym burkiem. Przepraszam!
Dałaś radę, więc… Zuzanna szeroko się uśmiechnęła. A teraz, moi drodzy i ukochani zrobiła pauzę, w której z jej twarzy znikł uśmiech wynoście się z mojego domu!
To był ostatni obiad, który przygotowałam dla was! I ostatnia chwila, kiedy się dla was męczyłam! Nie chcę was już widzieć ani słyszeć, nie chcę o was wiedzieć!
Chwyciła wielki, masywny salaterkę i z całej siły rzuciła nią na podłogę!
Dość, maluchy! Koniec zabawy! powiedziała z nieprzyjaznym uśmieszkiem. Nie pozwolę już nikomu na mnie jeździć, zwłaszcza wam!
Na stole zapadła cisza, goście byli w szoku. Mogli się spodziewać takiego czynu od kogokolwiek, ale nie od Zuzanny. Spokojnej, pomocnej, uległej.
Co to było? zapytał Wacław. Zaraz dostał po policzku od żony.
Dzwonić szybko, ona ma napad! krzyknęła Grażyna.
Zuzanna chwyciła karafkę z resztkami soku:
Kto sięgnie po telefon, dostanie w głowę! uśmiechnęła się słodko. A wy co, tak zamarliście? Rączki w nogi i rozbiegajcie się! Wy, moje niepohamowane kąski!
Zuzanno! ostro powiedział Bartosz. Jako starszy brat mówię: uspokój się i weź się w garść!
Nie! odparła z uśmiechem. Nie chcę już wam służyć! Nie będę! Nie będę zadowalać! Nie będę biegać za tymi, co nic sami nie zrobią! Dość!
Co cię użądliło? zapytał Wacław, pocierając się zaróżowianą policzkę. Wszystko było w porządku!
Nie zebrałam was po prostu tak, Zuzanna usiadła na krześle i odchyliła się. Wasza bezczelność przeszła wszelkie granice. Już od dawna!
Ostatni wasz demarcz pokazał mi, jak bardzo się zarozumieliście. Dlatego nie chcę już was w swoim życiu!
My nic nie zrobiliśmy, odparł Andrzej.
A dokładnie tak, synu! odpowiedział zadowolony.
***
Mówią, że życie trzeba przeżyć dobrze. Nie ma co dyskutować. Jak to dobrze? Każdy mówi coś innego, każdy ma własną wersję.
Zuzanna miała czterdzieści pięć lat i była pewna, że żyje właściwie. W najgorszym wypadku nie mogła sobie zarzucić niczego. Urodziła się trzecim dzieckiem w rodzinie, z jedną starszą siostrą. Dobre stosunki z rodzicami, kochała brata, siostra jej nie przeszkadzała. Po szkole wzięła pracę. Nie liczyła na gwiazdy, ale nie szukała też łatwych dróg.
Wyszła za mąż, urodziła dwoje dzieci. Była dobrą żoną, kochającą, zawsze wspierała męża, nie kłóciła się bez potrzeby. Była dobrą matką, wychowała dzieci i wypuściła je w świat. Nie zerwała kontaktu z bratem i siostrą, pomagała, świętowała, rozwiązywała problemy, cieszyła się razem z nimi.
Ludzie mówili o niej, że jest dobra, empatyczna, mądra i wyrozumiała. Dlatego uważała, że żyje prawidłowo. A w czterdziestym piątym roku życia dowiedziała się, co to znaczy być porzuconą i samotną w najgorszym momencie.
***
Pani Zuzanno, po obiedzie wszedł lekarz, wyniki są, nie ma przeciwwskazań. Czy umawiamy operację?
Oczywiście, doktorze, odpowiedziała smutno Zuzanna, decyzja już podjęta.
Rozumiem, zauważył lekarz, dostrzegając przygnębienie, ale nigdy nie wiadomo
Proszę pisać, odrzekła machnąwszy ręką. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy.
Dobrze, lekarz wpisał coś w kartę. Dziś jeszcze obiad, jutro nic, pojutrze operacja.
Odwrócił się do współpacjentki:
Pani Katarzyno, wyniki nie są najlepsze, zajmiemy się tym.
Dobrze, panie Leszku, odpowiedziała.
Gdy lekarz odszedł, Zuzanna zapytała:
Dlaczego jesteś taka przygnębiona? Boisz się operacji?
To też, przyznała. Mąż jeszcze zerknęła na telefon.
A mój chłopak odszedł, zostawił mnie z piosenkami, uśmiechnęła się Katarzyna. Myślę, że dzieci przyjadą do mamy, a on zorganizuje imprezę! Nic nie szkodzi, potem się odpracuje! Może i on odszedł w nieznane?
Z ostatniej wiadomości głosowej wynika, że już dorósł, Zuzanna zmarszczyła wargi. Wie, że mam operację! A on? Już z kumplami przy barze!
Ach, tacy są wszyscy! Kot w domu, myszy w tańcu! odparła Katarzyna.
I tak wkurzające, dodała Zuzanna. Usunięcie macicy to poważna sprawa. Chciałbym chociaż trochę wsparcia! Ja mu mówię, że się boję, że potrzebuję pomocy, a on po dwóch krótkich SMSach przestaje odpisywać!
Katarzyna była dziesięć lat młodsza, brakowało jej doświadczenia, więc rozmowa szybko ucichła. Zuzanna nie poszła na kolację, nie wzięła nic ze sobą, bo przed operacją trzeba było pościć. Leżała cicho, wpatrując się w sufit.
Przypomniała sobie, jak Wiesław w pracy po dwa razy złamał nogę. Jeździła codziennie do szpitala, po pracy autobusem, przynosiła jedzenie, czyste ubrania. Siedziała z nim do późna, a do domu dochodziła dopiero po północy. Po wypuszczeniu go ze szpitala wzięła urlop, żeby mu pomagać jak wiewiórka w biegu. Nie odmówiła mężowi niczego: wody, jedzenia, mycia, czesania.
Dlaczego on tak ze mną postępuje? zapytała Zuzanna, gdy Katarzyna wróciła z kolacji.
Nie tylko twój! odpowiedziała śmiejąc się. Wszyscy tak robią! W szkole ich uczą, żeby się siedzieli przy kobietach?
Zuzanna pracowała trzy lata, przez znajomych szukała lepszej posady, a jej mąż wciąż nie chciał podjąć żadnej pracy, dopóki nie zagroziła rozwodem i alimentami.
Mój pracuje, odparła Zuzanna.
Twój ma inną fantazję, machnęła ręką Katarzyna. To jedyni eksploatatorzy! Jeśli ich nie zapiąć, siadną ci na szyję, podbiją nogi i jeszcze pobiegają!
Zuzanna zaczęła się zastanawiać, czy nie przesadza z mężem.
Może przesadzam? spytała. Operacja mnie stresuje, więc się denerwuję?
Nie ma przeciwko sobie, rzekła Katarzyna. Faktem jest, że od niego nie słyszę nic miłego na dłoni! Mój przynajmniej codziennie przynosi sok, owoce, dzwoni, wysyła serca w telefonie.
Zuzanna odwróciła się i przykryła się kocem.
***
Głód, choć bardzo potrzebny, nie jest łatwy. Zuzanna chciała odciągnąć myśli rozmową z sąsiadką, ale po badaniach i badaniach Katarzyna pojawiała się tylko na chwilę.
Telefon w ręku:
Bliscy nie odmawiają rozmowy, żeby zabić czas, pomyślała Zuzanna.
Syn Andrzej nie odebrał. Wysłał tylko wiadomość, że oddzwoni. Córka Katarzyna dwa razy odrzuciła połączenie, potem numer stał się niedostępny.
Dobre dzieci, mruknęła Zuzanna, zdezorientowana.
Nie odbierają? zapytała Katarzyna, łapiąc oddech między badaniami.
Wyobraź sobie! odparła Zuzanna. Czy naprawdę tak trudno odpowiedzieć matce?
Dorośli? zapytała. Już mieszkają osobno.
Zapomnijcie o nich, mamo! Zobaczycie ich dopiero, gdy będą czegoś potrzebować! Z gniazda ptaków wyrzucili, a teraz niewłaściwy wiatr ich znowu przyciągnie!
Mój najstarszy ma szesnaście lat, już mnie nie liczy. A jeśli mieszkają osobno, rodzice stają się zbędni! Cóż, przychodzi na pogrzeby.
Nie, to nie tak! Mamy świetne relacje! zapewniła Zuzanna.
Dlaczego więc nie odbierają?
Katarzyna pobiegła dalej, a Zuzanna pogrążyła się w myślach.
Naprawdę? Czy tak trudno poświęcić kilka minut, żeby pogadać z mamą? Ostatnie wizyty były tylko o pieniądze, pożyczki, ile się da.
***
Smutek przytłaczał. Katarzyna trafiła w punkt: Wypłynęły pisklęta. Teraz żyją własnym życiem. O rodzicach przypominają sobie tylko, gdy czegoś potrzebują.
Znowu zadzwoniła do męża. Nie było odpowiedzi. Napisała wiadomość, ale nie odczytano.
Ech, Wiesławie! mruknęła. Nie oddzwoniłbyś!
Wieczorem jednak napisał:
Gdzie leżą nasze oszczędności? Pensja skończyła się, nie ma na co żyć!
A pensja skończyła się trzy dni temu.
No cóż! oceniła Zuzanna zdolności męża. Ucztą góra, wino rzeką!
Jednak nie odpowiedziała. Gdyby choć w pół zdania zasugerował, że o nią martwi się, odpowiedziałaby. Niech sam radzi sobie.
Bartosz odebrał telefon, ale od razu powiedział, że jest zajęty i odłożył słuchawkę.
No tak, jest zajęty, westchnęła Zuzanna.
Wtedy przypomniała sobie, jak pół roku mieszkała w dwóch domach po tym, jak żona Bartosza go opuściła, zostawiając dzieci. To ja się o nie troszczyłam o mamę, kucharkę, sprzątaczkę i wszystko, dopóki Bartosz nie znalazł nowej partnerki. Musiałam także rozwiązywać konflikty, bo on domagał się miłości do swoich dzieci, a ja miałam własne.
Przez półtora roku je udawałam, a nie dostałam ani słowa podziękowania. I wciąż jest zajęty.
Kiedy Zuzanna zadzwoniła wieczorem, usłyszała jedynie krótkie dźwięki i ciszę.
Dzięki, braciszku, za czarną listę!
Warto dodać, że i on wiedział o mojej trudnej operacji. Gdy poprosił o dzieci na miesiąc, po raz pierwszy odmówiłam, tłumacząc się zabiegiem.
Grażyna poświęciła Zuzannie zaledwie pięć minut, i to nie o zdrowiu, tylko o kiedy będziesz zdolna do działania? Bo przyjeżdża krewni mojego męża, dziesięcioleci, trzeba ich zakwaterować, a jedzenie musi być w domu, w wielkim stylu!
Nie wiem, Grażyno, odpowiedziała Zuzanna. Operacja ciężka. Potem dwa, trzy tygodnie w szpitalu, a potem zwolnienie na pięćdziesiąt dni.
Nie, nie, siostro! Tak się nie robi! Musisz się przyspieszyć, jak wZ uśmiechem na ustach ruszyłam w nieznane, zostawiając przeszłość za sobą i gotowa na własne jutro.



