Nazywam się Burek. Jestem labradorem uroczy piesek, którego wszyscy lubią. Czasem jednak zdarza się, że trzeba trochę pogryźć, by bronić swojego terytorium. Dbajcie o mnie! Mam właścicielkę, Zuzannę, i kocham ją bez względu na to, co robi i kim jest. To już nie podlega dyskusji kocham ją i tyle!
Kupiła mnie, gdy byłbym szczeniakiem. Miałem miesiąc, a ona 408 miesięcy czyli 34 lata. Następnego wieczoru siedziała na podłodze naszej dwupokojowej kawalerki w Warszawie, popijała czwartą lampkę czerwonego wina, głaskała mnie i łkała:
No to jedź sobie pod wiatr. W końcu mam psa, który nigdy mnie nie zdradzi. Powiedz, Burek, co we mnie nie tak? rzekła, że nie jest już tak dobra w gotowaniu i poszła na kurs francuskiej kuchni. Trochę przestała mamrotać. Potem zaczęła narzekać na moje ubrania, mówiąc, że chodzę w nieforemnym płaszczu, jak worek ziemniakowy, i wstydem się na mnie patrzy. Wyrzuciła całą garderobę, a mama i babcia podarowały jej mnóstwo swoich rzeczy. Przestała na mnie patrzeć. Zasugerowała, że nasze życie jest nudne, a w kinie ktoś podchodzi do tematu z pasją i profesjonalizmem. Jakie to kina? pomyślałem. Przez dwa miesiące oglądałem na YouTubie poradniki o minie i prawie zbankrutowałem na bananach. Babcia przyniosła dwa wiadra kukurydzy wszystko dla niej. A ona odszedła, co za zdrada. Zuzanna powiedziała: Burek, jesteś moim jedynym. Nie zostawiaj mnie nigdy, dobrze? Spojrzałem jej w wypalone oczy i polizałem policzek. Co miałem zrobić? Zjedliśmy razem kapelusz i buty, a szczeniak niewiele wnosząc. Ona mnie przytuliła i zasnęliśmy. Była to wina czerwonego wina.
W miarę jak rosły moje kałuże na podłodze, rosła i ja. Zuzanna dbała o mnie, wkładając całą swoją energię. Oglądała program o pięciogwiazdkowych tureckich hotelach all inclusive. Wtedy żyliśmy w prawdziwym all inclusive karmiono mnie do syta, w soboty dostawałem awokado. Nie miałem obowiązków: rano odprowadzałem Zuzannę do pracy, a potem czekałem, aż wróci. Czekałem (szczerze mówiąc, drzemałem na podłodze). Kiedy wracała, całowała mnie i podawała mięso. Byliśmy szczęśliwi. Kocham ją całym sercem.
Pewnego dnia w mieszkaniu pojawił się Michał, kolega z pracy. Przyszli po kinie, wypili czerwone wino w kuchni i poszli do sypialni. Słychać było przyjemne odgłosy. Zuzanna była szczęśliwa, a ja też. Rano po raz pierwszy zapomniała mnie nakarmić. Michał odwetł butami ich już nie było. Chciałem go ukarać, ale zobaczyłem, jak patrzy na Zuzannę z miłością i się rozmyśliłem.
Michał okazał się przyzwoitym facetem, przynosił mi mięso, ale buty chował w lodówce. Odwiedzał nas głównie w porze obiadu, a czasem zostawał na noc. Wieczorami Zuzanna nie odrywała się od telefonu, rozmawiała z nim. Stawało się coraz smutniej. W weekendy siedziała przed ekranem, a kotek w kącie drapał się. Podczas kolejnego wieczornego spotkania przy czerwonym winie głaskała mnie i mówiła:
Och, Burek, czemu tak? On jest żonaty. Znalazłam takiego normalnego, z majątkiem. Myślałam, że w jego towarzystwie będzie lepiej. Śledzę każdy jego lajk na Instagramie, nie odrywam się od telefonu. Myślę, że jestem lepsza od jego żony. Popatrz na moje piersi to dar losu. Już niedługo Święta, znowu będziemy sami.
Zuzanna zaczęła łkać. Dostałaś, Michał. Jesteś moim równoległym światem. Przytuliła mnie, a ja warczałem z nienawiści.
Następnego dnia Michał przyszedł w garniturze, który po krótkiej wizycie zniknął zostawił jedynie ramiona i nogi. Na podłodze znalazłem dwa telefony w ładowarce jego i jej. Pogryzłem oba. Nie warto patrzeć w te rzeczy i płakać nocą.
Michał wyszedł z sypialni w szlafroku, zobaczył, że nie ma już nic do ubrania i telefonu, i zaczął mnie bić smyczą. Zuzanna krzyczała, próbując mnie bronić. Michał ją odrzucił, podniósł mnie i wcisnął do bagażnika samochodu. Myślałem, że mnie zabije, planując, jak go zaatakuje, gdy wyjdzie. Zamiast tego wciągnął mnie do jakiejś kliniki. Posadzili mnie w klatkę, wstrzyknęli coś i moje siły zgasły. Kiedy otworzyły się oczy, obca kobieta głaskała mnie przez kraty i mówiła do telefonu:
Co za ludzie, przywiozą psa, pobawiają się i już nie potrzebują. Przyjadą, damy mu tysiąc złotych uśpijcie go, kochana. Zadzwonię później.
Usiadła bliżej. Jedną ręką mnie głaskała, drugą trzymała strzykawkę przy boku. Zrozumiałem, że nie jestem głupi. Tylko Zuzanna co ja będę bez niej? Hau, hau, hau! Do zobaczenia, świecie.
Nagle drzwi się otworzyły, a Zuzanna wbiegła, rozczochrana.
Stój! Nie, nie! Znalazłam cię, znalazłam!
Kobieta wstrzymała się i jęknęła, że i tak nie odda tysiąca, ale nie mieliśmy czasu na to. Zuzanna rzuciła się na mnie, a ja na nią:
Burek, przejechałem wszystkie kliniki! Przebacz mi, przebacz! Słyszysz?
Mówi się, że psy nie płaczą. To prawda. Tego razu płakałem raz. Nie mówcie nikomu. Wróciliśmy do domu i zasnęliśmy.
***
Zuzannę zwolniono, a za to odpowiadał Michał. Z mojego jadłospisu zniknęło mięso, więc musiałem jeść kasze. Stałem się pasywnym weganinem. Zuzanna się nie poddała. Zaczęliśmy razem biegać rano. Ja biegałem, ona patrzyła na brzozy. Po kilku miesiącach biegła szybciej, a czerwone wino już prawie przestała pić. Z babcią, gdy przynosiła kukurydzę i stare spódnice, wypijała jeszcze trochę.
Zuzanna podjęła studia, o których marzyła zbierała kwiaty do bukietów. Ja podpowiadałem, że podobnie, ale z mięsem. Mięsny bukiet to najlepszy prezent. Skoro Zuzanna woli kwiaty, i ja się poddaję. Naszą kawalerkę wypełniły bukiety i powiedziała:
Jak nikt nie da mi kwiatów, sama je zrobię i podaruję innym.
Zrozumiałem aluzję i na kolejny bieg przyniosłem wydeptany z korzenią mniszek duży i zielony. Zuzanna doceniła prezent, przytuliła mnie i pocałowała.
Wkrótce dostała pracę w kwiaciarni, co ją ucieszyło, a mnie jeszcze bardziej. Wszystkie rośliny przeniosły się do jej nowego miejsca, nasza kawalerka znowu wyglądała jak mieszkanie, nie jak stóg siana. Do mojego jadłospisu wróciło mięso.
Po dwóch latach do nas wpadł Sergiusz, naprawiał lodówkę i został. Sergiusz to wspaniały facet, nie krzywdzi Zuzanny, a ona ciągle się z nim śmieje. Niedawno pojawił się drugi Sergiusz, mały szczeniak. Zuzanna poprosiła, żebym go też chronił i kochał. Zrobię, bo jestem psem.



